piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 12.

Z góry przepraszam za tak fatalny rozdział!
"To, że odpuściłam nie znaczy, że już mi nie zależy."
Po wyjściu z domu Neymara udałam się do pobliskiego pabu. Chciałam na spokojnie pomyśleć nad tym wszystkim. Dlaczego przez ten cały czas mnie okłamywał? Dlaczego gadał, że mnie kocha? Dlaczego dałam się omamić? Ładne oczy, piękny uśmiech ale nie dotarłam do tego, jaki jest w środku. Nie mogę uwierzyć, że mu zaufałam przecież to przyjaciel Lionela. Mogłam wiedzieć jak to wszystko się skończy.
Będąc w pabie zostałam zasytapana masą sms'ow od Neymara.
"To nie tak."
"Marita daj mi szansę."
"Wytłumaczę Ci wszystko."
"Nie możemy tego wszystkiego tak zakończyć."
"Przecież Cie kocham."
"Powiem ci całą prawdę."
"Nie chce abyś przeze mnie cierpiała."
"Przecież Ci obiecałem."
"Musisz być szczęśliwa."
"Przepraszam."
Niestety żadna wiadomość nie zrobiła na mnie wrażenia. Piłam dalej.
Po paru(nastu) piwach wróciłam do domu. Było około godziny 4 rano. Od razu poszłam do sypialni i położyłam się spać.

Obudziłam się o godzinie 12. Napiłam się wody z butelki, która stała przy łóżku i udałam się wykonać poranną toaletę. Założyłam czarną spódniczkę i miętową koszulkę w makaroniki. Następnie zeszłam do kuchni w której nikogo nie było. Wyciągnęłam z lodówki jogurt truskawkowy, wypiłam go i postanowiłam udać się do parku ponieważ była ładna pogoda. Założyłam czarne superstar'y, zamknęłam drzwi na klucz, który po chwili włożyłam w kwiatki i poszłam.
Będąc w parku natknęłam się na nieznajomego kolesia. Złapał mnie kiedy potknęłam się o korzeń drzewa.
-Uważaj.-Postawił mnie.-Zack jestem.-Przedstawił sie i uśmiechnął.
-Marita.-Odwzajemniłam uśmiech przystojnego mężczyzny.
-Masz trochę czasu?
-Pewnie.-Usiedliśmy na jednej z ławek i zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym.

Perspektywa Neymara.
Po wysłaniu Maricie sms'a zacząłem się szykować do wyjścia. Założyłem białą koszulkę, czarne spodnie z dużym krokiem i czarno-czerwone Jordany.
Ostatni raz przejrzałem się w lusterku i wyszedłem z domu. Niestety musiałem się do niego wrócić ponieważ zapomniałem full capa. Założyłem go tył na przód jak miałem to w zwyczaju i byłem gotowy na spotkanie. Zamknąłem drzwi i pełen nadzieję na spokojną rozmowę z blondynką udałem się do parku. Strasznie mi przykro, że w taki sposób się o wszystkim dowiedziała. Nie zasłużyła na to. Była ze mną całkowicie szczera, była taka inna.
Kocham ją.
Kiedy doszedłem na miejsce Marita siedziała z jakimś kolesiem na ławce. Śmiali się.
Ona się śmiała.
Była radosna.
Chciałem do niej podejść ale nie będę im przeszkadzał. Usiadłem kilka ławek za nimi. Chciałem na nią popatrzeć. Marita jest piękna. Mało kiedy mówiłem jej takie rzeczy. Teraz tego żałuje.
Z parku poszedłem do Messiego, który został jeszcze na Ciutat. Musiałem mu o wszystkim powiedzieć. Powinien teraz poważnie pogadać z siostrą. Powinien mi pomóc.
-Leo.-Zacząłem niepewnie. Bo co? Miałem mu powiedzieć, ze Marita nie chce mnie znać?-To chyba koniec.
-Neymar wpadnij do Munira dzisiaj na kolację to pogadamy. Teraz za bardzo nie mam czasu.-Poklepał mnie po plecach i zbiegł z boiska. W ogóle się mną nie przejął.
-Dzięki Leo. Widzę, że zawsze mogę na Ciebie liczyć.-Mruknąłem i kopnąłem piłkę z całej siły.

