"Weszłam do pokoju. Zamknęłam się w
nim, w sobie chyba też."
-Czego ty nie rozumiesz?-Wstałam, a przed sobą nie miałam denerwującego brata, najlepszego "piłkarza", zabierającego wszystko Lionela. Przede mną stał Neymar.-Znowu Ty.-Wymamrotałam.
-Dzięki, Ciebie też miło widzieć.
-Coś chcesz konkretnego?
-Chciałem żebyś do nas przyszła.
-Że tam?-Zapytałam i wskazałam na niebieską otchłań. Brazylijczyk pokiwał twierdząco głową.-Nie ma mowy. Ja nie potrafię pływać.
-Nie potrafisz? Najwyższy czas cie nauczyć myszko.-Uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów do mnie myszko!
-Dobrze skarbie, przepraszam.
-Mów do mnie Marita!-Rozkazałam, ale nie zdążyłam nic więcej powiedzieć. Piłkarz wziął mnie na ręce i zaczął biec, krzyczałam, piszczałam, ale nic z tego, nawet zaczęłam się wiercić i go szczypać, ale to nie pomogło.
-Nie ruszaj się, bo cię upuszczę.-Skarcił mnie Neymar i biegł dalej. Po kilku minutach byliśmy na klifie. Na oko miał z jakieś 20 metrów. Postawił mnie na ziemi. Na szczęście nie mam lęku wysokości, ale i tak się bałam.
-Chyba mnie lubisz.-Powiedziałam szybko.
-Dlaczego tak myślisz?-Zaczął się chichotać.
-Bo nie wbiegłeś na wyższy klif?
-No tak, właśnie no, lubię cie.
-To sarkazm prawda?
-Skądże.-Wyszczerzył się i kolejny raz wziął mnie na ręce. Tym razem nie trzymał mnie tak jak mąż żony po ślubie. Teraz nogi miałam splecione wokół jego pasa. Wiedziałam, że zaraz skoczy dlaczego jedną ręką złapałam się jego szyi i czekałam.
-Nie bój się.-Powiedział i lekko się do mnie uśmiechnął. Może myślał, że da mi to trochę otuchy.
-Nie boje się?-Odparłam z lekkim zażenowaniem.
-To dlaczego chcesz mnie udusić?
-Żebyś nie skoczył.-Wymamrotałam, ale nie przestawałam się go trzymać.
-Fajnie będzie.-Powiedział i oderwał się od ziemi. Cholernie się bałam. Przytuliłam się do niego i czekałam, aż wpadniemy do wody. W stanie nieważkości jak dla mnie byliśmy zbyt długo. Chciałam krzyczeć, piszczeć, ale nie mogłam. Przecież nie pokaże ludziom, że się boje. Kto jak kto, ale nie ja. W dodatku wróg numer 1 na pewno się na nas gapił. W końcu wpadliśmy do wody. Musiałam serio nieźle się przestraszyć ponieważ wbiłam Neymarowi paznokcie w barki. On cały czas mnie trzymał blisko siebie. Nasze ciała się dotykały. Czułam się co najmniej dziwnie. W końcu wynurzyliśmy się na powierzchnie wody. Neymar dopłynął ze mną do brzegu. Szybko wyszłam z wody i zaczęłam iść w kierunku miejsca w którym zostały moje rzeczy.
-Marita nie obrażaj się.-Zaśmiał się podbiegając do mnie. Stanęłam i spojrzałam mu w oczy.
-Nie obraziłam się. Zdążyłam nauczyć się tego, że inni robią rzeczy wbrew mojej woli.
-Ale to nie miało tak wyjść.-Złapał mnie za rękę. Spojrzałam na jego gest i wyrwałam swoją dłoń z jego dłoni.
-Spokojnie. Nie ucieknę.-Uniosłam na chwilkę koniuszki ust.-Więc dlatego zaciągnąłeś mnie na ten cholerny klif i skoczyłeś pomimo tego, że powiedziałam ci wcześniej, że nie umiem pływać.
-Ale przecież z tobą byłem.-Powiedział nie pewnie.-Przy mnie możesz być bezpieczna, w sumie nikt z nas nie da zrobić ci krzywdy, tylko daj nam szansę siebie poznać.-Mówił spokojnie.
