"Byłam upośledzona psychicznie w związkach.
Kopałam, popychałam i wyrzucałam ludzi ze
swojego życia, żeby nigdy nie mieli szansy
mnie zranić"
Kobiecy, ciepły i cichy głos obudził mnie przed godziną 8.-Wstawaj mała, zaraz śniadanie.
-Nie jadam śniadań.-Wymamrotałam i odwróciłam się na drugi bok.
-Pojedziesz z nami na trening chłopaków.
-Chcesz mi życie układać?
-Chce, żeby było ci tu dobrze.
-Antonella. Nie ważna jakbyś się starała, co robiła nie dogadam się z Lionelem.
-Leo to Leo, ale my możemy się zaprzyjaźnić.
-Wierzysz w cuda?-Pokiwała głowa na "tak"
-A ty?
-Ja wierzę w ufo.
-A ludzi?
-Boga.-Odpowiedziałam wymijająco i wstałam z łóżka, aby partnerka mojego brata dała mi spokój.
-To może kawę ci zrobię?-Zapytała z uśmiechem. Przytaknęłam bez entuzjazmu i wyciągnęłam z szafy ubranie na dziś. Weszłam do łazienki. Wykapałam się, zrobiłam makijaż i wyprostowałam włosy. Ubrałam się i zeszłam na dół.
-To dziwne, że mają trening w dniu meczu.-Pomyślałam, ale szybko odgoniłam od siebie te myśli. Zupełnie nie wiem, co może mnie to interesować. Usiadłam przy stole z tą szczęśliwą rodzinką i cały czas mieszałam kawę. Gdy ją piłam była już zimna. Podczas posiłku Lionel strasznie dużo gadał, ale nie wiem o czym. Po prostu jak widzę, że otwiera mu się buzia zajmuje się wszystkim innym dookoła.
Na Camp Nou byliśmy przed 11. Lionel poszedł się przebrać, Antonella poszła do Shakiry i Gerarda, a ja do sklepu naprzeciwko. Kupiłam sobie papierosy, chipsy i colę. Stojąc przy kasie odezwał się do mnie jakiś koleś.
-Za to podziękujemy.-Powiedział kolega mojego brata i oddał pani kasjerce paczkę fajek.
-Ej tak nie wolno.-Udałam obrażoną, ale w sumie trudno okazywać różne rzeczy mimiką gdy cały czas ma się ten sam wyraz twarzy. Wyraz mówiący "Jak Lionel nie będzie najlepszy to powiedź, wtedy będę się uśmiechać." Tak wiem dość dużo mówi mój wyraz twarzy. Kasjerka posłuchała się piłkarza. Pewnie poleciała na to, że jest przystojny i puścił jej oczko. Proszę was. Za takie coś poszłabym umyć sobie oczy Domestosem.
-Idziesz na trening?-Zapytał koleś od noszenia mnie po schodach. W tym samym czasie zapłaciłam za swoje zakupy.
-Niestety.-Wymamrotałam.
-Będzie fajnie. Obiecuję.-Powiedział i wykonał to, co ja przed chwilą. Za chwilę wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy na Camp Nou.
Na treningu ani trochę nie było fajnie. Chyba że lubicie zgraje facetów, którzy zachowują się jak dzieci. Takie małpie dzieci. Podbiegali do mnie i coś tam gadali żebym z nimi zagrała, ale za każdym razem im odmawiałam. Pod koniec treningu dostałam piłką w głowę. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Nie pamiętam co było dalej.
-Wstawaj Marita! Wstawaj!-krzyczał pochylony nade mną Lionel.-Nie chciałem w ciebie trafić. Błagam ocknij się!
-Weź się ode mnie odsuń!-Warknęłam i wstałam z podłogi na której leżałam. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. Gdyby nie Neymar upadłabym i najprawdopodobniej znowu straciłabym przytomność.-Zrobiłeś to specjalnie!
-Poślizgnąłem się i dostałaś piłką w głowę.
-Od zawsze chciałeś się mnie pozbyć.-Powiedziałam i wyszłam z szatni. Lionel za mną pobiegł. Złapał za nadgarstek.-Powiedź mi jakim jestem dla ciebie zagrożeniem. Żadnym. Nie mam z tobą szans we wszystkim co byśmy robili, a ty jeszcze walisz mi petardę w głowę. Opanuj się człowieku!-Wrzasnęłam i próbowałam się wyrwać z jego mocnego uścisku. Niestety nie miałam na tyle siły, dlatego postanowiłam zagrać inaczej.-Pomocy! Ratunku!-Wrzeszczałam.
Wszyscy piłkarze wylecieli z szatni. Stanęli w bezruchu.
-Na co się tak gapicie! Weźcie go ode mnie.-Powiedziałam, a Iniesta i Neymar odciągnęli Lionela na bok.
-Stary nie warto sobie nerwów robić!-Rzucił któryś z piłkarzy i wszyscy wrócili do szatni. Ja natomiast udałam się na zwiedzanie miasta jak gdyby nigdy nic.
perspektywa Messiego.
-Stary o co poszło?-Zapytał mnie Neymar. On chyba jako jedyny rozumie mnie w każdej sytuacji. Tylko dlaczego go to interesuje?
-Jak za nią wyszedłem to chciałem ją przeprosić, ale nie dała mi dojść do słowa. Zaczęła krzyczeć i tyle.-Wytłumaczyłem przyjacielowi.-Teraz nawet nie wiem gdzie ona jest, a przecież obiecałem Antonelli, że się z nią dogadam.
-Obiecałeś Anto? Leo ty sam powinieneś wyjść z inicjatywą i pierwszy wyciągnąć rękę. Ona jest młoda i głupia. Życzę wam, żebyście byli najlepszym rodzeństwem, ale musisz dać jej czasu.
-No tak, tylko ja sam nie wiem, czy chce się z nią dogadać.
-Słucham? Rodzeństwo jest darem, którego nie wszyscy dostają. Pomyśl czasem o niej. Może czegoś jej brakuje. Dajcie sobie szanse.
-Może i masz rację.
-Na pewno.-Poprawił mnie napastnik i odszedł.
Przebrałem się i wyszedłem z szatni. Przy samochodzie czekała na mnie Anto. Nie chce jej powiedzieć, że znowu się pokłóciłem z Maritą, ale nie mogę udawać, że nic się nie stało. Po jej minie domyślam się, że jednak już o wszystkim wie. Otworzyłem samochód, wsiedliśmy, odpaliłem silnik i ruszyliśmy. Chciałem jak najszybciej być w domu. Przy Maricie nie ma chwili spokoju. Chyba wiem jak czuli się rodzice. Momentalnie przypomniały mi się słowa Brazylijczyka.
-"Pomyśl czasem o niej" Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co mu chodzi, ale chyba powoli rozumiem. Neymarowi chodziło chyba o to, że muszę postawić się na jej miejscu. W sumie też pewnie byłbym obrażony na cały świat, gdyby właśni rodzice mnie nie chcieli.
-Jak to jej nie chcieli?-Przerwała mi Anto.
-Co?
-No dlaczego wasi rodzice nie chcieli Marity?
-A Ty skąd o tym wiesz?-Zapytałem, bo nie wiem czy ona weszła w moje myśli i jest wróżką. Wolałem się upewnić, że moja partnerka jednak jest normalna.
-Mówiłeś to przecież przed chwilą.-Czyli Antonella Roccuzzo jest jednak normalna. Ja po prostu głośno myślałem.-To jak, odpowiesz mi?
-Nie chcieli jej, bo była inna. Wstydzili się po prostu.
-Ale czego?
-Od zawsze chcieli mieć idealną córeczkę. Miała być grzeczna, uczynna i mądra. Chcieli żeby ludzie mogli im zazdrościć. Kiedy ona jednak postanowiła być sobą przestali się nią interesować, a żeby nie było im przykro ja chciałem wypadać jak najlepiej.
-Może ją to boli. Nie pomyślałem o tym wcześniej?
-Ona nienawidzi mnie raczej z innego powodu.
-Twoi rodzice wydają się być inni. Nigdy bym nie powiedziała, że są w stanie potraktować tak człowieka.
-Kiedyś Marita wróciła do domu po czasie i było lekko wstawiona to mama dała jej koc i powiedziała żeby poszła spać do ogrodu.-Wymamrotałem i zgasiłem silnik ponieważ byłem już na naszej posesji.
perspektywa Marity.
Do domu wróciłam przed godziną 18 ponieważ musiałam wyszykować się na mecz. W domu był tylko Lionel. Przeszłam obok niego obojętnie i kierowałam się do swojego pokoju. Wzięłam kąpiel, wysuszyłam włosy i je wyprostowałam. Zrobiłam całkiem mocny makijaż i wyszłam z łazienki. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje ulubione spodnie i koszulkę Realu Madryt. Nie zakładałam tej koszulki z jakąś wielką dumą. Mam ją na sobie tylko po to, aby zrobić nazłość Lionelowi. W końcu jedna rzecz nie idzie po jego myśli.
Na mecz pojechaliśmy całą 5 bo jeszcze z ich dziećmi. Osobiście nie lubię maluchów. Stop. Ja nie lubię nikogo, a w szczególności dzieci. Uważam, że są to same problemy. Dodatkowo wiem to z własnego przypadku. Na Camp Nou byliśmy trochę wcześniej ponieważ chłopaki mają jeszcze rozgrzewkę. Strasznie mi się nudziło więc poszłam usiąść obok Antonelli.
-Może jednak chcesz ją?-Zapytała i próbowała wcisnąć mi na siłę koszulkę z barwami Barcy.
-Za żadne skarby. No chyba, że pozbędziesz się tego kolesia z 10.-Uśmiechnęłam się sztucznie i przypadkowo rzuciłam wzrok na murawę. Akurat byłam obserwowana przez Neymara. Postanowiłam mu pomachać. Uśmiechnął się i mi odmachał.
-Chyba wpadłaś mu w oko.-Wyszeptała mi do ucha brunetka.
-Nie mój typ.
-Ja właśnie myślę, że twój. Z początku też mieliśmy z nim problemy, a teraz jest naszym przyjacielem.
-Że z nim.-Pokazałam na 11 Barcy.
-No tak. Do tej pory ma jakieś odchyły i robi głupoty. W dodatku zmienił się, bo miał silną wolę, a nikt, nawet Leo nie zna jego przeszłości.
-Jak myślisz była trudna?
-Po jego początkowym zachowaniu myślę, że tak.-Uśmiechnęła się delikatnie. Chłopaki zeszli z boiska. Po chwili zaczął się mecz. Na stadionie na oko było więcej fanów Blaugrany. Machali flagami, krzyczeli, śpiewali hymn. Przyznam się, że tez zdarzyło mi się z dwa razy krzyknąć "vamos Barca" czy coś w po dobie.
W pierwszej połowie nie wydarzyło się nic ciekawego. Walka była równa natomiast w drugiej połowie zaczęło się dziać. Pierwszą bramkę dla Realu zdobył oczywiście Ronaldo. Szkoda tylko, że nie okazałam ani grama radości. W 57 minucie gola na remis zdobył Pique. Spojrzał się w naszą stronę ponieważ obok mnie siedziała jego narzeczona.
Z dłoni ułożył serduszko a mi posłał gromiące spojrzenie. Pewnie nie pasuje mu moja koszulka, ale no cóż, nie każdy jest za najlepszym klubem w Europie.
Drugą i trzecią bramkę dla Barcy zdobył Neymar. Po pierwszej postanowił zatańczyć, a po drugiej wskazał na mnie i palcami przejechał sobie po ustach od środka do końca. Oznaczało to, żebym się uśmiechnęła. Jednak nic z tego. Nie będę narażała się na zmarszczki przez jednego marnego piłkarzyka. W doliczonym czasie brankę zdobył jeszcze James i Lionel.
Poczekałyśmy aż szalony tłum wyjdzie z trybun i ruszyłyśmy w stronę szatni. Dziewczyny weszły do środka, a ja postanowiłam poczekać przed pomieszczeniem pełnym spoconych mężczyzn. Pomimo tego że są przystojni na pewno są strasznie zarozumiali.
W między czasie zrobiłam sobie selfie i wrzuciłam na kilka portali. Oczywiście posypały się hejty w których pojawił się ból dupy z powodu koszulki, którą mam na sobie. Niespodziewanie podszedł do mnie fotoreporter.
-Ty jesteś siostrą Messiego.
-Zależy.
-Od?
-Jeżeli chcesz powiedzieć jakim jest paskudnym graczem to tak jestem jego siostrą, jeżeli masz zamiar go wychwalać to się do niego nie przyznaje.
-Cyba nie pałasz miłością do brata.
-Jak widać na załączonym obrazku.-Uśmiechnęłam się na chwilę, żeby było jakoś wiarygodniej.
-Możemy zadać mi kilka pytań?
-Oczywiście.
-Jesteś za Realem?
-Całym sercem.-Odpowiedziałam dumnie. Akurat z szatni zaczęli wychodzić piłkarze. Na czele szedł brunet. Był jeszcze bez koszuli dlatego miałam szansę przyjrzeć się jego kilku tatuażom. Najbardziej ciekawiło mnie co ma na plecach, jednak za szybko założył koszulkę.
-Messi nie ma nic przeciwko?
Nie zdążyłam powiedzieć, że mało mnie obchodzi jego zdanie ponieważ podszedł do mnie Neymar. Złapał w pasie, przerzucił przez ramię i niósł jak worek ziemniaków. Wyszedł ze mną przed stadion. Rozdał kilka autografów nadal mnie trzymając.
-Co ty zrobiłeś?-Zapytałam z lekkim poirytowaniem. Przecież on nie miał prawa od tak sobie wynieść mnie poza stadion.
-Nie będziesz psuła reputacji swojego brata.-Powiedział nadal nie stawiając mnie na ziemię.
-Kiedy mnie postawisz?-Warknęłam
-A przepraszam. Jesteś taka lekka, że zapomniałem, że mam cię na ramieniu.-Uśmiechnął się.-Jedziesz z nami?
-A przepraszam gdzie?
-Na imprezę.
-Nie piję w towarzystwie bliskich, albo ludzi, których może lubię-Powiedziałam z lekką niepewnością.
-Jednak Leo jest ci bliski?
-Nie?-Uniosłam jedną brew.
-To nie rozumiem.
-Kiedyś zrozumiesz.-Powiedziałam i odeszłam od chłopaka. Wsiadłam do najbliższej taksówki i pojechałam do domu. Nie chciałam iść na imprezę ponieważ bałam się, że powiem coś Lionelowi. Obiecałam sobie, że on już zawsze będzie dla mnie nikim. Przed tym jak mnie zranił, pokłóciliśmy się. W pewnym momencie zaczął mnie wyzywać. Na szczęście on nadal myśli, że przez to go nienawidzę.
W domu była już Antonella. Musiała przyjechać jak gadałam z Neymarem. Usiadłam obok niej na kanapie w salonie. Spojrzała się na mnie jakbym była co najmniej aniołem.
-No co?-Pytam i przymrużam oczy.
-Pierwszy raz tutaj przeszłaś. Po prostu się cieszę.
-Bez przesady. Z resztą już idę. Dobranoc.
-Dobranoc Marita. Śpij dobrze.
Następnego dnia wstałam całkiem wcześnie. Zegarek pokazywał godzinę 7:13. Odwróciłam się na drugi bok i próbowałam usnąć. Niestety nic z tego. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni siedział Lionel.
-Dzień dobry.-Posłał mi ciepły uśmiech.
-Czego chcesz?
-Oj przestań.-Jęknął.
-Cofasz się do poziomu swojego syna? Poczekaj pójdę po pampersy.-Powiedziałam i wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam go do szklanki i usiałam obok brata.
-Jak się wczoraj bawiłeś?
-Całkiem nieźle. Chwila, to było do mnie?-Zapytał ze zdziwieniem.
-Nie. Rozmawiam ze szklanką.-Westchnęliśmy równocześnie za co skarciłam go wzrokiem i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach, ale nic ciekawego nie było. Zostawiłam na jakimś serialu i próbowałam zrozumieć cokolwiek.
Około godziny 12 wszyscy piłkarze Barcelony łącznie z ich partnerkami i ze mną poszliśmy na plaże. Dziewczyny rozebrały się do kostiumów, chłopaki poszli do wody, a ja siedziałam przy barze pod jakimś parasolem. Piłam bezalkoholowe drinki i przyglądałam się piłkarzom. Po kilku kolorowych napojach postanowiłam się poopalać. Zdjęłam dużą, luźną koszulkę i zostałam w samym bikini. Niestety nie zasłużyłam na chwilę spokoju ponieważ panowie przyszli po swoje kobiety. Po chwili nalegania, krzyków i delikatnych trąceń nastała cisza. Założyłam słuchawki i słuchałam muzyki.
-Odejdź.-Powiedziałam do kogoś, kto zasłonił mi słońce.-Odejdź bo kapiesz na mnie.-Warknęłam. Otworzyłam jedno oko.-Ty!-Powiedziałam z pogardą. Wstałam, odsunęłam się na jakiś metr i opalałam się dalej. Zdawało mi się, że Lionel coś do mnie mówił, ale na szczęście miałam tak głośno muzykę, że go nie słyszałam. Po kilku nutach sytuacja się powtórzyła.-Lionel daj mi spokój.-Powiedziałam całkiem spokojnie, jednak piłkarz nadal zasłaniał mi słońce.-Przeszkadzasz mi. Zrozum, nie jesteś pępkiem świata. Nie każdy jest w ciebie zapatrzony!
Mężczyzna nadal nade mną stał. Woda, która kapała z jego ciała była całkiem zimno.
-Czego ty nie rozumiesz?-Wstałam, a przed sobą nie miałam denerwującego brata, najlepszego "piłkarza", zabierającego wszystko Lionela. Przede mną stał Neymar.
-Znowu Ty.-Wymamrotałam.
-Dzięki, Ciebie też miło widzieć.
-Coś chcesz konkretnego?
-Chciałem żebyś do nas przyszła.
-Że tam?-Zapytałam i wskazałam na niebieską otchłań. Brazylijczyk pokiwał twierdząco głową.-Nie ma mowy. Ja nie potrafię pływać.
-Nie potrafisz? Najwyższy czas cie nauczyć myszko.-Uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów do mnie myszko!
****************************
Hejka kochani. Mamy drugi rozdział :)) Podoba się? Śmiało piszcie co o tym myślicie. Zachęcam wszystkich do pozostawiania po sobie śladu w komentarzu i do zobaczenia wkrótce ♥
Super! Czekam na next! :*
OdpowiedzUsuńAww czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńSłodki ! Czekam na next/wierna czytelniczka
OdpowiedzUsuńJestem mega ciekawa jak to wszystko sie dalej potoczy :)
OdpowiedzUsuńNY
Zostaję tutaj do końca <3 Zakochałam się w tym opowiadaniu od początku serio :D
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie w wolnym czasie :D
Świetny! Mam nadzieję, że Marita i Leo się dogadają :) Czekam na next ;*
OdpowiedzUsuń