Bez perspektywy.
Wieczór.
Atmosfera w domu Munira była idealna. Tylko jedna osoba czuła się inaczej. Była poddenerwowana. Bała się reakcji swoich przyjaciół. W domu byli wszyscy. Wszyscy oprócz jej.
Nie została zaproszona.
-To koniec.-Oznajmił Neymar kiedy już wszyscy siedzieli przy stole.
-Jaki koniec? Czego?-Oburzyła się Antonella. W pomieszczeniu zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na napastnika Barcelony. On czuł się zakłopotany. Nigdy nie lubił rozmawiać z ludźmi o swoim życiu.
-Koniec ze mną i Maritą.-Neymar spuścił głowę. Nie chciał widzieć min dziewczyn, które chciały aby Neyrita przeżyła wszystko.-W nocy dowiedziała się, że tylko pomagałem Leo.-Piłkarz nic więcej nie dodał. Nie był w stanie powiedzieć, że tak naprawdę zakochał się w niej po uszy. Że chce aby ktoś pomógł mu odzyskać miłość swojego życia. Wstał i wyszedł z domu swojego kumpla z drużyny. Pojechał do Marity.
Chciał użyć dzwonka kiedy przypomniał sobie o sytuacji w parku. Było mu smutno, a za razem był zły. Czyżby próbowała go zastąpić? Niespodziewanie z domu wyszła blondynka. Stanęła jak wryta kiedy zobaczyła przed sobą piłkarza. Chwilę milczeli.
-Mam nadzieję, że przyszedłeś to wszystko zakończyć.-Zamknęła drzwi i go wyminęła.-Tylko szybko. Spieszę się.
-Gdzie idziesz?
-Nie powinno cie to interesować.
-Wiem, że jesteś na mnie zła, ale źle to wszystko zrozumiałaś.
-Ach tak? Czyżbyś nie pomagał Lionelowi? Nie chciałeś mnie wykorzystać?-Samotna łza spłynęła jej po policzku. Opuściła parcele zostawiając na niej samego piłkarza. Oboje byli rozdarci. Bardzo chcieli rzucić się sobie w ramiona. Jednak nie mogli.

Perspektywa Marity.
Nie wierzę, że tutaj przyszedł. Nie powinniśmy wchodzić sobie w drogę. Każde z nas powinno zacząć od nowa.
Z kimś innym.
Zaufałam mu. Mogłam dla niego zrobić wszystko. Na szczęście poznałam prawdę i nie związałam się z tym kolesiem do końca życia.
Powiedziałam Neymarowi, że jestem zajęta ale tak na prawdę poszłam do parku. Tego samego parku w którym znalazł mnie zapłakaną. Spędziłam tam z godzinę i wróciłam do domu. Przejrzałam kilka ogłoszeń o pracę, zapisałam dwa numery aby móc jutro zadzwonić i poszłam się wykąpać.
Następnego dnia wykonałam poranną toaletę. Założyłam czarne spodnie z dziurami na kolanach, szarą koszulkę i roshe run'y. Wyszłam z domu i udałam się do kawiarni. Zamówiłam napój kofeinowy. Czekając na niego zadzwoniłam pod ogłoszenie związane z pracą. Rozmowa przeszła pomyślnie. Miałabym robić za taką jakby gosposie. Dostałabym pokoju w domu w którym będę pracować. Umówilam się na po jutrze na pierwsze spotkanie.
Nie potrzebuje później gadania Lionela albo rodziców, że jestem pasożytem, który nie potrafi na siebie zapracować. Z kawiarni poszłam na trening Barcelony ponieważ chciałam porozmawiać z Antonellą. Chciałam jej powiedzieć co będę dalej robić aby później nie była na mnie zła, że o niczym nie wie. Jest jedyną osobą w Barcelonie, która naprawdę mnie rozumie.
-Znalazłam pracę.-Powiedziałam siadając obok brunetki.
-To świetnie.-Uśmiechnęła się.-Ale mamy wystarczająco pieniędzy.
-Moje oszczędności powoli się kończą. Muszę coś zacząć robić.-Również się uśmiechnęłam. Przypadkowo spojrzałam na boisko. Byli wszyscy.
Wszyscy oprócz Neymara.
-Słyszałam, że jest coś nie tak między wami.
-Już nie ma nas.
-Wszystko się jeszcze ułoży. Zobaczysz.-Ścisnęła mnie za rękę.
-Anto, ja nie chce go znać.-Wyszeptałam.-Najwyraźniej nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
-Zrób tak, aby później niczego nie żałować.-Jeszcze mocniej ścisnęła moją dłoń. Po rozmowie z Antonellą wróciłam do domu. Zamówiłam pizzę, obejrzałam jakiś film z Willem Smithem, a wieczorem postanowiłam odwiedzić Marca. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu chciałem pogadać z kimś normalnym.
-Dobry wieczór.-Krzyknęłam wchodząc do domu. Na wieszaku wisiała bluza Neymara którą dał mi w lesie.-Nie jesteś sam?-Zapytałam ściągając buty.-Halo, Marc!-Weszłam głębiej do domu. Na parterze nikogo nie było. Weszłam do sypialni piłkarza. Byli tam oboje.-Przeszkadzam wam?-Zapytałam dyskretnie spoglądając na Brazylijczyka.
Był posiniaczony.
Znowu.
-Ja już idę.-Odezwał się mój były i tak po prostu wyszedł.
Nie patrząc na mnie.
-Co on tu robił?-Zapytałam kiedy zostaliśmy sami.
-Zaprosiłem go.-Usiadł na łóżku. Zrobiłam to samo.-A co Cię do mnie sprowadza?
-Sama nie wiem.-Wzruszyłam ramionami.
-Jesteś może głodna?
-A co szef kuchni proponuje?-Uśmiechnęłam się.
-Odpiekane zapiekanki w mikrofali.-Zaśmiał sie. Trochę pogrymasiłam jednak po chwili zeszliśmy do kuchni. Marc zabrał się za robienie kolacji, a ja wstawiłam wodę na herbatę. Postawiłam dwa białe kubki na blacie i wrzuciłam do nich saszetki z teiną. Po 20 minutach usiedliśmy do stołu.
-Wszystko dobrze?-Zapytał tak nagle
-Tak.-Przytaknęłam.-Dlaczego pytasz?-Upiłam łyk herbaty.
-Nigdy do nikogo nie przychodziłaś.-Rozmowę przerwał dźwięk moje telefonu. Przeprosiłam piłkarza i wyszłam do salonu.
-Tak?
-Pani Marita?
-A co się stało?
-Po jutrze mam konferencję. Moglibyśmy spotkać się jutro o 12?
-Oczywiście.
-Świetnie. Wyśle pani adres sms'em.
-Dobrze. To do zobaczenia jutro.
-Do widzenia.-Rozłączyłam się i wróciłam do jadali.
-Kto to był?-Zapytał.
-Nikt ważny.
-Marita.
-Marc.
-Ja.
-Ty.
-Przystojny ja.
-Nie odpuścisz mi tego?-Pokiwał głową.-Znalazłam pracę.-Nic mi nie odpowiedział.-Nie cieszysz się?
-Praca to nie jest zabawa.
-Marc o co Ci chodzi?
-Boję się o Ciebie, ale nie ważne. Co miałabyś robić?
-Sprzątać może gotować.
-Teraz zaczynam się bać o ludzi, którzy Cię zatrudnią.-Zaśmiał się.
-Bez przesady.-Uderzyłam go w ramię.
-Ał.-Złapał się za "bolące" miejsce i rzucił na podłogę. Zaczął się po niej tarzać.
-Symulant!-Zaczęłam krzyczeć. Po chwili czułam jak tracę grunt pod stopami. Marc złapał mnie za nogi i przewrócił.-Ej!-Rzuciłam się na piłkarza i zaczęliśmy oboje tarzać się po chłodnych kafelkach.
-Od kiedy my ze sobą normalnie gadamy?-Zapytał łapiąc oddech i siadając na mnie.
-Od kiedy Marc Bartra okazał się być całkiem znośnym kolesiem?-Powiedziałam, jednak próbowałam go z siebie zrzucić ponieważ czułam się niezręcznie.-Em Marc ja powinnam iść już do domu.-Powiedziałam kiedy piłkarz ze mnie zszedł.
-A co z kolacją?
-Straciłam już na nią ochotę. Sory.
-Następnym razem ci tego nie odpuszczę.-Napił się herbaty.-Wskakuj do samochodu, odwiozę Cię.
-Nie będzie to problem?-Zapytałam.
-Nie.-Zaśmiał się.-Chodź już.-Chwycił kluczyki od białego Nissana i wyszliśmy z domu. Po jakiś 20 minutach byłam na miejscu.
-Bardzo dziękuję.
-Widzimy się jutro?-Zgasił silnik.
-Nie wiem czy sie wyrobie. O 12 mam spotkanie.
-Iść z tobą?
-Nie widzę takiej potrzeby.-Delikatnie się uśmiechnęłam.-Muszę już iść. Cześć Marc.-Otworzyłam drzwi. Chwilowo zostałam oślepiona fleszem.-Daj znać jak dojedziesz.
-Do zobaczenia mała.-Uśmiechnął się i odjechał dopiero jak weszłam do domu.
Następnego dnia wstałam około godziny 9. Od razu zeszłam z łóżka i udałam się do łazienki. Umyłam się. Zakręciłam włosy stożkową lokówką, zrobiłam całkiem mocny makijaż i wróciłam do pokoju. Wybrałam ubranie które następnie na siebie założyłam i poszłam do kuchni. Zegarek pokazywał 10:58. Zjadłam tosty które akurat robiła Antonella i kilka minut po 11 wyszłam z domu. Miejsce w którym miałam się spotkać było bardzo blisko domu "11" Barcy. Bałam się, że przypadkiem go spotkam. Tak jak przypuszczałam, szedł z jakimś kolegą. Oboje mieli przeciwsłoneczne okulary i na szczęście byli po drugiej stronie ulicy. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy oknie.
-Pani Marita?-Zapytał mnie jakiś wysoki mężczyzna.
-Cristiano? To chyba jakaś pomyłka.-Przede mną stał Cristiano Ronaldo. To nie możliwe, że rozmawiałam z nim przez telefon.-Mam u Ciebie pracować?
-Może porozmawiamy o tym przy kawie?-Usiadł i poprosił kelnera.-Na co masz ochotę?
-Espresso.
-Dwa duże Espresso i dobre ciastka.-Poprosił i spojrzał na mnie.-Marita Messi tak?
-Tak.
-I chcesz u mnie pracować?-Zapytał ze zdziwieniem.
-Dlaczego nie? Może kiedyś zapłacisz mi biletem na wasz mecz.-Uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. Tylko ty nie jesteś z tym Brazylijczykiem?
-Neymarem?
-O! No tak.-Zaśmiał się.-Neymar nie ma nic przeciwko?
-Już nie jesteśmy razem. Mogę robić co chcę.
-W takim razie po kawie idziemy do Ciebie, pakujesz się i jedziemy do Madrytu.-Powiedział zadowolony.
Chwila.
Do Madrytu?
-Nie masz jakiegoś domu w Barcelonie?
-Nie? Myślałaś,że mam kilka domów? Nie jestem jak Neymar.
-Neymar? On ma jeden dom.-Zaśmiałam się.
-W Barcelonie może i tak.-Też się zaśmiał. Podczas rozmowy ktoś do mnie zadzwonił. Był to Marc.
-Muszę odebrać. Przepraszam.-Wyszłam na zewnątrz i odebrałam telefon od piłkarza.
-Co tam?
-Już po spotkaniu?-Zapytał z radością w głosie.
-Nadal trwa. Marc przyjedziesz do mnie za jakieś 20 minut?
-Pewnie. To idę się szykować i ci nie przeszkadzam.-Brunet się rozłączył, a ja wróciłam do napastnika Realu. Wypiliśmy kawę zjedliśmy dobre ciacho i pojechaliśmy do domu Lionela.
-Ja chyba tutaj zostanę.-Zgasił silnik.
-Nie. Dlaczego?
-Gramy z twoim bratem we wrogich klubach. Tabloidy oszaleją jeśli zobaczą mnie w waszym domu.
-Pomógłbyś mi i szybciej pojedziemy do Madrytu. Cristiano nie daj się prosić.-Po moim krótkim słowo toku Ronaldo postanowił wejść do środka. Chwile po nas wszedł pomocnik Barcy.
-Chciałaś mnie widzieć.-Uśmiechnął się.
-Tak. Chce Ci powiedzieć, że widzimy się po raz ostatni. Proszę, nie mów nikomu gdzie ani z kim jestem.
-A gdzie będziesz?
-W Madrycie. Z Cristiano.-Uprzedziłam następne pytanie.
-Że co?! Ronaldo? Dlaczego? Zrobisz to Leo?
-Marc proszę, nigdy wcześniej mi o nim nie mówiłeś i chce aby tak pozostało.
-Ważne żebyś była szczęśliwa.-Położył rękę na moim ramieniu.
-Dziękuję.-Przytuliłam piłkarza i pociągnęłam go za rękę na pierwsze piętro.-Mamy pomoc.-Uśmiechnęłam się do napastnika. Pakowanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu ponieważ mam tylko ubrania i kilka drobiazgów.
-Jedziemy?-Zapytał napastnik schodząc z walizką na dół.
-Tak. Idź już do samochodu. Za chwilkę przyjdę.-Powiedziałam, a Portugalczyk wykonał moje polecenie.
-Marc niech to zostanie między nami. Szczególnie nie mów nic Neymarowi. Nie chce aby odebrał tego źle, że przez niego wyjeżdżam i co najważniejsze. Powiedz mu, że dotrzymał obietnicy i za wszystko dziękuję. Nie chce aby się denerwował. Zasługuje na kogoś innego. Lepszego.
-Ty jesteś dla niego najlepszą.
-To nie prawda.-Usłyszałam dźwięk klaksonu.-Ronaldo chce już jechać.-Powiedziałam smutno.-Muszę już iść. Cześć Marc.

***
Siemeczka:) jak podoba się rozdział? Co o nim sądzicie? Piszcie co myślicie o wyjezdzie Marity :D czy Neyrita kiedyś zaistnieje, czy z dnia na dzień będzie podumierać.
Przepraszam za wszelkie błędy w rozdziale.

sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 11.

"Co z tego, że udajesz kogoś szczęśliwego...
Skoro wcale nim nie jesteś?"
-W związkach woli dziewczyny.-Mruknęła całkiem poważnie, a mnie momentalnie zamurowało. Czułem jak uginają się pode mną nogi. Chciałem coś powiedzieć jednak nie potrafiłem. Czyli co? To wszystko było zabawą? Mówienie, że jej się podobam było tylko grą? Jeśli tak, to jest niezłą aktorką. Nieświadomie upuściłem z rąk bukiet kwiatów i pusto wpatrywałem się dziewczynę, która od samego początku się na mnie nie spojrzała.
-Ja, ja już lepiej sobie pójdę.-Zrobiłem krok do tyłu, ale dziewczyna złapała mnie za rękę.
-Zaczekaj.-Spojrzała się na mnie.-Żartowałam.-Promiennie się uśmiechnęła. Kamień spadł mi z serca. Podniosłem kwiaty, które nadal leżały na ziemi.
-Marita, krótko i zwięźle. Zakochałem się w tobie.
-Neymar.
-Nie, nie przerywaj mi.-Spuściłem wzrok.-Na początku kiedy się poznaliśmy nie pomyślałbym, że tak namieszasz mi w głowie. Wydawałaś się pustą lalą, ale tej lalce trzeba było dać trochę czasu żeby zobaczyć jaka jest wspaniała.
-Neymar.-Wyszeptała.
-Marita powiedziałem ci już, nie przerywaj mi. Z czasem przyłapywałem się na myśleniu o tobie. Później okazał-Nie skończyłem. Blondynka złączyła nasze usta w długi i delikatny pocałunek.
-Chciałam ci powiedzieć, że też cie kocham.-Wyszeptała mi do ust i kolejny raz je złączyła.

Bez perspektywy.
Dwa róże światy postanowiły się połączyć. Nie wiedzieli co czeka ich w przyszłości. Nie wiedzieli ile trudności Ten u góry postawił na ich drodze. Jednak wtedy nawet o tym nie myśleli. Cieszyli się sobą. Ani on, ani ona nie wiedzieli, że żeby być razem będą musieli pokonać góry, że codziennie będą musieli znosić deszcz, aby na koniec cieszyć się słońcem.

Czas zakochanym mijał bardzo szybko. Nim się obejrzeli Barcelona wygrała Ligę Mistrzów i wszyscy piłkarze wyjechali na wspaniałe i na pewno nie zapomniane wakacje. Marita z Neymarem wybrali się do Ameryki Północnej i tam każdego dnia świętowali swoje wspólne życie. Pomimo tego, że dziewczyna nadal "kibicowała" wrogom Barcelony jej partnerowi to nie przeszkadzało. W głębi serca wiedział, że Marita będzie za nim jak i za nieposkromioną Dumą Katalonii.

Po wakacjach wrócili do słonecznej Barcelony, która tętniła życiem. Spólne pierwsze wejście na Camp Nou było magiczne. Dziewczyna już nie raz chciała pójść za głosem serca, jednak nie mogła. Do tej pory nikt nie wiedział co tak naprawdę siedzi w głowie dziewiętnastolatki. Nikt nie wiedział dlaczego nie pała miłością do swojego wspaniała brata Lionela. Tak samo jak jeden z najlepszych piłkarzy nie powiedział swojej dziewczynie co dzieję się w jego rodzinie. Odkąd jest w związku z Maritą nie mógł używać przykrywki, bicia się o inne kobiety. Teraz mówił, że to zwykły przypadek. Potknął się, upadł, spadł z czegoś, nie fortunnie stanął i stracił równowagę. Oboje żyli w kłamstwie, które wkrótce miało ujrzeć światło dzienne.

Kondycja Neymara z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc stawała się coraz gorsza. Tytoń dawał o sobie znaki. Słabsza wydolność płuc. Mniejsze dystanse, które pokonywał na treningach. Niestety dzisiaj wszyscy piłkarze Barcelony mieli przejść badania. Młody Brazylijczyk bardzo się tego bał. Wiedział, że nic pozytywnego z tego nie wyjdzie. Bał się, że jego marzenia o zostaniu najlepszym piłkarzem odejdą. Bał się, że przestanie grać. Już na zawsze. W takich jednak chwilach była przy nim Marita, która miała zaplecze pomysłów. Niestety tego dnia nikt jej nie powiedział, że będzie musiała bronić swojego chłopaka. Została w domu. Jego domu, w którym niedługo miało rozpętać się piekło. Napastnik wiedział, że wcześniej czy później wyjdzie to na jaw. Nie chciał tego ciągnąc. Jego pogorszenie mógł dostrzec każdy. Nawet jego tata.

Perspektywa Neymara.
-Dałeś się jej omamić.-Usłyszałem zawiedziony głos Leo.-Neymar mówiąc ci, żebyś się do niej zbliżył nie chciałem, abyś rujnował sobie życia. Bardzo cie za nią przepraszam.
-Nie mów tak. Kocham Maritę.
-I co? Nie zamierzasz z nią zerwać? Przecież ona zniszczyła ci życie.
-Nic nie zniszczyła. Paliłem już przed nią.-Burknąłem i usiadłem na ławce.
-Neymar naprawdę nie będę zły jeśli się z nią rozstaniesz.-Był jakiś dziwny.
-Powiesz mi o co chodzi?-Zapytałem z lekka poirytowany. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego cały czas mi o tym mówi. Nie ważne co się stanie będę z Maritą. Jako piłkarz, albo zupełnie inna osoba.
-Straciłeś dla niej głowę. Możesz zostać najlepszym piłkarzem na świecie, a przy niej? Nie dostrzegasz tego, że Marita ciągnie cie na samo dno?
-Nie mogę uwierzyć, że mówisz tak o własnej siostrze. Wiesz, chyba się nie dziwię, dlaczego cie nienawidzi.-Wstałem z ławki i udałem się pod salę do której za kilka minut miał przyjść trener.

-I co teraz?-Zapytała Marita wstając z fotela.
-No jak co teraz! Muszę rzucić palenie, a na boisko nie wyjdę pewnie przez cały sezon.-Rzuciłem gniewnie.
-Barca sobie bez ciebie nie poradzi.-Próbowała mnie uspokoić. Dotknęła mojego ramienia, jednak zrzuciłem jej rękę.
-A co ty możesz o tym wiedzieć?! Jesteś pieprzoną Madrydistką, żeby dopiec swojemu bratu. Wszyscy jesteście nienormalni.-Wstałem z kanapy i wyszedłem z domu niemiłosiernie trzaskając przy tym drzwiami. Poszedłem do miejsca w którym mogłem odetchnąć i na spokojnie pomyśleć o przyszłości.

Bez perspektywy.
W czasie kiedy Neymar siedział samotnie na jednej z niewielkich i opustoszałych plaż Marita czekała na niego w domu. Nie spodziewała się jednak, że zaraz będzie miała gości. Na spokojnie naszykowała wino i miała nadzieję, że rozluźni tym swojego chłopaka. Jednak los chciał aby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Wystarczyła jedna chwila, aby cały piękny i w końcu poukładany świat Neymara i Marity legł w gruzach.
Dzwonek do drzwi.-Już nie było odwrotu.
-Widzę, że mój kochany synek znalazł sobie wreszcie panienke. Powiedz mi słonko, zdradził cie może już kiedyś? Albo jesteś z nim tylko nocami? Opowiadaj.
Nieproszony gość czuł się jak u siebie w domu. Przerażona Argentynka chciała poinformować Neymara o mężczyźnie jednak nie chciała jeszcze bardziej go denerwować. Postanowiła tą sprawę rozwiązać sama. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że tylko pogorszy sprawę.

Perspektywa Marity.
-Em, kim pan jest?-Uśmiechnęłam się do faceta, który siedział w salonie.
-A no tak. Gdzie moje maniery.-Wstał.-Zapomniałem się przedstawić. Jestem Neymar Senior. Tata twojego zapewne partnera.-Wyciągnął w moją stronę rękę.
-Nas nic wielkiego nie łączy.-Nie mogłam powiedzieć prawdy. Gdyby Neymar chciał już dawno przedstawiłby mnie swojej rodzicie. Najwyraźniej czegoś się wstydzi, ale nie owijajmy w bawełnę. Wstydzi się mnie.-Marita. Marita Messi.-Uścisnęłam dłoń starszego mężczyzny.-Napije się pan czegoś?
-Kawa może być.-Usiadł z powrotem na kanapie.-A gdzie jest Neymar?-Zapytał kiedy poszłam do kuchni zrobić tacie Neymara napój.
-Poszedł na spacer.-Sama chciałam w to uwierzyć i przestać się o niego martwić.
-Mogłabyś po niego zadzwonić?-Brazylijczyk wszedł do kuchni.
-Myślę, że niedługo wróci.-Zalałam kawę ciepłą wodą i sięgnęłam po cukierniczkę.-Ile pan słodzi?
-Zadzwoń. Po. Niego.-Wysyczał, a ja ciężko przełknęłam ślinę.-Dwie łyżeczki.-Tak nagle z niemiłego starszego pana zmienił się w całkiem normalnego człowieka. Zaniosłam biały kupek z logo FC Barcelony do salonu i udałam się do ogrodu wykonać polecenie taty Neymara.
-No już odbierz.-Szeptałam, próbując trzeci raz dodzwonić się do piłkarza.
-Cześć tu Neymar. Zapewne jestem w towarzystwie ładnej dziewczyny i nie mogę odebrać. Po sygnale rób co chcesz, a najlepiej zostaw wiadomość.
-Neymar mamy gościa. Mówi, że jest twoim tatą. Nalega, żebyś tutaj był.-Nagrałam się napastnikowi na pocztę i wróciłam do środka. Uśmiechnęłam się do mężczyzny i usiadłam na przeciwko. Czułam się strasznie nieswojo. Neymar Senior zupełnie różnił się od swojego syna. Mój Neymar był radosny i dużo się uśmiechał, a jego ojciec? No cóż, w tym momencie czułam się jakbym wróciła do swojego rodzinnego domu.
Mijały sekundy, minuty, a Neymara jak nie było tak nie ma. Starałam się odpowiadać wymijająco na wszystkie pytania i zachowywać całkiem spokojnie. Po trzech wypitych kawach Neymar Senior postanowił wracać do domu.
-Będę się już zbierać. Powiedz Neymarowi, że byłem i, że złożę mu wizytę jutro.-Skierował się do drzwi.-Lepiej żeby był.-Starszy mężczyzna miał już wychodzić, kiedy za klapkę złapał kapitan Brazylii.-Cóż za miłe powitanie synu.-Otworzył ramiona na przywitanie ojciec napastnika.
-Co ty tutaj robisz?-Wszedł do domu i udał się od razu do salonu popychając mnie przy tym na ścianę. Nigdy się tak nie zachowywał. Nie dostał odpowiedzi.-Pytam po raz ostatni. Po co tutaj przyleciałeś?-Zacisnął pięści. Stanęłam w progu, aby móc wszystko kontrolować.
-Twoja dziewczyna jest o wiele milsza.-Parsknął starszy Brazylijczyk.
-Ona.-Przerwał.-Ona. Nie. Jest. Moją. Dziewczyną.-Powiedział przez zęby.-Ona tutaj tylko sprząta.-Uśmiechnął się sztucznie. Poczułam ukucie. Gdzieś w okolicach serca. Bolało. Bardzo bolało.
-Mądra dziewczyna. Doskonale wie, że stać ją na coś lepszego.
-Co tutaj robisz.-Ponaglił pytanie napastnik.
-Przyjechałem do ciebie. Nie cieszysz się?
-Wyjdź.-Powiedział szorstko Neymar.-Nie zmuszaj mnie do TEGO.-Ostatnie słowo powiedział dobitnie. Jakby miało coś znaczyć. Tata Neymara podniósł w górę ręce i na spokojnie wyszedł z domu.
-Do widzenia!-Krzyknęłam jeszcze na pożegnanie i zamknęłam drzwi, ponieważ Brazylijczyk tego nie zrobił.-Ja będę się już zbierać.-Oznajmiałam sięgając po bluzę, która leżała na podłodze przy kominku.
-Już?
-Tak. Twoja sprzątaczka ma bardzo napięty grafik.-Powiedziała obojętnie.-O której mam się jutro u pana stawić? Może okna trzeba będzie umyć?
-Oj Maritka nie obrażaj się.-Złapał mnie w talii i do siebie przyciągnął.-Powiedziałem tak, bo.-Nie chciałam aby kończył. Doskonale znałam prawdę.
-Bo się mnie wstydzisz. Teraz możesz mnie puścić.
-Nie przesadzaj.-Powiedział całkiem hardo jednak wykonał moją prośbę.
-Dozobaczenia.-Rzuciłam na odchodne i poszłam do domu. Całą drogę w głowie słyszałam jak mówił "Ona tutaj tylko sprząta."
-Hej. Jest ok, widze, że wy też się jakoś trzymacie. Jestem zmęczona, pójdę do siebie.-Od razu weszłam do kuchni sięgając z lodówki sok pomarańczowy i udałam się do swojego pokoju. Wzięłam długą kąpiel i poszłam spać. Miałam dosyć wrażeń jak na dzisiejszy dzień.

Rano obudziły mnie promienie słoneczne i mucha, która ciągle latała mi nad głową. Leniwie wstałam z łóżka i sporzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej.
-9:05. Tak wcześnie?-Jęknęłam i z powrotem położyłam się do łóżka. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać różne strony internetowe. Nic ciekawego nie było. Przed godziną 11 wstałam i zeszłam na dół. W domu była tylko Antonella.
-Cześć.
-Dzień dobry.-Uśmiechnęła się.-Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Lionel na treningu?
-Tak. Chcesz do nich pojechać?
-Do nich?
-Neymar?
-Przepraszam, kto?
-Pokłóciliście się?
-Powiedział swojemu tacie, że u niego sprzątam.-Usiadłam na stołku obok dziewczyny.-Myślę, że się mnie wstydzi.-Spuścilam głowę.
-Nie. Na pewno nie.-Pogłaskała mnie po ramieniu.-Zaraz go tutaj zaproszą i sobie wszystko wyjaśnicie, dobrze?
-To chyba nie jest dobry pomysł. Nie chce teraz na niego patrzeć.
-Myślisz, że bez powodu by tak powiedział? Marita. Cały świat wie, że jesteście razem. Spędził z tobą całe wakacje. Jak możesz pomyśleć, że się Ciebie wstydzi.
-Może jego rodzice pomyślał, że może mieć kogoś lepszego.-Westchnęlam.-Idę się ogarnąć. Tylko jakby miał tutaj przyjechać to mnie uprzedz.-Rzuciłam wychodząc z kuchni. 
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam mocny makijaż i założyłam na siebie pierwsze lepsze ubranie wyciągnięte z szafy. Usiadłam na łóżku i wzięłam laptopa na kolana. Przejrzałam kilka blogów modowych i postanowiłam obejrzeć film. W najciekawszym momencie drzwi do sypialni lekko się uchyliły.
-Można?-Przytaknęłam. Neymar wszedł do pokoju i usiadł na obrotowym krześle przy biurku. Uśmiechnął się. Pomimo tego, ze nada było mi przykro odwzajemniłam uśmiech.-Jesteś zła?
-Troszeczkę. 
-Chciałem abyś miała spokój.
-Co?-Zupełnie nie wiedziałam o czym on mówi.
-Mój tata. Gdyby się dowiedział, że jesteśmy razem nie dawały by ci spokoju.
-Przecież w gazetach cały czas o nas piszą.-Nadal mi coś tutaj nie grało. Wszystkie tabloidy mówią o naszym związku, a jego tata miałby uwierzyć z takie gadanie?
-Marita zaufaj mi. To jest zły człowiek. 
-To jest twój tata.
-Serio? Ciekawe czemu tutaj mieszkasz.-Powiedział to tak niemile. Jakby nie on. Spojrzał mi w oczy.-Tylko tak szczerze.
-To zupełnie coś innego.-Mruknęłam i spojrzałam w podłogę. 
-Odpowiedz mi.
-Ciebie ojciec chce, tylko Ty go odpychasz. Mnie nikt nie chce od jakiś 19 lat.-Powiedziałam i wyszlam z pokoju, a następnie opuściłam domu. 
Niby nic. Głupie słowa, a tak na mnie działają. Nigdy nie mogłam się pogodzić z tym, że byłam zawsze na drugim miejscu. Zawsze po Lionelu. Dla rodziców zawsze byłam piątym kołem u wozu, kulom u nogi. Odkąd pamiętam nie mieli dla mnie czasu. Na dzień ojca kiedy w klasie szykowaliśmy przedstawienie przyszedł każdego tata, oprócz mojego. Swoje dwunaste urodziny spędziłam sama w domu ponieważ Lionel miał mecz i wszyscy na niego poszli. Wszyscy oprócz babci, która chyba jako jedyna uważała mnie za człowieka, który również potrzebuje bliskości. Niestety rodzice zabronili jej się ze mną spotykać.
-Tu jesteś.-Usłyszałam głos Neymara.
-Śledzisz mnie?
-Nie chciałem abyś została sama.-Usiadł obok mnie.
-Lubie być sama.-Podniosłam głowę do góry próbując przy tym powstrzymać łzy. Jednak było to na nic.
-Chciałem ci powiedzieć, że. Ej chwila ty płaczesz?
-Tak. Płaczę.-Mruknęłam i przełożyłam włosy na prawą stronę, aby zasłoniły moją twarz.-Neymar gdybyś przeżył to co ja myślę, że też byś płakał.
-Sugerujesz, że ja nie miałem problemów w dzieciństwie?
-Nigdy nic nie mówiłeś.-Spojrzałam się na napastnika.
-Nie jestem typem, który napierdala o swoich problemach.-Wzruszył ramieniami.
-Czyli ja taka jestem?-Wstałam z ławki.
-Nie. Nie o to mi w ogóle chodziło.
-Neymar, nie wiem czy my dobrze robimy.
-Co masz na myśli.-Również wstał.
-Skoro coś cie gryzie to czemu o tym ze mną nie porozmawiasz? Dlaczego powiedziałeś że jestem sprzątaczką? Wstydzisz się mnie?-Zaczęłam płakać. Łzy leciały mimo wolnie. Tak bardzo ich nie chciałam. Wstydziłam się ich.
-Nie mówię ci o swoich problemach bo wiem, że masz własne. Nie chce abyś się mną zamartwiała.-Otarł moje łzy.-Nigdy się Ciebie nie wstydziłem. Kiedyś na pewno się dowiesz dlaczego próbuje uchronić cie przed tatą.
-Nie mogę się dowiedzieć tego teraz?-Cały czas łzy cisnęły mi się do oczu. 
-Nie.-Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.-Już nie płacz. Błagam.-Pocałował mnie w głowę.
-Neymar.-Wyszeptalam nie odsuwając się od napastnika.
-Tak?
-Twój tata. On ci kiedyś zrobił krzywdę?
-Nie.-Powiedział tak szybko jak tylko mógł. 
-Obiecujesz?
-Obiecuję.-Wypuścił mnie z niedźwiedziego uścisku.-Wracamy do domu?
-Którego?
-Możemy do mojego. Przy okazji umyjesz mi okna.-Wyszczerzył się za co uderzylam go w rękę.-No sory.-Objął mnie w talii i wróciliśmy do domu wstępując jeszcze po drodze na lody.

-A teraz mówił żebym z nią zerwał.-Usłyszałam końcówkę rozmowy Neymara z Adrienem ponieważ zeszlam na dół do kuchni po sok.
-O czym gadacie?-Zapytałam sięgając po szklankę.
-O niczym ważnym?-Odezwał się blondyn.
-No jak chcecie.-Napiłam się soku.-Neymar ja będę już szła do domu.-Weszłam do salonu.
-Jest pierwsza w nocy. Myślisz, ze cie puszczę?
-A czemu nie? Pożyczysz mi jakąś bluzę?
-Weźmiesz sobie z szafy?-Przytaknęłam i poszłam w stronę garderoby piłkarza. 

-Ale przecież jej teraz nie powiem czegoś w stylu ej Marita z początku robiłem to wszystko dla Leo. Nic dla mnie nie znaczyłaś.
-Myślę, że już jej to powiedziałeś.
-Doprawdy? Nic dla Ciebie nie znacze?-Uśmiechnęłam się przez łzy.-Niedowiary.-Uniosłam w górę ręce.-Zaufałam ci. Byłam w stanie zrobić wszysto, a Ty? Szkoda gadać.-Dopięlam bluzę.-Myślę, ze powinniśmy od siebie odpocząć.-Podeszłam do drzwi.-Tak na zawsze.-Rzuciłam na wychodne i chciałam znikać z jego życia. Ze swojego z resztą też.

***
Witam:) u mnie jest 2 lipca. XDD Troszkę długo pisałam ten rozdział, a wy jeszcze dłużej musieliście na niego czekać. Z racji, ze wrócę dopiero w ostatni tydzień sierpnia napisałam dla wam na zapas:D piszcie w komentarzach co o tym wszystkim myślicie i do napisania. Buziaki.