"Cierpiałam w milczeniu, a milczenie
czasem sprawia, że
nasz ból jest dotkliwszy. Wielu ludziom
wygodniej jest nie mówić, bo z reguły
zaczynają się plątać, gdy próbują
myśleć na głos."
Następnego dnia zostałam obudzona przez Lionela. Wymamrotał coś tam, żebym pojechała z nim na trening i wyszedł. Odwróciłam się na drugi bok i chciałam iść spać dalej, jednak wrócił do mojego pokoju i zabrał mi kołdrę, którą byłam okryta. Powiedział, że mam nie całą godzinę i wyszedł na dobre. Mozolnie wstałam z łóżka i odruchowo spojrzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej. Była godzina 7:43. Wzięłam telefon do ręki i jak zawsze zaczęłam przeglądać co ciekawego jest w świecie. Jak zwykle nie znalazłam niczego nad czym mogłabym chwilę się zatrzymać. Odłożyłam telefon i usłyszałam dźwięk wiadomości. Odblokowałam telefon i na głos przeczytałam zawartość, która była od Neymara.
Tak, wszystko ok.
-Szybki jesteś.-Powiedziałam już trochę ciszej. Rzuciłam telefon na łóżko i podeszłam do szafy. Wzięłam z niej ubranie i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i zeszłam na dół. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy i nalałam go sobie do szklanki. Usiadłam do stołu i przyglądałam się Lucasowi.
-Jak się tutaj bawisz?-Zapytałam. Chciałam aby nie wiedział, że źle się czuje z jego obecności w Barcelonie. Postanowiłam załatwić to na luzaku.
-Zabawa jeszcze się nie zaczęła.-Uśmiechnął się kpiarsko.
-No cóż.-Odchrząknęłam.-Kiedy wracacie do domu?
-Spokojnie, zdążysz się nami nacieszyć.
-Już zdążyłam.-Powiedziałam sobie w myślach.-Jakieś plany na dziś?
-A porwanie takiej jednej dziewczyny.-Puścił mi oczko.
-Chyba nigdy się wami nie nacieszę.-Zaśmiałam się sztucznie. Upiłam łyk pomarańczowej cieczy i poszłam na górę. Zatrzymałam się w drzwiach prowadzących do pokoju mojego brata ponieważ z kimś rozmawiał. Wiem, że nie ładnie jest podsłuchiwać, ale cóż, ludzie wiedzą, że lubię robić nie ładne rzeczy.
-Tak mamo. Pozbędę się jej.-Wyszeptał.-Jeszcze kilka dni i wszyscy zapomną.
-Że co proszę? Chcesz się mnie pozbyć? Dzięki Lionel. Fajnie wiedzieć, że ma się tak kochającego brata.-Wyszeptałam, ale chyba musiał mnie usłyszeć ponieważ spojrzał się w moją stronę.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać.-Uśmiechną się do mnie Ethan.
-Przestraszyłeś mnie debilu!-Krzyknęłam i się wyprostowałam. Weszłam do pokoju Lionela i usiadłam na łóżku.
-Jestem gotowa.-Wymamrotałam.-Więc kiedy wywozisz mnie do lasu?-To powiedziałam już w myślach. Obserwowałam każdy jego ruch. Chodził po pokoju i najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.
-Zostaw nas samych.-Powiedział do kolesia, który przyłapał mnie na podsłuchiwaniu i zamknął mu drzwi przed nosem.
-Rodzice nie mogą się dowiedzieć, że jest ci tutaj dobrze.
-Chyba pierwszy raz ich nie okłamie.-Uśmiechnęłam się sztucznie.
-Marita ja mówię poważnie. Wiesz dlaczego tutaj jesteś?-Nie dał mi odpowiedzieć na to pytanie.-Rodzice chcieli ustawić cie do pionu. Nie pomyśleli o tym, że zniszczysz życie mojemu przyjacielowi. MAJĄ JUŻ CIEBIE DOSYĆ.-Ostatnie zdanie powiedział dobitnie. A nawet bardzo.
-Komu niby zniszczyłam życie?-Powiedziałam niesłyszalnie.
-Nie żartuj sobie. Cały świat już wie, że zarywasz do Neymara.
-Nic się nie zmieniłaś od gimnazjum.-Powiedział przez śmiech Lucas. Jakim prawem on tutaj wszedł? Wstałam z łóżka i powolnym krokiem podeszłam do mojego dręczyciela. Uderzyłam go w twarz i wyszłam z pokoju. Miałam dosyć ludzi. Chwilę później podszedł do mnie Lionel.
-Powinnaś go przeprosić.
-Powinieneś znaleźć sobie idealniejszą siostrę!
-Powinnaś być idealna!
-Powinieneś przynajmniej spróbować być moim bratem!
-Powinnaś mi na to pozwolić!
-Jeźdźmy już.-Powiedziałam tym razem spokojniej. Musiałam skończyć tą kłótnie ponieważ nie chce aby Lionel usłyszał o kilku sprawach. Nauczyłam się trzymać gębę na kłódkę. Nauczyłam się milczeć.
Na Camp Nou przyjechaliśmy odrobinę spóźnieni. Za karę oboje musieliśmy biegać dookoła stadionu. Cały czas dogryzałam sobie z Lionelem. Przekomarzaliśmy się o jakieś głupoty. Po 3 kółkach zobaczyłam, że nie tylko my się spóźniliśmy. Na murawę wszedł Brazylijczyk. Raczej nie wyglądał na człowieka, któremu zniszczyłam życie. Bardziej bym obstawiała zmęczonego po nocnym balowaniu. Kiedy był coraz bliżej mnie i tego szurniętego człowieka dostrzegłam całkiem dużego siniaka na jego skroni. To samo było na jego barku oraz ramieniu, które częściowo zakrywała koszulka. Chciałam się zapytać czy wszytko w porządku, ale oczywiście pan Najlepszy musiał zacząć swoje wywody. Tak dobrze słyszycie. Neymar wygląda na poobijanego, a ten gada o tym, że nie może ze mną wytrzymać. Po pięciu kółkach poszłam na trybuny. Usiadłam w bezpiecznej odległości, aby kolejny raz nie dostać piłką. Przez cały trening śledziłam wzorkiem Brazylijczyka. Chciałabym się go zapytać, czy naprawdę w ciągu tych kilku dniu zniszczyłam mu życie. Jednak rzeczą, która interesuje mnie jeszcze bardziej to jego siniaki. Doskonale widać, że się z kimś pobił.