-Nie chce żeby ktoś mnie poznawał. Szczególnie ktoś, kto jest przyjacielem Lionela.
-Dlaczego tak bardzo go nie lubisz?-Zapytał, ale tego już za wiele.
-To nie rozmowa na teraz.-Powiedziałam i zaczęłam iść w kierunku piłkarzy. Neymar szedł kawałek za mną. Między nami była cisza, ale mi to nie przeszkadzało.
-A zapomniałabym.-Powiedziałam i odwróciłam się do napastnika. Uderzyłam go w ramię. Pewnie nic nie poczuł, ale ja za to poczułam się lepiej.-Teraz jesteśmy kwita.
W odpowiedzi dostałam śnieżno-biały uśmiech i błyszczące oczka, które chciały wywiercić mi dziurę w cielę. Teraz już szliśmy w ciszy.
perspektywa Neymara
Myślałem, że dowiem się czego więcej o niej, ale spokojnie. Kwiatu przecież trzeba dać czas żeby zakwitnął. Pierwszy raz gdy ją zobaczyłem pomyślałem, że będą z nią problemy, a tutaj cicha, zamknięta w sobie dziewczyna, której trzeba dać szansę. Zdaje mi się, że ona po prostu potrzebuje kogoś na kim będzie mogła polegać. W sumie mógłbym dać jej wszystko, tylko problem jest w tym, że jej brat jest moim przyjacielem. Był ze mną odkąd tutaj przyleciałem i nie wyobrażam sobie, że przez Maritę mógłbym stracić Lio.
Gdy byliśmy już w miejscu, gdzie leżały nasze rzeczy dziewczyny dosłownie rzuciły się na Maritę. Pytały czy wszystko w porządku. Dały jej ręcznik ponieważ miała jeszcze mokre włosy. Do mnie doszli wszyscy piłkarze i zaczęli wypytywać, czy coś mi o sobie powiedziała. Liderem tej grupy chcących wiedzieć wszystko był Leo. Oczywiście powiedziałem im zgodnie z prawdą, że nic mi nie mówiła i doszliśmy do dziewczyn.
-Neymar, gdzie ty z nią byłeś?-Zapytała zdenerwowana Antonella.
-Byliśmy popływać.-Uśmiechnąłem się i byłem z siebie dumny. Tak ludzie. To ja. Neymar da Silva Santos Junior. To właśnie ja pierwszy kazałem ruszyć temu dziecku dupe. Nie ważne, że całą drogę miałem ją na rękach. Ważne, że dzięki mnie cokolwiek zrobiła.
-A co by było gdyby nie umiała pływać?-Zapytał Messi.
-Stary nie pomagasz sobie.-Powiedziałem do przyjaciela, gdy odciągnąłem go po tym pytaniu na bok.-Ona właśnie nie potrafi pływać.-Wyszeptałem i spuściłem głowę. Nie mogłem patrzeć, jak on marnuje sobie szanse na dogadanie się z siostrą.-Słuchaj mam pewien pomysł. Tylko musisz mi pozwolić się zbliżyć do Marity.
-Pozwoliłbym ci, nawet kiedy byłaby moją najlepeszą i ukochaną siostrzyczką. Jesteś moim przyjacielem. Znam cie i wiem, że nie chciałbyś zrobić komuś krzywdy.-Poklepał mnie w ramię.
-Przyjedź do mnie wieczorem to wszystko obgadamy.-Powiedziałem i wróciliśmy do tamtej bandy. Marita siedziała owinięta ręcznikiem i patrzyła się na mnie. Nie wiem czemu chciałem, żeby patrzyła tak już zawsze. Pomimo, że nie bylo to spojrzenie radosne, a raczej z nadzieją, nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Przecież z nią byłem, nic by się nie stało.-Palnąłem pomimo tego, że nikt nie zadał żadnego pytania.
-Mhm. Z tobą rzeczywiście jest bezpiecznie.-Zaśmiała się partnerka Bartry.-Tak Neymar. Wmawiaj sobie tak, to dobry pomysł.-I zaczęli śmiać się wszyscy. Wszyscy oprócz jej.
Kiedy cała zgraja znowu zaczęła schodzić się do wody ja postanowiłem zebrać się do domu. Mam kilka spraw do załatwienie i nie mogę pozwolić sobie na całkowity relaks. Z resztą za klika godzin mamy trening, a nie chce się znowu spóźnić.
perspektywa Marity.
Neymar pojechał. Cała reszka poszła się kapać, a ja miałam chwilę dla siebie. W sumie ja zawsze mam chwile dla siebie. Odkąd urwałam kontakt z ludźmi każda chwila którą spędzam jest dla mnie. Niestety dzisiaj nie pisana była mi samotność. Na leżaku obok usiadł Lionel. Bałam się, że tak łatwo się go nie pozbędę. Spróbuję być przynajmniej miła.
-Czemu już się nie kąpiesz?
-Zdaje mi się, że mam ważniejsze sprawy na głowie.
-Myślisz pewnie jak stać się idealnie jeszcze bardziej idealny.-Mruknęłam pod nosem.
-Nie ma ludzi idealnie idealnych. Dlatego każdemu powinniśmy dać szanse.
Oho chyba wiem do czego zmierza. Jeżeli jego następne zdanie będzie brzmiało "Marita pogódźmy się" czy coś w tym stylu obiecuję, że strzelę sobie kulką w łeb.
-Jak myślisz, my mamy szanse stać się jeszcze rodzeństwem?-Zapytał a mnie całkiem zamurowało. Nie wiem, czy jest to pytanie z serii, po której powinnam trzymać właśnie w dłoni pistolet. Czy jest to raczej kategoria "Niemożliwe słowa Lionela" po których robi mi się nie dobrze.
-Chciałabym odpowiedzieć "nie" ale skąd mam to wiedzieć. Może mamy jakieś tam szanse.-Powiedziałam i wstałam z leżaka. Nałożyłam na siebie koszulkę.-Dasz mi klucze od domu?
Dostałam to, o co poprosiłam, spakowałam swoje rzeczy do torebki i ruszyłam do domu.
Zrobiłam sobie kanapkę z serem, nalałam do szklanki wody z kranu i poszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam z wierzchu bałagan, który zdążyłam już zrobić, przez dwa dni i zeszłam na dół. Włączyłam telewizor i skakałam po kanałach. Nic ciekawego nie było więc zostawiłam na jakiejś Brazylijskiej telenoweli i zaczęłam bawić się z psem mojego brata. Porzucałam mu poduszki, które leżały na kanapie. Dwie z nich pogryzł i zostały po nich tylko piórka.
Przed godziną 16 do domu wrócili właściciele. Antonella złapała się za głowę, gdy zobaczyła swoje chyba ulubione poduszki poślinione i całe pogryzione. Zaczęła krzyczeć na psa, a ja próbowałam powstrzymać się od śmiechu.
-Nie krzycz na niego. To Marita zrobiła.
-Czyżby Marita miała problemy ze ślinieniem się?-Zapytała poirytowana.
-Rzucała mu poduszki.-Poprawił swoją wcześniejszą wypowiedź mój brat.
-Naprawdę to ty?-Zapytała ze smutkiem w głosie Antonella. Pokiwała twierdząco głową. Dziewczyna usiadła obok mnie i zasłoniła twarz dłońmi. Zaczęła płakać.
-Brawo Marita. Nie ma to jak porządna siostra.-Powiedział z pogardą w głosie Lionel.-No już, przeproś ją.
-Karzesz mi?-Zapytałam przez śmiech.
-Problemy ze zrozumieniem też masz?
No kochany braciszku wpakowałeś się w niezłe gówno. Wstałam z kanapy i podeszłam do szafki na której stały nagrody Lionela. Zastanawiałam się czy zrzucić ja z premedytacją czy udać, że spadły same.
-Marita daj spokój.-Powiedziała Argentynka. Nie chciałam zwracać uwagi na jej słowa, ale przecież ja aż taka zła nie jestem. Posłuchałam się dziewczyny i poszłam do swojego pokoju.
Spędziłam w nim resztę dnia. Zastanawiałam się dlaczego ja taka jestem. Dlaczego nie mogę być normalną dziewczyną, która dogaduje się z bratem. Córką, którą kochają rodzice i kobietą na której komuś zależy. Kiedy tak rozmyślałam ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam i zeszłam z parapetu. Do pokoju weszła Antonella. Ona musi być niesamowitym człowiekiem skoro po mimo moich wybryków nadal traktuje mnie jako normalną osobę.
-Co robisz?-Zapytała i weszła głębiej do pokoju. Usiadła na łóżku.
-Myślę, a co?
-Czemu przed nikim nie chcesz się otworzyć?
-A po co?
-Byłoby ci lżej.-Uśmiechnęła się.
-Tak jak teraz, jest mi dobrze. Z resztą nie znalazłam jeszcze takiej osoby, której mogłabym zaufać i mówić o wszystkim.
-Masz mnie.
-Antonella nie obraź się, ale ja nie chce takiego kogoś jak ty.
-W jakim sensie?
-No bo ty jesteś za dobra. Jesteś siostrą mojego wroga. Znaczy brata.-Szybko się po prawiłam, ale nie zdążyłam nic dalej powiedzieć, żeby zapomniała o moich słowach ponieważ mi przerwała.
-Czemu uważasz swojego brata za wroga?
-Bo tak.-Odpowiedziałam szorstko i kolejny raz usiadłam na parapecie.
-Nie łatwiej będzie ci z nim pogadać?-Zapytała, ale ja nie chciałam rozmawiać już z nikim. Pokiwałam przecząco głową.-Marita nie możesz uciekać od tego co cie boli w taki sposób. Nie możesz milczeć, a brnięcie w odizolowanie się od ludzi wcale nie sprawi, że będą cie mniej ranić. Musisz w końcu zacząć z nami rozmawiać. Jeżeli nie chcesz nas porozmawiaj z Neymarem. Mówiłam ci, że on też z początku miał trudny charakter.
-No ta, będę się zwierzać obcemu facetowi.-Popukałam się w głowę.-W dodatku on jest przyjacielem Lionela.-Przypomniała mi się najważniejsza rzecz, dlaczego nie chce mieć z Neymarem nic wspólnego.
-On może ci pomóc.
-Nie potrzebuje pomocy.
-No jak chcesz, ale przemyśl to jeszcze. Ja idę już spać. Lio jeszcze nie wrócił, więc licz się z tym, że w środku nocy będzie się coś tłukło. A raczej ktoś.-Uśmiechnęła się
-A Antonella.-Zaczepiłam ją, gdy wychodziła z pokoju.-Przepraszam za te poduszki.-Nie dostałam odpowiedzi, brunetka się uśmiechnęła i zamknęła drzwi.
-Czyli to było dla niej coś ważnego.-Wyszeptałam i pierwszy raz od dawno moje ciało przeszyło poczucie winy zmieszane z przykrością.
Następnego dnia poszłam na trening. Przez całą noc myślałam o tym wszystkich co mówiła mi Antonella. Oczywiście nie zamierzał wyżalać się Neymarowi. Postanowiłam ogólnie z nim porozmawiać. Przed wejściem na Camp Nou wpadłam na jakiegoś kolesia. Okazał się to ten sam typ, co od kilku dni mąci mi w głowie pomimo tego, że go nie lubię. No dobra może lubię, ale odrobinę.
-Cóż to za gorące powitanie.-Uśmiechnął się do mnie Brazylijczyk.
-Cześć Neymar. Mogę z tobą później porozmawiać?
-Pewnie. A więc zapraszam cię po treningu na kawę i przepyszne ciacho.
-Bez przesady, to tylko rozmowa. Nie urodziny.
-Na urodziny bardziej się staramy.-Wtrącił się Pique.-Wiesz wybuchy, ogromne torty, multum czirliderek, te klimaty, czaisz nie?-Uśmiechnął się i zostawił nas samych.
-Czaje.-Wyszeptałam pod nosem.-Niech ci już będzie ta kawa, ale odwozisz mnie potem do domu.
-Oczywiście.-Powiedział i weszliśmy w tunel prowadzący do szatni
-Wiesz, wszyscy mówią, że jesteś świnią.
-Do czego zmierzasz?-Zapytał cały czas się uśmiechając.
-Oni kłamią i tylko teraz zgrywasz takiego porządnego faceta czy naprawdę jesteś kochany i przesympatyczny?
-Poznasz mnie, to się przekonasz.
-A kto powiedział, że chce cie poznawać?
-Jak mnie nie poznasz, to się nie przekonasz proste, a ty tak naprawdę dajesz się lubić.-Jego usta rozciągnęły się jeszcze bardziej. Posłał mi całusa w powietrzu i poszedł się przebrać. Ja natomiast powędrowałam na trybuny. Usiadłam obok Antonelli. Kurde chyba się do niej przekonuje.
-Porozmawiam z Neymarem.-Wyszeptałam kiedy chłopaki zaczynali wychodzić na boisko. Dziewczyna mnie przytuliła. Dawno nie czułam ciepła które emanuje od ciała drugiego człowieka. Chyba mi tego brakuje.
-A więc o czym będziemy rozmawiać?-Zapytał piłkarz gdy siedzieliśmy w kawiarni i czekaliśmy aż przyjdzie zamówienie.
-Opowiedz mi coś o sobie.
-No więc jestem Neymar. Jestem niezłym piłkarzem. Oczywiście jestem wolny. Lubię wyzwania.
-Stop. Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
-Było w porządku.
-Tylko tyle?
- A co? Chciałabyś czegoś więcej?
-Jeżeli taka jest prawda, to to powinno mi wystarczyć.
-Teraz ja mogę o coś zapytać?
-Jeśli musisz.-Wymarotałam i upiłam łyk kawy, która przyszła chwilę temu.
-Dlaczego taka jesteś?
Chciałam zapytać się jaka, ale wtedy by się zaczęło. Postanowiłam zagrać inaczej niż Neymar mógł się tego spodziewać.
-Jestesm sobą.
-Czyli kim naprawdę?
-Potworem,którego stworzył Lionel.
-Jeżeli potwory mają śliczne włosy,oczy i uśmiech to jestem w stanie żyć z potworem na zawsze.
-To ma być podryw?-Śmiałam się wymawiając te słowa.
-Może.-Uśmiechnął się piłkarz. Zjadł kawałek ciastka i kontynuował.-Co powiesz na małe wyzwanko?
-Przyjmuje każde.
-Więc zrobimy tak. Musimy spędzać ze sobą cały czas. Ten kto nie wytrzyma drugiej osoby przegrywa i odpowiada na wszystkie pytania wygranego.
perspektywa Neymara.
Tak to był ten mój wspaniały pomysł. Ogólnie chodzi o to, ze muszę ją do siebie przekonać a jeśli to nie zadziała to ją w sobie rozkocham. Muszę dowiedzieć się wszystkiego. Dlaczego tak bardzo nie lubi Leosia. Czemu ucieka od ludzi. Co się stało, że teraz się tak zachowuje. Rzuciłem jej to wyzwanie, ponieważ gdy będę spędzał z nią więcej czasu szybciej osiągnę swój cel.
perspektywa Marity.
-Mam spędzać z tobą każdą wolną chwilę? To już chyba wolę wisieć nogami do góry nad wodą ze świadomością, ze lina jest za słaba aby mnie utrzymać i się utopie.
-Wiem,ze tego chcesz. Tylko głupio ci się przyznać, ze pragniesz spędzać ze mną każdą chwilę. Nawet tą zajętą.
-Chyba jesteś za pewny siebie, ale cóż przyjmuje wyzwanie. Kiedy zaczyamy?
-Już.-Uśmiechnął się.-Daje ci pięć dni,góra tydzień i wymiękniesz.
-Ja tam sobie daje całe życie, a co mi tam. Przecież nie ma szans żebym przegrała z takim piłkarzykiem jak ty.
-Gram dzisiaj z kumplami w pokera. Wpadniesz?
-Zobaczyć jak przegrywasz? Chętnie.
-Wiesz, trudna jesteś. Pech chciał, ze ja serio lubię wyzwania.
**************************
Witajcie kochani :) mamy już 3 rozdział, całkiem szybko, nie? niestety nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ale mam nadzieję, że równie szybko :D
Zachęcam do komentowania i pisania co myślicie o tej całej sytuacji Marity. Powinna komuś w końcu wyznać prawdę, a może pogadać z bratem.
Do następnego rozdziału :*





