sobota, 21 maja 2016

Rozdział 5.

"Cierpiałam w milczeniu, a milczenie
czasem sprawia, że 
nasz ból jest dotkliwszy. Wielu ludziom
wygodniej jest nie mówić, bo z reguły
zaczynają się plątać, gdy próbują
myśleć na głos."
Następnego dnia zostałam obudzona przez Lionela. Wymamrotał coś tam, żebym pojechała z nim na trening i wyszedł. Odwróciłam się na drugi bok i chciałam iść spać dalej, jednak wrócił do mojego pokoju i zabrał mi kołdrę, którą byłam okryta. Powiedział, że mam nie całą godzinę i wyszedł na dobre. Mozolnie wstałam z łóżka i odruchowo spojrzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej. Była godzina 7:43. Wzięłam telefon do ręki i jak zawsze zaczęłam przeglądać co ciekawego jest w świecie. Jak zwykle nie znalazłam niczego nad czym mogłabym chwilę się zatrzymać. Odłożyłam telefon i usłyszałam dźwięk wiadomości. Odblokowałam telefon i na głos przeczytałam zawartość, która była od Neymara.
Tak, wszystko ok.
-Szybki jesteś.-Powiedziałam już trochę ciszej. Rzuciłam telefon na łóżko i podeszłam do szafy. Wzięłam z niej ubranie i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i zeszłam na dół. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy i nalałam go sobie do szklanki. Usiadłam do stołu i przyglądałam się Lucasowi. 
-Jak się tutaj bawisz?-Zapytałam. Chciałam aby nie wiedział, że źle się czuje z jego obecności w Barcelonie. Postanowiłam załatwić to na luzaku.
-Zabawa jeszcze się nie zaczęła.-Uśmiechnął się kpiarsko.
-No cóż.-Odchrząknęłam.-Kiedy wracacie do domu?
-Spokojnie, zdążysz się nami nacieszyć.
-Już zdążyłam.-Powiedziałam sobie w myślach.-Jakieś plany na dziś?
-A porwanie takiej jednej dziewczyny.-Puścił mi oczko.
-Chyba nigdy się wami nie nacieszę.-Zaśmiałam się sztucznie. Upiłam łyk pomarańczowej cieczy i poszłam na górę. Zatrzymałam się w drzwiach prowadzących do pokoju mojego brata ponieważ z kimś rozmawiał. Wiem, że nie ładnie jest podsłuchiwać, ale cóż, ludzie wiedzą, że lubię robić nie ładne rzeczy.
-Tak mamo. Pozbędę się jej.-Wyszeptał.-Jeszcze kilka dni i wszyscy zapomną.
-Że co proszę? Chcesz się mnie pozbyć? Dzięki Lionel. Fajnie wiedzieć, że ma się tak kochającego brata.-Wyszeptałam, ale chyba musiał mnie usłyszeć ponieważ spojrzał się w moją stronę.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać.-Uśmiechną się do mnie Ethan.
-Przestraszyłeś mnie debilu!-Krzyknęłam i się wyprostowałam. Weszłam do pokoju Lionela i usiadłam na łóżku.
-Jestem gotowa.-Wymamrotałam.-Więc kiedy wywozisz mnie do lasu?-To powiedziałam już w myślach. Obserwowałam każdy jego ruch. Chodził po pokoju i najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.
-Zostaw nas samych.-Powiedział do kolesia, który przyłapał mnie na podsłuchiwaniu i zamknął mu drzwi przed nosem.
-Rodzice nie mogą się dowiedzieć, że jest ci tutaj dobrze.
-Chyba pierwszy raz ich nie okłamie.-Uśmiechnęłam się sztucznie.
-Marita ja mówię poważnie. Wiesz dlaczego tutaj jesteś?-Nie dał mi odpowiedzieć na to pytanie.-Rodzice chcieli ustawić cie do pionu. Nie pomyśleli o tym, że zniszczysz życie mojemu przyjacielowi. MAJĄ JUŻ CIEBIE DOSYĆ.-Ostatnie zdanie powiedział dobitnie. A nawet bardzo.
-Komu niby zniszczyłam życie?-Powiedziałam niesłyszalnie.
-Nie żartuj sobie. Cały świat już wie, że zarywasz do Neymara. 
-Nic się nie zmieniłaś od gimnazjum.-Powiedział przez śmiech Lucas. Jakim prawem on tutaj wszedł? Wstałam z łóżka i powolnym krokiem podeszłam do mojego dręczyciela. Uderzyłam go w twarz i wyszłam z pokoju. Miałam dosyć ludzi. Chwilę później podszedł do mnie Lionel. 
-Powinnaś go przeprosić.
-Powinieneś znaleźć sobie idealniejszą siostrę!
-Powinnaś być idealna!
-Powinieneś przynajmniej spróbować być moim bratem!
-Powinnaś mi na to pozwolić!
-Jeźdźmy już.-Powiedziałam tym razem spokojniej. Musiałam skończyć tą kłótnie ponieważ nie chce aby Lionel usłyszał o kilku sprawach. Nauczyłam się trzymać gębę na kłódkę. Nauczyłam się milczeć.

Na Camp Nou przyjechaliśmy odrobinę spóźnieni. Za karę oboje musieliśmy biegać dookoła stadionu. Cały czas dogryzałam sobie z Lionelem. Przekomarzaliśmy się o jakieś głupoty. Po 3 kółkach zobaczyłam, że nie tylko my się spóźniliśmy. Na murawę wszedł Brazylijczyk. Raczej nie wyglądał na człowieka, któremu zniszczyłam życie. Bardziej bym obstawiała zmęczonego po nocnym balowaniu. Kiedy był coraz bliżej mnie i tego szurniętego człowieka dostrzegłam całkiem dużego siniaka na jego skroni. To samo było na jego barku oraz ramieniu, które częściowo zakrywała koszulka. Chciałam się zapytać czy wszytko w porządku, ale oczywiście pan Najlepszy musiał zacząć swoje wywody. Tak dobrze słyszycie. Neymar wygląda na poobijanego, a ten gada o tym, że nie może ze mną wytrzymać. Po pięciu kółkach poszłam na trybuny. Usiadłam w bezpiecznej odległości, aby kolejny raz nie dostać piłką. Przez cały trening śledziłam wzorkiem Brazylijczyka. Chciałabym się go zapytać, czy naprawdę w ciągu tych kilku dniu zniszczyłam mu życie. Jednak rzeczą, która interesuje mnie jeszcze bardziej to jego siniaki. Doskonale widać, że się z kimś pobił.
-Poker!-Krzyknęłam i wstałam z krzesełka. Zbiegłam na dół i weszłam na trawę.
-Daj mi klucze od domu. Już!-Krzyknęłam i nie zdążyłam odejść na bok. Wpadł we mnie Neymar. Oboje legliśmy na murawe. Oczywiście nie obyło się bez śmiechu ze strony piłkarzy.
-Uważaj jak biegasz!-Krzyknęłam i próbowałam zrzucić z siebie tego kolesia. Niestety był zbyt ciężki.-No rusz dupe!
-Przepraszam.-Uśmiechnął się i wstał ze mnie. Wyciągnął rękę aby pomóc mi wstać jednak z tego nie skorzystałam.

Szybko wróciłam do domu i wyprowadziłam psa Neymara na spacer. Doszłam z nim na Camp Nou. Poczekałam, aż piłkarze wyjdą ze stadionu i będę mogła oddać wczorajszą zgubę swojemu panu.
-Masz, to chyba twoje.-Powiedziałam z udawana obojętnością i wręczyłam Brazylijczykowi smycz do której był podpięty jego pies. Na twarzy dwudziestu-trzy latka malowało się zdziwienie. Tak kurde, mam Twojego psa. Co w tym dziwnego? Chłopak bez słowa odebrał ode mnie smycz.-Masz chwilę?-Kiwnął głową na "tak" i poszliśmy do parku. Usiedliśmy na jednej z ławek, a piłkarz spuścił psa ze smyczy. Rozsiadł się wygodnie na ławce, kładąc ręce na oparcie przez co musiałam się kawałek od niego odsunąć.
-Neymar.-Powiedziałam jak najciszej potrafiłam. Napastnik spojrzał się na mnie i lekko się uśmiechnął. O co mu chodzi? Mam coś na twarzy czy może jestem zielona? 
-Tak?
-Czy uważasz, ze twoje życie się zmieniło?
-Co masz na myśli?-Zapytał lekko zaniepokojony.
-No wiesz, coś stało się złego czy coś.
-Nie owijaj w bawełnę Marita.
-No dobra.-Głośno westchnęłam.-Czy to prawda, że w ciągu kilkunastu dni zniszczyłam ci życie?
-Szczerze?-Przytaknęłam mu.-Nie. To nie prawda.-Wypuściłam powietrze z ulgą.-O coś jeszcze chcesz mnie spytać?
-Nie.-Przerwałam.-W sumie to.-Zastanawiałam się czy zapytać się o jego rany na ciele jednak boję się odpowiedzi.-Tak. Mam jeszcze jedno pytanie. Co to za siniaki?-Zapytałam i palcem wskazałam na wyróżniające się miejsca.
-To nic takiego. 
-Rozumiem, że nie zasługuje na prawdę.
-Pobiłem się na imprezie i tyle.-Uśmiechnął się delikatnie.-Co dzisiaj robisz wieczorem?
-W sumie to nic, a co?
-Może poszlibyśmy do kina?
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Co? Dlaczego?-Odchrząknął.-To znaczy, czemu tak myślisz?
-Nie uważasz, że trochę przesadzamy? Ludzie uważają, że jesteśmy razem, albo gadają, że niszczę ci życie.
-Myślałem, że nie przejmujesz się gadaniem innych osób.
-Bo to prawda. Tylko, że nie chce aby kolejny raz ktoś uważał mnie, a z resztą nie ważne. Rozpędziłam się, Zapomni-Przerwał mi Brazylijczyk.
-Dokończ.-Poprosił.
-Nie Neymar. Zapomnij o tym. Musze już iść, cześć.-Wstałam i zaczęłam iść w stronę domu mojego brata. Tak jak przypuszczałam w środku był Lucas i Ethan. Przeszłam obok nich obojętnie i weszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa z zamiarem poszukania jakieś pracy. Nie chce aby Lionel uważał mnie za pasożyta, jak roili to nasi rodzice. Zawody z odpowiedzialnością za innych ludzi odpada. Pomaganie starszym także, a tym bardziej zajmowaniem się dziećmi, których nienawidzę. Znalazłam pracę, która może być dla mnie dobra i bez chwili zastanowienia postanowiłam tam pójść.
Przed wyjściem weszłam jeszcze do łazienki. Poprawiłam makijaż i byłam gotowa. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 10 minutach. Podałam kierowcy adres na który ma mnie podwieźć.
-Dzień dobry ja w sprawię pracy.-Powiedziałam do mężczyzny, który stał za barem.
-Szefa aktualnie nie ma. Przyjdź jutro wieczorem.
-Jak myślisz przyjmie mnie?-Wymusiłam uśmiech i usiadłam na stołku.
-Jesteś ładna, więc raczej tak.-Wyszczerzył się i nalał piwa do wysokiej szklanki.
-On patrzy na wygląd?-Uniosłam jedną braw do góry.
-No tak. Przecież to jest klub nocny. Tutaj trzeba dobrze wyglądać.-Zaczął się śmiać. Podał mi żółty napój.-Pij.-Uśmiechnął się delikatnie.

W domu mieliśmy gości. Na kanapie siedziała Shakira i Gerard. Lucas rozmawiał z blondynką o jej nowej piosence, a Lionel razem z 3 Barcy rozmyślał strategię na mecz z Sevillą. Przywitałam się z naszymi gośćmi i usiadłam na kanapie obok Ethana, który bawił się telefonem. Po części słuchałam piłkarzy, ale większość swojej uwagi skupiłam na zdjęcie, które wisiało na ścianie. Byłam tam ja. Miałam może z 8 lat. Wtedy jeszcze się uśmiechałam. Mówiąc krócej byłam normalna. Chciałam wstać i zdjęć to zdjęcie, ale nie będę robiła zamieszania. W dodatku na oko to zdjęcie było powieszone na tyle, że nie jestem w stanie go dosięgnąć. Odgoniłam od siebie te myśli i bez słowa poszłam do swojego pokoju w którym przesiedziałam resztę dnia. Pod wieczór chłopaki zaczęli szykować się na imprezę. Ja w tym czasie szykowałam sobie kolację. Postanowiłam zjeść naleśniki, które jeszcze jako mała dziewczynka kochałam. Z biegiem czasu zaczynałam jeść coraz mniej. Nigdy nie prosiłam się rodziców o jakąś kanapkę, lub pieniądze na nią. Jeżeli w ciągu dnia w domu zjadłam kanapkę i wypiłam herbatę to było naprawdę dużo. Po posiłku wróciłam na górę. Poszłam wziąć długą kąpiel. Po oczyszczeniu założyłam na siebie za dużą koszulkę, krótkie spodenki i wróciłam do sypialni. Nie miałam za bardzo co robić. Poszłabym spać jednak była dopiero prawię 10. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Nalewając wodę do szklanki poczułam czyjeś dłonie na mojej talii. Szybko się odwróciłam wypuszczając z dłoni szklane naczynie. Stanęłam w bez ruchu. Wiedziałam, że każdym nawet najmniejszym gestem mogę wywołać piekło.
-Pamiętasz jak rano pytałaś się jak się bawię, a ja odpowiedziałem ci, że zabawa jeszcze się nie zaczęła?-Zapytał z głupim uśmieszkiem. Wzruszyłam jedynie ramionami.-Tak czy nie?!-Uniósł lekko głos. Nie wiem czy zdążyliście to zauważyć, ale to wariat. Bez powodu się wkurza i jest strasznie nadpobudliwy.
-Tak.-Wyszeptałam. Lucas jest jedyną osobą, przez którą na moim ciele przechodzą ciarki. Nigdy nie wiem co mu odwali. Przełknęłam ślinę i czekałam na jego ruch.
-Więc od teraz zabawa się zaczyna.-Powiedział, a jego dłonie powędrowały na mój tyłek.
-Zabawa dla mnie czy dla ciebie?-Wiem, że w takich momentach powinnam się nie odzywać, jednak chce mu pokazać, że wcale się go nie boję. Jednak on nigdy nie straci okazji na upokorzenie mnie bądź jak na załączonym obrazku widać obmacywanie przez co zmniejsza moje poczucie wartości.
-Kochanie oboje tego chcemy.-Zbliżył sie do mniej, a swoje dłonie włożył mi pod koszulkę.
-Jesteś walnięty!-Krzyknęłam. Jednak w tej chwili na tyle byłam zdolna. Jego ręce znajdowały się na moich piersiach.-Lucas zostaw mnie!-Wrzeszczałam, a moje oczy się zaszkliły. Argentyńczyk mnie pocałował, jednak nie przestawał mnie obmacywać. Gorzej. Zdjął mi koszulkę-Niezłą masz zabawę.-Warknęłam i próbowałam mu się wyrwać. Niestety nic z tego. Ten koszar trwał dalej. Po jakimś czasie w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Moim wybawcą okazała się Shakira, która zapomniała swojego telefonu. To kompletny absurd. Uśmiechnęłam się w duchu, że jakimś naprawdę CUDEM udało mi się uwolnić od Lucasa. Pędem pobiegłam na górę. Zamknęłam się w pokoju jednak nie mogłam w nim zostać. On w każdej chwili może tutaj wejść. Założyłam pierwsze lepsze spodnie i buty z szafy wyciągnęłam też pierwszą z brzegu bluzę i wyszłam na balkon. Pokój w którym śpię jest na pierwszy piętrze więc spokojnie mogę zeskoczyć. Tak jak pomyślałam tak zrobiłam. Skakanie z wysokości czy przechodzenie przez płot nie stanowią dla mnie żadnej trudności. Podczas lądowania chyba źle stanęłam i skręciłam sobie kotkę ponieważ czuję cholerny ból. Jednak boląca kostka nie powstrzyma mnie od ucieczki z tego domu dla debili. Bezszelestnie opuściłam parcelę i udałam się do parku.
-Tutaj będę bezpieczna.-Wyszeptałam i usiadłam na ławce. Podkurczyłam nogi i objęłam je rękoma. Dookoła było zupełnie ciemno. Cicho i ciemno. Obiecałam sobie jeszcze jako mała dziewczynka, że nie mogę płakać, nawet w samotności. Jednak sama doskonale wiem, ze nie jestem dobra w składaniu obietnic. Rozpłakałam się jak małe dziecko.

Perspektywa Neymara.
Wracałem właśnie do domu. Szedłem parkiem, który o tej porze powinien być pusty. Po drodze napotkałem kogoś skulonego. Spojrzałem się na zegarek, aby upewnić się czy na prawdę jest noc, czy tylko mi jest tak ciemno, a ludzie już chodzą do parku. Jednak ze mną było wszystko w porządku ponieważ zegarek pokazywał 1:12. Postanowiłem podejść do tej osoby. Może potrzebuje pomocy.
-Wszystko okey?-Zapytałem nie pewnie. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Po chwili głowę do góry podniosła istotką którą już zdążyłem poznać.-Marita co tutaj robisz? Jest środek nocy nie powinnaś siedzieć w domu?-Zapytałem zaniepokojony. Naprawdę nie wiem co ta dziewczyna ma w głowie. Przecież ktoś może ją porać, a co gorsza zgwałcić.
-A ty?-Zapytała przez łzy
-Co ja?
-Co tutaj robisz?
-Właśnie odprowadzałem Daniego do domu. A powiesz mi w końcu co ty tutaj robisz?
-Siedzę sobie.-Pomimo tego, że jest ciemno widziałem jak się uśmiechnęła.-Myślałam, że jesteś na spacerze?
-Samotnym spacerze? Nie. Jakoś tego nie lubię.-Posłałem jej delikatny uśmiech i usiadłem obok. Dziwne bo się odsunęła na drugi koniec ławki, czego zazwyczaj nie robi. Fakt kawałem zostawia przerwy pomiędzy innym człowiekiem, bo nie lubi  obcego dotyku ale bez przesady.
-Czemu miałbyś chodzić sam. Masz przecież dużo przyjaciół.
-No tak, tylko, ze nie znalazłem jeszcze odpowiedniej osoby na to.-Chciałem się do niej przysunąć, ale nie chciałem jej denerwować.-Czemu cie nie ma w domu?
-Nie mam domu.-Powiedziała to w taki sposób abym nie był w stanie jej usłyszeć.
-Jak to nie masz domu?-Zapytałem ale zapadła cisza. Słyszałem tylko jak dziewczyna dławi sie łzami.-Marita co jest? Czemu płaczesz?
-Nie chce o tym rozmawiać.-Warknęła. Tak nagle przestała płakać i zrobiła się szorstka. Oczywiście wiem, że powstrzymuje łzy jak tylko może, a tym, że będzie nie miła chce tylko, abym dał jej spokój.
-Chodź, pójdziesz ze mną do domu.-Wstałem i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku. Powoli wstała z ławki. Niepewnie złapała mojej ręki. Po drodze zobaczyłem, że utyka więc bez słowa wziąłem ją na ręce.

Perspektywa Marity.
Po wejściu do ogromnego domu piłkarza Barcy zostałam zaniesiona do salonu. Neymar delikatnie położył mnie na kanapie i zniknął. Po chwili przyszedł z dwoma pudełkami lodów. Usiadł obok mnie. Podał mi jedno pudełko czekoladowych lodów i delikatnie się uśmiechnął. Mi niestety do śmiechu nie było. Rzuciłam pudełko na stolik stojący obok. Neymar zrobił to samo. Zaczął mi się przyglądać.
-No co?-Wyszeptałam, a łzy kolejny raz naszły mi do oczu.
-Czekam aż coś mi powiesz, ale jeśli trzeba możemy siedzieć w ciszy.-Powiedział również całkiem cicho. Nic się nie odezwałam. Siedziałam, a łzy same cisnęły mi się do oczu. Brazylijczyk przysunął się do mnie i lekko objął ramieniem. Wzdrygnęłam się i odsunęła się od napastnika.
-Marita czy.-Przerwał.-Czy ktoś cie.
-Nie. Nikt mnie nie zgwałcił.-Uśmiechnęłam się bez odrobiny radości, a łzy nie przestawały lecieć.
-Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, prawda?-Wzruszyłam ramionami. Siedzieliśmy przez jakieś 20 minut bez słowa. Słyszeliśmy tykanie zegara, który pokazywał godzinę 2:26.
-Neymar.-Zaczęłam niepewnie.-Możesz mi pomóc?
-Pomóc w czym?
-Nie chce tu być dłużej.
-Chcesz wrócić do Argentyny?
-Nie. Tam też nie chce. Chce uciec od ludzi. Wszystkich ludzi.
-No wiesz i tak zabieram cie na Dominikanę.-Zaśmiał się.
-Ty nic nie rozumiesz.-Wyszeptałam i otarłam swój policzek, który był już tak mokry, że chyba potrzeba jakieś gąbki, żeby go wytrzeć.
-To mi wyjaśnij.-Powiedział delikatnie i złapał w dłoń moją dłoń. Ścisnął ją abym się nie wyrwała.
-Nawet nie wiesz od czego zacząć.
-Najlepiej od początku.
-Początek jest taki, że od zawsze byłam nikim. Historia kończy się na tym samym. Nie wiem w jaki sposób odbierasz mojego brata, ale ja nigdy nie mogłam go zobaczyć jako osobę do której mogłabym się nawet uśmiechnąć.
-Czemu zmieniasz temat? Leo nie jest przecież.-Nie pozwoliłam mu skończyć.
-To właśnie ten wasz cały Leo, Lio, Leoś czy Bóg wie jak jeszcze go nazywacie, to wszystko on zaczął, ale nie będę teraz o tym z tobą rozmawiać. Po prostu możesz mu podziękować w moim imieniu za to, że sprowadził, a w sumie podziękuj mu za wszystko.-Odpowiedziałam szorstko i wstałam z kanapy. Już nie mogłam płakać. Zawsze gdy mówię o Lionelu staję się jak kamień. Jestem obojętna i zimna. Odchodząc poczułam uścisk na nadgarstku.
-Nie skończyliśmy rozmawiać.
-Ja skończyłam.-Parsknęłam i spojrzałam się chłopakowi w oczy. Były ładne. Staliśmy przez chwilę wpatrzeni w siebie. Neymar zaczął się do mnie przybliżać. Nasze ciała dzieliły za ledwie centymetry.-Ej.-Przywołałam piłkarza do porządku.-Co ty robisz?
-Myślałem, że tego chcesz.-Podrapał się w kark.-Marita przepraszam.
-Luz. Mogłam ci na to pozwolić. Potem się mną zabawisz i się odczepisz. Widzisz jaka głupia byłam.-Uśmiechnęłam się sztucznie i odwróciłam się.-Do zobaczenia.-Powiedziałam i chciałam wyjść z domu. Niestety ból był na tyle silny, że nie mogłam chodzić. Piłkarz chyba to zauważył ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do jakieś sypialni.-Park chyba w drugą stronę.-Powiedziałam, gdy napastnik kładł mnie na duże łóżko.
-Myślisz, że pozwoliłbym ci tam pójść?-Pokiwałam głową na "tak".-To był bym chyba skończonym kretynem.-Zaśmiał się. Okrył mnie białym puszystym kocem.
-Neymar, dziękuję.-Powiedziałam, gdy chłopak wychodził z pokoju.
-Nie ma sprawy. Śpij dobrze.-Uśmiechnął się i wyszedł.

Perspektywa Ethana.
Po powrocie do domu chciałem porozmawiać z Maritą. Od dłuższego czasu mam wyrzuty sumienia przez to, co zrobiliśmy jej jeszcze jako dzieciaki. Wchodząc od jej pokoju nikogo tam nie zastałem. Szybko pobiegłam do Messiego.
-Stary Twojej siostry nie ma!
-Weź nie żartuj. Ona jest za leniwa na ucieczkę.-Parsknął.
-Nigdzie jej nie ma, a balkon jest otwarty.
-O cholera! Anto mnie zabije gdy się o tym dowie! Przecież ona wraca już za dwa dni.
-Przestań myśleć o was! Lepiej znajdź Maritę!-Krzyknąłem aby dać mu do świadomości, że jego siostra zniknęła i mogło jej sie coś stać.
-Młody co tak panikujesz.-Zaśmiał się Lucas wchodząc do kuchni w której aktualnie się znajduję.
-Gdzie ona jest?-Zapytałem całkiem spokojnie.
-Skąd mam wiedzieć. Zwiała przed happy endem.-Kolejny raz na jego twarzy pojawił się ten głupi uśmieszek.
-Lucas pożałujesz tego! Jeśli coś jej sie stanie, to Lio o wszystkim się dowie!-Już nie krzyczałem. Ja zacząłem wrzeszczeć. Byłem taki głupi, że zostawiłem z nim Maritę.

Perspektywa Marity.
Rano obudził mnie ciepły głos osoby siedzącej obok na łóżku.
-Wstawaj mała, jest piękny dzień.
-Nie mam powodów by wstać z łózka. No dobra nie jest ono moje, ale tak to brak zastrzeżeń.
-Jak to brak powodów? A ja?-Uśmiechnął się i położył obok mnie. Wzrok wbiłam w sufit, który wydawał mi się niezwykle interesujący na tą chwilę.-Co dzisiaj robimy?
-Która godzina?-Zapytałam.
-9:30.
-Co? Tak późno? Przecież dawno powinnam być.-Urwałam.-Gdzieś tam.-Wstałam szybko z łóżka.-Muszę już iść. A ty czasem nie masz treningu?
-Zwolniłem się specjalnie dla ciebie.-Uniósł kąciki ust.
-No cóż. Skoro tak, to nie mam innego wyjścia jak spędzić z tobą dzisiejszy dzień.-Uśmiechnęłam się i wróciłam do łóżka. Położyłam się na samym brzegu tak, aby czuć się przynajmniej odrobinę komfortowo.
-Ja nie gryzę.-Uniosłam brew do góry.-No dobra ładne dziewczyny mi się zdarza, ale obiecuję, że będę grzeczny.-Zaśmiał się i przysunął do siebie. Moje ciało zrobiło się sztywne.
-To jak, co dzisiaj robimy?-Zapytałam i się od niego odsunęłam. Jak na razie zdecydowanie wystarczy mi bliskości. Naszą rozmowę przerwał telefon Brazylijczyka. Odebrał go.
-"Tak?" "Jest u mnie." "Oszalałeś?" "Nie wiem!" "Cześć."
-Lionel?-Zapytałam. W odpowiedzi dostałam skinięcie głową na "tak."-Co chciał?
-Nic konkretnego. Chodź pójdziemy coś zjeść.

Cały dzisiejszy dzień spędziłam na łażeniu po centrum handlowym, graniu w bilarda oraz kręgle. Po południu poszliśmy do ulubionej knajpy Neymara i zamówiliśmy sobie hamburgery, a pod koniec dnia postanowiliśmy urządzić sobie maraton filmowy. Do oglądaniu filmów Neymar zadzwonił po swoich kumpli, których zdążyłam poznać kilka dni temu. Oczywiście czułam się nie swojej z bandą chłopaków, którzy co jakiś czas sie na mnie gapili i uśmiechali. Przed ciszą nocną postanowiłam wrócić do domu.
-Em, ja będę się już zbierać.-Oznajmiłam i wstałam z podłogi.
-Czekaj odwiozę cie.-Rzucił Adrien i również wstał.
-Nie ma takiej potrzeby.-Uśmiechnęłam się do blondyna. W tym czasie do salonu wrócił Neymar.
-Co tutaj się dzieję?-Zapytał i spojrzał się na mnie.
-Powinnam juz wracać do domu.
-Skoro musisz.-Westchnął i podszedł do mnie.-Pożegnałaś się z chłopakami?-Zapytał.
-Cześć wam.
-Do zobaczenia.-Odpowiedzieli chórem, a napastnik wziął mnie na ręce. Chciałam sie zapytać co on robi, ale przypomniało mi się, że nadal boli mnie kostka. Zaniósł mnie do samochodu. Zapiął pasy i obkrążył go aby po chwili znaleźć sie na miejscu kierowcy. Pod domem Lionela byliśmy po nie całych 20 minutach. Bardzo nie chciałam wchodzić do środka. Mozolnie odpięłam pasy.
-Jakby było coś nie tak dzwoń.-Uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i wysiadłam z samochodu.
-Dzięki za wszystko.
-Tak robią przyjaciele.-Puścił mi oczko i odjechał z piskiem. Stanęłam przed drzwiami i błagałam aby ich tam nie było.

****
Hejka :)) Co myślicie o rozdziale? Jak sądzicie Marita uwolni się od przeszłości bądź komukolwiek ją zdradzi? Zachęcam do komentowania :D
Do następnego kochani.

sobota, 14 maja 2016

Rozdział 4.

"Tu umierają anioły. 
Ten świat jest szalonym,
tu umierają anioły, 
dziś widziałem jednego,
 na ich miejsce wiem, to rodzą się demony."
-To jak mała, grasz z nami?-Zapytał mnie jeden z przyjaciół Neymara. Był całkiem niski. Miał jasne włosy i niebieskie jak ocean oczy. Większa część jego ciała była pokryta czarnym tuszem. Jego uśmiech był przeciętny, a sposób z którym się do mnie zwracał był wyjątkowy.
-Jeżeli tylko chcecie przegrać.
-Jeżeli wygrasz zabieram cię na Dominikanę.-Zaśmiał się napastnik Katalońskiego klubu.
-Ogranie Cie będzie bardzo łatwe. Jak odebranie dziecku zabawki.-Posłałam chłopakowi sztuczny uśmiech i usiadłam do stołu. Byłam niemal pewna, że to wygram. Z hazardem mam wiele wspólnego. Od małego koledzy uczyli mnie w to grać. W taki oto mniej więcej sposób miałam jakąkolwiek kasę. W Barcelonie też powinnam sobie coś takiego znaleźć. Myślałam własnie nad czymś nielegalnym, ale czasami mam już dość pakowania się w sprawy z policją.
Gra się rozpoczęła. Cały czas patrzyłam na Neymara. Jego gesty, mimikę twarzy. Przy grze dużo rozmawiał z chłopakami czyli karty nie były w centrum zainteresowania.-Rezerwuj bilety kochaniutki.-Wtrąciłam się do rozmowy chłopaków i rozłożyłam karty na stół. Tak jak przypuszczałam, odniosłam zwycięstwo. Moją nagrodą były gorące brawa wszystkich chłopaków. 
-To co, gramy jeszcze raz?-Zapytał Gil.
-Ja odpadam. Raz wam skopałam dupy i to mi wystarczy.
-Nie chcesz mieć tej satysfakcji jak skopiesz nam je po raz kolejny?-Zapytał Adrien. Tak właśnie nazywa się koleś który najprawdopodobniej wpadł mi w oko.
-Neymar czy ja muszę tutaj siedzieć dopóki twoi koledzy stąd nie wyjdą?-Zapytałam ignorując przy tym pytanie blondyna.
-Jeżeli nie chcesz przegrać zakładu to musisz siedzieć cały czas.-Wyszczerzył się do mnie. A ostatnie słowa powiedział dobitnie.
-Super.-Odparłam z sarkazmem i odeszła od chłopaków.
Było coś około 2 w nocy. Chłopaki jeszcze grali w poker. Co chwila sięgali po kieliszek z przezroczystą cieczą, która rozgrzewała ich od środka. Ja natomiast siedziałam z nimi przy stole i co chwila się z nich śmiałam. Byli nieźle wstawieni i pieprzyli głupoty. Koniec końców okazało się, że chłopaki zostają na noc co oznacza, że ja również tę noc spędza poza domem mojego jakże cudownego braciszka Lionela. 
-Może na koniec obejrzymy jakiś film?-Zapytał Dani Alves.
-Film to wam się zaraz urwie.-Stwierdziłam, ale najwyraźniej mało kto mnie słucha. Panowie postanowili włączyć horror. O dziwno obejrzeli go całego. Ja znam go na pamięć, ale i tak w niektórych momentach się bałam. Przez co siedzący obok mnie Neymar od czas do czasu został zaatakowany uściskiem mojej dłoni o jego rękę. Jednak moi drodzy to nie wszytko. Pijane towarzystwo postanowiło iść na wycieczkę po ogrodzie właściciela domu. Nawalony jak świnia Alves z prawie już pustą butelką wódki wpadł do basenu z zapewne nie za ciepłą wodą. To samo zrobili Marcus i James. Neymar razem z Jotą, Adrienem i Gilem położyli się na trawie i zaczęli oglądać gwiazdy.
-Miłych snów panowie.-Powiedziałam i zasunęłam szklane drzwi od tarasu. Położyłam się w salonie i usnęłam jak małe dziecko.
Rano obudziły mnie krzyki chłopaków. Najprawdopodobniej byli w kuchni ponieważ ich wrzaski była zbliżone do "dwie szklanki mleka" "zapomniałeś mąki" "brawo Adrien przypaliłeś naleśniki." Leniwie wstałam z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju w którym się znajdowałam. Nie pamiętam żebym tutaj przychodziła. Przestraszyłam się gdy ktoś zapukał do drzwi. Uchylił je jeden z Brazylijczyków i wszedł do środka.
-Czy ja mogę iść w końcu do domu?-Zapytałam i wstałam z łóżka. 
-No wiesz, w sumie to możesz, ale po południu idziemy na rolki.-Uśmiechnął się do mnie napastnik. Myślałam, że ten zakład będzie wyglądał trochę inaczej. Przecież ja nie zamierzam spędzać czas z tym debilem 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Ja mam go już dosyć po wczorajszym wieczorze. 
-Przyjdź po mnie o 16.-Powiedziałam i wyszłam z pokoju.-Cześć chłopaki.-Pożegnałam się gdy zeszłam na dół.
-Mamy śniadanie.-Odezwał się Adrien.
-Nie jem śniadań. Do zobaczenia.-Pożegnałam się tymi słowami,  przybiłam piątkę z piłkarzem i wyszłam z jego domu. Na szczęście Neymar nie mieszkał jakoś daleko od Lionela. Do domu doszłam w jakieś 30 minut. Po drodze kupując jeszcze fajki i wodę truskawkową.
W domu nikogo nie było. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Wzięłam długą kąpiel, podkręciłam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Owinięta białym puszystym ręcznikiem wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do szafy. Wybrałam ubranie i wróciłam do łazienki. Ubrałam się i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie dwa tosty i poszłam do salonu. Włączyłam jakąś telenowele, których i tak nie lubię i zaczęłam jeść. Po jakiejś pół godzinie do domu wrócił Lionel z kolegami. W progu pomieszczenia w którym się znajdowałam zobaczyłam Lucasa i Ethana. Poderwałam się z kanapy i stanęłam na baczność.
-Co oni tu robią?-Zapytałam mojego brata.
-Przyjechali do nas w gości.-Uśmiechnął się sztucznie. On doskonale wie, że ich nienawidzę. Jeszcze jako mała dziewczynka spędzałam z nimi strasznie duzo czasu, oczywiście z przymusu. Cały czas się ze mnie nabijali. Nigdy nie pasowało im to, że jestem bardziej męska niż oni. Wiecie, szerokie bluzy, czapki z daszkiem. Chodzenie po drzewach i przechodzenie po płocie. Kiedy coś popsuli mówili naszym rodzicom, że to ja i musiałam przyjąć ich karę. Jednak najgorszy jest Lucas. W gimnazjum zniszczył mnie kompletnie. A to wszystko przez to, że jeden koleś z ich paczki się we mnie zakochał. Po tym nasyłał na mnie chłopaków, żebym mnie obmacywali. Oczywiście on trochę zmienił tą bajkę i cała szkoła myślała, że ja robiłam wszystko żeby ktoś się ze mną przespał. 
-Chyba żartujesz!-Krzyknęłam i uciekłam na górę. Słyszałam jeszcze tylko słowa Lionela "Nie cieszysz się? Przecież to nasi przyjaciele." Zamknęłam się w pokoju i osunęłam po drzwiach. Zaczęłam płakać. Myślałam, że tutaj, w Barcelonie uwolnię się od przeszłości. Zacznę żyć na nowo, ale ten koszmar będzie ciągnął się za mną zawsze. Lionel zawsze robił wszystko żeby mnie upokorzyć i zniszczyć. Jednak nigdy nie mówił mi nic o tych nagraniach które robił Lucas. Chłopaki mówili, że to dlatego, że on na to wpadł, jednak pomysł był tak genialny, że pozwolił podpisać się pod tym mojemu największemu dręczycielowi. Płakałam bez przerwy. Makijaż miałam kompletnie rozmazany po całej twarzy, ale mało mnie to obchodziło. 
Dzwonek do drzwi przypomniał mi o rolach z Neymarem. Słyszałam jak Brazylijczyk wchodzi do domu i wita się z chłopakami. Przedstawił się przyjaciołom Lionela i słyszałam jak powiedział, że po mnie idzie. Przekręciłam drzwi na kluczyk i odeszłam od drzwi. Piłkarz w nie zapukał i złapał za klamkę w celu otworzenia.
-Idź sobie!-Krzyknęłam.
-Coś się stało?
-Wszystko w porządku. Idź na dół. Zaraz do ciebie przyjdę.
-Nie wpuścisz mnie?
-Jestem w samej bieliźnie. Ubiorę się i wyjdę.-Musiałam skłamać. Szybko poszłam do łazienki robić nowy makijaż tym razem o wiele mocniejszy aby nie było widać, że płakałam i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół, założyłam air forcy i wyszłam z domu. Usiadłam na schodach i czekałam na piłkarza. Przyszedł po kilku minutach i usiadł obok mnie.
-Dlaczego tak szybko wyszłaś?
-Nie przegrałam zakładu więc powstrzymaj się z pytaniami.-Odparłam szorstko.-Możemy już jechać?
Jeździliśmy alejkami w parku. Oczywiście Neymar popisywał się swoimi umiejętnościami, a ja modliłam się o to, aby jakkolwiek utrzymać równowagę. 
-Daj rękę.-Uśmiechnął się i chwycił moją dłoń.
-Zostaw!-Krzyknęłam i wyrwałam się Brazylijczykowi. Chciałam się od niego odsunąć, ale przypomniało mi się, że mam na sobie rolki i robiąc krok w bok prawie upadłam. Dlaczego mówię prawie? Bo ten piłkarzyk zdążył mnie złapać. Pech chciał że wyglądaliśmy jak na tych wszystkich filmach w których w takim momencie główni bohaterowie zakochują się w sobie na dobre. Na szczęście to nie jest film. Neymar szybko postawił mnie do pionu i kolejny raz spróbował złapać mnie za rękę. Tym razem nie popełniłam takiego samego błędu. Ścisnęłam jego dłoń i czekałam co się stanie.
-Nauczę cie jeździć.-Przedstawił plan działania i ruszyliśmy. Z początku jak najmocniej trzymałam się jego dłoni przez co czułam się strasznie głupio. W ogóle sam fakt, że czegoś nie potrafię jest dla mnie upokarzający. Podczas nauki jazdy na rolkach wcale nie myślałam o dobrej zabawie tylko o gościach mojego brata. Cały czas nie mogę uwierzyć, że ich zaprosił. Dziwne jeszcze jest to, że Antonella się na to zgodziła. 
-Uważaj!-Krzyknął piłkarz wyrywając mnie z zamyśleń. Niestety zabrakło mi czasu na opanowanie sytuacji i upadłam na tyłek. Od razu poczułam ból. Niestety był on na tyle silny, że nie byłam w stanie śmiać się sama z siebie. Jadnak tym nadrabiała 11 Barcy. Dzięki Neymar. Miło, że pomożesz mi wstać. Zdjęłam rolki, założyłam swoje buty i ruszyłam w kierunku domu.
-Ej Marita co ty robisz?
-Wracam do domu, jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś.-Powiedziałam i złapałam się za miejsce na ciele na które upadłam.-Koniec lekcji  na dziś. Miło było cześć.
-Koniec na dziś? O czyli mam rozumieć, że będzie więcej tych lekcji. To może później nauczę cię czego innego, no i może o wiele lepszego od rolek.-Uśmiechnął się cwaniacko i wziął mnie na ręce. 
-Co ty robisz? Puszczaj mnie!
-Jesteś obolała. Odprowadzę cię do domu.
-Tyle, że ja nie chce do domu.-Wyszeptałam tak, aby piłkarz nie był w stanie tego usłyszeć.
Resztę dnia spędziłam w swoim pokoju. Nie miałam zamiaru pokazywać się na dole. Bałam się. Bałam się ich reakcji, odzywek. Samych ich spojrzeń. Od razu przypomniały mi się młodzieńcze lata.


Na szczęście noc była spokojna ponieważ chłopaki postanowili iść na imprezę. Do domu wrócili około 4 nad ranem przez co zafundowali mi pobudkę. Później już nie spałam w ogóle. O 6 rano zwlekłam się z łóżka z całkiem dużym bólem tyłka. Poszłam się wykąpać, zrobiłam sobie makijaż i ubrałam we wcześniej naszykowane ubranie. Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie kawy lecz zostałam tam Ethana. Chciałam się odwrócić i wyjść z domu ale przecież ja tutaj mieszkam i ja powinnam tutaj rządzić.
-Hej.-Przywitał się i chciał pocałować mnie w policzek.
-Nie szalej.-Mruknęłam i zaczęłam robić sobie czarny napój. Usiadłam na stołku przy blacie i poczułam ból. Najprawdopodobniej mam stłuczoną kość ogonową. Po wypiciu kawy wyszłam z domu. Szlam w kierunku parku w którym wczoraj jeździłam na rolkach z panem Upierdliwym. Po drodze spotkałam Munira który biegła. Chciałam ominąć go bez słowa, ale zatrzymał się przy mnie.
-Jak tam? Nie myślałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
-Bo nie jestem. Po prostu lubię być z dala Lionela.
-Ale o Neymarze tego samego nie powiesz.-Poruszył zabawnie brwaimi. Uniosłam jedną brew do góry. Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi.-Co Ty gazet nie czytasz?-Zaśmiał się.
-Nie? A powinnam zacząć?-W odpowiedzi Hiszpan pokiwał głową. Podeszłam do jakiegoś staruszka i wyrwałam mu gazetę.-Za chwilę zwrócę.-Wymamrotałam i wróciłam do napastnika. Wzrokiem błądziłam po gazecie, ale nie widziałam nic ciekawego.
-Pierwsza strona kochanie.
-Chwila jak Ty do.-Zamknęłam się. Przecież tego nie powiedział Munir. To był Neymar.-Człowieku śledzisz mnie?
-Nie, ale mogę zacząć.-Wyszczerzył się i poszedł.
-Aha.-Zaśmiałam się.-On jest dziwny czy tylko mi się wydaje?
-Myślałem że to już wiesz.-Uśmiechnął się piłkarz.-No ale przeczytaj tą gazetę.
-"Neymar Junior i Marita Messi są razem. Brazylijczyk zakochał się w siostrze swojego kolegi z drużyny!" Że co?-Krzyknęła.
-Nie musisz się ukrywać. Przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic.
-Że kto?-Powiedziałam ze zdziwieniem i wręczyła chłopakowi gazetę.-Oddaj ją. Ja muszę już iść.-Jak powiedziałam tak też zrobiłam. Byłam strasznie wkurzona. Nie dość ze Lionel przeprowadził do domu tych idiotów to jeszcze gazety piszą że jestem z Neymarem.
-Niezły kabaret.-Wymamrotała. Po chwili podbiegł do mnie jakiś duży, biały pies. Miał na sobie bordo-granatową obroże i przyczepioną plakietkę.
Poker. 
Neymar Jr.
Był na niej również numer telefonu i ulica na której tych dwoje mieszka.
-Uciekłeś od swojego pana? No cóż nie dziwni się, ale trzeba Cię oddać.-Złapałam za smycz, którą była przypięta do obroży i ruszyłam w kierunku domu piłkarza.
-Chyba tak łatwo się Ciebie nie pozbędę.-Powiedziałam mając na myśli Brazylijczyka, ale uśmiechnęłam się pod nosem. Jakoś chciało mi się tam iść, a może tylko chciałam być z dala swojego domu?
Po jakieś godzinie byłam na posesji napastnika. Wiem że zrobię dobrze oddając mu pupila, ale w tak krótkim czasie go polubiłam. Nieśmiało zapytałam do drzwi. Otworzyła mi je starsza kobieta. Już na pierwszy rzut oka wydała się mało sympatyczna. Z domu dochodziły krzyki. Niestety ktoś kłócił się w obcym mi języku.
-Czego chcesz?-Zapytała szorstko kobieta.
-Znalazłam psa. Najprowdo-Nie skończyłam. Zaniepokoiłam się dźwiękami dochodzącymi z środka domu. Słyszałam tłuczone szkło. Chciałam tam wejść ale kobieta mi przeszkodziła. Zagrodziła wejście do domu.-Najprawdopodobniej ten pies tutaj mieszka.
-Tak, możesz go zostawić przed domem, albo wiesz co, weź go sobie. Do widzenia.-Kolejny raz słyszałam tłuczone szkoło które przeplatało się pomiędzy krzykami.
-Do widzenia.-Wymamrotałam, wzięłam psa ze sobą i wyszłam z posesji. Byłam zmieszana. Kim była ta kobieta i dlaczego w domu tak ułożonego piłkarza słychać było wrzaski.
-Chodź Poker. Zaprowadzę cie do tymczasowego domu.


Pierwsze co usłyszałam wchodząc do domu, to głupie dogryzanie przyjaciół Lionela.
-Przyjaciela znalazłaś?-Zaśmiał się Lucas. Olałam go. Weszłam do kuchni w której nalałam psu wodę. Poszłam z nim do swojego pokoju. Jak miałam to w zwyczaju, zamknęłam za sobą drzwi i postanowiłam napisać do mojego najgorszego nauczyciela.

Wszystko ok?
Odpowiedzi nie dostałam zbyt szybko. Podczas czekania na mojego sms'a zdążyłam zrobić sobie herbatę i zjeść kawałek ciasta. Wyszłam jeszcze z psem na dłuższy spacer. Przyłączył się do nas Ethan. Szłam ze słuchawkami na uszach, aby uniknąć jakichkolwiek słów z jego ust.
Chłopak próbował skłonić mnie do rozmowy, ale nic z tego. Nie zapomnę jak mnie  zranili. Na spacerze dostałam wiadomość. Myślałam, ze jest ona od Neymara jednak po treści zwątpiłam.
Dziś 21 jest u nas impreza. Mówię tylko, żebyś zdarzyła się wyszykować. 

Lio. 
Zegarek pokazywał godzinę 17:39. Dużo czasu nie zostało więc musieliśmy już wracać do domu. W drodze powrotnej rozmowa jakiś bardziej się kleiła.
-Przepraszam Cię za wszystko.-Powiedział prawie niesłyszalne.
-Aha.
-No co?
-Co ćpałeś?
-Jeszcze nic.-Uśmiechnął się.-Naprawdę Cię przepraszam. Wiem, że źle zrobiliśmy.
-Było minęło.-Powiedziałam obojętnie.
-Nie gniewasz się już?-Zapytał. W odpowiedzi wzruszyłam jedynie ramionami.

Gdy wróciliśmy do domu szybko poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic i założyłam małą czarną. Dobrałam do tego ciemne buty ze złotymi wykończeniami i zrobiłam mocny makijaż. Przejrzałam się w lustrze. Nie czułam się zbyt dobrze w tym out ficie jednak wyglądałam w nim całkiem ładnie.
Kilka minut po godzinie 21 zaczęli schodzić się imprezowicze, których zaprosił Lionel. Przyszło kilku piłkarzy, sporo osób, których nigdy w życiu nie widziałam. Około godziny 22 Lucas był nieźle wstawiony. Krzątał się po domu i klepał wszystkie dziewczyny w tyłek. Od kilku dostał z liścia jednak nie przestawał tego robić. Po jakimś czasie przeszła kolej na mnie. Złapał mnie w talii i obkręcił w swoją stronę. Po ciele przeszły mnie ciary. Przybliżył mnie do siebie na tyle, ze nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów.
-Wiem, ze tego chcesz.-Powiedział plącząc sobie przy tym język. Chciałam mu się wyrwać.-Nie uciekaj. Fajnie będzie.-Jego dłonie wylądowały na moich pośladkach. Nasze usta się złączyły i gdybym pewnie była podpita dałabym mu się zaciągnąć do łóżka. Dziwne prawda? Ale kiedy ludzie przestają Cię szanować, tracić szacunek do samej siebie. Na szczęście jestem dzisiaj trzeźwa. Uderzyłam bruneta w twarz. Niestety to nic nie dało. W tym momencie wydał mi się jeszcze bardziej potężniejszy. Jedynie jego ręką zacisnęła się na mojej szyi. Serio ludzie? Jest was tutaj mnóstwo, a nikt nie widzi że jakiś koleś robi coś wbrew mojej woli? Miło.-Grzeczniej.-Wyczerpał mi do ucha przygryzając jego płatek.
-Stary co Ty robisz?-Usłyszałam całkiem znany mi głos.
-Bawimy się.-Uśmiechnął się.
-Marita potrzebujesz pomocy?-Zapytam Munir. Chyba jestem w stanie znieść tego kolesia. Znaczy chodzi mi o Munira jakby ktoś nie zrozumiał. Kolejny raz wzruszyłam ramionami. Jeżeli bym pokiwała głowa na nie, nie miałabym później życia. Natomiast gdybym pokiwała na tak Lucas nigdy nie dał by mi spokoju. Na szczęście Hiszpan wyczuł co tutaj się dzieje.
-Idź już stąd.-Powiedział spokojnie piłkarz. Kolega Lionela grzecznie ode mnie odszedł. Czyli jutro mój dręczyciel będzie wyjątkowo okropny.
-Nie powinieneś mu tak mówić, ale dzięki.-Odparłam i wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do swojej sypialni i zamknęłam drzwi na klucz. Pomimo trwającej nadal imprezy poszłam spać.

***
Oto kolejny rozdział :) jak wam się podobał? według mnie jest nudny xd nawiązałam do sytuacji z rolkami ponieważ mi stało się to samo XD kochani zachęcam do komentowania:)