-Poker!-Krzyknęłam i wstałam z krzesełka. Zbiegłam na dół i weszłam na trawę.
-Daj mi klucze od domu. Już!-Krzyknęłam i nie zdążyłam odejść na bok. Wpadł we mnie Neymar. Oboje legliśmy na murawe. Oczywiście nie obyło się bez śmiechu ze strony piłkarzy.
-Uważaj jak biegasz!-Krzyknęłam i próbowałam zrzucić z siebie tego kolesia. Niestety był zbyt ciężki.-No rusz dupe!
-Przepraszam.-Uśmiechnął się i wstał ze mnie. Wyciągnął rękę aby pomóc mi wstać jednak z tego nie skorzystałam.
Szybko wróciłam do domu i wyprowadziłam psa Neymara na spacer. Doszłam z nim na Camp Nou. Poczekałam, aż piłkarze wyjdą ze stadionu i będę mogła oddać wczorajszą zgubę swojemu panu.
-Poker!-Krzyknęłam i wstałam z krzesełka. Zbiegłam na dół i weszłam na trawę.
-Daj mi klucze od domu. Już!-Krzyknęłam i nie zdążyłam odejść na bok. Wpadł we mnie Neymar. Oboje legliśmy na murawe. Oczywiście nie obyło się bez śmiechu ze strony piłkarzy.
-Uważaj jak biegasz!-Krzyknęłam i próbowałam zrzucić z siebie tego kolesia. Niestety był zbyt ciężki.-No rusz dupe!
-Przepraszam.-Uśmiechnął się i wstał ze mnie. Wyciągnął rękę aby pomóc mi wstać jednak z tego nie skorzystałam.
Szybko wróciłam do domu i wyprowadziłam psa Neymara na spacer. Doszłam z nim na Camp Nou. Poczekałam, aż piłkarze wyjdą ze stadionu i będę mogła oddać wczorajszą zgubę swojemu panu.
-Masz, to chyba twoje.-Powiedziałam z udawana obojętnością i wręczyłam Brazylijczykowi smycz do której był podpięty jego pies. Na twarzy dwudziestu-trzy latka malowało się zdziwienie. Tak kurde, mam Twojego psa. Co w tym dziwnego? Chłopak bez słowa odebrał ode mnie smycz.-Masz chwilę?-Kiwnął głową na "tak" i poszliśmy do parku. Usiedliśmy na jednej z ławek, a piłkarz spuścił psa ze smyczy. Rozsiadł się wygodnie na ławce, kładąc ręce na oparcie przez co musiałam się kawałek od niego odsunąć.
-Neymar.-Powiedziałam jak najciszej potrafiłam. Napastnik spojrzał się na mnie i lekko się uśmiechnął. O co mu chodzi? Mam coś na twarzy czy może jestem zielona?
-Tak?
-Czy uważasz, ze twoje życie się zmieniło?
-Co masz na myśli?-Zapytał lekko zaniepokojony.
-No wiesz, coś stało się złego czy coś.
-Nie owijaj w bawełnę Marita.
-No dobra.-Głośno westchnęłam.-Czy to prawda, że w ciągu kilkunastu dni zniszczyłam ci życie?
-Szczerze?-Przytaknęłam mu.-Nie. To nie prawda.-Wypuściłam powietrze z ulgą.-O coś jeszcze chcesz mnie spytać?
-Nie.-Przerwałam.-W sumie to.-Zastanawiałam się czy zapytać się o jego rany na ciele jednak boję się odpowiedzi.-Tak. Mam jeszcze jedno pytanie. Co to za siniaki?-Zapytałam i palcem wskazałam na wyróżniające się miejsca.
-To nic takiego.
-Rozumiem, że nie zasługuje na prawdę.
-Pobiłem się na imprezie i tyle.-Uśmiechnął się delikatnie.-Co dzisiaj robisz wieczorem?
-W sumie to nic, a co?
-Może poszlibyśmy do kina?
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Co? Dlaczego?-Odchrząknął.-To znaczy, czemu tak myślisz?
-Nie uważasz, że trochę przesadzamy? Ludzie uważają, że jesteśmy razem, albo gadają, że niszczę ci życie.
-Myślałem, że nie przejmujesz się gadaniem innych osób.
-Bo to prawda. Tylko, że nie chce aby kolejny raz ktoś uważał mnie, a z resztą nie ważne. Rozpędziłam się, Zapomni-Przerwał mi Brazylijczyk.
-Dokończ.-Poprosił.
-Nie Neymar. Zapomnij o tym. Musze już iść, cześć.-Wstałam i zaczęłam iść w stronę domu mojego brata. Tak jak przypuszczałam w środku był Lucas i Ethan. Przeszłam obok nich obojętnie i weszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa z zamiarem poszukania jakieś pracy. Nie chce aby Lionel uważał mnie za pasożyta, jak roili to nasi rodzice. Zawody z odpowiedzialnością za innych ludzi odpada. Pomaganie starszym także, a tym bardziej zajmowaniem się dziećmi, których nienawidzę. Znalazłam pracę, która może być dla mnie dobra i bez chwili zastanowienia postanowiłam tam pójść.
Przed wyjściem weszłam jeszcze do łazienki. Poprawiłam makijaż i byłam gotowa. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 10 minutach. Podałam kierowcy adres na który ma mnie podwieźć.
-Dzień dobry ja w sprawię pracy.-Powiedziałam do mężczyzny, który stał za barem.
-Szefa aktualnie nie ma. Przyjdź jutro wieczorem.
-Jak myślisz przyjmie mnie?-Wymusiłam uśmiech i usiadłam na stołku.
-Jesteś ładna, więc raczej tak.-Wyszczerzył się i nalał piwa do wysokiej szklanki.
-On patrzy na wygląd?-Uniosłam jedną braw do góry.
-No tak. Przecież to jest klub nocny. Tutaj trzeba dobrze wyglądać.-Zaczął się śmiać. Podał mi żółty napój.-Pij.-Uśmiechnął się delikatnie.
W domu mieliśmy gości. Na kanapie siedziała Shakira i Gerard. Lucas rozmawiał z blondynką o jej nowej piosence, a Lionel razem z 3 Barcy rozmyślał strategię na mecz z Sevillą. Przywitałam się z naszymi gośćmi i usiadłam na kanapie obok Ethana, który bawił się telefonem. Po części słuchałam piłkarzy, ale większość swojej uwagi skupiłam na zdjęcie, które wisiało na ścianie. Byłam tam ja. Miałam może z 8 lat. Wtedy jeszcze się uśmiechałam. Mówiąc krócej byłam normalna. Chciałam wstać i zdjęć to zdjęcie, ale nie będę robiła zamieszania. W dodatku na oko to zdjęcie było powieszone na tyle, że nie jestem w stanie go dosięgnąć. Odgoniłam od siebie te myśli i bez słowa poszłam do swojego pokoju w którym przesiedziałam resztę dnia. Pod wieczór chłopaki zaczęli szykować się na imprezę. Ja w tym czasie szykowałam sobie kolację. Postanowiłam zjeść naleśniki, które jeszcze jako mała dziewczynka kochałam. Z biegiem czasu zaczynałam jeść coraz mniej. Nigdy nie prosiłam się rodziców o jakąś kanapkę, lub pieniądze na nią. Jeżeli w ciągu dnia w domu zjadłam kanapkę i wypiłam herbatę to było naprawdę dużo. Po posiłku wróciłam na górę. Poszłam wziąć długą kąpiel. Po oczyszczeniu założyłam na siebie za dużą koszulkę, krótkie spodenki i wróciłam do sypialni. Nie miałam za bardzo co robić. Poszłabym spać jednak była dopiero prawię 10. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Nalewając wodę do szklanki poczułam czyjeś dłonie na mojej talii. Szybko się odwróciłam wypuszczając z dłoni szklane naczynie. Stanęłam w bez ruchu. Wiedziałam, że każdym nawet najmniejszym gestem mogę wywołać piekło.
-Pamiętasz jak rano pytałaś się jak się bawię, a ja odpowiedziałem ci, że zabawa jeszcze się nie zaczęła?-Zapytał z głupim uśmieszkiem. Wzruszyłam jedynie ramionami.-Tak czy nie?!-Uniósł lekko głos. Nie wiem czy zdążyliście to zauważyć, ale to wariat. Bez powodu się wkurza i jest strasznie nadpobudliwy.
-Tak.-Wyszeptałam. Lucas jest jedyną osobą, przez którą na moim ciele przechodzą ciarki. Nigdy nie wiem co mu odwali. Przełknęłam ślinę i czekałam na jego ruch.
-Więc od teraz zabawa się zaczyna.-Powiedział, a jego dłonie powędrowały na mój tyłek.
-Zabawa dla mnie czy dla ciebie?-Wiem, że w takich momentach powinnam się nie odzywać, jednak chce mu pokazać, że wcale się go nie boję. Jednak on nigdy nie straci okazji na upokorzenie mnie bądź jak na załączonym obrazku widać obmacywanie przez co zmniejsza moje poczucie wartości.
-Kochanie oboje tego chcemy.-Zbliżył sie do mniej, a swoje dłonie włożył mi pod koszulkę.
-Jesteś walnięty!-Krzyknęłam. Jednak w tej chwili na tyle byłam zdolna. Jego ręce znajdowały się na moich piersiach.-Lucas zostaw mnie!-Wrzeszczałam, a moje oczy się zaszkliły. Argentyńczyk mnie pocałował, jednak nie przestawał mnie obmacywać. Gorzej. Zdjął mi koszulkę-Niezłą masz zabawę.-Warknęłam i próbowałam mu się wyrwać. Niestety nic z tego. Ten koszar trwał dalej. Po jakimś czasie w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Moim wybawcą okazała się Shakira, która zapomniała swojego telefonu. To kompletny absurd. Uśmiechnęłam się w duchu, że jakimś naprawdę CUDEM udało mi się uwolnić od Lucasa. Pędem pobiegłam na górę. Zamknęłam się w pokoju jednak nie mogłam w nim zostać. On w każdej chwili może tutaj wejść. Założyłam pierwsze lepsze spodnie i buty z szafy wyciągnęłam też pierwszą z brzegu bluzę i wyszłam na balkon. Pokój w którym śpię jest na pierwszy piętrze więc spokojnie mogę zeskoczyć. Tak jak pomyślałam tak zrobiłam. Skakanie z wysokości czy przechodzenie przez płot nie stanowią dla mnie żadnej trudności. Podczas lądowania chyba źle stanęłam i skręciłam sobie kotkę ponieważ czuję cholerny ból. Jednak boląca kostka nie powstrzyma mnie od ucieczki z tego domu dla debili. Bezszelestnie opuściłam parcelę i udałam się do parku.
-Tutaj będę bezpieczna.-Wyszeptałam i usiadłam na ławce. Podkurczyłam nogi i objęłam je rękoma. Dookoła było zupełnie ciemno. Cicho i ciemno. Obiecałam sobie jeszcze jako mała dziewczynka, że nie mogę płakać, nawet w samotności. Jednak sama doskonale wiem, ze nie jestem dobra w składaniu obietnic. Rozpłakałam się jak małe dziecko.
Perspektywa Neymara.
Wracałem właśnie do domu. Szedłem parkiem, który o tej porze powinien być pusty. Po drodze napotkałem kogoś skulonego. Spojrzałem się na zegarek, aby upewnić się czy na prawdę jest noc, czy tylko mi jest tak ciemno, a ludzie już chodzą do parku. Jednak ze mną było wszystko w porządku ponieważ zegarek pokazywał 1:12. Postanowiłem podejść do tej osoby. Może potrzebuje pomocy.
-Wszystko okey?-Zapytałem nie pewnie. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Po chwili głowę do góry podniosła istotką którą już zdążyłem poznać.-Marita co tutaj robisz? Jest środek nocy nie powinnaś siedzieć w domu?-Zapytałem zaniepokojony. Naprawdę nie wiem co ta dziewczyna ma w głowie. Przecież ktoś może ją porać, a co gorsza zgwałcić.
-A ty?-Zapytała przez łzy
-Co ja?
-Co tutaj robisz?
-Właśnie odprowadzałem Daniego do domu. A powiesz mi w końcu co ty tutaj robisz?
-Siedzę sobie.-Pomimo tego, że jest ciemno widziałem jak się uśmiechnęła.-Myślałam, że jesteś na spacerze?
-Samotnym spacerze? Nie. Jakoś tego nie lubię.-Posłałem jej delikatny uśmiech i usiadłem obok. Dziwne bo się odsunęła na drugi koniec ławki, czego zazwyczaj nie robi. Fakt kawałem zostawia przerwy pomiędzy innym człowiekiem, bo nie lubi obcego dotyku ale bez przesady.
-Czemu miałbyś chodzić sam. Masz przecież dużo przyjaciół.
-No tak, tylko, ze nie znalazłem jeszcze odpowiedniej osoby na to.-Chciałem się do niej przysunąć, ale nie chciałem jej denerwować.-Czemu cie nie ma w domu?
-Nie mam domu.-Powiedziała to w taki sposób abym nie był w stanie jej usłyszeć.
-Jak to nie masz domu?-Zapytałem ale zapadła cisza. Słyszałem tylko jak dziewczyna dławi sie łzami.-Marita co jest? Czemu płaczesz?
-Nie chce o tym rozmawiać.-Warknęła. Tak nagle przestała płakać i zrobiła się szorstka. Oczywiście wiem, że powstrzymuje łzy jak tylko może, a tym, że będzie nie miła chce tylko, abym dał jej spokój.
-Chodź, pójdziesz ze mną do domu.-Wstałem i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku. Powoli wstała z ławki. Niepewnie złapała mojej ręki. Po drodze zobaczyłem, że utyka więc bez słowa wziąłem ją na ręce.
Perspektywa Marity.
Po wejściu do ogromnego domu piłkarza Barcy zostałam zaniesiona do salonu. Neymar delikatnie położył mnie na kanapie i zniknął. Po chwili przyszedł z dwoma pudełkami lodów. Usiadł obok mnie. Podał mi jedno pudełko czekoladowych lodów i delikatnie się uśmiechnął. Mi niestety do śmiechu nie było. Rzuciłam pudełko na stolik stojący obok. Neymar zrobił to samo. Zaczął mi się przyglądać.
-No co?-Wyszeptałam, a łzy kolejny raz naszły mi do oczu.
-Czekam aż coś mi powiesz, ale jeśli trzeba możemy siedzieć w ciszy.-Powiedział również całkiem cicho. Nic się nie odezwałam. Siedziałam, a łzy same cisnęły mi się do oczu. Brazylijczyk przysunął się do mnie i lekko objął ramieniem. Wzdrygnęłam się i odsunęła się od napastnika.
-Marita czy.-Przerwał.-Czy ktoś cie.
-Nie. Nikt mnie nie zgwałcił.-Uśmiechnęłam się bez odrobiny radości, a łzy nie przestawały lecieć.
-Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, prawda?-Wzruszyłam ramionami. Siedzieliśmy przez jakieś 20 minut bez słowa. Słyszeliśmy tykanie zegara, który pokazywał godzinę 2:26.
-Neymar.-Zaczęłam niepewnie.-Możesz mi pomóc?
-Pomóc w czym?
-Nie chce tu być dłużej.
-Chcesz wrócić do Argentyny?
-Nie. Tam też nie chce. Chce uciec od ludzi. Wszystkich ludzi.
-No wiesz i tak zabieram cie na Dominikanę.-Zaśmiał się.
-Ty nic nie rozumiesz.-Wyszeptałam i otarłam swój policzek, który był już tak mokry, że chyba potrzeba jakieś gąbki, żeby go wytrzeć.
-To mi wyjaśnij.-Powiedział delikatnie i złapał w dłoń moją dłoń. Ścisnął ją abym się nie wyrwała.
-Nawet nie wiesz od czego zacząć.
-Najlepiej od początku.
-Początek jest taki, że od zawsze byłam nikim. Historia kończy się na tym samym. Nie wiem w jaki sposób odbierasz mojego brata, ale ja nigdy nie mogłam go zobaczyć jako osobę do której mogłabym się nawet uśmiechnąć.
-Czemu zmieniasz temat? Leo nie jest przecież.-Nie pozwoliłam mu skończyć.
-To właśnie ten wasz cały Leo, Lio, Leoś czy Bóg wie jak jeszcze go nazywacie, to wszystko on zaczął, ale nie będę teraz o tym z tobą rozmawiać. Po prostu możesz mu podziękować w moim imieniu za to, że sprowadził, a w sumie podziękuj mu za wszystko.-Odpowiedziałam szorstko i wstałam z kanapy. Już nie mogłam płakać. Zawsze gdy mówię o Lionelu staję się jak kamień. Jestem obojętna i zimna. Odchodząc poczułam uścisk na nadgarstku.
-Nie skończyliśmy rozmawiać.
-Ja skończyłam.-Parsknęłam i spojrzałam się chłopakowi w oczy. Były ładne. Staliśmy przez chwilę wpatrzeni w siebie. Neymar zaczął się do mnie przybliżać. Nasze ciała dzieliły za ledwie centymetry.-Ej.-Przywołałam piłkarza do porządku.-Co ty robisz?
-Myślałem, że tego chcesz.-Podrapał się w kark.-Marita przepraszam.
-Luz. Mogłam ci na to pozwolić. Potem się mną zabawisz i się odczepisz. Widzisz jaka głupia byłam.-Uśmiechnęłam się sztucznie i odwróciłam się.-Do zobaczenia.-Powiedziałam i chciałam wyjść z domu. Niestety ból był na tyle silny, że nie mogłam chodzić. Piłkarz chyba to zauważył ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do jakieś sypialni.-Park chyba w drugą stronę.-Powiedziałam, gdy napastnik kładł mnie na duże łóżko.
-Myślisz, że pozwoliłbym ci tam pójść?-Pokiwałam głową na "tak".-To był bym chyba skończonym kretynem.-Zaśmiał się. Okrył mnie białym puszystym kocem.
-Neymar, dziękuję.-Powiedziałam, gdy chłopak wychodził z pokoju.
-Nie ma sprawy. Śpij dobrze.-Uśmiechnął się i wyszedł.
Perspektywa Ethana.
Po powrocie do domu chciałem porozmawiać z Maritą. Od dłuższego czasu mam wyrzuty sumienia przez to, co zrobiliśmy jej jeszcze jako dzieciaki. Wchodząc od jej pokoju nikogo tam nie zastałem. Szybko pobiegłam do Messiego.
