piątek, 29 kwietnia 2016

Rozdział 3.

"Weszłam do pokoju. Zamknęłam się w
nim, w sobie chyba też."
-Czego ty nie rozumiesz?-Wstałam, a przed sobą nie miałam denerwującego brata, najlepszego "piłkarza", zabierającego wszystko Lionela. Przede mną stał Neymar.
-Znowu Ty.-Wymamrotałam.
-Dzięki, Ciebie też miło widzieć.
-Coś chcesz konkretnego?
-Chciałem żebyś do nas przyszła.
-Że tam?-Zapytałam i wskazałam na niebieską otchłań. Brazylijczyk pokiwał twierdząco głową.-Nie ma mowy. Ja nie potrafię pływać.
-Nie potrafisz? Najwyższy czas cie nauczyć myszko.-Uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów do mnie myszko!
-Dobrze skarbie, przepraszam.
-Mów do mnie Marita!-Rozkazałam, ale nie zdążyłam nic więcej powiedzieć. Piłkarz wziął mnie na ręce i zaczął biec, krzyczałam, piszczałam, ale nic z tego, nawet zaczęłam się wiercić i go szczypać, ale to nie pomogło.
-Nie ruszaj się, bo cię upuszczę.-Skarcił mnie Neymar i biegł dalej. Po kilku minutach byliśmy na klifie. Na oko miał z jakieś 20 metrów. Postawił mnie na ziemi. Na szczęście nie mam lęku wysokości, ale i tak się bałam.
-Chyba mnie lubisz.-Powiedziałam szybko.
-Dlaczego tak myślisz?-Zaczął się chichotać.
-Bo nie wbiegłeś na wyższy klif?
-No tak, właśnie no, lubię cie.
-To sarkazm prawda?
-Skądże.-Wyszczerzył się i kolejny raz wziął mnie na ręce. Tym razem nie trzymał mnie tak jak mąż żony po ślubie. Teraz nogi miałam splecione wokół jego pasa. Wiedziałam, że zaraz skoczy dlaczego jedną ręką złapałam się jego szyi i czekałam.
-Nie bój się.-Powiedział i lekko się do mnie uśmiechnął. Może myślał, że da mi to trochę otuchy.
-Nie boje się?-Odparłam z lekkim zażenowaniem.
-To dlaczego chcesz mnie udusić?
-Żebyś nie skoczył.-Wymamrotałam, ale nie przestawałam się go trzymać. 
-Fajnie będzie.-Powiedział i oderwał się od ziemi. Cholernie się bałam. Przytuliłam się do niego i czekałam, aż wpadniemy do wody. W stanie nieważkości jak dla mnie byliśmy zbyt długo. Chciałam krzyczeć, piszczeć, ale nie mogłam. Przecież nie pokaże ludziom, że się boje. Kto jak kto, ale nie ja. W dodatku wróg numer 1 na pewno się na nas gapił. W końcu wpadliśmy do wody. Musiałam serio nieźle się przestraszyć ponieważ wbiłam Neymarowi paznokcie w barki. On cały czas mnie trzymał blisko siebie. Nasze ciała się dotykały. Czułam się co najmniej dziwnie. W końcu wynurzyliśmy się na powierzchnie wody. Neymar dopłynął ze mną do brzegu. Szybko wyszłam z wody i zaczęłam iść w kierunku miejsca w którym zostały moje rzeczy.
-Marita nie obrażaj się.-Zaśmiał się podbiegając do mnie. Stanęłam i spojrzałam mu w oczy.
-Nie obraziłam się. Zdążyłam nauczyć się tego, że inni robią rzeczy wbrew mojej woli.
-Ale to nie miało tak wyjść.-Złapał mnie za rękę. Spojrzałam na jego gest i wyrwałam swoją dłoń z jego dłoni.
-Spokojnie. Nie ucieknę.-Uniosłam na chwilkę koniuszki ust.-Więc dlatego zaciągnąłeś mnie na ten cholerny klif i skoczyłeś pomimo tego, że powiedziałam ci wcześniej, że nie umiem pływać.
-Ale przecież z tobą byłem.-Powiedział nie pewnie.-Przy mnie możesz być bezpieczna, w sumie nikt z nas nie da zrobić ci krzywdy, tylko daj nam szansę siebie poznać.-Mówił spokojnie.
-Nie chce żeby ktoś mnie poznawał. Szczególnie ktoś, kto jest przyjacielem Lionela.
-Dlaczego tak bardzo go nie lubisz?-Zapytał, ale tego już za wiele.
-To nie rozmowa na teraz.-Powiedziałam i zaczęłam iść w kierunku piłkarzy. Neymar szedł kawałek za mną. Między nami była cisza, ale mi to nie przeszkadzało. 
-A zapomniałabym.-Powiedziałam i odwróciłam się do napastnika. Uderzyłam go w ramię. Pewnie nic nie poczuł, ale ja za to poczułam się lepiej.-Teraz jesteśmy kwita.
W odpowiedzi dostałam śnieżno-biały uśmiech i błyszczące oczka, które chciały wywiercić mi dziurę w cielę. Teraz już szliśmy w ciszy.

perspektywa Neymara
Myślałem, że dowiem się czego więcej o niej, ale spokojnie. Kwiatu przecież trzeba dać czas żeby zakwitnął. Pierwszy raz gdy ją zobaczyłem pomyślałem, że będą z nią problemy, a tutaj cicha, zamknięta w sobie dziewczyna, której trzeba dać szansę. Zdaje mi się, że ona po prostu potrzebuje kogoś na kim będzie mogła polegać. W sumie mógłbym dać jej wszystko, tylko problem jest w tym, że jej brat jest moim przyjacielem. Był ze mną odkąd tutaj przyleciałem i nie wyobrażam sobie, że przez Maritę mógłbym stracić Lio.

Gdy byliśmy już w miejscu, gdzie leżały nasze rzeczy dziewczyny dosłownie rzuciły się na Maritę. Pytały czy wszystko w porządku. Dały jej ręcznik ponieważ miała jeszcze mokre włosy. Do mnie doszli wszyscy piłkarze i zaczęli wypytywać, czy coś mi o sobie powiedziała. Liderem tej grupy chcących wiedzieć wszystko był Leo. Oczywiście powiedziałem im zgodnie z prawdą, że nic mi nie mówiła i doszliśmy do dziewczyn.
-Neymar, gdzie ty z nią byłeś?-Zapytała zdenerwowana Antonella.
-Byliśmy popływać.-Uśmiechnąłem się i byłem z siebie dumny. Tak ludzie. To ja. Neymar da Silva Santos Junior. To właśnie ja pierwszy kazałem ruszyć temu dziecku dupe. Nie ważne, że całą drogę miałem ją na rękach. Ważne, że dzięki mnie cokolwiek zrobiła.
-A co by było gdyby nie umiała pływać?-Zapytał Messi.
-Stary nie pomagasz sobie.-Powiedziałem do przyjaciela, gdy odciągnąłem go po tym pytaniu na bok.-Ona właśnie nie potrafi pływać.-Wyszeptałem i spuściłem głowę. Nie mogłem patrzeć, jak on marnuje sobie szanse na dogadanie się z siostrą.-Słuchaj mam pewien pomysł. Tylko musisz mi pozwolić się zbliżyć do Marity.
-Pozwoliłbym ci, nawet kiedy byłaby moją najlepeszą i ukochaną siostrzyczką. Jesteś moim przyjacielem. Znam cie i wiem, że nie chciałbyś zrobić komuś krzywdy.-Poklepał mnie w ramię.
-Przyjedź do mnie wieczorem to wszystko obgadamy.-Powiedziałem i wróciliśmy do tamtej bandy. Marita siedziała owinięta ręcznikiem i patrzyła się na mnie. Nie wiem czemu chciałem, żeby patrzyła tak już zawsze. Pomimo, że nie bylo to spojrzenie radosne, a raczej z nadzieją, nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Przecież z nią byłem, nic by się nie stało.-Palnąłem pomimo tego, że nikt nie zadał żadnego pytania.
-Mhm. Z tobą rzeczywiście jest bezpiecznie.-Zaśmiała się partnerka Bartry.-Tak Neymar. Wmawiaj sobie tak, to dobry pomysł.-I zaczęli śmiać się wszyscy. Wszyscy oprócz jej.

Kiedy cała zgraja znowu zaczęła schodzić się do wody ja postanowiłem zebrać się do domu. Mam kilka spraw do załatwienie i nie mogę pozwolić sobie na całkowity relaks. Z resztą za klika godzin mamy trening, a nie chce się znowu spóźnić. 

perspektywa Marity.
Neymar pojechał. Cała reszka poszła się kapać, a ja miałam chwilę dla siebie. W sumie ja zawsze mam chwile dla siebie. Odkąd urwałam kontakt z ludźmi każda chwila którą spędzam jest dla mnie. Niestety dzisiaj nie pisana była mi samotność. Na leżaku obok usiadł Lionel. Bałam się, że tak łatwo się go nie pozbędę. Spróbuję być przynajmniej miła.
-Czemu już się nie kąpiesz?
-Zdaje mi się, że mam ważniejsze sprawy na głowie. 
-Myślisz pewnie jak stać się idealnie jeszcze bardziej idealny.-Mruknęłam pod nosem.
-Nie ma ludzi idealnie idealnych. Dlatego każdemu powinniśmy dać szanse.
Oho chyba wiem do czego zmierza. Jeżeli jego następne zdanie będzie brzmiało "Marita pogódźmy się" czy coś w tym stylu obiecuję, że strzelę sobie kulką w łeb.
-Jak myślisz, my mamy szanse stać się jeszcze rodzeństwem?-Zapytał a mnie całkiem zamurowało. Nie wiem, czy jest to pytanie z serii, po której powinnam trzymać właśnie w dłoni pistolet. Czy jest to raczej kategoria "Niemożliwe słowa Lionela" po których robi mi się nie dobrze. 
-Chciałabym odpowiedzieć "nie" ale skąd mam to wiedzieć. Może mamy jakieś tam szanse.-Powiedziałam i wstałam z leżaka. Nałożyłam na siebie koszulkę.-Dasz mi klucze od domu?
Dostałam to, o co poprosiłam, spakowałam swoje rzeczy do torebki i ruszyłam do domu.
Zrobiłam sobie kanapkę z serem, nalałam do szklanki wody z kranu i poszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam z wierzchu bałagan, który zdążyłam już zrobić, przez dwa dni i zeszłam na dół. Włączyłam telewizor i skakałam po kanałach. Nic ciekawego nie było więc zostawiłam na jakiejś Brazylijskiej telenoweli i zaczęłam bawić się z psem mojego brata. Porzucałam mu poduszki, które leżały na kanapie. Dwie z nich pogryzł i zostały po nich tylko piórka. 

Przed godziną 16 do domu wrócili właściciele. Antonella złapała się za głowę, gdy zobaczyła swoje chyba ulubione poduszki poślinione i całe pogryzione. Zaczęła krzyczeć na psa, a ja próbowałam powstrzymać się od śmiechu.
-Nie krzycz na niego. To Marita zrobiła.
-Czyżby Marita miała problemy ze ślinieniem się?-Zapytała poirytowana.
-Rzucała mu poduszki.-Poprawił swoją wcześniejszą wypowiedź mój brat.
-Naprawdę to ty?-Zapytała ze smutkiem w głosie Antonella. Pokiwała twierdząco głową. Dziewczyna usiadła obok mnie i zasłoniła twarz dłońmi. Zaczęła płakać.
-Brawo Marita. Nie ma to jak porządna siostra.-Powiedział z pogardą w głosie Lionel.-No już, przeproś ją.
-Karzesz mi?-Zapytałam przez śmiech.
-Problemy ze zrozumieniem też masz?
No kochany braciszku wpakowałeś się w niezłe gówno. Wstałam z kanapy i podeszłam do szafki na której stały nagrody Lionela. Zastanawiałam się czy zrzucić ja z premedytacją czy udać, że spadły same.
-Marita daj spokój.-Powiedziała Argentynka. Nie chciałam zwracać uwagi na jej słowa, ale przecież ja aż taka zła nie jestem. Posłuchałam się dziewczyny i poszłam do swojego pokoju.
Spędziłam w nim resztę dnia. Zastanawiałam się dlaczego ja taka jestem. Dlaczego nie mogę być normalną dziewczyną, która dogaduje się z bratem. Córką, którą kochają rodzice i kobietą na której komuś zależy. Kiedy tak rozmyślałam ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam i zeszłam z parapetu. Do pokoju weszła Antonella. Ona musi być niesamowitym człowiekiem skoro po mimo moich wybryków nadal traktuje mnie jako normalną osobę.
-Co robisz?-Zapytała i weszła głębiej do pokoju. Usiadła na łóżku.
-Myślę, a co?
-Czemu przed nikim nie chcesz się otworzyć?
-A po co?
-Byłoby ci lżej.-Uśmiechnęła się.
-Tak jak teraz, jest mi dobrze. Z resztą nie znalazłam jeszcze takiej osoby, której mogłabym zaufać i mówić o wszystkim.
-Masz mnie.
-Antonella nie obraź się, ale ja nie chce takiego kogoś jak ty.
-W jakim sensie?
-No bo ty jesteś za dobra. Jesteś siostrą mojego wroga. Znaczy brata.-Szybko się po prawiłam, ale nie zdążyłam nic dalej powiedzieć, żeby zapomniała o moich słowach ponieważ mi przerwała.
-Czemu uważasz swojego brata za wroga?
-Bo tak.-Odpowiedziałam szorstko i kolejny raz usiadłam na parapecie.
-Nie łatwiej będzie ci z nim pogadać?-Zapytała, ale ja nie chciałam rozmawiać już z nikim. Pokiwałam przecząco głową.-Marita nie możesz uciekać od tego co cie boli w taki sposób. Nie możesz milczeć, a brnięcie w odizolowanie się od ludzi wcale nie sprawi, że będą cie mniej ranić. Musisz w końcu zacząć z nami rozmawiać. Jeżeli nie chcesz nas porozmawiaj z Neymarem. Mówiłam ci, że on też z początku miał trudny charakter.
-No ta, będę się zwierzać obcemu facetowi.-Popukałam się w głowę.-W dodatku on jest przyjacielem Lionela.-Przypomniała mi się najważniejsza rzecz, dlaczego nie chce mieć z Neymarem nic wspólnego.
-On może ci pomóc.
-Nie potrzebuje pomocy.
-No jak chcesz, ale przemyśl to jeszcze. Ja idę już spać. Lio jeszcze nie wrócił, więc licz się z tym, że w środku nocy będzie się coś tłukło. A raczej ktoś.-Uśmiechnęła się 
-A Antonella.-Zaczepiłam ją, gdy wychodziła z pokoju.-Przepraszam za te poduszki.-Nie dostałam odpowiedzi, brunetka się uśmiechnęła i zamknęła drzwi. 
-Czyli to było dla niej coś ważnego.-Wyszeptałam i pierwszy raz od dawno moje ciało przeszyło poczucie winy zmieszane z przykrością.

Następnego dnia poszłam na trening. Przez całą noc myślałam o tym wszystkich co mówiła mi Antonella. Oczywiście nie zamierzał wyżalać się Neymarowi. Postanowiłam ogólnie z nim porozmawiać. Przed wejściem na Camp Nou wpadłam na jakiegoś kolesia. Okazał się to ten sam typ, co od kilku dni mąci mi w głowie pomimo tego, że go nie lubię. No dobra może lubię, ale odrobinę.
-Cóż to za gorące powitanie.-Uśmiechnął się do mnie Brazylijczyk.
-Cześć Neymar. Mogę z tobą później porozmawiać?
-Pewnie. A więc zapraszam cię po treningu na kawę i przepyszne ciacho.
-Bez przesady, to tylko rozmowa. Nie urodziny.
-Na urodziny bardziej się staramy.-Wtrącił się Pique.-Wiesz wybuchy, ogromne torty, multum czirliderek, te klimaty, czaisz nie?-Uśmiechnął się i zostawił nas samych.
-Czaje.-Wyszeptałam pod nosem.-Niech ci już będzie ta kawa, ale odwozisz mnie potem do domu.
-Oczywiście.-Powiedział i weszliśmy w tunel prowadzący do szatni
-Wiesz, wszyscy mówią, że jesteś świnią.
-Do czego zmierzasz?-Zapytał cały czas się uśmiechając.
-Oni kłamią i tylko teraz zgrywasz takiego porządnego faceta czy naprawdę jesteś kochany i przesympatyczny?
-Poznasz mnie, to się przekonasz.
-A kto powiedział, że chce cie poznawać?
-Jak mnie nie poznasz, to się nie przekonasz proste, a ty tak naprawdę dajesz się lubić.-Jego usta rozciągnęły się jeszcze bardziej. Posłał mi całusa w powietrzu i poszedł się przebrać. Ja natomiast powędrowałam na trybuny. Usiadłam obok Antonelli. Kurde chyba się do niej przekonuje.
-Porozmawiam z Neymarem.-Wyszeptałam kiedy chłopaki zaczynali wychodzić na boisko. Dziewczyna mnie przytuliła. Dawno nie czułam ciepła które emanuje od ciała drugiego człowieka. Chyba mi tego brakuje.

-A więc o czym będziemy rozmawiać?-Zapytał piłkarz gdy siedzieliśmy w kawiarni i czekaliśmy aż przyjdzie zamówienie.
-Opowiedz mi coś o sobie.
-No więc jestem Neymar. Jestem niezłym piłkarzem. Oczywiście jestem wolny. Lubię wyzwania.
-Stop. Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
-Było w porządku.
-Tylko tyle?
- A co? Chciałabyś czegoś więcej? 
-Jeżeli taka jest prawda, to to powinno mi wystarczyć.
-Teraz ja mogę o coś zapytać?
-Jeśli musisz.-Wymarotałam i upiłam łyk kawy, która przyszła chwilę temu.
-Dlaczego taka jesteś?
Chciałam zapytać się jaka, ale wtedy by się zaczęło. Postanowiłam zagrać inaczej niż Neymar mógł się tego spodziewać.
-Jestesm sobą.
-Czyli kim naprawdę?
-Potworem,którego stworzył Lionel. 
-Jeżeli potwory mają śliczne włosy,oczy i uśmiech to jestem w stanie żyć z potworem na zawsze.
-To ma być podryw?-Śmiałam się wymawiając te słowa.
-Może.-Uśmiechnął się piłkarz. Zjadł kawałek ciastka i kontynuował.-Co powiesz na małe wyzwanko? 
-Przyjmuje każde.
-Więc zrobimy tak. Musimy spędzać ze sobą cały czas. Ten kto nie wytrzyma drugiej osoby przegrywa i odpowiada na wszystkie pytania wygranego. 

perspektywa Neymara.
Tak to był ten mój wspaniały pomysł. Ogólnie chodzi o to, ze muszę ją do siebie przekonać a jeśli to nie zadziała to ją w sobie rozkocham. Muszę dowiedzieć się wszystkiego. Dlaczego tak bardzo nie lubi Leosia. Czemu ucieka od ludzi. Co się stało, że teraz się tak zachowuje. Rzuciłem jej to wyzwanie, ponieważ gdy będę spędzał z nią więcej czasu szybciej osiągnę swój cel.

perspektywa Marity.
-Mam spędzać z tobą każdą wolną chwilę? To już chyba wolę wisieć nogami do góry nad wodą ze świadomością, ze lina jest za słaba aby mnie utrzymać i się utopie. 
-Wiem,ze tego chcesz. Tylko głupio ci się przyznać, ze pragniesz spędzać ze mną każdą chwilę. Nawet tą zajętą.
-Chyba jesteś za pewny siebie, ale cóż przyjmuje wyzwanie. Kiedy zaczyamy?
-Już.-Uśmiechnął się.-Daje ci pięć dni,góra tydzień i wymiękniesz.
-Ja tam sobie daje całe życie, a co mi tam. Przecież nie ma szans żebym przegrała z takim piłkarzykiem jak ty.
-Gram dzisiaj z kumplami w pokera. Wpadniesz?
-Zobaczyć jak przegrywasz? Chętnie.
-Wiesz, trudna jesteś. Pech chciał, ze ja serio lubię wyzwania.

**************************
Witajcie kochani :) mamy już 3 rozdział, całkiem szybko, nie? niestety nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ale mam nadzieję, że równie szybko :D
Zachęcam do komentowania i pisania co myślicie o tej całej sytuacji Marity. Powinna komuś w końcu wyznać prawdę, a może pogadać z bratem. 
Do następnego rozdziału :*

środa, 27 kwietnia 2016

Rozdział 2.

"Byłam upośledzona psychicznie w związkach. 
Kopałam, popychałam i wyrzucałam ludzi ze
swojego życia, żeby nigdy nie mieli szansy
mnie zranić"
Kobiecy, ciepły i cichy głos obudził mnie przed godziną 8.
-Wstawaj mała, zaraz śniadanie.
-Nie jadam śniadań.-Wymamrotałam i odwróciłam się na drugi bok.
-Pojedziesz z nami na trening chłopaków.
-Chcesz mi życie układać?
-Chce, żeby było ci tu dobrze.
-Antonella. Nie ważna jakbyś się starała, co robiła nie dogadam się z Lionelem.
-Leo to Leo, ale my możemy się zaprzyjaźnić.
-Wierzysz w cuda?-Pokiwała głowa na "tak"
-A ty?
-Ja wierzę w ufo.
-A ludzi?
-Boga.-Odpowiedziałam wymijająco i wstałam z łóżka, aby partnerka mojego brata dała mi spokój.
-To może kawę ci zrobię?-Zapytała z uśmiechem. Przytaknęłam bez entuzjazmu i wyciągnęłam z szafy ubranie na dziś. Weszłam do łazienki. Wykapałam się, zrobiłam makijaż i wyprostowałam włosy. Ubrałam się i zeszłam na dół.
-To dziwne, że mają trening w dniu meczu.-Pomyślałam, ale szybko odgoniłam od siebie te myśli. Zupełnie nie wiem, co może mnie to interesować. Usiadłam przy stole z tą szczęśliwą rodzinką i cały czas mieszałam kawę. Gdy ją piłam była już zimna. Podczas posiłku Lionel strasznie dużo gadał, ale nie wiem o czym. Po prostu jak widzę, że otwiera mu się buzia zajmuje się wszystkim innym dookoła.

Na Camp Nou byliśmy przed 11. Lionel poszedł się przebrać, Antonella poszła do Shakiry i Gerarda, a ja do sklepu naprzeciwko. Kupiłam sobie papierosy, chipsy i colę. Stojąc przy kasie odezwał się do mnie jakiś koleś.
-Za to podziękujemy.-Powiedział kolega mojego brata i oddał pani kasjerce paczkę fajek.
-Ej tak nie wolno.-Udałam obrażoną, ale w sumie trudno okazywać różne rzeczy mimiką gdy cały czas ma się ten sam wyraz twarzy. Wyraz mówiący "Jak Lionel nie będzie najlepszy to powiedź, wtedy będę się uśmiechać." Tak wiem dość dużo mówi mój wyraz twarzy. Kasjerka posłuchała się piłkarza. Pewnie poleciała na to, że jest przystojny i puścił jej oczko. Proszę was. Za takie coś poszłabym umyć sobie oczy Domestosem.
-Idziesz na trening?-Zapytał koleś od noszenia mnie po schodach. W tym samym czasie zapłaciłam za swoje zakupy.
-Niestety.-Wymamrotałam.
-Będzie fajnie. Obiecuję.-Powiedział i wykonał to, co ja przed chwilą. Za chwilę wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy na Camp Nou.

Na treningu ani trochę nie było fajnie. Chyba że lubicie zgraje facetów, którzy zachowują się jak dzieci. Takie małpie dzieci. Podbiegali do mnie i coś tam gadali żebym z nimi zagrała, ale za każdym razem im odmawiałam. Pod koniec treningu dostałam piłką w głowę. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Nie pamiętam co było dalej.

-Wstawaj Marita! Wstawaj!-krzyczał pochylony nade mną Lionel.-Nie chciałem w ciebie trafić. Błagam ocknij się!
-Weź się ode mnie odsuń!-Warknęłam i wstałam z podłogi na której leżałam. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. Gdyby nie Neymar upadłabym i najprawdopodobniej znowu straciłabym przytomność.-Zrobiłeś to specjalnie!
-Poślizgnąłem się i dostałaś piłką w głowę.
-Od zawsze chciałeś się mnie pozbyć.-Powiedziałam i wyszłam z szatni. Lionel za mną pobiegł. Złapał za nadgarstek.-Powiedź mi jakim jestem dla ciebie zagrożeniem. Żadnym. Nie mam z tobą szans we wszystkim co byśmy robili, a ty jeszcze walisz mi petardę w głowę. Opanuj się człowieku!-Wrzasnęłam i próbowałam się wyrwać z jego mocnego uścisku. Niestety nie miałam na tyle siły, dlatego postanowiłam zagrać inaczej.-Pomocy! Ratunku!-Wrzeszczałam.
Wszyscy piłkarze wylecieli z szatni. Stanęli w bezruchu.
-Na co się tak gapicie! Weźcie go ode mnie.-Powiedziałam, a Iniesta i Neymar odciągnęli Lionela na bok.
-Stary nie warto sobie nerwów robić!-Rzucił któryś z piłkarzy i wszyscy wrócili do szatni. Ja natomiast udałam się na zwiedzanie miasta jak gdyby nigdy nic.

perspektywa Messiego.
-Stary o co poszło?-Zapytał mnie Neymar. On chyba jako jedyny rozumie mnie w każdej sytuacji. Tylko dlaczego go to interesuje?
-Jak za nią wyszedłem to chciałem ją przeprosić, ale nie dała mi dojść do słowa. Zaczęła krzyczeć i tyle.-Wytłumaczyłem przyjacielowi.-Teraz nawet nie wiem gdzie ona jest, a przecież obiecałem Antonelli, że się z nią dogadam.
-Obiecałeś Anto? Leo ty sam powinieneś wyjść z inicjatywą i pierwszy wyciągnąć rękę. Ona jest młoda i głupia. Życzę wam, żebyście byli najlepszym rodzeństwem, ale musisz dać jej czasu.
-No tak, tylko ja sam nie wiem, czy chce się z nią dogadać.
-Słucham? Rodzeństwo jest darem, którego nie wszyscy dostają. Pomyśl czasem o niej. Może czegoś jej brakuje. Dajcie sobie szanse.
-Może i masz rację.
-Na pewno.-Poprawił mnie napastnik i odszedł. 
Przebrałem się i wyszedłem z szatni. Przy samochodzie czekała na mnie Anto. Nie chce jej powiedzieć, że znowu się pokłóciłem z Maritą, ale nie mogę udawać, że nic się nie stało. Po jej minie domyślam się, że jednak już o wszystkim wie. Otworzyłem samochód, wsiedliśmy, odpaliłem silnik i ruszyliśmy. Chciałem jak najszybciej być w domu. Przy Maricie nie ma chwili spokoju. Chyba wiem jak czuli się rodzice. Momentalnie przypomniały mi się słowa Brazylijczyka. 
-"Pomyśl czasem o niej" Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co mu chodzi, ale chyba powoli rozumiem. Neymarowi chodziło chyba o to, że muszę postawić się na jej miejscu. W sumie też pewnie byłbym obrażony na cały świat, gdyby właśni rodzice mnie nie chcieli. 
-Jak to jej nie chcieli?-Przerwała mi Anto.
-Co?
-No dlaczego wasi rodzice nie chcieli Marity?
-A Ty skąd o tym wiesz?-Zapytałem, bo nie wiem czy ona weszła w moje myśli i jest wróżką. Wolałem się upewnić, że moja partnerka jednak jest normalna.
-Mówiłeś to przecież przed chwilą.-Czyli Antonella Roccuzzo jest jednak normalna. Ja po prostu głośno myślałem.-To jak, odpowiesz mi?
-Nie chcieli jej, bo była inna. Wstydzili się po prostu. 
-Ale czego?
-Od zawsze chcieli mieć idealną córeczkę. Miała być grzeczna, uczynna i mądra. Chcieli żeby ludzie mogli im zazdrościć. Kiedy ona jednak postanowiła być sobą przestali się nią interesować, a żeby nie było im przykro ja chciałem wypadać jak najlepiej. 
-Może ją to boli. Nie pomyślałem o tym wcześniej?
-Ona nienawidzi mnie raczej z innego powodu.
-Twoi rodzice wydają się być inni. Nigdy bym nie powiedziała, że są w stanie potraktować tak człowieka.
-Kiedyś Marita wróciła do domu po czasie i było lekko wstawiona to mama dała jej koc i powiedziała żeby poszła spać do ogrodu.-Wymamrotałem i zgasiłem silnik ponieważ byłem już na naszej posesji.

perspektywa Marity.
Do domu wróciłam przed godziną 18 ponieważ musiałam wyszykować się na mecz. W domu był tylko Lionel. Przeszłam obok niego obojętnie i kierowałam się do swojego pokoju. Wzięłam kąpiel, wysuszyłam włosy i je wyprostowałam. Zrobiłam całkiem mocny makijaż i wyszłam z łazienki. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje ulubione spodnie i koszulkę Realu Madryt. Nie zakładałam tej koszulki z jakąś wielką dumą. Mam ją na sobie tylko po to, aby zrobić nazłość Lionelowi. W końcu jedna rzecz nie idzie po jego myśli.

Na mecz pojechaliśmy całą 5 bo jeszcze z ich dziećmi. Osobiście nie lubię maluchów. Stop. Ja nie lubię nikogo, a w szczególności dzieci. Uważam, że są to same problemy. Dodatkowo wiem to z własnego przypadku. Na Camp Nou byliśmy trochę wcześniej ponieważ chłopaki mają jeszcze rozgrzewkę. Strasznie mi się nudziło więc poszłam usiąść obok Antonelli.
-Może jednak chcesz ją?-Zapytała i próbowała wcisnąć mi na siłę koszulkę z barwami Barcy.
-Za żadne skarby. No chyba, że pozbędziesz się tego kolesia z 10.-Uśmiechnęłam się sztucznie i przypadkowo rzuciłam wzrok na murawę. Akurat byłam obserwowana przez Neymara. Postanowiłam mu pomachać. Uśmiechnął się i mi odmachał.
-Chyba wpadłaś mu w oko.-Wyszeptała mi do ucha brunetka.
-Nie mój typ.
-Ja właśnie myślę, że twój. Z początku też mieliśmy z nim problemy, a teraz jest naszym przyjacielem.
-Że z nim.-Pokazałam na 11 Barcy.
-No tak. Do tej pory ma jakieś odchyły i robi głupoty. W dodatku zmienił się, bo miał silną wolę, a nikt, nawet Leo nie zna jego przeszłości.
-Jak myślisz była trudna?
-Po jego początkowym zachowaniu myślę, że tak.-Uśmiechnęła się delikatnie. Chłopaki zeszli z boiska. Po chwili zaczął się mecz. Na stadionie na oko było więcej fanów Blaugrany. Machali flagami, krzyczeli, śpiewali hymn. Przyznam się, że tez zdarzyło mi się z dwa razy krzyknąć "vamos Barca" czy coś w po dobie. 
W pierwszej połowie nie wydarzyło się nic ciekawego. Walka była równa natomiast w drugiej połowie zaczęło się dziać. Pierwszą bramkę dla Realu zdobył oczywiście Ronaldo. Szkoda tylko, że nie okazałam ani grama radości. W 57 minucie gola na remis zdobył Pique. Spojrzał się w naszą stronę ponieważ obok mnie siedziała jego narzeczona. 
Z dłoni ułożył serduszko a mi posłał gromiące spojrzenie. Pewnie nie pasuje mu moja koszulka, ale no cóż, nie każdy jest za najlepszym klubem w Europie.
Drugą i trzecią bramkę dla Barcy zdobył Neymar. Po pierwszej postanowił zatańczyć, a po drugiej wskazał na mnie i palcami przejechał sobie po ustach od środka do końca. Oznaczało to, żebym się uśmiechnęła. Jednak nic z tego. Nie będę narażała się na zmarszczki przez jednego marnego piłkarzyka. W doliczonym czasie brankę zdobył jeszcze James i Lionel. 
Poczekałyśmy aż szalony tłum wyjdzie z trybun i ruszyłyśmy w stronę szatni. Dziewczyny weszły do środka, a ja postanowiłam poczekać przed pomieszczeniem pełnym spoconych mężczyzn. Pomimo tego że są przystojni na pewno są strasznie zarozumiali. 
W między czasie zrobiłam sobie selfie i wrzuciłam na kilka portali. Oczywiście posypały się hejty w których pojawił się ból dupy z powodu koszulki, którą mam na sobie. Niespodziewanie podszedł do mnie fotoreporter.
-Ty jesteś siostrą Messiego.
-Zależy.
-Od?
-Jeżeli chcesz powiedzieć jakim jest paskudnym graczem to tak jestem jego siostrą, jeżeli masz zamiar go wychwalać to się do niego nie przyznaje.
-Cyba nie pałasz miłością do brata.
-Jak widać na załączonym obrazku.-Uśmiechnęłam się na chwilę, żeby było jakoś wiarygodniej.
-Możemy zadać mi kilka pytań?
-Oczywiście.
-Jesteś za Realem?
-Całym  sercem.-Odpowiedziałam dumnie. Akurat z szatni zaczęli wychodzić piłkarze. Na czele szedł brunet. Był jeszcze bez koszuli dlatego miałam szansę przyjrzeć się jego kilku tatuażom. Najbardziej ciekawiło mnie co ma na plecach, jednak za szybko założył koszulkę.
-Messi nie ma nic przeciwko?
Nie zdążyłam powiedzieć, że mało mnie obchodzi jego zdanie ponieważ podszedł do mnie Neymar. Złapał w pasie, przerzucił przez ramię i niósł jak worek ziemniaków. Wyszedł ze mną przed stadion. Rozdał kilka autografów nadal mnie trzymając. 
-Co ty zrobiłeś?-Zapytałam z lekkim poirytowaniem. Przecież on nie miał prawa od tak sobie wynieść mnie poza stadion.
-Nie będziesz psuła reputacji swojego brata.-Powiedział nadal nie stawiając mnie na ziemię.
-Kiedy mnie postawisz?-Warknęłam
-A przepraszam. Jesteś taka lekka, że zapomniałem, że mam cię na ramieniu.-Uśmiechnął się.-Jedziesz z nami?
-A przepraszam gdzie?
-Na imprezę.
-Nie piję w towarzystwie bliskich, albo ludzi, których może lubię-Powiedziałam z lekką niepewnością.
-Jednak Leo jest ci bliski?
-Nie?-Uniosłam jedną brew.
-To nie rozumiem.
-Kiedyś zrozumiesz.-Powiedziałam i odeszłam od chłopaka. Wsiadłam do najbliższej taksówki i pojechałam do domu. Nie chciałam iść na imprezę ponieważ bałam się, że powiem coś Lionelowi. Obiecałam sobie, że on już zawsze będzie dla mnie nikim. Przed tym jak mnie zranił, pokłóciliśmy się. W pewnym momencie zaczął mnie wyzywać. Na szczęście on nadal myśli, że przez to go nienawidzę.

W domu była już Antonella. Musiała przyjechać jak gadałam z Neymarem. Usiadłam obok niej na kanapie w salonie. Spojrzała się na mnie jakbym była co najmniej aniołem.
-No co?-Pytam i przymrużam oczy.  
-Pierwszy raz tutaj przeszłaś. Po prostu się cieszę.
-Bez przesady. Z resztą już idę. Dobranoc. 
-Dobranoc Marita. Śpij dobrze.

Następnego dnia wstałam całkiem wcześnie. Zegarek pokazywał godzinę 7:13. Odwróciłam się na drugi bok i próbowałam usnąć. Niestety nic z tego. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni  siedział Lionel.
-Dzień dobry.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Czego chcesz?
-Oj przestań.-Jęknął.
-Cofasz się do poziomu swojego syna? Poczekaj pójdę po pampersy.-Powiedziałam i wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam go do szklanki i usiałam obok brata.
-Jak się wczoraj bawiłeś?
-Całkiem nieźle. Chwila, to było do mnie?-Zapytał ze zdziwieniem.
-Nie. Rozmawiam ze szklanką.-Westchnęliśmy równocześnie za co skarciłam go wzrokiem i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach, ale nic ciekawego nie było. Zostawiłam na jakimś serialu i próbowałam zrozumieć cokolwiek.

Około godziny 12 wszyscy piłkarze Barcelony łącznie z ich partnerkami i ze mną poszliśmy na plaże. Dziewczyny rozebrały się do kostiumów, chłopaki poszli do wody, a ja siedziałam przy barze pod jakimś parasolem. Piłam bezalkoholowe drinki i przyglądałam się piłkarzom. Po kilku kolorowych napojach postanowiłam się poopalać. Zdjęłam dużą, luźną koszulkę i zostałam w samym bikini. Niestety nie zasłużyłam na chwilę spokoju ponieważ panowie przyszli po swoje kobiety. Po chwili nalegania, krzyków i delikatnych trąceń nastała cisza. Założyłam słuchawki i słuchałam muzyki. 
-Odejdź.-Powiedziałam do kogoś, kto zasłonił mi słońce.-Odejdź bo kapiesz na mnie.-Warknęłam. Otworzyłam jedno oko.-Ty!-Powiedziałam z pogardą. Wstałam, odsunęłam się na jakiś metr i opalałam się dalej. Zdawało mi się, że Lionel coś do mnie mówił, ale na szczęście miałam tak głośno muzykę, że go nie słyszałam. Po kilku nutach sytuacja się powtórzyła.-Lionel daj mi spokój.-Powiedziałam całkiem spokojnie, jednak piłkarz nadal zasłaniał mi słońce.-Przeszkadzasz mi. Zrozum, nie jesteś pępkiem świata. Nie każdy jest w ciebie zapatrzony!
Mężczyzna nadal nade mną stał. Woda, która kapała z jego ciała była całkiem zimno. 
-Czego ty nie rozumiesz?-Wstałam, a przed sobą nie miałam denerwującego brata, najlepszego "piłkarza", zabierającego wszystko Lionela. Przede mną stał Neymar.
-Znowu Ty.-Wymamrotałam.
-Dzięki, Ciebie też miło widzieć.
-Coś chcesz konkretnego?
-Chciałem żebyś do nas przyszła.
-Że tam?-Zapytałam i wskazałam na niebieską otchłań. Brazylijczyk pokiwał twierdząco głową.-Nie ma mowy. Ja nie potrafię pływać.
-Nie potrafisz? Najwyższy czas cie nauczyć myszko.-Uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów do mnie myszko!

****************************
Hejka kochani. Mamy drugi rozdział :)) Podoba się? Śmiało piszcie co o tym myślicie. Zachęcam wszystkich do pozostawiania po sobie śladu w komentarzu i do zobaczenia wkrótce ♥

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 1.

"Nie można odbudować zniszczonego życia,
ani odzyskać straconego człowieka."
perspektywa Marity
Ostatnia noc w rodzinnym domu. Jutro wylatuję do Hiszpanii. Lecę do swojego brata. Nie widzieliśmy się przez kilka lat. Zawsze gdy przyjeżdżał do domu, mnie w nim nie było. Specjalnie uciekałam. Nie chciałam się z nim widzieć. Za bardzo bolał mnie jego widok. Lionel zawsze jest szczęśliwy, uśmiechnięty. Zawsze był idealnym syneczkiem rodziców. Natomiast ja, ja byłam ich problemem. Ciężarem, który cały czas jest na ich utrzymaniu. Dlaczego wymyślili wyjazd do Barcelony.

Samolot już czeka. Ludzie wchodzą na pokład. Wszyscy są uśmiechnięci, idą spokojnie w szeregu. Ja natomiast z dwiema ogromnymi walizkami przepycham się na przód. Popycham przy tym jakieś dzieci. Ich rodzice na mnie krzyczą, ale podniesiony ton ludzi, nie wywołuje już u mnie żadnych emocji. Mam w nosie to, co mówią inni. Nie obchodzą mnie ich uczucia. 
Nareszcie jestem w środku. Siadam wygodnie, zapinam pasy i włączam swoją ulubioną muzykę. Strasznie boje się spotkania z Lionelem. Nie wiem jak zareagował na wiadomość, że będzie musiał ze mną mieszkać, albo to ja z nim mam mieszkać. Nie wiem. Odganiam od siebie te myśli i przesypiam cały lot. 

Na lotnisku czeka na mnie partnerka mojego kochanego braciszka, który nawet nie pofatygował się po mnie przyjechać. Staję na przeciwko niskiej brunetki i czekam na jej reakcje. 
-Marita, tak?-Pyta z uśmiechem. Fajnie Lionel. Dzięki, że każdego tym zarażasz.
-Widzę, że mój brat mało ci o mnie mówił.-Parsknęłam.
-To nie tak. Upewniam się czy to ty. Mówił o tobie sporo rzeczy.
-Od czego zawsze zaczynał?
-Od mówienia o twoich tatuażach.
-Nienawidzi ich.-Uśmiechnęłam się sztucznie.
-Co ty gadasz?-Pyta ze zdziwieniem.-Sam jej fanem "brudzenia" sobie skóry.
-Chciał żebyśmy mieli takie same tatuaże w tych samych miejscach, ale kiedy mu odmówiłam, a z resztą nie ważne. Możemy już jechać?
-Jasne.-Odpowiedziała i pomogła mi z walizkami. Nie prosiłam jej o to. Szłyśmy w ciszy. Przyzwyczaiłam się do niej. To ona była ze mną zawsze. Pomimo tego, że moje życie przepełniają krzyki, wyzwiska to najbardziej przywiązałam się do ciszy, która towarzyszy samotności. Ją także uwielbiam. Zero ludzi, zero niepotrzebnego gadania. Tylko ja. Czasami zdarza mi się nawet zapomnieć o własnym życiu. Tak jakby mnie nie było. Kocham ten stan. 

W domu byłyśmy po jakieś godzinie. Na szczęście nikogo w nim nie było. Antonella pokazała mi pokój, który będzie mój. Zaproponowała mi pomoc w rozpakowaniu rzeczy, ale jej odmówiłam. Pod wieczór uporałam się ze wszystkim, zdążyłam jeszcze wziąć prysznic i przebrać się gdyż chce wyjść na imprezę. Wschodząc na dół do domu wszedł Lionel. Oboje stanęliśmy w bezruchu. Przyglądaliśmy się sobie na wzajem. W końcu wydało mi się to głupie i dokończyłam czynność, którą przerwałam. Przechodząc obok kuchni zawołała mnie Antonella.
-Marika zjesz z nami.-Zapytała. Chciałam odmówić, ale brat był pierwszy.
-Tak ona z nami zje.-Uśmiechnął się do mnie. O nie, mnie tym nie zarazisz. Nie mam zamiaru szczerzyć się do wszystkich osób na ulicy. 
Przymusowo zjadłam kolację, która była całkiem dobra. Podczas posiłku było trochę krępująco, więc Antonella próbowała zachęcić nas do rozmowy. Lionel rzucał jej krótkie odpowiedzi, a ja miałam wzrok wbity w talerz. 
-Nie długo wpadną chłopaki.-Wymamrotał niestety mój brat. W tym samym czasie wstałam od stołu. Połowę lazanii wyrzuciłam do kosza, a talerz włożyłam do zlewu. 
-Cześć wam.-Powiedziałam od niechcenia. Poszłam na górę, założyłam nike i wyszłam z domu. Chciałam iść na imprezę. Upić się, zapomnieć o tym koszmarze. Pewnie się dziwicie, że nienawidzę sławnego brata, który jest najlepszym piłkarzem. A cały błąd tkwi w tym jednym słowie. Najlepszy. Zawsze taki był. Nigdy nikt nie umiał powiedzieć o nim czegoś złego. No oprócz mnie. Wszyscy widzieli jego zalety. Że mądry, że dobrze gra w piłkę, że przyjacielski i miły. "On tak bardzo kocha swoją siostrę." Rodzice często tak mówili, jednak później dokańczali "Tylko szkoda, że ona jest taka." I tutaj urywali. Patrzyli się na mnie i temat się zmieniał. Od zawsze traktowałam Lionela jako wroga numer 1, a nie brata. Teraz też tak jest. Nigdy nie zeszliśmy z wojennej ścieżki. Każdy z nas jest wytrwałym żołnierzem.

Weszłam do pierwszego lepszego klubu. Muzyka grała bardzo głośno. Podeszłam do baru i przyglądałam się obecnym ludziom. Nie znalazłam nikogo fajnego więc zamówiłam kilka kolejek i plotkowałam z barmanem, który miał mnóstwo metalu na twarzy. Przypomniał mi kogoś. Cały czas się w niego wpatrywałam. Niespodziewanie podszedł do mnie wysoki brunet. Miał szare oczy. 
-Co tak sama siedzisz?-Zapytał i usiadł na wysokim stołku obok. Miałam wrażenie, że już kiedyś go gdzieś widziałam.
-Lwy nie żyją w stadach.-Lekko uniosłam kąciki ust. Po chwili opadły. Nie jestem przyzwyczajona do uśmiechania się. Nie lubię tego robić. 
-Masz śliczny uśmiech.-Powiedział i się do mnie przybliżył. Skarciłam go wzrokiem. Odsunęłam się na bezpieczną odległość, wypiłam ostatni kieliszek wódki i postanowiłam wracać do domu. Nie upiłam się tak jak to planowałam, ale mam na to czas. Zegarek na moim telefonie pokazywał kilka minut po godzinie 23. Powoli doszłam do domu. Po drodze weszłam do sklepu, kupiłam wódkę. Chciałam wypić ją na spokojnie w domu.
Weszłam do środka i miałam od razu iść na górę, ale zobaczyłam, że paru kolegów Lionela siedzi w salonie.
-Widzę, że mamy gości.
-Ty nie masz.-Powiedział szorstko Lionel. Chciałam upokorzyć go przed tym kolesiami. Uniosłam jedną brew i zrobiłam sztuczny, triumfalny uśmiech.
-Cześć, Marita jestem.-Podeszłam do pierwszego lepszego chłopaka.
-Alves.-Uścisnął mi dłoń.
-Fajne tatuaże.-Poklepałam go po ramieniu i podeszłam do trzech następnych piłkarzy. Byli nimi Gerard Pique, Sergi Roberto i Neymar.
-To jak panowie, pijecie ze mną?
-Oni mają jutro mecz.-Mój partnerka mojego brata. W sumie dziwię się, że cały czas  o nim tak mówię, ale w sumie mając jego nazwisko mogę zrobić niezłe zamieszanie. Nie wiem jeszcze dokładnie z jakiego powodu, ale zdążę coś wymyślić. 
-Doskonale o tym wiem.-Odpowiadam, ale przerywa mi Gerard.
-Będziesz na naszym meczu?
-Oczywiście.-Upijam ze szklanej butelki łyk przezroczystej cieczy.-Będę kibicować Realowi.-Powiedziałam i spojrzałam się na Lionela. Mężczyzna spuścił głowę. W tym czasie usiadłam Neymarowi na kolanach. Mina jego kolegów była co najmniej dziwna, ale on nie narzekał. 
-Zanieś mnie do pokoju.-Powiedziałam i znowu się napiłam. Piłkarz wykonał moje polecenie. Po chwili byłam w swojej sypialni. Siedziałam na łóżku i piłam dalej. Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Chłopak zabrał mi szklaną butelkę i wyszedł. 
-To jest nie fair.-Zaczęłam krzyczeć. Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i chciałam zejść na dół, ale już nie miałam siły. Słyszałam rozmowę piłkarzy.
-A to właśnie była moja siostra.-Powiedział Lionel. Jednak w jego głosie nie było pogardy.-Przepraszam was za nią, po prostu słabo się dogadujemy.
-Wydaje się być fajna.-Stwierdził koleś, który przyniósł mnie na górę.
-Bo tak samo powalona jak ty.-Zaśmiał się Alves. Rozmawiali jeszcze o czymś, ale na górę szła Antonella. Zgarnęła mnie do pokoju. Usiadła na brzegu łóżka. Chyba czekała aż usnę.

Perspektywa Messiego.
Czego mogłem spodziewać się po dziewczynie nad którą nikt nie potrafi zapanować, że co? Przyleci, będzie idealną siostrą. Będzie grzeczna i miła. No super, szkoda, że tak jest tylko w filmach. Nie wiem dlaczego ona taka jest. Odkąd pamiętam ciężko mi było się z nią dogadać. Zawsze gdy leciałem do Argentyny, jej nie było w domu. Fakt nie przejmowałem się tym zbytnio, ale przecież ona jest pełnoletnia i żyje na własną rękę. Wiem, że nie będzie łatwo, ale muszę spróbować ją do siebie przekonać.

***
Witam wszystkich na moim nowym blogu :) Mamy pierwszy rozdział. Jak się podoba? Jak myślicie ciężko będzie Messiemu dogadać się z siostrą? 
Zachęcam do pozostawienia komentarza i do następnego wpisu :*
Kochani chciałby się jeszcze tylko zapytać czy pasuje wam taki wygląd bloga, czy wolicie aby był on jaśniejszy?

Bohaterowie.


Marita Messi.-19 letnia siostra Lionela Messiego. Ma dobrze widoczne tatuaże na całym ciele. Jest odważna i wysportowana. Odkąd jej brat gra w Barcelonie dziewczyna kibicuje Realowi Mardyt. Blond włosy i śliczny uśmiech skrywa jej prawdziwe oblicze. Z niechęcią spotka się z bratem. Czy z takim samym nastawieniem będzie chciała go opuścić?
"Co mi się dzieje z sercem, chyba niedługo skamienieje."
"Mogę być suką. Mogę grać dziwkę. Lub Twoją wyśnioną księżniczkę."

                

 Neymar da Silva Santos Junior.-23 letni Brazylijski piłkarz FC Barcelony. Zawrócił w głowie niejednej kobiecie. Ciemne włosy, czekoladowe oczy, śnieżno-biały uśmiech. Tylko ludzie z jego otoczenia wiedzą, że nie warto z nim zadzierać. Na boisku-godny wzór do naśladowania. Prywatnie-no cóż, nikt nie poznał jego prawdziwego "ja".Czy miłość, a raczej jej brak ma wpływ na jego charakter?
"Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym."
"Zapamiętaj, jeśli uśmiech dziewczyny sprawia, że zapominasz, jak masz na imię...Wdepnąłeś w niezłe gówno."



Lionel Messi-28 letni Argentyńczyk grający w FC Barcelonie. Starszy brat Marity. Jeden z najlepszych przyjaciół Neymara. Oboje są dla siebie jak bracia. Pomimo zupełnie innych charakterów świetnie się rozumieją i dopełniają. Czy po spotkaniu z siostrą piłkarz poczuje, że nie jest idealny? 
"Zawsze rzucaj się na głęboką wodę, tam jest dalej od dna."
"Są dwie rzeczy, których mężczyzna ukryć nie potrafi-kiedy jest pijany i zakochany."

Występują także:
  • piłkarze FC Barcelony.
  • partnerki piłkarzy
  • syn Neymara-Davi Lucca
  • rodziny głównych bohaterów 
  • przypadkowe osoby
Niektóre informacje mogą być zmienione na potrzeby bloga.