sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 11.

"Co z tego, że udajesz kogoś szczęśliwego...
Skoro wcale nim nie jesteś?"
-W związkach woli dziewczyny.-Mruknęła całkiem poważnie, a mnie momentalnie zamurowało. Czułem jak uginają się pode mną nogi. Chciałem coś powiedzieć jednak nie potrafiłem. Czyli co? To wszystko było zabawą? Mówienie, że jej się podobam było tylko grą? Jeśli tak, to jest niezłą aktorką. Nieświadomie upuściłem z rąk bukiet kwiatów i pusto wpatrywałem się dziewczynę, która od samego początku się na mnie nie spojrzała.
-Ja, ja już lepiej sobie pójdę.-Zrobiłem krok do tyłu, ale dziewczyna złapała mnie za rękę.
-Zaczekaj.-Spojrzała się na mnie.-Żartowałam.-Promiennie się uśmiechnęła. Kamień spadł mi z serca. Podniosłem kwiaty, które nadal leżały na ziemi.
-Marita, krótko i zwięźle. Zakochałem się w tobie.
-Neymar.
-Nie, nie przerywaj mi.-Spuściłem wzrok.-Na początku kiedy się poznaliśmy nie pomyślałbym, że tak namieszasz mi w głowie. Wydawałaś się pustą lalą, ale tej lalce trzeba było dać trochę czasu żeby zobaczyć jaka jest wspaniała.
-Neymar.-Wyszeptała.
-Marita powiedziałem ci już, nie przerywaj mi. Z czasem przyłapywałem się na myśleniu o tobie. Później okazał-Nie skończyłem. Blondynka złączyła nasze usta w długi i delikatny pocałunek.
-Chciałam ci powiedzieć, że też cie kocham.-Wyszeptała mi do ust i kolejny raz je złączyła.

Bez perspektywy.
Dwa róże światy postanowiły się połączyć. Nie wiedzieli co czeka ich w przyszłości. Nie wiedzieli ile trudności Ten u góry postawił na ich drodze. Jednak wtedy nawet o tym nie myśleli. Cieszyli się sobą. Ani on, ani ona nie wiedzieli, że żeby być razem będą musieli pokonać góry, że codziennie będą musieli znosić deszcz, aby na koniec cieszyć się słońcem.

Czas zakochanym mijał bardzo szybko. Nim się obejrzeli Barcelona wygrała Ligę Mistrzów i wszyscy piłkarze wyjechali na wspaniałe i na pewno nie zapomniane wakacje. Marita z Neymarem wybrali się do Ameryki Północnej i tam każdego dnia świętowali swoje wspólne życie. Pomimo tego, że dziewczyna nadal "kibicowała" wrogom Barcelony jej partnerowi to nie przeszkadzało. W głębi serca wiedział, że Marita będzie za nim jak i za nieposkromioną Dumą Katalonii.

Po wakacjach wrócili do słonecznej Barcelony, która tętniła życiem. Spólne pierwsze wejście na Camp Nou było magiczne. Dziewczyna już nie raz chciała pójść za głosem serca, jednak nie mogła. Do tej pory nikt nie wiedział co tak naprawdę siedzi w głowie dziewiętnastolatki. Nikt nie wiedział dlaczego nie pała miłością do swojego wspaniała brata Lionela. Tak samo jak jeden z najlepszych piłkarzy nie powiedział swojej dziewczynie co dzieję się w jego rodzinie. Odkąd jest w związku z Maritą nie mógł używać przykrywki, bicia się o inne kobiety. Teraz mówił, że to zwykły przypadek. Potknął się, upadł, spadł z czegoś, nie fortunnie stanął i stracił równowagę. Oboje żyli w kłamstwie, które wkrótce miało ujrzeć światło dzienne.

Kondycja Neymara z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc stawała się coraz gorsza. Tytoń dawał o sobie znaki. Słabsza wydolność płuc. Mniejsze dystanse, które pokonywał na treningach. Niestety dzisiaj wszyscy piłkarze Barcelony mieli przejść badania. Młody Brazylijczyk bardzo się tego bał. Wiedział, że nic pozytywnego z tego nie wyjdzie. Bał się, że jego marzenia o zostaniu najlepszym piłkarzem odejdą. Bał się, że przestanie grać. Już na zawsze. W takich jednak chwilach była przy nim Marita, która miała zaplecze pomysłów. Niestety tego dnia nikt jej nie powiedział, że będzie musiała bronić swojego chłopaka. Została w domu. Jego domu, w którym niedługo miało rozpętać się piekło. Napastnik wiedział, że wcześniej czy później wyjdzie to na jaw. Nie chciał tego ciągnąc. Jego pogorszenie mógł dostrzec każdy. Nawet jego tata.

Perspektywa Neymara.
-Dałeś się jej omamić.-Usłyszałem zawiedziony głos Leo.-Neymar mówiąc ci, żebyś się do niej zbliżył nie chciałem, abyś rujnował sobie życia. Bardzo cie za nią przepraszam.
-Nie mów tak. Kocham Maritę.
-I co? Nie zamierzasz z nią zerwać? Przecież ona zniszczyła ci życie.
-Nic nie zniszczyła. Paliłem już przed nią.-Burknąłem i usiadłem na ławce.
-Neymar naprawdę nie będę zły jeśli się z nią rozstaniesz.-Był jakiś dziwny.
-Powiesz mi o co chodzi?-Zapytałem z lekka poirytowany. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego cały czas mi o tym mówi. Nie ważne co się stanie będę z Maritą. Jako piłkarz, albo zupełnie inna osoba.
-Straciłeś dla niej głowę. Możesz zostać najlepszym piłkarzem na świecie, a przy niej? Nie dostrzegasz tego, że Marita ciągnie cie na samo dno?
-Nie mogę uwierzyć, że mówisz tak o własnej siostrze. Wiesz, chyba się nie dziwię, dlaczego cie nienawidzi.-Wstałem z ławki i udałem się pod salę do której za kilka minut miał przyjść trener.

-I co teraz?-Zapytała Marita wstając z fotela.
-No jak co teraz! Muszę rzucić palenie, a na boisko nie wyjdę pewnie przez cały sezon.-Rzuciłem gniewnie.
-Barca sobie bez ciebie nie poradzi.-Próbowała mnie uspokoić. Dotknęła mojego ramienia, jednak zrzuciłem jej rękę.
-A co ty możesz o tym wiedzieć?! Jesteś pieprzoną Madrydistką, żeby dopiec swojemu bratu. Wszyscy jesteście nienormalni.-Wstałem z kanapy i wyszedłem z domu niemiłosiernie trzaskając przy tym drzwiami. Poszedłem do miejsca w którym mogłem odetchnąć i na spokojnie pomyśleć o przyszłości.

Bez perspektywy.
W czasie kiedy Neymar siedział samotnie na jednej z niewielkich i opustoszałych plaż Marita czekała na niego w domu. Nie spodziewała się jednak, że zaraz będzie miała gości. Na spokojnie naszykowała wino i miała nadzieję, że rozluźni tym swojego chłopaka. Jednak los chciał aby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Wystarczyła jedna chwila, aby cały piękny i w końcu poukładany świat Neymara i Marity legł w gruzach.
Dzwonek do drzwi.-Już nie było odwrotu.
-Widzę, że mój kochany synek znalazł sobie wreszcie panienke. Powiedz mi słonko, zdradził cie może już kiedyś? Albo jesteś z nim tylko nocami? Opowiadaj.
Nieproszony gość czuł się jak u siebie w domu. Przerażona Argentynka chciała poinformować Neymara o mężczyźnie jednak nie chciała jeszcze bardziej go denerwować. Postanowiła tą sprawę rozwiązać sama. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że tylko pogorszy sprawę.

Perspektywa Marity.
-Em, kim pan jest?-Uśmiechnęłam się do faceta, który siedział w salonie.
-A no tak. Gdzie moje maniery.-Wstał.-Zapomniałem się przedstawić. Jestem Neymar Senior. Tata twojego zapewne partnera.-Wyciągnął w moją stronę rękę.
-Nas nic wielkiego nie łączy.-Nie mogłam powiedzieć prawdy. Gdyby Neymar chciał już dawno przedstawiłby mnie swojej rodzicie. Najwyraźniej czegoś się wstydzi, ale nie owijajmy w bawełnę. Wstydzi się mnie.-Marita. Marita Messi.-Uścisnęłam dłoń starszego mężczyzny.-Napije się pan czegoś?
-Kawa może być.-Usiadł z powrotem na kanapie.-A gdzie jest Neymar?-Zapytał kiedy poszłam do kuchni zrobić tacie Neymara napój.
-Poszedł na spacer.-Sama chciałam w to uwierzyć i przestać się o niego martwić.
-Mogłabyś po niego zadzwonić?-Brazylijczyk wszedł do kuchni.
-Myślę, że niedługo wróci.-Zalałam kawę ciepłą wodą i sięgnęłam po cukierniczkę.-Ile pan słodzi?
-Zadzwoń. Po. Niego.-Wysyczał, a ja ciężko przełknęłam ślinę.-Dwie łyżeczki.-Tak nagle z niemiłego starszego pana zmienił się w całkiem normalnego człowieka. Zaniosłam biały kupek z logo FC Barcelony do salonu i udałam się do ogrodu wykonać polecenie taty Neymara.
-No już odbierz.-Szeptałam, próbując trzeci raz dodzwonić się do piłkarza.
-Cześć tu Neymar. Zapewne jestem w towarzystwie ładnej dziewczyny i nie mogę odebrać. Po sygnale rób co chcesz, a najlepiej zostaw wiadomość.
-Neymar mamy gościa. Mówi, że jest twoim tatą. Nalega, żebyś tutaj był.-Nagrałam się napastnikowi na pocztę i wróciłam do środka. Uśmiechnęłam się do mężczyzny i usiadłam na przeciwko. Czułam się strasznie nieswojo. Neymar Senior zupełnie różnił się od swojego syna. Mój Neymar był radosny i dużo się uśmiechał, a jego ojciec? No cóż, w tym momencie czułam się jakbym wróciła do swojego rodzinnego domu.
Mijały sekundy, minuty, a Neymara jak nie było tak nie ma. Starałam się odpowiadać wymijająco na wszystkie pytania i zachowywać całkiem spokojnie. Po trzech wypitych kawach Neymar Senior postanowił wracać do domu.
-Będę się już zbierać. Powiedz Neymarowi, że byłem i, że złożę mu wizytę jutro.-Skierował się do drzwi.-Lepiej żeby był.-Starszy mężczyzna miał już wychodzić, kiedy za klapkę złapał kapitan Brazylii.-Cóż za miłe powitanie synu.-Otworzył ramiona na przywitanie ojciec napastnika.
-Co ty tutaj robisz?-Wszedł do domu i udał się od razu do salonu popychając mnie przy tym na ścianę. Nigdy się tak nie zachowywał. Nie dostał odpowiedzi.-Pytam po raz ostatni. Po co tutaj przyleciałeś?-Zacisnął pięści. Stanęłam w progu, aby móc wszystko kontrolować.
-Twoja dziewczyna jest o wiele milsza.-Parsknął starszy Brazylijczyk.
-Ona.-Przerwał.-Ona. Nie. Jest. Moją. Dziewczyną.-Powiedział przez zęby.-Ona tutaj tylko sprząta.-Uśmiechnął się sztucznie. Poczułam ukucie. Gdzieś w okolicach serca. Bolało. Bardzo bolało.
-Mądra dziewczyna. Doskonale wie, że stać ją na coś lepszego.
-Co tutaj robisz.-Ponaglił pytanie napastnik.
-Przyjechałem do ciebie. Nie cieszysz się?
-Wyjdź.-Powiedział szorstko Neymar.-Nie zmuszaj mnie do TEGO.-Ostatnie słowo powiedział dobitnie. Jakby miało coś znaczyć. Tata Neymara podniósł w górę ręce i na spokojnie wyszedł z domu.
-Do widzenia!-Krzyknęłam jeszcze na pożegnanie i zamknęłam drzwi, ponieważ Brazylijczyk tego nie zrobił.-Ja będę się już zbierać.-Oznajmiałam sięgając po bluzę, która leżała na podłodze przy kominku.
-Już?
-Tak. Twoja sprzątaczka ma bardzo napięty grafik.-Powiedziała obojętnie.-O której mam się jutro u pana stawić? Może okna trzeba będzie umyć?
-Oj Maritka nie obrażaj się.-Złapał mnie w talii i do siebie przyciągnął.-Powiedziałem tak, bo.-Nie chciałam aby kończył. Doskonale znałam prawdę.
-Bo się mnie wstydzisz. Teraz możesz mnie puścić.
-Nie przesadzaj.-Powiedział całkiem hardo jednak wykonał moją prośbę.
-Dozobaczenia.-Rzuciłam na odchodne i poszłam do domu. Całą drogę w głowie słyszałam jak mówił "Ona tutaj tylko sprząta."
-Hej. Jest ok, widze, że wy też się jakoś trzymacie. Jestem zmęczona, pójdę do siebie.-Od razu weszłam do kuchni sięgając z lodówki sok pomarańczowy i udałam się do swojego pokoju. Wzięłam długą kąpiel i poszłam spać. Miałam dosyć wrażeń jak na dzisiejszy dzień.

Rano obudziły mnie promienie słoneczne i mucha, która ciągle latała mi nad głową. Leniwie wstałam z łóżka i sporzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej.
-9:05. Tak wcześnie?-Jęknęłam i z powrotem położyłam się do łóżka. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać różne strony internetowe. Nic ciekawego nie było. Przed godziną 11 wstałam i zeszłam na dół. W domu była tylko Antonella.
-Cześć.
-Dzień dobry.-Uśmiechnęła się.-Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Lionel na treningu?
-Tak. Chcesz do nich pojechać?
-Do nich?
-Neymar?
-Przepraszam, kto?
-Pokłóciliście się?
-Powiedział swojemu tacie, że u niego sprzątam.-Usiadłam na stołku obok dziewczyny.-Myślę, że się mnie wstydzi.-Spuścilam głowę.
-Nie. Na pewno nie.-Pogłaskała mnie po ramieniu.-Zaraz go tutaj zaproszą i sobie wszystko wyjaśnicie, dobrze?
-To chyba nie jest dobry pomysł. Nie chce teraz na niego patrzeć.
-Myślisz, że bez powodu by tak powiedział? Marita. Cały świat wie, że jesteście razem. Spędził z tobą całe wakacje. Jak możesz pomyśleć, że się Ciebie wstydzi.
-Może jego rodzice pomyślał, że może mieć kogoś lepszego.-Westchnęlam.-Idę się ogarnąć. Tylko jakby miał tutaj przyjechać to mnie uprzedz.-Rzuciłam wychodząc z kuchni. 
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam mocny makijaż i założyłam na siebie pierwsze lepsze ubranie wyciągnięte z szafy. Usiadłam na łóżku i wzięłam laptopa na kolana. Przejrzałam kilka blogów modowych i postanowiłam obejrzeć film. W najciekawszym momencie drzwi do sypialni lekko się uchyliły.
-Można?-Przytaknęłam. Neymar wszedł do pokoju i usiadł na obrotowym krześle przy biurku. Uśmiechnął się. Pomimo tego, ze nada było mi przykro odwzajemniłam uśmiech.-Jesteś zła?
-Troszeczkę. 
-Chciałem abyś miała spokój.
-Co?-Zupełnie nie wiedziałam o czym on mówi.
-Mój tata. Gdyby się dowiedział, że jesteśmy razem nie dawały by ci spokoju.
-Przecież w gazetach cały czas o nas piszą.-Nadal mi coś tutaj nie grało. Wszystkie tabloidy mówią o naszym związku, a jego tata miałby uwierzyć z takie gadanie?
-Marita zaufaj mi. To jest zły człowiek. 
-To jest twój tata.
-Serio? Ciekawe czemu tutaj mieszkasz.-Powiedział to tak niemile. Jakby nie on. Spojrzał mi w oczy.-Tylko tak szczerze.
-To zupełnie coś innego.-Mruknęłam i spojrzałam w podłogę. 
-Odpowiedz mi.
-Ciebie ojciec chce, tylko Ty go odpychasz. Mnie nikt nie chce od jakiś 19 lat.-Powiedziałam i wyszlam z pokoju, a następnie opuściłam domu. 
Niby nic. Głupie słowa, a tak na mnie działają. Nigdy nie mogłam się pogodzić z tym, że byłam zawsze na drugim miejscu. Zawsze po Lionelu. Dla rodziców zawsze byłam piątym kołem u wozu, kulom u nogi. Odkąd pamiętam nie mieli dla mnie czasu. Na dzień ojca kiedy w klasie szykowaliśmy przedstawienie przyszedł każdego tata, oprócz mojego. Swoje dwunaste urodziny spędziłam sama w domu ponieważ Lionel miał mecz i wszyscy na niego poszli. Wszyscy oprócz babci, która chyba jako jedyna uważała mnie za człowieka, który również potrzebuje bliskości. Niestety rodzice zabronili jej się ze mną spotykać.
-Tu jesteś.-Usłyszałam głos Neymara.
-Śledzisz mnie?
-Nie chciałem abyś została sama.-Usiadł obok mnie.
-Lubie być sama.-Podniosłam głowę do góry próbując przy tym powstrzymać łzy. Jednak było to na nic.
-Chciałem ci powiedzieć, że. Ej chwila ty płaczesz?
-Tak. Płaczę.-Mruknęłam i przełożyłam włosy na prawą stronę, aby zasłoniły moją twarz.-Neymar gdybyś przeżył to co ja myślę, że też byś płakał.
-Sugerujesz, że ja nie miałem problemów w dzieciństwie?
-Nigdy nic nie mówiłeś.-Spojrzałam się na napastnika.
-Nie jestem typem, który napierdala o swoich problemach.-Wzruszył ramieniami.
-Czyli ja taka jestem?-Wstałam z ławki.
-Nie. Nie o to mi w ogóle chodziło.
-Neymar, nie wiem czy my dobrze robimy.
-Co masz na myśli.-Również wstał.
-Skoro coś cie gryzie to czemu o tym ze mną nie porozmawiasz? Dlaczego powiedziałeś że jestem sprzątaczką? Wstydzisz się mnie?-Zaczęłam płakać. Łzy leciały mimo wolnie. Tak bardzo ich nie chciałam. Wstydziłam się ich.
-Nie mówię ci o swoich problemach bo wiem, że masz własne. Nie chce abyś się mną zamartwiała.-Otarł moje łzy.-Nigdy się Ciebie nie wstydziłem. Kiedyś na pewno się dowiesz dlaczego próbuje uchronić cie przed tatą.
-Nie mogę się dowiedzieć tego teraz?-Cały czas łzy cisnęły mi się do oczu. 
-Nie.-Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.-Już nie płacz. Błagam.-Pocałował mnie w głowę.
-Neymar.-Wyszeptalam nie odsuwając się od napastnika.
-Tak?
-Twój tata. On ci kiedyś zrobił krzywdę?
-Nie.-Powiedział tak szybko jak tylko mógł. 
-Obiecujesz?
-Obiecuję.-Wypuścił mnie z niedźwiedziego uścisku.-Wracamy do domu?
-Którego?
-Możemy do mojego. Przy okazji umyjesz mi okna.-Wyszczerzył się za co uderzylam go w rękę.-No sory.-Objął mnie w talii i wróciliśmy do domu wstępując jeszcze po drodze na lody.

-A teraz mówił żebym z nią zerwał.-Usłyszałam końcówkę rozmowy Neymara z Adrienem ponieważ zeszlam na dół do kuchni po sok.
-O czym gadacie?-Zapytałam sięgając po szklankę.
-O niczym ważnym?-Odezwał się blondyn.
-No jak chcecie.-Napiłam się soku.-Neymar ja będę już szła do domu.-Weszłam do salonu.
-Jest pierwsza w nocy. Myślisz, ze cie puszczę?
-A czemu nie? Pożyczysz mi jakąś bluzę?
-Weźmiesz sobie z szafy?-Przytaknęłam i poszłam w stronę garderoby piłkarza. 

-Ale przecież jej teraz nie powiem czegoś w stylu ej Marita z początku robiłem to wszystko dla Leo. Nic dla mnie nie znaczyłaś.
-Myślę, że już jej to powiedziałeś.
-Doprawdy? Nic dla Ciebie nie znacze?-Uśmiechnęłam się przez łzy.-Niedowiary.-Uniosłam w górę ręce.-Zaufałam ci. Byłam w stanie zrobić wszysto, a Ty? Szkoda gadać.-Dopięlam bluzę.-Myślę, ze powinniśmy od siebie odpocząć.-Podeszłam do drzwi.-Tak na zawsze.-Rzuciłam na wychodne i chciałam znikać z jego życia. Ze swojego z resztą też.

***
Witam:) u mnie jest 2 lipca. XDD Troszkę długo pisałam ten rozdział, a wy jeszcze dłużej musieliście na niego czekać. Z racji, ze wrócę dopiero w ostatni tydzień sierpnia napisałam dla wam na zapas:D piszcie w komentarzach co o tym wszystkim myślicie i do napisania. Buziaki.





4 komentarze:

  1. Super :) będę czekać na next :)

    NY

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem jak tyle znowu wytrzymam bez twojego bloga...
    Rozdział świetny, więc pozostało tylko czekać na kolejny:)
    //Julka

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudo♥. Wpadnij do mnie
    http://elamoresciego.blox.pl/2016/08/Rozdzial-14-Dzien-bez-ciebie-jest-jak-rok-bez.html

    OdpowiedzUsuń
  4. I wpadnij też na nowego bloga jest już przedstawienie postaci i prolog
    http://encantaenelamor.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń