piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 12.

Z góry przepraszam za tak fatalny rozdział!
"To, że odpuściłam nie znaczy, że już mi nie zależy."
Po wyjściu z domu Neymara udałam się do pobliskiego pabu. Chciałam na spokojnie pomyśleć nad tym wszystkim. Dlaczego przez ten cały czas mnie okłamywał? Dlaczego gadał, że mnie kocha? Dlaczego dałam się omamić? Ładne oczy, piękny uśmiech ale nie dotarłam do tego, jaki jest w środku. Nie mogę uwierzyć, że mu zaufałam przecież to przyjaciel Lionela. Mogłam wiedzieć jak to wszystko się skończy.
Będąc w pabie zostałam zasytapana masą sms'ow od Neymara.
"To nie tak."
"Marita daj mi szansę."
"Wytłumaczę Ci wszystko."
"Nie możemy tego wszystkiego tak zakończyć."
"Przecież Cie kocham."
"Powiem ci całą prawdę."
"Nie chce abyś przeze mnie cierpiała."
"Przecież Ci obiecałem."
"Musisz być szczęśliwa."
"Przepraszam."
Niestety żadna wiadomość nie zrobiła na mnie wrażenia. Piłam dalej.
Po paru(nastu) piwach wróciłam do domu. Było około godziny 4 rano. Od razu poszłam do sypialni i położyłam się spać.

Obudziłam się o godzinie 12. Napiłam się wody z butelki, która stała przy łóżku i udałam się wykonać poranną toaletę. Założyłam czarną spódniczkę i miętową koszulkę w makaroniki. Następnie zeszłam do kuchni w której nikogo nie było. Wyciągnęłam z lodówki jogurt truskawkowy, wypiłam go i postanowiłam udać się do parku ponieważ była ładna pogoda. Założyłam czarne superstar'y, zamknęłam drzwi na klucz, który po chwili włożyłam w kwiatki i poszłam.
Będąc w parku natknęłam się na nieznajomego kolesia. Złapał mnie kiedy potknęłam się o korzeń drzewa.
-Uważaj.-Postawił mnie.-Zack jestem.-Przedstawił sie i uśmiechnął.
-Marita.-Odwzajemniłam uśmiech przystojnego mężczyzny.
-Masz trochę czasu?
-Pewnie.-Usiedliśmy na jednej z ławek i zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym.

Perspektywa Neymara.
Po wysłaniu Maricie sms'a zacząłem się szykować do wyjścia. Założyłem białą koszulkę, czarne spodnie z dużym krokiem i czarno-czerwone Jordany.
Ostatni raz przejrzałem się w lusterku i wyszedłem z domu. Niestety musiałem się do niego wrócić ponieważ zapomniałem full capa. Założyłem go tył na przód jak miałem to w zwyczaju i byłem gotowy na spotkanie. Zamknąłem drzwi i pełen nadzieję na spokojną rozmowę z blondynką udałem się do parku. Strasznie mi przykro, że w taki sposób się o wszystkim dowiedziała. Nie zasłużyła na to. Była ze mną całkowicie szczera, była taka inna.
Kocham ją.
Kiedy doszedłem na miejsce Marita siedziała z jakimś kolesiem na ławce. Śmiali się.
Ona się śmiała.
Była radosna.
Chciałem do niej podejść ale nie będę im przeszkadzał. Usiadłem kilka ławek za nimi. Chciałem na nią popatrzeć. Marita jest piękna. Mało kiedy mówiłem jej takie rzeczy. Teraz tego żałuje.
Z parku poszedłem do Messiego, który został jeszcze na Ciutat. Musiałem mu o wszystkim powiedzieć. Powinien teraz poważnie pogadać z siostrą. Powinien mi pomóc.
-Leo.-Zacząłem niepewnie. Bo co? Miałem mu powiedzieć, ze Marita nie chce mnie znać?-To chyba koniec.
-Neymar wpadnij do Munira dzisiaj na kolację to pogadamy. Teraz za bardzo nie mam czasu.-Poklepał mnie po plecach i zbiegł z boiska. W ogóle się mną nie przejął.
-Dzięki Leo. Widzę, że zawsze mogę na Ciebie liczyć.-Mruknąłem i kopnąłem piłkę z całej siły.

