sobota, 14 maja 2016

Rozdział 4.

"Tu umierają anioły. 
Ten świat jest szalonym,
tu umierają anioły, 
dziś widziałem jednego,
 na ich miejsce wiem, to rodzą się demony."
-To jak mała, grasz z nami?-Zapytał mnie jeden z przyjaciół Neymara. Był całkiem niski. Miał jasne włosy i niebieskie jak ocean oczy. Większa część jego ciała była pokryta czarnym tuszem. Jego uśmiech był przeciętny, a sposób z którym się do mnie zwracał był wyjątkowy.
-Jeżeli tylko chcecie przegrać.
-Jeżeli wygrasz zabieram cię na Dominikanę.-Zaśmiał się napastnik Katalońskiego klubu.
-Ogranie Cie będzie bardzo łatwe. Jak odebranie dziecku zabawki.-Posłałam chłopakowi sztuczny uśmiech i usiadłam do stołu. Byłam niemal pewna, że to wygram. Z hazardem mam wiele wspólnego. Od małego koledzy uczyli mnie w to grać. W taki oto mniej więcej sposób miałam jakąkolwiek kasę. W Barcelonie też powinnam sobie coś takiego znaleźć. Myślałam własnie nad czymś nielegalnym, ale czasami mam już dość pakowania się w sprawy z policją.
Gra się rozpoczęła. Cały czas patrzyłam na Neymara. Jego gesty, mimikę twarzy. Przy grze dużo rozmawiał z chłopakami czyli karty nie były w centrum zainteresowania.-Rezerwuj bilety kochaniutki.-Wtrąciłam się do rozmowy chłopaków i rozłożyłam karty na stół. Tak jak przypuszczałam, odniosłam zwycięstwo. Moją nagrodą były gorące brawa wszystkich chłopaków. 
-To co, gramy jeszcze raz?-Zapytał Gil.
-Ja odpadam. Raz wam skopałam dupy i to mi wystarczy.
-Nie chcesz mieć tej satysfakcji jak skopiesz nam je po raz kolejny?-Zapytał Adrien. Tak właśnie nazywa się koleś który najprawdopodobniej wpadł mi w oko.
-Neymar czy ja muszę tutaj siedzieć dopóki twoi koledzy stąd nie wyjdą?-Zapytałam ignorując przy tym pytanie blondyna.
-Jeżeli nie chcesz przegrać zakładu to musisz siedzieć cały czas.-Wyszczerzył się do mnie. A ostatnie słowa powiedział dobitnie.
-Super.-Odparłam z sarkazmem i odeszła od chłopaków.
Było coś około 2 w nocy. Chłopaki jeszcze grali w poker. Co chwila sięgali po kieliszek z przezroczystą cieczą, która rozgrzewała ich od środka. Ja natomiast siedziałam z nimi przy stole i co chwila się z nich śmiałam. Byli nieźle wstawieni i pieprzyli głupoty. Koniec końców okazało się, że chłopaki zostają na noc co oznacza, że ja również tę noc spędza poza domem mojego jakże cudownego braciszka Lionela. 
-Może na koniec obejrzymy jakiś film?-Zapytał Dani Alves.
-Film to wam się zaraz urwie.-Stwierdziłam, ale najwyraźniej mało kto mnie słucha. Panowie postanowili włączyć horror. O dziwno obejrzeli go całego. Ja znam go na pamięć, ale i tak w niektórych momentach się bałam. Przez co siedzący obok mnie Neymar od czas do czasu został zaatakowany uściskiem mojej dłoni o jego rękę. Jednak moi drodzy to nie wszytko. Pijane towarzystwo postanowiło iść na wycieczkę po ogrodzie właściciela domu. Nawalony jak świnia Alves z prawie już pustą butelką wódki wpadł do basenu z zapewne nie za ciepłą wodą. To samo zrobili Marcus i James. Neymar razem z Jotą, Adrienem i Gilem położyli się na trawie i zaczęli oglądać gwiazdy.
-Miłych snów panowie.-Powiedziałam i zasunęłam szklane drzwi od tarasu. Położyłam się w salonie i usnęłam jak małe dziecko.
Rano obudziły mnie krzyki chłopaków. Najprawdopodobniej byli w kuchni ponieważ ich wrzaski była zbliżone do "dwie szklanki mleka" "zapomniałeś mąki" "brawo Adrien przypaliłeś naleśniki." Leniwie wstałam z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju w którym się znajdowałam. Nie pamiętam żebym tutaj przychodziła. Przestraszyłam się gdy ktoś zapukał do drzwi. Uchylił je jeden z Brazylijczyków i wszedł do środka.
-Czy ja mogę iść w końcu do domu?-Zapytałam i wstałam z łóżka. 
-No wiesz, w sumie to możesz, ale po południu idziemy na rolki.-Uśmiechnął się do mnie napastnik. Myślałam, że ten zakład będzie wyglądał trochę inaczej. Przecież ja nie zamierzam spędzać czas z tym debilem 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Ja mam go już dosyć po wczorajszym wieczorze. 
-Przyjdź po mnie o 16.-Powiedziałam i wyszłam z pokoju.-Cześć chłopaki.-Pożegnałam się gdy zeszłam na dół.
-Mamy śniadanie.-Odezwał się Adrien.
-Nie jem śniadań. Do zobaczenia.-Pożegnałam się tymi słowami,  przybiłam piątkę z piłkarzem i wyszłam z jego domu. Na szczęście Neymar nie mieszkał jakoś daleko od Lionela. Do domu doszłam w jakieś 30 minut. Po drodze kupując jeszcze fajki i wodę truskawkową.
W domu nikogo nie było. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Wzięłam długą kąpiel, podkręciłam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Owinięta białym puszystym ręcznikiem wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do szafy. Wybrałam ubranie i wróciłam do łazienki. Ubrałam się i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie dwa tosty i poszłam do salonu. Włączyłam jakąś telenowele, których i tak nie lubię i zaczęłam jeść. Po jakiejś pół godzinie do domu wrócił Lionel z kolegami. W progu pomieszczenia w którym się znajdowałam zobaczyłam Lucasa i Ethana. Poderwałam się z kanapy i stanęłam na baczność.
-Co oni tu robią?-Zapytałam mojego brata.
-Przyjechali do nas w gości.-Uśmiechnął się sztucznie. On doskonale wie, że ich nienawidzę. Jeszcze jako mała dziewczynka spędzałam z nimi strasznie duzo czasu, oczywiście z przymusu. Cały czas się ze mnie nabijali. Nigdy nie pasowało im to, że jestem bardziej męska niż oni. Wiecie, szerokie bluzy, czapki z daszkiem. Chodzenie po drzewach i przechodzenie po płocie. Kiedy coś popsuli mówili naszym rodzicom, że to ja i musiałam przyjąć ich karę. Jednak najgorszy jest Lucas. W gimnazjum zniszczył mnie kompletnie. A to wszystko przez to, że jeden koleś z ich paczki się we mnie zakochał. Po tym nasyłał na mnie chłopaków, żebym mnie obmacywali. Oczywiście on trochę zmienił tą bajkę i cała szkoła myślała, że ja robiłam wszystko żeby ktoś się ze mną przespał. 
-Chyba żartujesz!-Krzyknęłam i uciekłam na górę. Słyszałam jeszcze tylko słowa Lionela "Nie cieszysz się? Przecież to nasi przyjaciele." Zamknęłam się w pokoju i osunęłam po drzwiach. Zaczęłam płakać. Myślałam, że tutaj, w Barcelonie uwolnię się od przeszłości. Zacznę żyć na nowo, ale ten koszmar będzie ciągnął się za mną zawsze. Lionel zawsze robił wszystko żeby mnie upokorzyć i zniszczyć. Jednak nigdy nie mówił mi nic o tych nagraniach które robił Lucas. Chłopaki mówili, że to dlatego, że on na to wpadł, jednak pomysł był tak genialny, że pozwolił podpisać się pod tym mojemu największemu dręczycielowi. Płakałam bez przerwy. Makijaż miałam kompletnie rozmazany po całej twarzy, ale mało mnie to obchodziło. 
Dzwonek do drzwi przypomniał mi o rolach z Neymarem. Słyszałam jak Brazylijczyk wchodzi do domu i wita się z chłopakami. Przedstawił się przyjaciołom Lionela i słyszałam jak powiedział, że po mnie idzie. Przekręciłam drzwi na kluczyk i odeszłam od drzwi. Piłkarz w nie zapukał i złapał za klamkę w celu otworzenia.
-Idź sobie!-Krzyknęłam.
-Coś się stało?
-Wszystko w porządku. Idź na dół. Zaraz do ciebie przyjdę.
-Nie wpuścisz mnie?
-Jestem w samej bieliźnie. Ubiorę się i wyjdę.-Musiałam skłamać. Szybko poszłam do łazienki robić nowy makijaż tym razem o wiele mocniejszy aby nie było widać, że płakałam i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół, założyłam air forcy i wyszłam z domu. Usiadłam na schodach i czekałam na piłkarza. Przyszedł po kilku minutach i usiadł obok mnie.
-Dlaczego tak szybko wyszłaś?
-Nie przegrałam zakładu więc powstrzymaj się z pytaniami.-Odparłam szorstko.-Możemy już jechać?
Jeździliśmy alejkami w parku. Oczywiście Neymar popisywał się swoimi umiejętnościami, a ja modliłam się o to, aby jakkolwiek utrzymać równowagę. 
-Daj rękę.-Uśmiechnął się i chwycił moją dłoń.
-Zostaw!-Krzyknęłam i wyrwałam się Brazylijczykowi. Chciałam się od niego odsunąć, ale przypomniało mi się, że mam na sobie rolki i robiąc krok w bok prawie upadłam. Dlaczego mówię prawie? Bo ten piłkarzyk zdążył mnie złapać. Pech chciał że wyglądaliśmy jak na tych wszystkich filmach w których w takim momencie główni bohaterowie zakochują się w sobie na dobre. Na szczęście to nie jest film. Neymar szybko postawił mnie do pionu i kolejny raz spróbował złapać mnie za rękę. Tym razem nie popełniłam takiego samego błędu. Ścisnęłam jego dłoń i czekałam co się stanie.
-Nauczę cie jeździć.-Przedstawił plan działania i ruszyliśmy. Z początku jak najmocniej trzymałam się jego dłoni przez co czułam się strasznie głupio. W ogóle sam fakt, że czegoś nie potrafię jest dla mnie upokarzający. Podczas nauki jazdy na rolkach wcale nie myślałam o dobrej zabawie tylko o gościach mojego brata. Cały czas nie mogę uwierzyć, że ich zaprosił. Dziwne jeszcze jest to, że Antonella się na to zgodziła. 
-Uważaj!-Krzyknął piłkarz wyrywając mnie z zamyśleń. Niestety zabrakło mi czasu na opanowanie sytuacji i upadłam na tyłek. Od razu poczułam ból. Niestety był on na tyle silny, że nie byłam w stanie śmiać się sama z siebie. Jadnak tym nadrabiała 11 Barcy. Dzięki Neymar. Miło, że pomożesz mi wstać. Zdjęłam rolki, założyłam swoje buty i ruszyłam w kierunku domu.
-Ej Marita co ty robisz?
-Wracam do domu, jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś.-Powiedziałam i złapałam się za miejsce na ciele na które upadłam.-Koniec lekcji  na dziś. Miło było cześć.
-Koniec na dziś? O czyli mam rozumieć, że będzie więcej tych lekcji. To może później nauczę cię czego innego, no i może o wiele lepszego od rolek.-Uśmiechnął się cwaniacko i wziął mnie na ręce. 
-Co ty robisz? Puszczaj mnie!
-Jesteś obolała. Odprowadzę cię do domu.
-Tyle, że ja nie chce do domu.-Wyszeptałam tak, aby piłkarz nie był w stanie tego usłyszeć.
Resztę dnia spędziłam w swoim pokoju. Nie miałam zamiaru pokazywać się na dole. Bałam się. Bałam się ich reakcji, odzywek. Samych ich spojrzeń. Od razu przypomniały mi się młodzieńcze lata.


Na szczęście noc była spokojna ponieważ chłopaki postanowili iść na imprezę. Do domu wrócili około 4 nad ranem przez co zafundowali mi pobudkę. Później już nie spałam w ogóle. O 6 rano zwlekłam się z łóżka z całkiem dużym bólem tyłka. Poszłam się wykąpać, zrobiłam sobie makijaż i ubrałam we wcześniej naszykowane ubranie. Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie kawy lecz zostałam tam Ethana. Chciałam się odwrócić i wyjść z domu ale przecież ja tutaj mieszkam i ja powinnam tutaj rządzić.
-Hej.-Przywitał się i chciał pocałować mnie w policzek.
-Nie szalej.-Mruknęłam i zaczęłam robić sobie czarny napój. Usiadłam na stołku przy blacie i poczułam ból. Najprawdopodobniej mam stłuczoną kość ogonową. Po wypiciu kawy wyszłam z domu. Szlam w kierunku parku w którym wczoraj jeździłam na rolkach z panem Upierdliwym. Po drodze spotkałam Munira który biegła. Chciałam ominąć go bez słowa, ale zatrzymał się przy mnie.
-Jak tam? Nie myślałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
-Bo nie jestem. Po prostu lubię być z dala Lionela.
-Ale o Neymarze tego samego nie powiesz.-Poruszył zabawnie brwaimi. Uniosłam jedną brew do góry. Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi.-Co Ty gazet nie czytasz?-Zaśmiał się.
-Nie? A powinnam zacząć?-W odpowiedzi Hiszpan pokiwał głową. Podeszłam do jakiegoś staruszka i wyrwałam mu gazetę.-Za chwilę zwrócę.-Wymamrotałam i wróciłam do napastnika. Wzrokiem błądziłam po gazecie, ale nie widziałam nic ciekawego.
-Pierwsza strona kochanie.
-Chwila jak Ty do.-Zamknęłam się. Przecież tego nie powiedział Munir. To był Neymar.-Człowieku śledzisz mnie?
-Nie, ale mogę zacząć.-Wyszczerzył się i poszedł.
-Aha.-Zaśmiałam się.-On jest dziwny czy tylko mi się wydaje?
-Myślałem że to już wiesz.-Uśmiechnął się piłkarz.-No ale przeczytaj tą gazetę.
-"Neymar Junior i Marita Messi są razem. Brazylijczyk zakochał się w siostrze swojego kolegi z drużyny!" Że co?-Krzyknęła.
-Nie musisz się ukrywać. Przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic.
-Że kto?-Powiedziałam ze zdziwieniem i wręczyła chłopakowi gazetę.-Oddaj ją. Ja muszę już iść.-Jak powiedziałam tak też zrobiłam. Byłam strasznie wkurzona. Nie dość ze Lionel przeprowadził do domu tych idiotów to jeszcze gazety piszą że jestem z Neymarem.
-Niezły kabaret.-Wymamrotała. Po chwili podbiegł do mnie jakiś duży, biały pies. Miał na sobie bordo-granatową obroże i przyczepioną plakietkę.
Poker. 
Neymar Jr.
Był na niej również numer telefonu i ulica na której tych dwoje mieszka.
-Uciekłeś od swojego pana? No cóż nie dziwni się, ale trzeba Cię oddać.-Złapałam za smycz, którą była przypięta do obroży i ruszyłam w kierunku domu piłkarza.
-Chyba tak łatwo się Ciebie nie pozbędę.-Powiedziałam mając na myśli Brazylijczyka, ale uśmiechnęłam się pod nosem. Jakoś chciało mi się tam iść, a może tylko chciałam być z dala swojego domu?
Po jakieś godzinie byłam na posesji napastnika. Wiem że zrobię dobrze oddając mu pupila, ale w tak krótkim czasie go polubiłam. Nieśmiało zapytałam do drzwi. Otworzyła mi je starsza kobieta. Już na pierwszy rzut oka wydała się mało sympatyczna. Z domu dochodziły krzyki. Niestety ktoś kłócił się w obcym mi języku.
-Czego chcesz?-Zapytała szorstko kobieta.
-Znalazłam psa. Najprowdo-Nie skończyłam. Zaniepokoiłam się dźwiękami dochodzącymi z środka domu. Słyszałam tłuczone szkło. Chciałam tam wejść ale kobieta mi przeszkodziła. Zagrodziła wejście do domu.-Najprawdopodobniej ten pies tutaj mieszka.
-Tak, możesz go zostawić przed domem, albo wiesz co, weź go sobie. Do widzenia.-Kolejny raz słyszałam tłuczone szkoło które przeplatało się pomiędzy krzykami.
-Do widzenia.-Wymamrotałam, wzięłam psa ze sobą i wyszłam z posesji. Byłam zmieszana. Kim była ta kobieta i dlaczego w domu tak ułożonego piłkarza słychać było wrzaski.
-Chodź Poker. Zaprowadzę cie do tymczasowego domu.


Pierwsze co usłyszałam wchodząc do domu, to głupie dogryzanie przyjaciół Lionela.
-Przyjaciela znalazłaś?-Zaśmiał się Lucas. Olałam go. Weszłam do kuchni w której nalałam psu wodę. Poszłam z nim do swojego pokoju. Jak miałam to w zwyczaju, zamknęłam za sobą drzwi i postanowiłam napisać do mojego najgorszego nauczyciela.

Wszystko ok?
Odpowiedzi nie dostałam zbyt szybko. Podczas czekania na mojego sms'a zdążyłam zrobić sobie herbatę i zjeść kawałek ciasta. Wyszłam jeszcze z psem na dłuższy spacer. Przyłączył się do nas Ethan. Szłam ze słuchawkami na uszach, aby uniknąć jakichkolwiek słów z jego ust.
Chłopak próbował skłonić mnie do rozmowy, ale nic z tego. Nie zapomnę jak mnie  zranili. Na spacerze dostałam wiadomość. Myślałam, ze jest ona od Neymara jednak po treści zwątpiłam.
Dziś 21 jest u nas impreza. Mówię tylko, żebyś zdarzyła się wyszykować. 

Lio. 
Zegarek pokazywał godzinę 17:39. Dużo czasu nie zostało więc musieliśmy już wracać do domu. W drodze powrotnej rozmowa jakiś bardziej się kleiła.
-Przepraszam Cię za wszystko.-Powiedział prawie niesłyszalne.
-Aha.
-No co?
-Co ćpałeś?
-Jeszcze nic.-Uśmiechnął się.-Naprawdę Cię przepraszam. Wiem, że źle zrobiliśmy.
-Było minęło.-Powiedziałam obojętnie.
-Nie gniewasz się już?-Zapytał. W odpowiedzi wzruszyłam jedynie ramionami.

Gdy wróciliśmy do domu szybko poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic i założyłam małą czarną. Dobrałam do tego ciemne buty ze złotymi wykończeniami i zrobiłam mocny makijaż. Przejrzałam się w lustrze. Nie czułam się zbyt dobrze w tym out ficie jednak wyglądałam w nim całkiem ładnie.
Kilka minut po godzinie 21 zaczęli schodzić się imprezowicze, których zaprosił Lionel. Przyszło kilku piłkarzy, sporo osób, których nigdy w życiu nie widziałam. Około godziny 22 Lucas był nieźle wstawiony. Krzątał się po domu i klepał wszystkie dziewczyny w tyłek. Od kilku dostał z liścia jednak nie przestawał tego robić. Po jakimś czasie przeszła kolej na mnie. Złapał mnie w talii i obkręcił w swoją stronę. Po ciele przeszły mnie ciary. Przybliżył mnie do siebie na tyle, ze nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów.
-Wiem, ze tego chcesz.-Powiedział plącząc sobie przy tym język. Chciałam mu się wyrwać.-Nie uciekaj. Fajnie będzie.-Jego dłonie wylądowały na moich pośladkach. Nasze usta się złączyły i gdybym pewnie była podpita dałabym mu się zaciągnąć do łóżka. Dziwne prawda? Ale kiedy ludzie przestają Cię szanować, tracić szacunek do samej siebie. Na szczęście jestem dzisiaj trzeźwa. Uderzyłam bruneta w twarz. Niestety to nic nie dało. W tym momencie wydał mi się jeszcze bardziej potężniejszy. Jedynie jego ręką zacisnęła się na mojej szyi. Serio ludzie? Jest was tutaj mnóstwo, a nikt nie widzi że jakiś koleś robi coś wbrew mojej woli? Miło.-Grzeczniej.-Wyczerpał mi do ucha przygryzając jego płatek.
-Stary co Ty robisz?-Usłyszałam całkiem znany mi głos.
-Bawimy się.-Uśmiechnął się.
-Marita potrzebujesz pomocy?-Zapytam Munir. Chyba jestem w stanie znieść tego kolesia. Znaczy chodzi mi o Munira jakby ktoś nie zrozumiał. Kolejny raz wzruszyłam ramionami. Jeżeli bym pokiwała głowa na nie, nie miałabym później życia. Natomiast gdybym pokiwała na tak Lucas nigdy nie dał by mi spokoju. Na szczęście Hiszpan wyczuł co tutaj się dzieje.
-Idź już stąd.-Powiedział spokojnie piłkarz. Kolega Lionela grzecznie ode mnie odszedł. Czyli jutro mój dręczyciel będzie wyjątkowo okropny.
-Nie powinieneś mu tak mówić, ale dzięki.-Odparłam i wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do swojej sypialni i zamknęłam drzwi na klucz. Pomimo trwającej nadal imprezy poszłam spać.

***
Oto kolejny rozdział :) jak wam się podobał? według mnie jest nudny xd nawiązałam do sytuacji z rolkami ponieważ mi stało się to samo XD kochani zachęcam do komentowania:)


5 komentarzy:

  1. Aż brak mi słów , rozdział jest swietny :) Tylko Messi taki ślepy nie widzi co oni jej robią :) niesamowicie interesuje mnie sytuacja w domu Neya :) czekam na next :)


    NY

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuuuper rozdział <3 CZekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny *.* czekam na następny , jesteś świetna ! ❤ zapraszam do siebie na 3 rozdział
    http://elamoresciego.blox.pl/2016/05/Rozdzial-3-Jest-wyjatkowy.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Łoooo, no nieźle. Szkoda mi zarówno Marity, jak i Lionela. Chciałabym, żeby się pogodzili. Żeby przynajmniej dali sobie szansę..
    W wolnej chwili zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuuurde super rozdzial! ;* czekam na next ;**

    OdpowiedzUsuń