-Stary Twojej siostry nie ma!
-Weź nie żartuj. Ona jest za leniwa na ucieczkę.-Parsknął.
-Nigdzie jej nie ma, a balkon jest otwarty.
-O cholera! Anto mnie zabije gdy się o tym dowie! Przecież ona wraca już za dwa dni.
-Przestań myśleć o was! Lepiej znajdź Maritę!-Krzyknąłem aby dać mu do świadomości, że jego siostra zniknęła i mogło jej sie coś stać.
-Młody co tak panikujesz.-Zaśmiał się Lucas wchodząc do kuchni w której aktualnie się znajduję.
-Gdzie ona jest?-Zapytałem całkiem spokojnie.
-Skąd mam wiedzieć. Zwiała przed happy endem.-Kolejny raz na jego twarzy pojawił się ten głupi uśmieszek.
-Lucas pożałujesz tego! Jeśli coś jej sie stanie, to Lio o wszystkim się dowie!-Już nie krzyczałem. Ja zacząłem wrzeszczeć. Byłem taki głupi, że zostawiłem z nim Maritę.
Perspektywa Marity.
Rano obudził mnie ciepły głos osoby siedzącej obok na łóżku.
-Wstawaj mała, jest piękny dzień.
-Nie mam powodów by wstać z łózka. No dobra nie jest ono moje, ale tak to brak zastrzeżeń.
-Jak to brak powodów? A ja?-Uśmiechnął się i położył obok mnie. Wzrok wbiłam w sufit, który wydawał mi się niezwykle interesujący na tą chwilę.-Co dzisiaj robimy?
-Która godzina?-Zapytałam.
-9:30.
-Co? Tak późno? Przecież dawno powinnam być.-Urwałam.-Gdzieś tam.-Wstałam szybko z łóżka.-Muszę już iść. A ty czasem nie masz treningu?
-Zwolniłem się specjalnie dla ciebie.-Uniósł kąciki ust.
-No cóż. Skoro tak, to nie mam innego wyjścia jak spędzić z tobą dzisiejszy dzień.-Uśmiechnęłam się i wróciłam do łóżka. Położyłam się na samym brzegu tak, aby czuć się przynajmniej odrobinę komfortowo.
-Ja nie gryzę.-Uniosłam brew do góry.-No dobra ładne dziewczyny mi się zdarza, ale obiecuję, że będę grzeczny.-Zaśmiał się i przysunął do siebie. Moje ciało zrobiło się sztywne.
-To jak, co dzisiaj robimy?-Zapytałam i się od niego odsunęłam. Jak na razie zdecydowanie wystarczy mi bliskości. Naszą rozmowę przerwał telefon Brazylijczyka. Odebrał go.
-"Tak?" "Jest u mnie." "Oszalałeś?" "Nie wiem!" "Cześć."
-Lionel?-Zapytałam. W odpowiedzi dostałam skinięcie głową na "tak."-Co chciał?
-Nic konkretnego. Chodź pójdziemy coś zjeść.
Cały dzisiejszy dzień spędziłam na łażeniu po centrum handlowym, graniu w bilarda oraz kręgle. Po południu poszliśmy do ulubionej knajpy Neymara i zamówiliśmy sobie hamburgery, a pod koniec dnia postanowiliśmy urządzić sobie maraton filmowy. Do oglądaniu filmów Neymar zadzwonił po swoich kumpli, których zdążyłam poznać kilka dni temu. Oczywiście czułam się nie swojej z bandą chłopaków, którzy co jakiś czas sie na mnie gapili i uśmiechali. Przed ciszą nocną postanowiłam wrócić do domu.
-Em, ja będę się już zbierać.-Oznajmiłam i wstałam z podłogi.
-Czekaj odwiozę cie.-Rzucił Adrien i również wstał.
-Nie ma takiej potrzeby.-Uśmiechnęłam się do blondyna. W tym czasie do salonu wrócił Neymar.
-Co tutaj się dzieję?-Zapytał i spojrzał się na mnie.
-Powinnam juz wracać do domu.
-Skoro musisz.-Westchnął i podszedł do mnie.-Pożegnałaś się z chłopakami?-Zapytał.
-Cześć wam.
-Do zobaczenia.-Odpowiedzieli chórem, a napastnik wziął mnie na ręce. Chciałam sie zapytać co on robi, ale przypomniało mi się, że nadal boli mnie kostka. Zaniósł mnie do samochodu. Zapiął pasy i obkrążył go aby po chwili znaleźć sie na miejscu kierowcy. Pod domem Lionela byliśmy po nie całych 20 minutach. Bardzo nie chciałam wchodzić do środka. Mozolnie odpięłam pasy.
-Jakby było coś nie tak dzwoń.-Uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i wysiadłam z samochodu.
-Dzięki za wszystko.
-Tak robią przyjaciele.-Puścił mi oczko i odjechał z piskiem. Stanęłam przed drzwiami i błagałam aby ich tam nie było.
-W sumie to nic, a co?
-Może poszlibyśmy do kina?
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Co? Dlaczego?-Odchrząknął.-To znaczy, czemu tak myślisz?
-Nie uważasz, że trochę przesadzamy? Ludzie uważają, że jesteśmy razem, albo gadają, że niszczę ci życie.
-Myślałem, że nie przejmujesz się gadaniem innych osób.
-Bo to prawda. Tylko, że nie chce aby kolejny raz ktoś uważał mnie, a z resztą nie ważne. Rozpędziłam się, Zapomni-Przerwał mi Brazylijczyk.
-Dokończ.-Poprosił.
-Nie Neymar. Zapomnij o tym. Musze już iść, cześć.-Wstałam i zaczęłam iść w stronę domu mojego brata. Tak jak przypuszczałam w środku był Lucas i Ethan. Przeszłam obok nich obojętnie i weszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa z zamiarem poszukania jakieś pracy. Nie chce aby Lionel uważał mnie za pasożyta, jak roili to nasi rodzice. Zawody z odpowiedzialnością za innych ludzi odpada. Pomaganie starszym także, a tym bardziej zajmowaniem się dziećmi, których nienawidzę. Znalazłam pracę, która może być dla mnie dobra i bez chwili zastanowienia postanowiłam tam pójść.
Przed wyjściem weszłam jeszcze do łazienki. Poprawiłam makijaż i byłam gotowa. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 10 minutach. Podałam kierowcy adres na który ma mnie podwieźć.
-Dzień dobry ja w sprawię pracy.-Powiedziałam do mężczyzny, który stał za barem.
-Szefa aktualnie nie ma. Przyjdź jutro wieczorem.
-Jak myślisz przyjmie mnie?-Wymusiłam uśmiech i usiadłam na stołku.
-Jesteś ładna, więc raczej tak.-Wyszczerzył się i nalał piwa do wysokiej szklanki.
-On patrzy na wygląd?-Uniosłam jedną braw do góry.
-No tak. Przecież to jest klub nocny. Tutaj trzeba dobrze wyglądać.-Zaczął się śmiać. Podał mi żółty napój.-Pij.-Uśmiechnął się delikatnie.
W domu mieliśmy gości. Na kanapie siedziała Shakira i Gerard. Lucas rozmawiał z blondynką o jej nowej piosence, a Lionel razem z 3 Barcy rozmyślał strategię na mecz z Sevillą. Przywitałam się z naszymi gośćmi i usiadłam na kanapie obok Ethana, który bawił się telefonem. Po części słuchałam piłkarzy, ale większość swojej uwagi skupiłam na zdjęcie, które wisiało na ścianie. Byłam tam ja. Miałam może z 8 lat. Wtedy jeszcze się uśmiechałam. Mówiąc krócej byłam normalna. Chciałam wstać i zdjęć to zdjęcie, ale nie będę robiła zamieszania. W dodatku na oko to zdjęcie było powieszone na tyle, że nie jestem w stanie go dosięgnąć. Odgoniłam od siebie te myśli i bez słowa poszłam do swojego pokoju w którym przesiedziałam resztę dnia. Pod wieczór chłopaki zaczęli szykować się na imprezę. Ja w tym czasie szykowałam sobie kolację. Postanowiłam zjeść naleśniki, które jeszcze jako mała dziewczynka kochałam. Z biegiem czasu zaczynałam jeść coraz mniej. Nigdy nie prosiłam się rodziców o jakąś kanapkę, lub pieniądze na nią. Jeżeli w ciągu dnia w domu zjadłam kanapkę i wypiłam herbatę to było naprawdę dużo. Po posiłku wróciłam na górę. Poszłam wziąć długą kąpiel. Po oczyszczeniu założyłam na siebie za dużą koszulkę, krótkie spodenki i wróciłam do sypialni. Nie miałam za bardzo co robić. Poszłabym spać jednak była dopiero prawię 10. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Nalewając wodę do szklanki poczułam czyjeś dłonie na mojej talii. Szybko się odwróciłam wypuszczając z dłoni szklane naczynie. Stanęłam w bez ruchu. Wiedziałam, że każdym nawet najmniejszym gestem mogę wywołać piekło.
-Pamiętasz jak rano pytałaś się jak się bawię, a ja odpowiedziałem ci, że zabawa jeszcze się nie zaczęła?-Zapytał z głupim uśmieszkiem. Wzruszyłam jedynie ramionami.-Tak czy nie?!-Uniósł lekko głos. Nie wiem czy zdążyliście to zauważyć, ale to wariat. Bez powodu się wkurza i jest strasznie nadpobudliwy.
-Tak.-Wyszeptałam. Lucas jest jedyną osobą, przez którą na moim ciele przechodzą ciarki. Nigdy nie wiem co mu odwali. Przełknęłam ślinę i czekałam na jego ruch.
-Więc od teraz zabawa się zaczyna.-Powiedział, a jego dłonie powędrowały na mój tyłek.
-Zabawa dla mnie czy dla ciebie?-Wiem, że w takich momentach powinnam się nie odzywać, jednak chce mu pokazać, że wcale się go nie boję. Jednak on nigdy nie straci okazji na upokorzenie mnie bądź jak na załączonym obrazku widać obmacywanie przez co zmniejsza moje poczucie wartości.
-Kochanie oboje tego chcemy.-Zbliżył sie do mniej, a swoje dłonie włożył mi pod koszulkę.
-Jesteś walnięty!-Krzyknęłam. Jednak w tej chwili na tyle byłam zdolna. Jego ręce znajdowały się na moich piersiach.-Lucas zostaw mnie!-Wrzeszczałam, a moje oczy się zaszkliły. Argentyńczyk mnie pocałował, jednak nie przestawał mnie obmacywać. Gorzej. Zdjął mi koszulkę-Niezłą masz zabawę.-Warknęłam i próbowałam mu się wyrwać. Niestety nic z tego. Ten koszar trwał dalej. Po jakimś czasie w domu rozbrzmiał się dźwięk dzwonka. Moim wybawcą okazała się Shakira, która zapomniała swojego telefonu. To kompletny absurd. Uśmiechnęłam się w duchu, że jakimś naprawdę CUDEM udało mi się uwolnić od Lucasa. Pędem pobiegłam na górę. Zamknęłam się w pokoju jednak nie mogłam w nim zostać. On w każdej chwili może tutaj wejść. Założyłam pierwsze lepsze spodnie i buty z szafy wyciągnęłam też pierwszą z brzegu bluzę i wyszłam na balkon. Pokój w którym śpię jest na pierwszy piętrze więc spokojnie mogę zeskoczyć. Tak jak pomyślałam tak zrobiłam. Skakanie z wysokości czy przechodzenie przez płot nie stanowią dla mnie żadnej trudności. Podczas lądowania chyba źle stanęłam i skręciłam sobie kotkę ponieważ czuję cholerny ból. Jednak boląca kostka nie powstrzyma mnie od ucieczki z tego domu dla debili. Bezszelestnie opuściłam parcelę i udałam się do parku.
-Tutaj będę bezpieczna.-Wyszeptałam i usiadłam na ławce. Podkurczyłam nogi i objęłam je rękoma. Dookoła było zupełnie ciemno. Cicho i ciemno. Obiecałam sobie jeszcze jako mała dziewczynka, że nie mogę płakać, nawet w samotności. Jednak sama doskonale wiem, ze nie jestem dobra w składaniu obietnic. Rozpłakałam się jak małe dziecko.
Perspektywa Neymara.
Wracałem właśnie do domu. Szedłem parkiem, który o tej porze powinien być pusty. Po drodze napotkałem kogoś skulonego. Spojrzałem się na zegarek, aby upewnić się czy na prawdę jest noc, czy tylko mi jest tak ciemno, a ludzie już chodzą do parku. Jednak ze mną było wszystko w porządku ponieważ zegarek pokazywał 1:12. Postanowiłem podejść do tej osoby. Może potrzebuje pomocy.
-Wszystko okey?-Zapytałem nie pewnie. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Po chwili głowę do góry podniosła istotką którą już zdążyłem poznać.-Marita co tutaj robisz? Jest środek nocy nie powinnaś siedzieć w domu?-Zapytałem zaniepokojony. Naprawdę nie wiem co ta dziewczyna ma w głowie. Przecież ktoś może ją porać, a co gorsza zgwałcić.
-A ty?-Zapytała przez łzy
-Co ja?
-Co tutaj robisz?
-Właśnie odprowadzałem Daniego do domu. A powiesz mi w końcu co ty tutaj robisz?
-Siedzę sobie.-Pomimo tego, że jest ciemno widziałem jak się uśmiechnęła.-Myślałam, że jesteś na spacerze?
-Samotnym spacerze? Nie. Jakoś tego nie lubię.-Posłałem jej delikatny uśmiech i usiadłem obok. Dziwne bo się odsunęła na drugi koniec ławki, czego zazwyczaj nie robi. Fakt kawałem zostawia przerwy pomiędzy innym człowiekiem, bo nie lubi obcego dotyku ale bez przesady.
-Czemu miałbyś chodzić sam. Masz przecież dużo przyjaciół.
-No tak, tylko, ze nie znalazłem jeszcze odpowiedniej osoby na to.-Chciałem się do niej przysunąć, ale nie chciałem jej denerwować.-Czemu cie nie ma w domu?
-Nie mam domu.-Powiedziała to w taki sposób abym nie był w stanie jej usłyszeć.
-Jak to nie masz domu?-Zapytałem ale zapadła cisza. Słyszałem tylko jak dziewczyna dławi sie łzami.-Marita co jest? Czemu płaczesz?
-Nie chce o tym rozmawiać.-Warknęła. Tak nagle przestała płakać i zrobiła się szorstka. Oczywiście wiem, że powstrzymuje łzy jak tylko może, a tym, że będzie nie miła chce tylko, abym dał jej spokój.
-Chodź, pójdziesz ze mną do domu.-Wstałem i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku. Powoli wstała z ławki. Niepewnie złapała mojej ręki. Po drodze zobaczyłem, że utyka więc bez słowa wziąłem ją na ręce.
Perspektywa Marity.
Po wejściu do ogromnego domu piłkarza Barcy zostałam zaniesiona do salonu. Neymar delikatnie położył mnie na kanapie i zniknął. Po chwili przyszedł z dwoma pudełkami lodów. Usiadł obok mnie. Podał mi jedno pudełko czekoladowych lodów i delikatnie się uśmiechnął. Mi niestety do śmiechu nie było. Rzuciłam pudełko na stolik stojący obok. Neymar zrobił to samo. Zaczął mi się przyglądać.
-No co?-Wyszeptałam, a łzy kolejny raz naszły mi do oczu.
-Czekam aż coś mi powiesz, ale jeśli trzeba możemy siedzieć w ciszy.-Powiedział również całkiem cicho. Nic się nie odezwałam. Siedziałam, a łzy same cisnęły mi się do oczu. Brazylijczyk przysunął się do mnie i lekko objął ramieniem. Wzdrygnęłam się i odsunęła się od napastnika.
-Marita czy.-Przerwał.-Czy ktoś cie.
-Nie. Nikt mnie nie zgwałcił.-Uśmiechnęłam się bez odrobiny radości, a łzy nie przestawały lecieć.
-Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, prawda?-Wzruszyłam ramionami. Siedzieliśmy przez jakieś 20 minut bez słowa. Słyszeliśmy tykanie zegara, który pokazywał godzinę 2:26.
-Neymar.-Zaczęłam niepewnie.-Możesz mi pomóc?
-Pomóc w czym?
-Nie chce tu być dłużej.
-Chcesz wrócić do Argentyny?
-Nie. Tam też nie chce. Chce uciec od ludzi. Wszystkich ludzi.
-No wiesz i tak zabieram cie na Dominikanę.-Zaśmiał się.
-Ty nic nie rozumiesz.-Wyszeptałam i otarłam swój policzek, który był już tak mokry, że chyba potrzeba jakieś gąbki, żeby go wytrzeć.
-To mi wyjaśnij.-Powiedział delikatnie i złapał w dłoń moją dłoń. Ścisnął ją abym się nie wyrwała.
-Nawet nie wiesz od czego zacząć.
-Najlepiej od początku.
-Początek jest taki, że od zawsze byłam nikim. Historia kończy się na tym samym. Nie wiem w jaki sposób odbierasz mojego brata, ale ja nigdy nie mogłam go zobaczyć jako osobę do której mogłabym się nawet uśmiechnąć.
-Czemu zmieniasz temat? Leo nie jest przecież.-Nie pozwoliłam mu skończyć.
-To właśnie ten wasz cały Leo, Lio, Leoś czy Bóg wie jak jeszcze go nazywacie, to wszystko on zaczął, ale nie będę teraz o tym z tobą rozmawiać. Po prostu możesz mu podziękować w moim imieniu za to, że sprowadził, a w sumie podziękuj mu za wszystko.-Odpowiedziałam szorstko i wstałam z kanapy. Już nie mogłam płakać. Zawsze gdy mówię o Lionelu staję się jak kamień. Jestem obojętna i zimna. Odchodząc poczułam uścisk na nadgarstku.
-Nie skończyliśmy rozmawiać.
-Ja skończyłam.-Parsknęłam i spojrzałam się chłopakowi w oczy. Były ładne. Staliśmy przez chwilę wpatrzeni w siebie. Neymar zaczął się do mnie przybliżać. Nasze ciała dzieliły za ledwie centymetry.-Ej.-Przywołałam piłkarza do porządku.-Co ty robisz?
-Myślałem, że tego chcesz.-Podrapał się w kark.-Marita przepraszam.
-Luz. Mogłam ci na to pozwolić. Potem się mną zabawisz i się odczepisz. Widzisz jaka głupia byłam.-Uśmiechnęłam się sztucznie i odwróciłam się.-Do zobaczenia.-Powiedziałam i chciałam wyjść z domu. Niestety ból był na tyle silny, że nie mogłam chodzić. Piłkarz chyba to zauważył ponieważ wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do jakieś sypialni.-Park chyba w drugą stronę.-Powiedziałam, gdy napastnik kładł mnie na duże łóżko.
-Myślisz, że pozwoliłbym ci tam pójść?-Pokiwałam głową na "tak".-To był bym chyba skończonym kretynem.-Zaśmiał się. Okrył mnie białym puszystym kocem.
-Neymar, dziękuję.-Powiedziałam, gdy chłopak wychodził z pokoju.
-Nie ma sprawy. Śpij dobrze.-Uśmiechnął się i wyszedł.
Perspektywa Ethana.
Po powrocie do domu chciałem porozmawiać z Maritą. Od dłuższego czasu mam wyrzuty sumienia przez to, co zrobiliśmy jej jeszcze jako dzieciaki. Wchodząc od jej pokoju nikogo tam nie zastałem. Szybko pobiegłam do Messiego.
-Stary Twojej siostry nie ma!
-Weź nie żartuj. Ona jest za leniwa na ucieczkę.-Parsknął.
-Nigdzie jej nie ma, a balkon jest otwarty.
-O cholera! Anto mnie zabije gdy się o tym dowie! Przecież ona wraca już za dwa dni.
-Przestań myśleć o was! Lepiej znajdź Maritę!-Krzyknąłem aby dać mu do świadomości, że jego siostra zniknęła i mogło jej sie coś stać.
-Młody co tak panikujesz.-Zaśmiał się Lucas wchodząc do kuchni w której aktualnie się znajduję.
-Gdzie ona jest?-Zapytałem całkiem spokojnie.
-Skąd mam wiedzieć. Zwiała przed happy endem.-Kolejny raz na jego twarzy pojawił się ten głupi uśmieszek.
-Lucas pożałujesz tego! Jeśli coś jej sie stanie, to Lio o wszystkim się dowie!-Już nie krzyczałem. Ja zacząłem wrzeszczeć. Byłem taki głupi, że zostawiłem z nim Maritę.
Perspektywa Marity.
Rano obudził mnie ciepły głos osoby siedzącej obok na łóżku.
-Wstawaj mała, jest piękny dzień.
-Nie mam powodów by wstać z łózka. No dobra nie jest ono moje, ale tak to brak zastrzeżeń.
-Jak to brak powodów? A ja?-Uśmiechnął się i położył obok mnie. Wzrok wbiłam w sufit, który wydawał mi się niezwykle interesujący na tą chwilę.-Co dzisiaj robimy?
-Która godzina?-Zapytałam.
-9:30.
-Co? Tak późno? Przecież dawno powinnam być.-Urwałam.-Gdzieś tam.-Wstałam szybko z łóżka.-Muszę już iść. A ty czasem nie masz treningu?
-Zwolniłem się specjalnie dla ciebie.-Uniósł kąciki ust.
-No cóż. Skoro tak, to nie mam innego wyjścia jak spędzić z tobą dzisiejszy dzień.-Uśmiechnęłam się i wróciłam do łóżka. Położyłam się na samym brzegu tak, aby czuć się przynajmniej odrobinę komfortowo.
-Ja nie gryzę.-Uniosłam brew do góry.-No dobra ładne dziewczyny mi się zdarza, ale obiecuję, że będę grzeczny.-Zaśmiał się i przysunął do siebie. Moje ciało zrobiło się sztywne.
-To jak, co dzisiaj robimy?-Zapytałam i się od niego odsunęłam. Jak na razie zdecydowanie wystarczy mi bliskości. Naszą rozmowę przerwał telefon Brazylijczyka. Odebrał go.
-"Tak?" "Jest u mnie." "Oszalałeś?" "Nie wiem!" "Cześć."
-Lionel?-Zapytałam. W odpowiedzi dostałam skinięcie głową na "tak."-Co chciał?
-Nic konkretnego. Chodź pójdziemy coś zjeść.
Cały dzisiejszy dzień spędziłam na łażeniu po centrum handlowym, graniu w bilarda oraz kręgle. Po południu poszliśmy do ulubionej knajpy Neymara i zamówiliśmy sobie hamburgery, a pod koniec dnia postanowiliśmy urządzić sobie maraton filmowy. Do oglądaniu filmów Neymar zadzwonił po swoich kumpli, których zdążyłam poznać kilka dni temu. Oczywiście czułam się nie swojej z bandą chłopaków, którzy co jakiś czas sie na mnie gapili i uśmiechali. Przed ciszą nocną postanowiłam wrócić do domu.
-Em, ja będę się już zbierać.-Oznajmiłam i wstałam z podłogi.
-Czekaj odwiozę cie.-Rzucił Adrien i również wstał.
-Nie ma takiej potrzeby.-Uśmiechnęłam się do blondyna. W tym czasie do salonu wrócił Neymar.
-Co tutaj się dzieję?-Zapytał i spojrzał się na mnie.
-Powinnam juz wracać do domu.
-Skoro musisz.-Westchnął i podszedł do mnie.-Pożegnałaś się z chłopakami?-Zapytał.
-Cześć wam.
-Do zobaczenia.-Odpowiedzieli chórem, a napastnik wziął mnie na ręce. Chciałam sie zapytać co on robi, ale przypomniało mi się, że nadal boli mnie kostka. Zaniósł mnie do samochodu. Zapiął pasy i obkrążył go aby po chwili znaleźć sie na miejscu kierowcy. Pod domem Lionela byliśmy po nie całych 20 minutach. Bardzo nie chciałam wchodzić do środka. Mozolnie odpięłam pasy.
-Jakby było coś nie tak dzwoń.-Uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i wysiadłam z samochodu.
-Dzięki za wszystko.
-Tak robią przyjaciele.-Puścił mi oczko i odjechał z piskiem. Stanęłam przed drzwiami i błagałam aby ich tam nie było.
****
Hejka :)) Co myślicie o rozdziale? Jak sądzicie Marita uwolni się od przeszłości bądź komukolwiek ją zdradzi? Zachęcam do komentowania :D
Do następnego kochani.
Hejka :)) Co myślicie o rozdziale? Jak sądzicie Marita uwolni się od przeszłości bądź komukolwiek ją zdradzi? Zachęcam do komentowania :D
Do następnego kochani.