Bez perspektywy.
Wieczór.
Atmosfera w domu Munira była idealna. Tylko jedna osoba czuła się inaczej. Była poddenerwowana. Bała się reakcji swoich przyjaciół. W domu byli wszyscy. Wszyscy oprócz jej.
Nie została zaproszona.
-To koniec.-Oznajmił Neymar kiedy już wszyscy siedzieli przy stole.
-Jaki koniec? Czego?-Oburzyła się Antonella. W pomieszczeniu zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na napastnika Barcelony. On czuł się zakłopotany. Nigdy nie lubił rozmawiać z ludźmi o swoim życiu.
-Koniec ze mną i Maritą.-Neymar spuścił głowę. Nie chciał widzieć min dziewczyn, które chciały aby Neyrita przeżyła wszystko.-W nocy dowiedziała się, że tylko pomagałem Leo.-Piłkarz nic więcej nie dodał. Nie był w stanie powiedzieć, że tak naprawdę zakochał się w niej po uszy. Że chce aby ktoś pomógł mu odzyskać miłość swojego życia. Wstał i wyszedł z domu swojego kumpla z drużyny. Pojechał do Marity.
Chciał użyć dzwonka kiedy przypomniał sobie o sytuacji w parku. Było mu smutno, a za razem był zły. Czyżby próbowała go zastąpić? Niespodziewanie z domu wyszła blondynka. Stanęła jak wryta kiedy zobaczyła przed sobą piłkarza. Chwilę milczeli.
-Mam nadzieję, że przyszedłeś to wszystko zakończyć.-Zamknęła drzwi i go wyminęła.-Tylko szybko. Spieszę się.
-Gdzie idziesz?
-Nie powinno cie to interesować.
-Wiem, że jesteś na mnie zła, ale źle to wszystko zrozumiałaś.
-Ach tak? Czyżbyś nie pomagał Lionelowi? Nie chciałeś mnie wykorzystać?-Samotna łza spłynęła jej po policzku. Opuściła parcele zostawiając na niej samego piłkarza. Oboje byli rozdarci. Bardzo chcieli rzucić się sobie w ramiona. Jednak nie mogli.

Perspektywa Marity.
Nie wierzę, że tutaj przyszedł. Nie powinniśmy wchodzić sobie w drogę. Każde z nas powinno zacząć od nowa.
Z kimś innym.
Zaufałam mu. Mogłam dla niego zrobić wszystko. Na szczęście poznałam prawdę i nie związałam się z tym kolesiem do końca życia.
Powiedziałam Neymarowi, że jestem zajęta ale tak na prawdę poszłam do parku. Tego samego parku w którym znalazł mnie zapłakaną. Spędziłam tam z godzinę i wróciłam do domu. Przejrzałam kilka ogłoszeń o pracę, zapisałam dwa numery aby móc jutro zadzwonić i poszłam się wykąpać.
Następnego dnia wykonałam poranną toaletę. Założyłam czarne spodnie z dziurami na kolanach, szarą koszulkę i roshe run'y. Wyszłam z domu i udałam się do kawiarni. Zamówiłam napój kofeinowy. Czekając na niego zadzwoniłam pod ogłoszenie związane z pracą. Rozmowa przeszła pomyślnie. Miałabym robić za taką jakby gosposie. Dostałabym pokoju w domu w którym będę pracować. Umówilam się na po jutrze na pierwsze spotkanie.
Nie potrzebuje później gadania Lionela albo rodziców, że jestem pasożytem, który nie potrafi na siebie zapracować. Z kawiarni poszłam na trening Barcelony ponieważ chciałam porozmawiać z Antonellą. Chciałam jej powiedzieć co będę dalej robić aby później nie była na mnie zła, że o niczym nie wie. Jest jedyną osobą w Barcelonie, która naprawdę mnie rozumie.
-Znalazłam pracę.-Powiedziałam siadając obok brunetki.
-To świetnie.-Uśmiechnęła się.-Ale mamy wystarczająco pieniędzy.
-Moje oszczędności powoli się kończą. Muszę coś zacząć robić.-Również się uśmiechnęłam. Przypadkowo spojrzałam na boisko. Byli wszyscy.
Wszyscy oprócz Neymara.
-Słyszałam, że jest coś nie tak między wami.
-Już nie ma nas.
-Wszystko się jeszcze ułoży. Zobaczysz.-Ścisnęła mnie za rękę.
-Anto, ja nie chce go znać.-Wyszeptałam.-Najwyraźniej nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
-Zrób tak, aby później niczego nie żałować.-Jeszcze mocniej ścisnęła moją dłoń. Po rozmowie z Antonellą wróciłam do domu. Zamówiłam pizzę, obejrzałam jakiś film z Willem Smithem, a wieczorem postanowiłam odwiedzić Marca. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu chciałem pogadać z kimś normalnym.
-Dobry wieczór.-Krzyknęłam wchodząc do domu. Na wieszaku wisiała bluza Neymara którą dał mi w lesie.-Nie jesteś sam?-Zapytałam ściągając buty.-Halo, Marc!-Weszłam głębiej do domu. Na parterze nikogo nie było. Weszłam do sypialni piłkarza. Byli tam oboje.-Przeszkadzam wam?-Zapytałam dyskretnie spoglądając na Brazylijczyka.
Był posiniaczony.
Znowu.
-Ja już idę.-Odezwał się mój były i tak po prostu wyszedł.
Nie patrząc na mnie.
-Co on tu robił?-Zapytałam kiedy zostaliśmy sami.
-Zaprosiłem go.-Usiadł na łóżku. Zrobiłam to samo.-A co Cię do mnie sprowadza?
-Sama nie wiem.-Wzruszyłam ramionami.
-Jesteś może głodna?
-A co szef kuchni proponuje?-Uśmiechnęłam się.
-Odpiekane zapiekanki w mikrofali.-Zaśmiał sie. Trochę pogrymasiłam jednak po chwili zeszliśmy do kuchni. Marc zabrał się za robienie kolacji, a ja wstawiłam wodę na herbatę. Postawiłam dwa białe kubki na blacie i wrzuciłam do nich saszetki z teiną. Po 20 minutach usiedliśmy do stołu.
-Wszystko dobrze?-Zapytał tak nagle
-Tak.-Przytaknęłam.-Dlaczego pytasz?-Upiłam łyk herbaty.
-Nigdy do nikogo nie przychodziłaś.-Rozmowę przerwał dźwięk moje telefonu. Przeprosiłam piłkarza i wyszłam do salonu.
-Tak?
-Pani Marita?
-A co się stało?
-Po jutrze mam konferencję. Moglibyśmy spotkać się jutro o 12?
-Oczywiście.
-Świetnie. Wyśle pani adres sms'em.
-Dobrze. To do zobaczenia jutro.
-Do widzenia.-Rozłączyłam się i wróciłam do jadali.
-Kto to był?-Zapytał.
-Nikt ważny.
-Marita.
-Marc.
-Ja.
-Ty.
-Przystojny ja.
-Nie odpuścisz mi tego?-Pokiwał głową.-Znalazłam pracę.-Nic mi nie odpowiedział.-Nie cieszysz się?
-Praca to nie jest zabawa.
-Marc o co Ci chodzi?
-Boję się o Ciebie, ale nie ważne. Co miałabyś robić?
-Sprzątać może gotować.
-Teraz zaczynam się bać o ludzi, którzy Cię zatrudnią.-Zaśmiał się.
-Bez przesady.-Uderzyłam go w ramię.
-Ał.-Złapał się za "bolące" miejsce i rzucił na podłogę. Zaczął się po niej tarzać.
-Symulant!-Zaczęłam krzyczeć. Po chwili czułam jak tracę grunt pod stopami. Marc złapał mnie za nogi i przewrócił.-Ej!-Rzuciłam się na piłkarza i zaczęliśmy oboje tarzać się po chłodnych kafelkach.
-Od kiedy my ze sobą normalnie gadamy?-Zapytał łapiąc oddech i siadając na mnie.
-Od kiedy Marc Bartra okazał się być całkiem znośnym kolesiem?-Powiedziałam, jednak próbowałam go z siebie zrzucić ponieważ czułam się niezręcznie.-Em Marc ja powinnam iść już do domu.-Powiedziałam kiedy piłkarz ze mnie zszedł.
-A co z kolacją?
-Straciłam już na nią ochotę. Sory.
-Następnym razem ci tego nie odpuszczę.-Napił się herbaty.-Wskakuj do samochodu, odwiozę Cię.
-Nie będzie to problem?-Zapytałam.
-Nie.-Zaśmiał się.-Chodź już.-Chwycił kluczyki od białego Nissana i wyszliśmy z domu. Po jakiś 20 minutach byłam na miejscu.
-Bardzo dziękuję.
-Widzimy się jutro?-Zgasił silnik.
-Nie wiem czy sie wyrobie. O 12 mam spotkanie.
-Iść z tobą?
-Nie widzę takiej potrzeby.-Delikatnie się uśmiechnęłam.-Muszę już iść. Cześć Marc.-Otworzyłam drzwi. Chwilowo zostałam oślepiona fleszem.-Daj znać jak dojedziesz.
-Do zobaczenia mała.-Uśmiechnął się i odjechał dopiero jak weszłam do domu.
Następnego dnia wstałam około godziny 9. Od razu zeszłam z łóżka i udałam się do łazienki. Umyłam się. Zakręciłam włosy stożkową lokówką, zrobiłam całkiem mocny makijaż i wróciłam do pokoju. Wybrałam ubranie które następnie na siebie założyłam i poszłam do kuchni. Zegarek pokazywał 10:58. Zjadłam tosty które akurat robiła Antonella i kilka minut po 11 wyszłam z domu. Miejsce w którym miałam się spotkać było bardzo blisko domu "11" Barcy. Bałam się, że przypadkiem go spotkam. Tak jak przypuszczałam, szedł z jakimś kolegą. Oboje mieli przeciwsłoneczne okulary i na szczęście byli po drugiej stronie ulicy. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy oknie.
-Pani Marita?-Zapytał mnie jakiś wysoki mężczyzna.
-Cristiano? To chyba jakaś pomyłka.-Przede mną stał Cristiano Ronaldo. To nie możliwe, że rozmawiałam z nim przez telefon.-Mam u Ciebie pracować?
-Może porozmawiamy o tym przy kawie?-Usiadł i poprosił kelnera.-Na co masz ochotę?
-Espresso.
-Dwa duże Espresso i dobre ciastka.-Poprosił i spojrzał na mnie.-Marita Messi tak?
-Tak.
-I chcesz u mnie pracować?-Zapytał ze zdziwieniem.
-Dlaczego nie? Może kiedyś zapłacisz mi biletem na wasz mecz.-Uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. Tylko ty nie jesteś z tym Brazylijczykiem?
-Neymarem?
-O! No tak.-Zaśmiał się.-Neymar nie ma nic przeciwko?
-Już nie jesteśmy razem. Mogę robić co chcę.
-W takim razie po kawie idziemy do Ciebie, pakujesz się i jedziemy do Madrytu.-Powiedział zadowolony.
Chwila.
Do Madrytu?
-Nie masz jakiegoś domu w Barcelonie?
-Nie? Myślałaś,że mam kilka domów? Nie jestem jak Neymar.
-Neymar? On ma jeden dom.-Zaśmiałam się.
-W Barcelonie może i tak.-Też się zaśmiał. Podczas rozmowy ktoś do mnie zadzwonił. Był to Marc.
-Muszę odebrać. Przepraszam.-Wyszłam na zewnątrz i odebrałam telefon od piłkarza.
-Co tam?
-Już po spotkaniu?-Zapytał z radością w głosie.
-Nadal trwa. Marc przyjedziesz do mnie za jakieś 20 minut?
-Pewnie. To idę się szykować i ci nie przeszkadzam.-Brunet się rozłączył, a ja wróciłam do napastnika Realu. Wypiliśmy kawę zjedliśmy dobre ciacho i pojechaliśmy do domu Lionela.
-Ja chyba tutaj zostanę.-Zgasił silnik.
-Nie. Dlaczego?
-Gramy z twoim bratem we wrogich klubach. Tabloidy oszaleją jeśli zobaczą mnie w waszym domu.
-Pomógłbyś mi i szybciej pojedziemy do Madrytu. Cristiano nie daj się prosić.-Po moim krótkim słowo toku Ronaldo postanowił wejść do środka. Chwile po nas wszedł pomocnik Barcy.
-Chciałaś mnie widzieć.-Uśmiechnął się.
-Tak. Chce Ci powiedzieć, że widzimy się po raz ostatni. Proszę, nie mów nikomu gdzie ani z kim jestem.
-A gdzie będziesz?
-W Madrycie. Z Cristiano.-Uprzedziłam następne pytanie.
-Że co?! Ronaldo? Dlaczego? Zrobisz to Leo?
-Marc proszę, nigdy wcześniej mi o nim nie mówiłeś i chce aby tak pozostało.
-Ważne żebyś była szczęśliwa.-Położył rękę na moim ramieniu.
-Dziękuję.-Przytuliłam piłkarza i pociągnęłam go za rękę na pierwsze piętro.-Mamy pomoc.-Uśmiechnęłam się do napastnika. Pakowanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu ponieważ mam tylko ubrania i kilka drobiazgów.
-Jedziemy?-Zapytał napastnik schodząc z walizką na dół.
-Tak. Idź już do samochodu. Za chwilkę przyjdę.-Powiedziałam, a Portugalczyk wykonał moje polecenie.
-Marc niech to zostanie między nami. Szczególnie nie mów nic Neymarowi. Nie chce aby odebrał tego źle, że przez niego wyjeżdżam i co najważniejsze. Powiedz mu, że dotrzymał obietnicy i za wszystko dziękuję. Nie chce aby się denerwował. Zasługuje na kogoś innego. Lepszego.
-Ty jesteś dla niego najlepszą.
-To nie prawda.-Usłyszałam dźwięk klaksonu.-Ronaldo chce już jechać.-Powiedziałam smutno.-Muszę już iść. Cześć Marc.

***
Siemeczka:) jak podoba się rozdział? Co o nim sądzicie? Piszcie co myślicie o wyjezdzie Marity :D czy Neyrita kiedyś zaistnieje, czy z dnia na dzień będzie podumierać.
Przepraszam za wszelkie błędy w rozdziale.

3 komentarze: