wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 9.

Rozdział dedykuję mojej wspaniałej bliźniczce♥
"Czasami spotykasz kogoś i nawet jeśli wcześniej
nie lubiłeś brązowych oczu to zakochujesz się w nich
bez opamiętania." 
Perspektywa Marity.
Po udanych zbiorach wróciłyśmy do miejsca w którym się rozbiliśmy. Dziewczyny od razu dołączyły do całej reszty, która się kąpała, a ja postanowiłam udać się na krótką drzemkę. Zdjęłam buty i weszłam do dużego granatowego namiotu. Przyłożyłam głowę do poduszki i bez problemu usnęłam. Niestety około godziny 19 zostałam obudzona przez Rafinhę, który oznajmił, że za niedługo będzie impreza. Więc jeśli dobrze zrozumiałam, piłkarze wielkiej Barcelony mają zamiar rozpuścić muzykę na ful w środku lasu i tańczyć. No, zapowiada się nieźle. Wyjęłam z torby szare dresy, które miałam na sobie rano, czarną koszulkę z nike i białe air forcy Włosy zostawiłam rozpuszczone i wyszłam na zewnątrz. Od razu w oczy rzuciły mi się skąpe sukienki każdej z dziewczyn i Neymara ubranego identycznie do mnie.
-Nawet o tym nie myśl.-Podbiegł do mnie i przytrzymał za rękę. Uniosłam jedną brew.-Nie przebieraj się.-Uśmiechnął się delikatnie.-To przeznaczenie.-Wyszeptał.
-Ta.-Mruknęłam.-Możesz mnie puścić? Chce iść do dziewczyn.-Napastnik wykonał moją prośbę, a ja zrobiłam to, co powiedziałam.-Nieźle wyglądacie.-Zaczęłam się śmiać.
-Zazdrościsz nam?-Odezwała się Kira.
-Oczywiście.-Mówiłam cały czas się śmiejąc.-Tylko nie mówcie, że założycie jeszcze szpilki. W sumie nie mówicie mi tego. Poczekam aż będziecie tańczyć.-Powiedziałam i wróciłam do swojego namiotu. Podniosłam poduszkę pod którą ostatnio zostawiłam papierosy jednak ich tam nie było.
-Neymar.-Wyszeptałam. Wyszłam z namiotu i rozejrzałam się dookoła. Nigdzie go nie widziałam.
-Widział ktoś Neymara?-Zapytałam podchodząc do zgrai piłkarzy.
-Tam poszedł.-Pokazał palcem Dani kierunek w którym udał się mój poszukiwany. Podziękowałam Brazylijczykowi i ruszyłam szukać 11 Barcy. Nie trwało to zbyt szybko. Czułam jakbym miała za sobą kilka kilometrów, jednak w końcu go znalazłam.
-Tu jesteś.-Uśmiechnęłam się i usiadłam obok piłkarza. Był smutny.-Co jest?-Zapytałam zabierając mu papierosy.
-Nic.-Mruknął.
-Przecież widzę.-Złapałam jego dłoń i ją ścisnęłam. Neymar przeciągnął mnie na swoje kolana.
-Wiesz mała.-Zaczął.-Czasami każdy z nas błądzi. Wybiera złą drogę. Z początku nie widząc jej złych stron jednak z czasem te wady są tak wielkie, że wchodzą nam pod nogi i gdy chcemy zawrócić, uświadamiamy sobie, że na powrót jest zdecydowanie za daleko.
-I za późno.-Dodał po chwili.-Ja w swoim życiu zawszę wchodzę na złą ścieżkę. Chcąc pomagać jednym cholernie ranię drugich. Z resztą moja reputacja nawet wśród kolegów upadła tak nisko, że nic i nikt nie będzie w stanie jej podnieść.
-Ja tam mogłabym spróbować.-Powiedziałam bez namysłu. Z resztą słuchając Neymara nie przeszkadzało mi to, że jeździ dłonią po moich plecach.
-Nie dasz rady.-Zaśmiał się.-Marita.-Przerwał.-Ciebie też zranię.-Powiedział tak nagle.-Pewnie mnie znienawidzisz, a ja pomimo tego, że będę cierpiał jak głupi, nie schowam dumy do kieszeni. Ucieknę.
-O czym ty mówisz?
-Lubie cię i mam nadzieję, że gdy już się wszystkiego dowiesz, tutaj.-Położył rękę na mojej piersi.-Poczujesz ukucie, ale będziesz wiedziała, że robiłem co mogłem.
Dobra to zaczyna być chore. Wstałabym i uciekła gdziekolwiek jednak nie mogę. Neymar był ze mną, kiedy tego potrzebowałam, więc ja muszę być z nim. Tak robią przyjaciele. Niestety ja nigdy nie miałam z kogo brać przykładu i nie mam pojęcia co powinnam teraz zrobić.
-Neymar ja.-Zaczęłam, ale to tylko głupie gadanie.-Jeśli już teraz wiesz, że kogoś zranisz, przestań doprowadzać tego działania do celu.-Oparłam się o jego klatkę piersiową.-Pomyśl ile mógłbyś zyskać ściągając maskę.-Nie mogłam skończyć. Neymar złączył nasze usta. Chciałam tego. Bardzo tego chciałam, ale przecież nie mogłam.-Neymar.-Wyszeptałam odrywając się od niego.-Proszę, nie wykorzystuj tego, że jesteś jedynym mężczyzną do którego mam słabość.
-Ty jesteś jedyną dziewczyną, której jeszcze nie zaciągnąłem do łóżka. Powinnaś to szanować.-Wzruszył ramionami i pokręcił głową. Wstał zrzucając mnie przy tym. Nie wiem co się z nim stało.
-Gdzie idziesz?-Zapytałam patrząc, że Neymar nie zawraca, a wręcz przeciwnie. Idzie w głąb lasu. Nie dostałam odpowiedzi. Mogłam odpuścić i wrócić do namiotu, jednak coś we mnie nie wyraziło na to zgody.-Ziom.-Zaczęłam, idąc kilka kroków za napastnikiem.-Czemu nie możesz mi powiedzieć co się dzieję? Przecież bym ci pomogła. Nie powinno się uciekać od problemów. Przecież nie jesteś slaby. Jesteś piłkarzem. Miliony dzieci bierze cię za przykład. Jak myślisz, co by zrobili, gdyby cie poznali. Wyobrażasz sobie dzieci, które odpuszczają? Które widzą cie jako swojego króla i tak nagle jak ty zaczęliby robić to co złe? Bo ja nie.-Gadałam jak najęta. Wiedziałam, że mnie słucha ponieważ zwolnił krok.-Neymar tak naprawdę jesteś wartościowym człowiekiem, który nie powinien ponosić klęski. Ty nawet nie jesteś do tego stworzony!-Zamilkłam na chwilę.-Ale wiesz, zadziwia mnie jedna rzecz. Raz jesteś uśmiechnięty i radosny, a za chwile, gdybyś mógł powystrzelałbyś wszystkich ludzi na świecie. Powiesz mi dlaczego tak jest?
-To proste. Chce cieszyć się życiem, ale wszystko przypomina mi o tym, co najgorsze.
-A co jest najgorsze?-Zapytałam, ale to to samo jakbym siedziała w pokoju całkiem sama. Nie dostałam odpowiedzi.-Może już będziemy wracać? Robi się ciemno.
-Chcesz to idź.-Mruknął.
Chodziliśmy tak po lesie bez żadnego słowa. Zaczynało się robić coraz ciemniej i zimniej. Co chwila musiałam dorównywać Neymarowi kroku, który pędził jak szalony. Pewnie robił wszystko aby się mnie pozbyć.
-Dasz wreszcie spokój?-Szarpnęłam go za rękę.-Wracamy!-Powiedziałam stanowczo jednak myślę, że nikt nie posłuchałby kurdupla bez mięśni.
-Chcesz to mogę cię kawałek odprowadzić.
-Chce żebyś wrócił ze mną. Neymar co jest z tobą?-Powiedziałam, a moje oczy się zaszkliły zupełnie nie wiem czemu.
-Też chce wiele rzeczy, jednak ich nie mam.-Powiedział i szedł dalej.
-No w porządku. Idź sobie!-Krzyknęłam i usiadłam na pieńku.-Proszę bardzo! Mam nadzieję, że nie wrócisz zbyt szybko!-Zaczęłam wrzeszczeć. Strasznie byłam wkurzona na Brazylijczyka, który z każdą chwilą był coraz dalej. Powoli zaczynałam tracić jego sylwetkę z pola widzenia. Nie, tak przecież nie może być.Zaczęłam biec w kierunku tego pacana.
-Neymar powiem to ostatni raz. Wracamy.-Próbowałam brzmieć całkiem poważnie.
-Dasz mi wreszcie spokój?!-Wrzasnął ściskając mnie za ręke.
-Tak.-Powiedziałam zrezygnowana. Do mich oczu kolejny raz napłynęły łzy. Niestety jedną z nich zobaczył Brazylijczyk.
-Ja. Ja nie chciałem, żeby tak to wyszło.
-Ty nigdy nic nie chcesz.-Powiedziałam i zaczęłam wracać do miejsca w którym byliśmy rozłożeni.
-Marita stój.-Usłyszałam po chwili.
-Nie chce twoich przeprosin.
-Nie o to chodzi. Nie wiesz jak wrócić.-Powiedział biegnąc w moją stronę. Tutaj niestety miał rację.
-Trudno. Poradzę sobie.
-Jesteśmy naprawdę daleko od reszty.
-Może i tak, ale nie zamierzam spędzić całej nocy w lesie.-Burknęłam.-Pod gołym niebem rzecz jasna.-Dodałam, gdy przeanalizowałam to, co wydobyło się z moich ust.-Ty miałeś gdzieś sobie iść, tak?
-Mała zmiana planów.-Wyciągnął rękę w moją stronę.-Odprowadzę cie do namiotu.-Wiedział, że nie podam mu ręki, więc sam ją wziął. Pociągnął mnie za sobą, bo stałam jak słup.
-Daleko jeszcze?-Zapytałam ponieważ byłam wykończona, a szliśmy już ponad godzinę. Neymar pokiwał twierdząco głową. Aha. No fajnie.-Pasuje.-Powiedziałam i usiadłam pod najbliższym drzewem. Tak ludzie najbliższym, nie ważne, że otaczają mnie same drzewa. Kto by pomyślał, że one w ogóle rosną w lesie.-Gdyby nie twoje głupie spacerowanie dawno bym już spała, albo śmiała się z dziewczyn.
-Śmiała się?
-Tak.-Pokiwałam w dodatku głową.-Mi chyba nie przyszłoby w ogóle na myśl zabierać do lasu sukienkę, a w szczególności szpilki.-Na samą myśl o dziewczynach zaczęłam się uśmiechać.
-Może jeszcze zdążysz je zobaczyć.-Wyciągnął z kieszeni telefon.-Jest dopiero po pierwszej. Na pewno bawią się na całego.
-Może i masz rację.-Fakt, że zdążę pośmiać się z dziewczyn zregenerował mi siły. Po drodze zrobiło mi się strasznie zimno, więc jak miałam w zwyczaju wyciągnęłam ręce z rękawów i szłam jak jakiś debil. Neymar zaczął się ze mnie śmiać, ale po jakimś czasie zrobił to samo, nie ważne nie miał przepiętą bluzę w pasie. Wracając zdążyliśmy wypalić pół paczki papierosów. Znaczy Neymar wypalił, bo ja byłam taka zmęczona, że ledwo trzymałam się na nogach.
-Może wezmę cię na ręce?-Zapytał.
-Nie. Dam sobie radę.-Mówiłam, ale oczy mi sie już zamykały.
-Lepiej jak potkniesz się o korzenie i wywalisz.-Powiedział ironicznie.-Wskakuj.-Tak jak kazał wskoczyłam mu na plecy i chyba powoli zaczynałam usypiać. Dopiero gdy doszliśmy do miejsca w którym odbywał się biwak ocknęłam się.
-Dzięki.-Powiedziałam, kiedy Neymar przytargał mnie pod sam namiot.
-Nie ma sprawy.-Uśmiechnął się i poszedł do swoich kolegów. Chwilę na nich popatrzyłam ponieważ nie chciało mi się odsuwać namiotu.
-Marita chodź potańczyć!-Zawołał mnie Munir. Ledwo, ale jednak wstałam. Przetańczyłam z nim może z dwie piosenki po czym usiadłam przy ognisku.
-Em Marita, bo wiesz.-Podrapał się w kark kapitan Brazylii.
-Fajki są tam, gdzie zawsze.
-Tym razem nie o to chodzi. Dani jest z Kirą w naszym namiocie i nie mam za bardzo gdzie spać.
-Możesz ze mną spać.-Uśmiechnęłam się do napastnika.-Ale tylko wtedy, gdy zaniesiesz mnie do namiotu.-Sama nie wiedziałam co gadam. Piłkarz wziął mnie na ręce. Odsunął suwaki i delikatnie położył na materacu. Kiedy wchodziliśmy do namiotu każdy zaczął bić nam brawa. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. W namiocie było ciepło więc ściągnęłam buty oraz spodnie po czym weszłam pod cieniutki kocyk.
-Zmarzniesz.-Powiedział napastnik.
-Syndrom ojca Ci się włączył?-Zaczęłam się śmiać. Neymar coś tam pogadał pod nosem, odwrócił się do mnie plecami i poszedł spać.

Następnego dnia obudziłam się z małą niespodzianką. Ręka Neymara była na moim brzuchu przez co nie mogłam się ruszać bo bym go obudziła. Leżałam tak z pół godziny jednak mój pęcherz wiecj nie wytrzymał.
-Neymar wstawaj.-Poklepałam go po twarzy.-Weź rękę.-Powiedziałam gdy otworzył oczy. Gdy byłam już wolna poszłam się ogarnąć i wróciłam do namiotu. Zegarek na telefonie pokazywał 7:03. Postanowiłam iść jeszcze spać. Najpierw jednak założyłam świeże ubranie. Później tylko owinęłam się kocem i położyłam jak najbliżej Neymara ponieważ było mi chłodno. Po chwili usnęłam.
-Dzień dob.-Wparował do namiotu Dani.-Ale jak wy to ten no, przez ubrania, cooo.-Pogubił się biedaczek. 
-Przez Ciebie musiałam go przegarnąc!-Zaśmiałam się i wyszłam z namiotu. Alves zrobił to samo. 
-Będę ci wdzięczny jak weźmiesz go do samego końca. Bo wiesz, tego roku ja zamierzam wygrać.-Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi więc tylko pokiwałam głową i się uśmiechnęłam po czym wróciłam do namiotu aby wyjąć z torby papierosy. Jedną paczką rzuciłam w piłkarza, a drugą zabrałam ze sobą. Poszłam na molo na którym siedział Lionel. Usiadłam obok niego i podpaliłam papierosa.
-Chcesz?-Zapytałam z grzeczności. Piłkarz pokręcił przecząco głową.-Twoja strata. Co dzisiaj robimy?
-Idziemy na crossy.
-Chcesz żeby 30 wariatów wsiadło na crossy?
-Czemu nie?-Uśmiechnął się.-Jak tam było wczoraj z Neymarem? Coś słabo było was słychać.-Zaśmiał się.
-Weźcie no.-Wturowałam mu.-Ja go tylko przygarnęłam.
-Każda wymówka jest dobra.-Przerwał mi.
-Masz rację.-Uśmiechnęłam się i odeszlam od piłkarza. Pomogłam Melisie przygotować śniadanie i poszłam wszystkich na nie zebrać.
-Panie, śniadanie za chwilę.-Powiedziałam kucając przed namiotem w którym siedziały wszystkie dziewczyny. Akurat były w trakcie robienia sobie makijażu. Następnie poszłam po całą zgraje piłkarzy, którzy siedzieli nad wodą, a na koniec zostawiłam sobie napastnika, który cały czas był w moim namiocie.
-Ziom śniadanie.-Powiedziałam kładąc się obok niego.
-Nie jestem głodny.
-No tak.-Westchnęłam.-Lepiej raka karmić.-Zaśmiałam się.
-Widzę, że już dobrze mnie poznałaś.-Pocałował mnie w czoło i wyszedł z namiotu. Przeterłam rękawem miejsce w którym piłkarz złożył pocałunek i zrobiłam to samo. 
W trakcie posiłku Lionel przedstawił plan dzisiejszego dnia. 
-Macie 20 minut żeby się ogarnąć bo na 12 są zamówione crossy, później będziemy pływać, a wieczorem impreza. Dla wszystkich.-Mówiąc to spojrzał się w moją stronę, a później wzrok skierował na Neymara, który siedział w drugim końcu.-Jutro paintball połączony z podchodami.-Dokończył i zabrał sie za śniadanie. 

-Miłej zabawy!-Powiedział instruktor po tym jak oznajmił nam wszelkie zasady. Razem z Bartrą jako pierwsi wsiedliśmy na crossy i bez upewnienia się, że nasze pojazdy są bezpieczne ruszyliśmy zostawiając całą resztę za warstwą kurzu i dymu.
-Nie masz ze mną szans!-Krzyknęłam i dodałam gazu.
-Jeszcze byś się zdziwiła.-Powiedział kiedy byliśmy obok siebie.
-Ścigajmy się do tego drzewa z oznaczeniem czarnego szlaku.-Oznajmiłam i przyszykowałam maszynę.-Później cały czas się nim kierujemy. Kto będzie drugi bierze Neymara do siebie na noc. 
-Ale przecież ja śpię z Mel.-Jęczał.
-Twój problem.-Zaśmiałam się i odpaliłam silnik.-Gotowy?-Marc kiwnął głową. Poprawiłam kask i dałam znak, że wyścig się rozpoczął. Pierwsze kilka zakrętów poszły gładko. Byłam na prowadzeniu jednak nie na długo. Czarny szlak okazał się moją przegraną. Z początku zaczęłam tracić panowanie nad kierownicą. Kiedy już sobie z tym poradziłam droga zaczęła się zwężać przez co bałam się, że wiadę w drzewo. Jadąc jako druga miałam utrudnienie ponieważ Marc strasznie pędził zostawiając przy tym chmurę kurzu. Koniec końców przegrałam z obrońcą Blaugrany.
-Żądam rewanżu!-Mówiłam kiedy dojechaliśmy do mety. Marc jedynie zaczął się ze mną śmiać.-Oszukiwałeś. To pewne.-Udałam obrażoną i wsiadłam na crossa.-Jeszcze musimy wrócić.-Oznajmiłam i jak najszybciej ruszyłam. Teraz nie mam jak przegrać. Zjechałam z góry, zaliczyłam dwa ostre zakręty i odwróciłam się aby zobaczyć jak daleko jest Marc jednak nie widziałam go wcale.-Marc!-Po chwili postanowiłam zawrócić i sprawdzić czy nic się nie stało.-O nie! Oni mnie zabiją!-Krzyknęłam widząc Bartre leżącego na ziemi obok motoru. Jak najszybciej do niego podbiegłam.-Marc. Obudź się.-Poklepałam go po policzku.-Przecież to była tylko zabawa. Marc błagam.
-Cienias.-Krzyknął piłkarz i nagle wstał. Wsiadł na crossa i ruszył kolejny raz zostawiając mnie w tyle.
-Osz ty!-Powiedziałam i poszłam w ślady piłkarza.
-Miłych snów z Neymarem.-Zaśmiał się gdy dojechałam do miejsca skąd braliśmy crossy.

Po powrocie każdy poszedł popływać, a ja postanowiłam się poopalać. Poszłam do namiotu przebrać się w letnie ubranie. Włosy ściągnęłam w wysokiego kucyka i poszłam położyć się na molo. Oczywiście zostałam ochlapana z każdej strony i dwa razy wrzucona do wody przez Sergiego. Wieczorem umówiłam się z dziewczynami na plotki. Od dawna nie interesują mnie takie rzeczy, ale lepsze to od siedzenia samej. 

Siedząc na mięciutkim kocu przyglądałam się chłopakom, którzy bawili się piłką.
-A Ty Marita, co o tym myślisz?-Zapytała mnie Kira.
-Y, co?
-Co myślisz o miłości od pierwszego wejrzenia?
-Nie ma czegoś takiego. Kocha się za charakter, a nie wygląd.
-Nie wierzę, że to powiedziałaś.-Odezwała się Antonella.-Widzę, że Neymar zmienia Cię na lepsze.
-Co? Ona jest z moim pysiem?-Obużyła się dziewczyna, która przed chwilą zadała mi pytanie.
-Nie przypominam sobie, żeby Neymar mówił, że jest twój.-Shakira się zaśmiała.
-Tak to patrzcie. Udowodnię wam, że on coś do mnie czuję.-Powiedziała dumnie.-Neymar! Neymar!-Zaczęła machać ręką. 
-Neymar.-Zawołała napastnika piosenkarka. Przyszedł od razu.
-Zimno mi trochę. Daj mi swoją bluzę.-Powiedziała przesłodko kuzynka Grubego.
-Ale wiesz, mi.-Próbował coś wymyślić. 
-Ney mógłbyś przynieś Maricie bluzę z namiotu?-Odezwała się Sofia. Chyba też nie przepadała za nową osobą w rodzinie.
-Może wziąć moją.-Uśmiechnął się i szybko zdjął z siebie ubranie. Podał mi ciemną bluzę i wrócił do kolegów.
-Przekupiłyście go.-Obraziła się i poszła do namiotu.
-Nie wiecie jak się cieszę, że z wami tutaj siedzę. Kira jest okropna.-Zaczęła Sofia.
-Nieszczęśliwie zakochana.-Burknęłam.
-Co Ty.-Machnęła ręka partnerka Suareza.-Ona leci na wygląd. Jej jeszcze nie w głowie prawdziwe oczucia. 
-Ej dziewczyny myślicie, że Neymar zaczyna coś czuć do Marity?-Poruszyła ten temat partnerka mojego brata.
-Halo ja tu jestem.-Wymachiwałam rękami.
-Uświadomię ci, że powinniście być razem.
-Wczoraj byli tak samo ubrani i to było urocze.-Powiedziała partnerka Sergiego.
-Czysty przypadek.
-Na Dominikanie kupili sobie takie same bluzy.-Wtrącił się Dani.-I kończcie te pogaduchy, bo zaraz ognisko.
-I impreza?-Chciałam się upewnić czy będę mogła zobaczyć dziewczyny tańczące na piachu w kilkunastu centymetrowych obcasach.
-Prawdziwa kobieta potrafiłby przenieść góry w szpilkach.-Odezwała się Sofia, która chyba zrozumiała o co chodziło z moim pytaniem.

-Ładnie ci w mojej bluzie.-Usłyszałam głos Neymara kiedy siedziałam na molo.
-Ładnemu we wszystkim ładnie.-Uśmiechnęłam się.
-Racja.-Zrobił to samo.
-Nie rozumiem czemu wszyscy mówią, że powinniśmy być razem.-Powiedziałam i zgasiłam papierosa. Napastnik jedynie wzruszył ramionami.-Myślisz tak samo?
-Nie. Chyba nie, a ty?
-Też nie.-Spojrzałam mu w oczy.-Jednak tak.-Pomyślałam.-Idziemy się napić?
-Ja nie pije, ale możemy iść zatańczyć.-Wstaliśmy i dołączyliśmy do nocnych imprezowiczów. Jak na złość Dani włączył wolny kawałek.
-Serio?!-Obużyłam się.
-Cii.-Uspokajał mnie Neymar. Położył ręce na mojej talii i przysunął mnie do siebie.-To tylko jeden taniec.-Wyszeptał.
-Wolny.-Przerwałam.-Wolny z Tobą.-Głośno westchnęłam.
-Przeżyjesz.-Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Wtuliłam się w chłopaka, ale tak naprawdę czekałam na koniec.
-Widzisz, nie było tak strasznie.-Powiedział po przetańczonej piosence.
-Masz racje.-Stwierdziłam i odsunęłam się od piłkarza. Reszta piosenek była już normalna przez co mogłam czuć się swobodnie. Około północy udało mi się namówić Neymara na jednego drinka. Znaczy ja wypiłam z pięć, a on jednego. Cóż, chciałabym mieć tak silną wolę jak on.
-On zawsze tak mało pije?-Zapytałam się Lionela.
-Raczej tak.-Powiedział podpitym głosem.
-Dlaczego?
-Nie wiem. Zapytaj się go.
-Widzę,  że jak zawsze mogę na ciebie liczyć.-Mruknęłam i wróciłam na koc na którym siedziałam z napastnikiem.-Co z twoimi tatuażami?
-Są na swoim miejscu.-Wyszczerzył się.
-Kiedy je zobaczę?
-Jak zasłużysz to zobaczysz.-Wytknął mi język.
-Jak dziecko.-Zaczęłam się śmiać.-Szkoda tylko, że nie lubię dzieci.
-A co tam słychać u twoich tatuaży?
-Miewają się dobrze. Ostatnio słyszałam, że chcą się spotkać z twoimi.
-Doprawdy?-Zapytał i łobuzersko się uśmiechnął. Pokiwałam twierdząco głową i przygryzłam dolną wargę. Neymar zaczął się do mnie zbliżać. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.-Co byś zrobiła, gdybym powiedział, że cię pragnę?
-Chcesz sprawdzić?-Zapytałam i złączyłam nasze usta.

Perspektywa Neymara.
Udało mi się. Teraz mogłem zrobić z nią wszystko. Jednak, gdy Marita mnie pocałowało zrozumiałem, że zmierzam nie w tą stronę co trzeba. Oczywiście, odwzajemniłem jej pocałunek. Chciałem tego. Tak samo jak bardzo chciałem teraz jej ciała, ale obiecałem, że jej nie wykorzystam. Poczekam aż sama będzie tego chciała. Na trzeźwo.
-Idziemy do namiotu?-Zapytała odrywając się ode mnie.
-Spać?-Specjalnie tak powiedziałem.
-No nie koniecznie.-Uśmiechnęłam się i wstała. Wyciągnęła rękę w moją stronę.-Chodź.-Powiedziała to tak uroczo, że nie byłem w stanie jej odmówić. Złapałem jej dłoń i po chwili byliśmy w namiocie. Doskonale wiedziałem czego chciała. Usiadła na mnie okrakiem i składała pocałunki na moich ustach. Była delikatna. Stopniowo, gdy Marita zaczynała pozbywać się ubrań zapominałem o Bożym świecie. Całowałem ją po całym ciele. Ej Neymar stój. Ona na trzeźwo by tego nie zrobiła.
-Marita.-Spoważniałem.
-Tak?-Spojrzała na mnie.
-Nie chcesz tego.-Powiedziałem z bólem.
-Chce.
-Ja tego chce, ale nie ty.-Próbowałem przemówić jej do rozsądku.
-Aż tak bardzo nie dorównuje poprzednim dziewczyną z którymi się pieprzyłeś?
-To nie tak.-Nie wiem, czy mądre, wróć, jakiekolwiek gadanie z nią ma sens.-Jesteś najlepsza.
-A więc w czym problem?
-Jesteś pijana.
-Ale mówię ci świadomie, że chce się z tobą przespać.
-W takim razie ja tego nie chce.-Powiedziałem zakładając koszulkę i wyszedłem z namiotu. Wszyscy nieźle się bawili, więc nawet nie zwrócą uwagi, że mnie nie ma. Ruszyłem w głąb lasu. Usiadłem pod drzewem i wyciągnąłem z kieszeni papierosy. Podpaliłem jednego i się zaciągnąłem.
Nie mogę w to uwierzyć. Byłem tak blisko. Naprawdę niewiele brakowało, ale coś mi na to nie pozwoliło. Nie chciałem aby rano obudziła się z obrzydzeniem do samej siebie i nienawiścią do mnie. Jeśli cokolwiek zapadło jej w pamięć jestem uratowany. Jeśli będzie pamiętała wszystko będę naprawdę szczęśliwy. Zrozumie, że nie jest mi obojętna i ją szanuje.
Gdy odreagowałem wróciłem do moich przyjaciół. Nie podchodziłem do nich tylko od razu udałem się do namiotu Marity. Spała. Popatrzyłem na nią chwilę, po czym zrzuciłem z siebie ubranie i udałem się do krainy Marfeusza.

-Ziom.-Wyszeptała Marita klepiąc mnie po policzku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nachyloną nade mną blondynkę.-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.-Powiedziałem zaspanym głosem.-Wiesz, że cholernie ciężko było mi się powstrzymać?
-Jedynie mogę się domyślać.-Uśmiechnęła się.-W sumie to też przepraszam.-Spuściła głowę.
-Nie masz za co. Pomimo, że od niczego nie doszło było mi z tobą naprawdę dobrze.-Poczochrałem jej włosy. Dziewczyna się zarumieniła. Położyła się obok. Przypadkowo położyłem rękę na jej brzuchu. Nadal była w samym staniku.
-Chyba nadal tego chcesz.-Pomyślałem i uśmiechnąłem się sam do siebie. Leżeliśmy tak w ciszy przez dłuższy czas. Bawiłem się kosmykiem jej blond włosów, a ona się uśmiechała.
-Chyba zmieniam zdanie.-Sam nie wiedziałem, że wyszło to z moich ust.
-Ale o czym ty mówisz?-Podniosła się do pozycji siedzącej siostra mojego przyjaciela.
SIOSTRA MOJEGO PRZYJACIELA. Siostra mojego PRZYJACIELA. Siostra MOJEGO przyjaciela. SIOSTRA mojego przyjaciela. Siostramojegoprzyjaciela. SIOSTRA MOJEGO PRZYJACIELA. Neymar pakujesz się w niezłe gówno.
-Już o niczym.-Nie chciałem spojrzeć jej w oczy.
-Zacząłeś to wypadałoby skończyć.-Milczałem.-Neymar. Spójrz na mnie.
-Myślę, że powinniśmy być razem.
-Oszalałeś?-Zaczęła się śmiać.
-Nie. Mówię serio, poważnie.-Zakręciłem sobie kosmyk jej włosów na palcu.
-No. Może kiedyś. I na innym świecie-Odezwała się po chwili namysłu.-Ale żyjemy tu i teraz.-Poklepała mnie po ramieniu, założyła koszulkę, spodenki które miała na sobie wczoraj i wyszła na zewnątrz zabierając ze sobą papierosy.

-I jak, wiesz już coś?-Zapytał mnie Leo kiedy poszliśmy się przejść.
-A wiesz, że tak. Jakiś czas temu uciekła od ciebie z domu. Na Dominikanie powiedziała, że została zgwałcona. Mógłbym wiedzieć o wiele więcej, ale nie mogę. Marita nie zasłużyła na takie traktowanie. Nie wiem nic. Nie chce rozmawiać na twój temat w ogóle.-Powiedziałem z udawanym smutkiem.-Ale wiesz co, sam do niej podejdź i zagadaj.
-Myślisz, że nie próbowałem?
-Zabierz ją na jakiś spacer, ale zróbcie coś co ona lubi.
-Nie. Ja nie wiem co ona lubi. Poczekam aż sam z niej to wyciągniesz.
-Tyle, że ja nie chce już tego robić.-Powiedziałem sobie w myślach.-W porządku.-Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.-Może już będziemy wracać? Niedługo gra.
-Masz racje.

-Więc tak. Są dwie grupy. Dziewczyn i chłopaków. Zasady paintball'a są wam zapewne znane. Jeśli chodzi o podchody to robimy strzałki na drodze lub drzewach. Kartki z zadaniami muszą być pod kamieniem lub przebite patykiem w ziemi. Wygrany team sam ustala dla siebie nagrodę.-Rozporządziłem i zszedł z ławki. Rozdałem każdemu kamizelkę do której można strzelać i broń.
-Pilnuj się kochanie.-Wyszeptałem do ucha Maricie. Doskonale wiem, że nie lubi kiedy tak do niej mówię.
-Skopiemy wam dupy.-Powiedziała radośnie i posłała mi całusa w powietrzu.

Cała zabawa trwała ponad trzy godziny ponieważ dziewczyny nieźle się ukryły. W dodatku wszystkie były ubrane w kolorach moro. Początkiem ich nagrody było to, że każdy z nas musiał wybrać sobie jedną dziewczynę, którą weźmie na plecy i zaniesie do samego obozowiska. Oczywiście, że chciałem wziąć Maritę bo ją lubię i jest leciutka, ale wyprzedził mnie Munir. Bez zbędnego gadania wskoczyła mu na plecy i kazała iść daleko ode mnie. Zupełnie nie wiem dlaczego. Mi przypadła Laura. Nie za wysoka, ładna i zielonooka koleżanka Daniego.
-Cóż, przynajmniej nie muszę cały czas słuchać gadania Kiry.-Powiedziałem do dziewczyny, którą miałem na plecach.
-Uznam to za komplement.-Zaśmiała się brunetka i jak przeczuwałem spojrzała się w naszą stronę Marita.-A właśnie, ty z nią nie kręcisz?
-Sam nie wiem.
-Ładna jest.
-Wygląd to nie wszystko. Liczy się charakter. Rzeczy, które oboje ludzi lubi robić.
-Zakochany po uszy?
-Zakochany po uszy.-Przyznałem rację brunetce powtarzając jej słowa.

-Dzięki za przyniesienie.-Zaśmiała się dziewczyna zeskakując z moich pleców. Odruchowo obdarowałem ją uśmiechem.
-Dziena ziom. Miło, że przytargałeś ze sobą do samego końca wór ziemniaków.-Usłyszałem jej głos. Mimowolnie uśmiechnąłem się słuchając jej głupot.
-Do twoich usług księżniczko.-Ukłonił się przed nią el Haddadi i poszedł do swojego namiotu. Wszyscy byliśmy strasznie wykończeni, więc dziewczyny jutro mają swój dzień zwycięzcy.
-Dani mogę dzisiaj u nas spać?-Zapytałem przyjaciela.
-Sory stary.
-A co z jej namiotem? Tam nie możecie się pieprzyć?
-Obok Grubego? Powodzenia.-Machnąłem ręką i wszedłem do namiotu w którym będę śpał kolejną noc z rzędu.
-Nie łaska wyjść na zewnątrz?-Mruknąłem.
-Ja ci nie zabraniam tutaj palić.-Powiedziała spokojnie. Czyli co? "Idź jak najdalej Neymara" było rzucone od tak? Marita ma dobry humor i się nie obraziła?
-W porządku.-Wyciągnąłem papierosa i go podpaliłem.-Nie jesteś już na mnie zła?
-A byłam?
-No wiesz, koniec końców, poszłaś do Munira.
-Zazdrosny?-Zaśmiała się. Wzruszyłem ramionami.-Chciałam żebyś to Ty się na mnie obraził.
-Co?-Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
-Rano powiedziałeś, że moglibyśmy być razem, ale ja tego nie chce. Fakt jesteś przystojny i bardzo cię lubię, ale co jeśli nasz związek by nie wypalił? Nie chce stracić, tak dobrego przyjaciela.
-Głuptasie, przecież ja będę z tobą zawsze.
-I pomimo wszystko?
-I pomimo wszystko. Wiesz.-Zacząłem niepewnie.-Jakiś czas temu, kiedy jeszcze słabo się znaliśmy nie powiedziałbym, że.-Nie chciałem jej tego powiedzieć. Nie chce się przyznać, że coś dla mnie znaczy.
-Że?-Widzę, że nie będzie z nią tak łatwo.
-Że będę w stanie czuć do ciebie coś tak silnego.
-Miłość czasami przychodzi w najmniej odpowiednim momencie.-Westchnęła.-Idę się jeszcze przewietrzyć, idziesz ze mną?-Pokiwałem głową na tak. Usiedliśmy na pomoście. Objąłem Maritę ramieniem.
-Nie przypuszczałabym, że Neymar Junior stanie się moją słabością.-Położyła głowę na moim ramieniu.
-Nie przypuszczałbym, że jakakolwiek dziewczyna namiesza mi w głowię tak jak zrobiłaś to ty.-Pomyślałem.

***
Witam moje kochane czytelniczki!
Mam cichą nadzieję, że rozdział wam się spodobał :D Ciekawe czy para Neymar i Marita kiedykolwiek ujrzy światło dzienne :D piszcie w komentarzach co myślicie o tym poście.
Do następnego :*

sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 8.

"Ludzie stale szukają skróconych dróg do szczęścia. 
Nie ma skróconych dróg."
Perspektywa Marity.
-Jesteśmy na miejscu.-Powiedział radośnie piłkarz. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się dookoła
-Mam sobie wybrać drzewo na którym się powieszę?-Zapytałam z ironią.
-No nie do końca.-Podrapał się w tył głowy.
-A więc co tutaj robimy?
-Ja zmierzę się z jednym ze swoich lęków, a ty, no cóż. Możesz przeżyć niezapomniany dzień w parku linowym z takim przystojniakiem jak ja.-Mówiąc o sobie szturchnął mnie w ramie i poruszył zabawnie brwiami.-Z resztą każde z nas zmierzy się ze swoimi lękami. Po każdej przeszkodzie, którą uda mi się pokonać będę mógł Cię dotknąć.
-Ale po co?-Przerwałam mi.
-Daj mi skończyć.-Uśmiechnął się.-Musisz przyzwyczaić się do dotyku, a ja mam zamiar ci w tym pomóc.-Powiedział dumnie.-Co Ty na to?
-Może być.-Wymamrotałam.
Podeszliśmy do instruktora, który nam wszystko wytłumaczył. Czerwona taśma to mała uprząż, żółta taśma to duża uprząż. Przy zjeździe jedna ręka na karabinku, druga trzyma liny. Liny nie powinny się plątać i masa innych rzeczy, których nie za bardzo pamiętam.
Gdy już wszystkiego się dowiedzieliśmy założyliśmy kaski, przeszliśmy mały kurs i byliśmy gotowi.
-Idź pierwsza.-Uśmiechnął się do mnie piłkarz. Przetarłam ręce o spodnie i ruszyłam stoczyć walkę z pierwszą przeszkodą. Wspięłam się na sam szczyt i czekałam na Brazylijczyka.
-Dawaj! Dasz radę.-Krzyknęłam dla otuchy. Neymar przypiął się do linki i ruszył. Widać było, że się boi. Co chwila przepinał karabinek, tak jak pokazywał to instruktor. Po kilku minutach stał przy mnie.-Widzisz, nie było tak strasznie.-Posłałam mu promienny uśmiech.
-No ciekawe jak ty poradzisz sobie ze swoim lękiem.-Powiedział i objął mnie w tali. Na chwilę wstrzymałam oddech. Spokojnie Marita. On nie ma złych intencji, ale chwila. Przecież nie jestem tego do końca pewna.-Lio wie?-Zapytał nagle.
-O czym?
-Tym, co powiedziałaś mi na Dominikanie.
-Nikt nie wie.-Powiedziałam całkiem chamsko i oderwałam się od chłopaka.-Kolejna przeszkoda na nas czeka.
Wszystko działo się tak jak uzgodniliśmy. Ney pokonywał lęk wysokości, a ja starałam się ukryć, że nie przeszkadza mi jego dotyk. Kiedy byliśmy w niebezpiecznej odległości zamykałam oczy. Po prostu się bałam. Ale jaka dziewczyna, która przeżyła to co ja bez problemu reagowałaby na dotyk w dodatku obcej osoby?
-Dawaj Ney. Ostatnia przeszkoda.-Krzyknęłam kiedy moje stopy dotknęły ziemi. Park linowy to zdecydowanie miejsce dla mnie. Można zmierzyć się z samym sobą. Pomimo tego, że z początku trzęsłam się jak chihuahua* podobało mi się. Teraz jedynie czego się boje, to "ruchu" Neymara. Nie wiem co zamierza zrobić teraz. Kolejny raz objąć mnie w talii, przytulić, przejechać dłonią po policzku? Teraz dzielą nas ostatnie kroki, przeczepienie uprzęży, zejście na ziemie. I stało się.-Cześć Neymar. Miło było, dobrze ci poszło, do zobaczenia wkrótce. Odwróciłam się i chciałam iść w kierunku mężczyzny, który zdejmie ze mną pasy i kask.
-Nie tak prędko.-Pomimo tego, że stałam do niego tyłem wiedziałam, że właśnie się uśmiechnął. No cóż Marita dobrze było. Chciałaś uciec. Zawsze warto próbować. Odwróciłam się do piłkarza. Przygryzłam wargę i powoli zaczęłam do niego podchodzić. I stało się. Neymar złączył nasze usta jednak ja nie mogłam odwzajemnić jego pocałunku. Przecież to nie miało tak wyglądać. Poczekałam, aż napastnik się ode mnie odsunie i odbiegłam od niego. Szybko zdjęłam rzeczy należące do parku linowego i zaczęłam uciekać. Nie wiem gdzie biegłam. Po prostu chciałam zostać sama. Po jakimś czasie zmęczyłam się i usiadłam pod drzewem. Schowałam twarz w dłonie. Czułam się strasznie. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. To musiał być on. Bo kto inny?
-Co się stało?-Zapytał, a ja pokręciłam głową. Chciałam aby odebrał to za "odrzucenie" go.-Marita dobrze wiesz, że nie dam ci spokoju. Mów dlaczego uciekłaś.-Nie odzywałam się. Piłkarz usiadł obok mnie i założył okulary przeciwsłoneczne- jak miał to w zwyczaju. Siedzieliśmy w ciszy, która jak dla mnie była najlepsza. Jednak da Silva musiał to zepsuć.-Czemu nie odwzajemniałaś pocałunku. Spodobałby ci się.
O tym nie pomyślałam.
Co jeśli bym odwzajemniła pocałunek? Co jeśli, spodobałby mi się? Co jeśli chciałabym więcej? Albo jeśli nie mogłabym nigdy zapomnieć tego pocałunku? Jeśli chciałabym codziennie smakować jego ust?
-Miałeś mi pomóc, a nie wykorzystać.-Wyszeptałam.
-Nie chciałem aby to tak wyglądało.-Spojrzał mi w oczy.-Marita jeśli tak to odebrałaś to przepraszam.
-Odwieziesz mnie do domu?
-Jasne.-Powiedział zawiedzionym głosem. W bezpiecznej odległości od siebie ruszyliśmy do samochodu. Po drodze panowała cisza. Neymar otworzył mi drzwi i obszedł samochód. Wsiadł i z piskiem opon odjechaliśmy z parkingu.
-Jedziemy na jakiś obiad?-Zapytał po drodze.
-Nie dzięki. Zjem w domu.
-No jak chcesz. Spotkamy się jutro?
-Jutro jestem zajęta.
-Tak? A co robisz?
-Ciekawski jesteś.-Skwitowałam.
-A ty kłamiesz.
-Nie kłamię. Na pewno znajdę sobie jakieś zajęcie.-Nastała cisza.-A no tak. Idę na rozmowę o prace.-Przypomniałam sobie rozmowę z barmanem. Nie wiem, czy jest to dobry pomysł po tym wszystkim, jednak potrzebuje kasy. Musze przecież oddać temu pacanowi pieniądze za Dominikanę.
-I tak wcześniej czy później się zobaczymy.
-Tak, na najbliższym meczu Barcy z Realem.

Resztę dnia spędziłam z Antonellą na zakupach. Kupiłyśmy sobie suknie wieczorowe ponieważ za kilka dni ma być bankiet. Do kolekcji obie dołożyłyśmy z dwie pary butów, kilka koszulek i po parze spodni. Argentynka dokupiła sobie jeszcze biżuterię. Namawiała mnie, abym też sobie coś wybrała jednak mnie takie ozdóbki nie kręcą. Po 21 wróciłyśmy taksówką do domu. Torby rzuciłyśmy w salonie i udałyśmy się do kuchni aby zrobić coś do jedzenia. Partnerka Lionela zaproponowała Spaghetti. Oczywiście było mi obojętne co będziemy jeść. Po jakieś godzinie zawołałam Pana Wspaniałego na posiłek.
-Chłopaki już pojechali?-Zapytałam się Lionela.
-Jak widzisz.-Uśmiechnął się.-Przyjechali cię odwiedzić, a ty pojechałaś na Dominikanę w najlepsze balować.
-To nie tak.-Parsknęłam i zeszliśmy na dół. Podczas kolacji panowała cisza. Można było usłyszeć jak krople deszcze uderzają o parapet. Niestety ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam aby je otworzyć. W progu spotkałam Neymara.
-Mówiłem, że się zobaczymy.-Powiedział i sztucznie się uśmiechnął. Zamknęłam mu drzwi przed nosem jednak zdążył podłożyć nogę, aby się nie zatrzasnęły.-Czego chcesz?
-Przyszedłem do Leosia.-Powiedział radośnie. Matko on ma zmienny humor jak kobieta w ciąży.
-Leoś jest zajęty. Cześć.
-To nie prawda.-Usłyszałam za plecami głos brata.
-Coraz więcej zaczynasz kłamać kochanie.
-Nie wyjerzdzaj mi tu z żadnym kochaniem.-Warknęłam i odeszłam od piłkarzy.
-Wczorajszej nocy podobało ci się jak tak mówiłem-Usłyszałam za plecami głos Brazylijczyka. Jezu co on ćpa?
-Kto to?-Zapytała Antonella kiedy wróciłam do jadalni.
-Neymar.-Powiedziałam bez odrobiny szacunku.
-Pokłóciliście się?
-Nawet jeśli to co?
-Nie chcesz wejść z Neymarem na wojenną ścieżkę.
-Właśnie, że chce.-Powiedziałam dumnie i udałam się na górę. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się do piżamy i położyłam do łóżka. Leżałam i słuchałam muzyki przeglądając różne portale społecznościowe. Przed pójściem spać do pokoju wszedł Lionel.
-Masz chwilę?
-Pewnie. Za co tym razem chcesz mnie opieprzyć? Brak kultury, kłamanie, czy będziesz mi gadał, że zużywam zbyt dużo powietrza?-Zaczęłam wymieniać.
-Już daj spokoju.-Usiadł na łóżku.-Jutro rano jedziemy pod namioty, zabierasz się z nami?
-Kto będzie?
-W sumie po co się pytam jak znam odpowiedź.-Machnął ręką i wstał. Zrobiłam to samo.-Nie musisz wstawać kiedy wychodzę.
-Idę się spakować. Ile tam będziemy?
-Tydzień.-Podszedł do drzwi.-A Marita, dziękuję.-Uśmiechnął się i wyszedł z pomieszczenia. Ja natomiast sięgnęłam po dużą, różową torbę nike i zaczęłam szykować się na wyjazd. W sumie sama nie wiem dlaczego się zgodziłam. W trakcje wkładania ubrań do sportowej torby przyszła do mnie Antonella.
-Słyszałam, że jedziesz z nami.-Uśmiechnęła się kilka lat starsza ode mnie kobieta.
-Przyda mi się oderwanie od rzeczywistości.
-A może jedziesz dla niego?
-Dla niego?-O czym ona mówi?
-Jedziesz dla Neymara.
-Daj spokój. My się tylko kumplujemy.
-Czyli się z nim nie całowałaś dzisiaj.
-Ty też przeciwko mnie?
-Uwierz mi, że jeszcze coś z was będzie.
-Tak dwoje ludzi. Jedno narzekające na życie i nienawidzące Lionela Messiego, a drugie do osiemdziesiątki będzie zaliczać panienki.-Pomimo tego, że ja osobiście nie przyłapałam go w towarzystwie ładnych panienek do których zarywa to nie oznacza, że o tym nie wiem.
-Jeśli tak uważasz.-Zaczęła się śmiać.-Pomóc ci?
-Możesz mi pochować kosmetyki do kosmetyczki.-Poprosiłam dziewczynę, a sama zaczęłam wybierać buty, które mam ze sobą wziąć.
-Tak w ogóle to skąd o tym wiesz?
-Dobre wieści szybko się rozchodzą.
-Dobre? Co jest z tobą nie tak?
-Po prostu się cieszę. Znam Neymara od dawna i wiem jaki jest, ale wiem też, że ty będziesz z nim szczęśliwa.-Uśmiechnęła się. Zrobiłam to samo pomimo ze w środku krzyczała. Nie podobało mi się to wszystko co ona mówiła. Przecież my się tylko kumplujemy. Chyba że ja jestem jedyną osobą, która tak to odbiera.
Około godziny drugiej w nocy byłam spakowana. Antonella chwilę temu poszła spać. Mi zostało tylko napisać wiadomość do piłkarzyka i również iść spać, bo za trzy godziny wyjeżdżamy.

Perspektywa Neymara.
Obudziłem się o czwartej rano. Usiadłem na łóżku, przeciągnąłem się i wstałem. Włączyłem sobie muzykę i odczytałem wiadomość od Marity.
Sory za wczoraj. Nie powinnam tak zareagować.
Mam nadzieję, że będę miała jeszcze szanse 
posmakować twoich ust. 
                                                  Marita
Po przeczytaniu tego od razu się uśmiechnąłem. Pomimo tego, że Marita jest dla mnie jedynie siostrą mojego przyjaciela zaczynam ją naprawdę lubić. Nie wiem co Leo zrobił takiego złego, że teraz mają taki słabym kontakt. 
Wykonałem wszystkie poranne czynności, spakowałem do podręcznego plecaka najpotrzebniejsze rzeczy. Złapałem za torbę treningową i wyszedłem z domu. Odpaliłem silnik i ruszyłem pod dom Messiego gdzie wszyscy wycieczkowicze mają się spotkać. Na zegarku była punkt piąta. Trójka Argentyńczyków wyszła z domu z uśmiechem na twarzach. Oczywiście Marita szła na końcu ciągnąc za sobą torbę jej rozmiarów od niechcenia. Chciałem wyjść jej pomóc jednak Bartra mnie wyprzedził. Uśmiechnął się do blondynki, pomrugał tymi swoimi ślicznymi oczkami i zapakował rzeczy Marity do swojego samochodu.
-Ziom przecież ty masz kobietę.-Powiedziałem jednak nikt nie mógł mnie usłyszeć. Zacisnąłem dłonie na kierownicy tak, że zaczęły mnie boleć.-Ja już będę jechać.-Oznajmiłem moim przyjaciołom i z piskiem opon odjechałem spod domu Messich. Po drodze dostałem sms'a od Marity.
Myślałam, że to ty mi pomożesz 
i pojadę z tobą:)
Postanowiłem od razu jej odpisać.
Zamierzałem to zrobić jednak Marc mnie wyprzedził.
Przykro mi.
Nie możesz mnie jakoś od nich wziąć?
Nie che cały czas patrzeć jak się do siebie kleją.
Coś wymyślę.
Jeszcze nie wiedziałem jak mam odbić Maritę Bartrze. I martwię się, że nie wpadnę na żaden dobry pomysł. Jedyną osobą u której mogłem poszukać ratunku był Dani. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem aby porozmawiał z Bartrą.

Perspektywa Matity. 
-Czemu dowiaduje się na samym końcu że jesteście razem?-Zapytał obrażony piłkarz. Po czym dodał gazu, wyprzedził Neymara i zajechał mu drogę. Zjechał na pobocze, a napastnik poszedł w jego ślady. Wysiadłam z samochodu, wyjęłam z bagażnika torbę i powędrowałam do Brazylijczyka.
-Plotki o nas coraz lepiej się rozchodzą.-Zaśmiałam się wchodząc do samochodu.-Poczekaj aż wszyscy piłkarze przejadą.-Oznajmiłam i zapięłam pasy. Napastnik wykonał moje polecenia. Gdy byłam już w stu procentach pewna, ze jedziemy jako ostatni i jesteśmy sporo w tyle wyciągnęłam z plecaka papierosy. Podpaliłam jednego i podałam Neymarowi.
-Masz, teraz nikt ci nie przeszkodzi.-Powiedziałam i podpaliłam papierosa dla siebie. Zaciągnęłam się i pogłośniłam radio. Odwróciłam się do szyby i podzieliłam piękno Katalonii. Kiedy przekroczyliśmy tabliczkę z napisem Barcelona odwróciłam się do piłkarza. Akurat w tym świetle wydawało mi się, że wygląda trochę inaczej. Postanowiłam poruszyć ten temat.
-Znowu byłeś na imprezie?
-O czym Ty mówisz?
-Masz spuchniętą buzie. Kolejny raz biłeś się o jakąś dziewczynę?
-No tak! Bo widzisz Neymar bez nocnego balowania to nie Neymar.-Zaśmiał się.
-Ale musisz się słabo bić skoro za każdym razem obrywasz.
-Tylko trening czyni mistrza. Dasz mi jeszcze jednego papierosa?
-Przed chwilą paliłeś.-Powiedziałam stanowczo.
-Tak, ale to jedyny moment, kiedy nikt mnie nie zobaczy.
-Niech ci będzie.-Mruknęłam i poczęstowałam go papierosem.

Perspektywa Neymara. 
Tak zapomniałem wam powiedzieć, ze dzisiejszej nocy miałem w domu gości. W sumie mogę powiedzieć, że wczoraj było gorzej niż kiedykolwiek. Nocą w moim domu nie latały kurwy czy szkło. Wczoraj latało wszystko, a ja przechodziłem przez istne piekło. Nie chce mówić Maricie prawdy co do moich opuchnięć, siniaków czy zadrapań. Z resztą jestem pewien, że nigdy nie będę ją obchodził.
-Neymar wracaj.-Uderzyła mnie w ramie blondynka.
-Mm co?-Spojrzałem w jej stronę. Dopiero teraz zobaczyłem, że Marita jest naprawdę śliczna. Ma ładne duże oczy. Fakt są smutne ale ładniejszych jeszcze nie widziałem. Duże mocno czerwone usta-tak jak lubię. Wspaniała figura, w sumie fajnie by było się z nią przespać. Ej Ney, stop!
-Pokarzesz mi swoje tatuaże.-Wyrwała mnie z zamyśleń blondynka.
-A Ty?
-Zobaczymy.-Puściła mi oczko.

-Dojechaliśmy.-Powiedziałem po półtorej godzinie. Zgasiłem silnik i wysiedliśmy z samochodu.-Teraz kilka kroków dzieli nas od zgrai piłkarzy i ich panienek. Już nie będziesz na mnie skazana.
-A co jeśli lubię spędzać z tobą czas?
-Ale jak to?
-No wiesz, Ty mi nie trujesz jaka to jestem zła i beznadziejna. Szanujesz mnie i da się z tobą normalnie pogadać.-Uśmiechnęła się.
-Wiesz, to miłe.- Odwzajemniłem uśmiech i wyjąłem z bagażnika nasze torby. Różową podałem mojej towarzyszce i ruszyliśmy w głąb lasu.-Na takie wypady jeździmy co roku. Jest to nasza tradycja.-Zacząłem jej opowiadać coś z historii Barcelonistów-Piłkarzy.

-Nareszcie!-Odezwała się Antonella i podbiegła do Marity. Przytuliła ją.
-Spokojnie. Przecież była ze mną.
-I tego się właśnie bałam.
-Dzięki.-Mruknąłem i od nich odszedłem. Rzuciłem czarną torbę na ziemię i poszedłem do Messiego który właśnie się przebierał.-Żadnych gier z Maritą.-Oznajmiłem. Lio doskonale wiedział o co mi chodzi. Uniósł w górę ręce w akcie, że niczego nie będzie kombinował.-Powiedz to reszcie.

Co roku wybieramy jedną dziewczynę do której jeden z nas ma się przystawiać. Oczywiście udział w tej zabawie bierze każdy singiel. Osoby bez swojej drugiej połówki przyjeżdżają z jakąś "koleżanką." I dają się ponieść zabawie. W dodatku kto więcej razy namówi dziewczynę na seks przez ten tydzień zostaje okrzyknięty mistrzem na cały rok. Odkąd przeszedłem do Barcy nikt nie może mi dorównać jednak coś myślę, że to się stanowczo zmieni.
-Ju idziesz po gałęzie na ognisko?-Zapytał mnie Gerard. Przytaknąłem i ruszyliśmy przed siebie.
-Kręcisz już coś z Maritą?
-Powaliło cie? My jesteśmy ziomami.-Stwierdziłem i podniosłem kilka gałęzi.
-Nie chciałbyś z nią być?-Zrobił to samo co ja.
-Sam nie wiem.
-Szkoda tylko, że jest taka.-Nie dałem mu skoczyć.
-Nie kończ. Dużo przeszła.-Nie wiem dlaczego zacząłem ją usprawiedliwiać. 
-Jest idealna. Idealna dla mnie.-Powiedziałem sobie w myślach. Jedak sam w to nie wierzę. Wmawiam każdemu, ze nic między nami nie ma, a jednak myślę o niej coraz lepiej. Jakby stała się dla mnie ważna. A przecież to nie prawda! Chyba...
-Ej to może ją w tym tygodniu weźmiemy?
Byłem bliski wybuchnięcia jednak całkiem szybko udało mi się opanować.
-Ona nie bierze udziału w tym w ogóle. 
-To jest łamanie zasad.-Oburzył sie Gerard.
-To jest.-Nie wiedziałem co powiedzieć.
-To jest moja kobieta.-Kolejny raz dopowiedziałem sobie w myślach.
-Chodźmy już. Mamy wystarczająco dużo gałęzi.-Oznajmiłem i zaczęliśmy wracać.

Gdy zaczynało robić się ciemno każdy zaczął rozbijać namioty. Oczywiście liderem w tym był Munir który jeszcze kilka lat temu uczestniczył do harcerzy. Najlepiej jednak patrzyło mi się na blondyne z Argentyny.
-Co tak się gapisz!? Pomógłbyś!-Wrzasnęła. Z uśmiechem nosiłem jej pomoc gdy tak nagle spod ziemi wyrósł nasz król namiotów i w kilka sekund rozbił jej tymczasową sypialnię.
Następnie razem z Lio wziąłem się za rozpalanie ogniska. Trwało to z jakąś godzinę ponieważ drewno było mokre i nie chciało się palić. Po udanym ognisku przy którym było mnóstwo śmiechu i dobrego jedzenia zaczęliśmy się zbierać do spania. Marita poszła do swojego namiotu po 23 ponieważ uznała, że jest jak Fiona i po północy przemienia się w okropną bestię. Oczywiście nie obyło się bez gadania, mógłbym zostać jej Shrekiem i że powinniśmy żyć długo i szczęśliwe.

O drugiej w nocy usłyszałem krzyki dochodzące z namiotu obok. Była to Kira. Przyjechała tutaj z Suarezem. Jest jego kuzynką jednak wszyscy ją znamy. Szybko do niej poszedłem.
-Wszystko w porządku?-Zapytałem.
-Tak. To tylko cienie drzew.-Zaczęła śmiać się sama z siebie
-W taki razie ja wracam do namiotu.
-Możesz zostać.-Powiedziała uroczo. Wszyscy stąd wiemy, ze Kira na mnie leci jednak nie jest w moim typie. Jest przemiła, nadal zachowuje się jak mała dziewczynka i na dodatek boi się własnego cienia. Moim zdaniem jest jeszcze głupiutka i nie chce się pakować w jakiś chory związek w dodatku z kuzynką kumpla. Każdy wie że prędzej czy później bym ją zranił zdradzając z inną dziewczyną. 
-Dobranoc Kira.-Powiedziałem po chwili. Zasunąłem suwaki i już miałem wchodzić do swojego namiotu gdy zobaczyłem kogoś na molo. W dłoni ten KTOŚ miał szluga więc to musiała być ona. Nikt inny z nas nie pali. Podszedłem do Marity i usiadłem obok.
-Czemu nie śpisz?
-A Ty?
-Kira mnie obudziła.-Głośno westchnąłem. Marita się zaśmiała.-No co?-Wzruszyła ramionami.-Ale wiesz.-Zatrzymałem się na chwilę.-Nie obraził bym się gdybyś to Ty mnie obudziła.
-Niezła gadka na podryw. Długo ją ćwiczyłeś?-Zaśmiała się.
-Nie specjalnie.-Stwierdziłem i zabrałem jej papierosa.-Moja kolej.
-Śpisz z Danim, myślisz że nie poczuje?-Pokręciłem głową na nie.-Dobranoc Neymar.-Wstała i poszła do swojego namiotu. Po chwili zrobiłem to samo. 

Perspektywa Marity. 
Rano obudziłam się w dobrym humorze. Jak nigdy, nie? Zegarek w telefonie pokazywał godzinę 8:12. Za pewne każdy będzie jeszcze spać. W miarę warunków jakie tutaj mieliśmy wykonałam poranną toaletę i założyłam dresy ponieważ nie było za ciepło. Kiedy chciałam zabrać się za śniadanie z namiotu wynurzył się jeden z piłkarzy. Nie za wysoki, dobrze zbudowany, całkiem dobrze jak na rano wyglądający Neymar.
-Hej.
-Hej.-Uśmiechnął się.-Wiesz no bo i wszyscy śpią i.-Mogłam mu nie przerywać i patrzeć jak nadal rabią z siebie debila jednak moja dobra strona wiedziała co on czuję.
-Leżą gdzieś koło poduszki.-Uśmiechnęłam się i zaczęłam dalej robić kanapki. Po jakimś czasie dołączył do mnie Rakitić i jakaś panienka o imieniu Laris. Na pozór wyglądała miło i sympatycznie. Zobaczymy co będzie dalej. Naszą śpiącą królewną okazała się Shakira. Wstała przed tym jak całą grupą mieliśmy wejść jej do namiotu i udawać, że jesteśmy otoczeni dzikim ludem z kraju którym pochodzi i chcą aby złożyła im pokłony i nie będę wam mówiła tego dalej ponieważ po znakomity plan jej małżonka. Przed południem uzgodniliśmy, że połowa z nas zostanie tutaj i będzie się kąpać, a druga połowa pójdzie zbierać owoce leśne. Na drugą propozycję zgodziłam się tylko ja. Więc Marita na co czekasz? Las stoi dla Ciebie otworem.
-No może ja z tobą pójdę.-Zaoferowała się Melisa.
-No jak chcesz.-Powiedziałam sznurując czarne super stary.
-Ja też mogę iść.-Odezwała się partnerka Iniesty.
-To na co jeszcze czekamy.-Uśmiechnęłam się. Sięgnęłam po reklamówkę i przypadkowo spojrzałam w stronę Neymara. Siedział z jakąś laską i pewnie nawet nie zwrócił uwagi na to, że miałam iść sama.
-Tak da Silva zdecydowanie coś czuję. Tylko, że do innej osoby.-Wyszeptałam i razem z dziewczynami ruszyłyśmy w rejs.

Perspektywa Antonelli.
Widziałam smutek wymalowany na twarzy Marity kiedy spojrzała na Neymara i Sofie. Chyba jeszcze nie wie, że ta dziewczyna już jest czyjąś własnością. Jednak to przekonało mnie, że Marita coś czuję do naszego Casanova.

-To nie jest tak, że coś do niego czuję.-Tłumaczyła mi po powrocie siostra mojego partnera.-Po prostu to dziwne, że wiele ludzi uważa, że do siebie pasjemy i powinniśmy być razem, a on widzi to inaczej.
-Przecież Ty jesteś taka sama.-Odezwała się Shak, którą zdążyłam we wszystko wtajemniczyć.
-No dobra nie denerwuj się już tak. Dziewczyna z którą gadał Neymar to żona Grubego.-Całą trójką zaczęliśmy się śmiać, a Marita chyba sobie uświadomiła, że zaczyna być zazdrosna o 11 Barcy.

*to miał być cziłała
***
Z góry przepraszam na wszelkie błędy w tym rozdziale.
Podobał się rozdział? Jak myślicie, będzie coś pomiędzy Neymarem i Maritą? Piszcie w komentarzach jak wy widzicie to dalej. Do następnego wpisu kochani:)

sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 7.

"Warto mieć przy sobie kogoś, kto bez względu
na wszystko, usiądzie przy tobie,
złapie cię za rękę i powie:
"Nie bój się, jestem przy Tobie."
Perspektywa Marity.
-Powiesz mi w końcu co się dzieje?
-Neymar ja...-Wahałam się. Jeśli mu powiem, może komuś o tym powiedzieć, może sam to wykorzystać.
-Śmiało.-Uśmiechnął się i mocnej mnie przytulił. Neymar jest jedynym facetem przy którym jako tako czuję się komfortowo.
-Jeśli ci to powiem.-Przerwał mi.
-Nie ważne co by to było, zawsze przy tobie będę.
-Nie wierzę w takie rzeczy.
-Najwyższy czas to zmienić.-Uśmiechnął się i mocnej mnie przytulił. Przeszły mnie dreszcze.
Marita, musisz w końcu komuś o tym powiedzieć. Uwolnić się.
-Zostałam zgwałcona.-Powiedziałam prosto z mostu. Zaczęłam dławic się łzami. Neymar ścisnął mnie jeszcze mocniej.
-Kto to był?-Zapytał spokojnie.
-Nie wiem.-Skłamałam.
-Marita.-Westchnął. Otarł z policzków moje łzy.-Czemu wcześniej do mnie z tym nie przyszłaś?-Zapytał. Wzruszyłam ramionami.
-Puść mnie.-Warknęłam.-Teraz będziesz brał mnie na litość prawda?-Neymar pokręcił przecząco głową.-Mam nadzieję.-Wyjęłam z walizki fajki i wyszłam na balkon. Piłkarz zrobił to samo. Chciał coś powiedzieć jednak go wyprzedziłam.
-Nie ważne co powiesz i tak nie przestanę palić.
-Chciałem się zapytać czy dasz mi papierosa.-Powiedział niepewnie.
-A to spoko.-Podałam mu paczkę. Wyciągnął jednego papierosa i go podpalił.-Piłkarzom wolno palić?-Zapytałam. Jednak nie chciałam aby brzmiało to jakoś natrętnie.
-Nie.
-A więc?
-Co a więc?
-Czemu ty palisz?
-Mam swoje powody.-Tak nagle stał się oschły. Uśmiech zszedł mu z twarzy, a oczy przestały błyszczeć.
-No tak, głupia Maritka ci się wyżaliła to teraz masz ją w dupie.-Parsknęłam i odeszłam od piłkarza.
-To nie tak.-Złapał mnie za nadgarstek i właśnie do hotelowego pokoju wszedł uśmiechnięty Dani. Neymar zacisnął papierosa w dłoni, a ja spojrzałam się na niego jak na debila.
-No co?-Zapytał już normalnie.
-On nie wie?
-O czym nie wiem?-Zapytał uradowany piłkarz i rzucił się na łóżko.
-O tym, że.-Nie mogłam nic wymyślić.
-Podoba mi się Marita.-Dokończył napastnik. On oszalał czy jak?
-O tym wiedziałem od dawna. Ney tylko o tobie gada.-Powiedział a ja otworzyłam buzie tak szeroko jak chyba tylko potrafiłam.-Idziemy na plażę?
-Ja pasuje.-Wymamrotałam.
-Pewnie.-Powiedział uśmiechnięty Ney.
-Nienawidzę Cię.-Wyszeptałam.

Perspektywa Neymara.
W drodze na plażę ani ja ani Marita się nie odzywaliśmy. Co chwila jacyś ludzie podchodzili do mnie i Daniego po autografy lub zdjęcia. Paparazzi zadawali głupie pytania typu "Czemu zadajecie się z fanką Realu?" "Żyjecie w trójkącie?" "Czy Messi nadal nie dogaduje się z siostrą i przez kolegów próbuje się z nią pogodzić?" Razem z Danim ominęliśmy tych ludzi. Niestety Marita się przy nich zatrzymała. Wiedziałem, ze nie wyjdzie z tego nic dobrego dlatego do niej poszedłem.
-Dobrze razem wyglądacie.-Powiedział dziennikarz.
-Bo oni są razem.-Dołączył się Dani
-To nie.-Zaczęłam jednak poczułam jak koleś stojący za mną ściska mi rękę.-Wiarygodne prawda?-Próbowałam wybrnąć.
-Długo już jesteście razem?
-To była miłość od pierwszego wejrzenia.-Znowu wtrącił się Alves.
-Dani!-Krzyknęliśmy w tym samym czasie.

-Idziesz pływać?-Zapytałem blondynki. Nic mi nie odpowiedziała.-Marita.-Pomachałem jej ręką przed oczami.
-Nie pamiętasz, ze nie umiem pływać?-Warknęła i odeszła ode mnie. Zaczęła iść w stronę baru.
-Czemu taka jesteś?-Zapytałem, gdy dziewczyna wróciła z drinkiem.
-Neymar, jak mam się czuć ze świadomością, że cały świat myśli, że jesteśmy razem. Z resztą co to było, co mówił Alves w hotelu?-Chciała zabić mnie wzrokiem.
-Nic takiego.-Powiedział niemrawo.
-On chyba nie jest znany z kłamstw-Uśmiechnęła się. Nic jej nie odpowiedziałem. Zabrałem jej drinka i sam wypiłem go na raz.
Na plaży nic ciekawego już się nie działo. Dani cały czas podrywał jakieś dziewczyny, a Marita uznała, ze mnie nie zna. Wieczorem poszliśmy do restauracji. Wszyscy zamówiliśmy sobie owoce morza i wodę z cytryną. Po kolacji poszliśmy na spacer. Około godziny 23 wróciliśmy do hotelu. Każdy po kolei poszedł się umyć, a następnie postanowiliśmy obejrzeć jakieś horror.
-Dani.-Zaczęła Marita zatrzymując film.-Co działo się później?
-O czym Ty mówisz?-Zapytałem zdziwiony. Mina Daniego była podobna do mojej.

Perspektywa Marity.
-Co działo się później na imprezie.-Uśmiechnęłam się delikatnie. Bałam się tego, co zaraz usłyszę, ale cóż, trzeba poznać prawdę.
-Neymar pobił się z tym kolesiem, który Cię obmacywał dlatego wszystko go dzisiaj boli. Później scholowaliśmy Cię do domu bo nie byłaś w stanie ustać na nogach.-Zaczął się śmiać za co rzuciłam w piłkarza poduszka. I tak właśnie po godzinie 1 w nocy rozpętała się wojna na poduchy. Na początku uczestniczyliśmy w niej tylko oboje. Przez kilka minut zdążyliśmy potłuc dwa wazony, zrzucić obrazy ze ściany i rozwalić łóżko na którym spał Neymar. Przez co, w ramach zemsty dołączył się do naszej zabawy i naparzał jak opętany każdego po kolei. Przy okazji zrzuciłam telewizor, w którym pękł ekran. Przed godziną 2 przyszli do nas ludzie z pokojów obok i zaczęli się skarżyć na hałasy. Przez co musieliśmy przerwać naszą zabawę na poziomie.
-Nie śpię z tobą jakby co!-Krzyknął Dani, kiedy kończyliśmy doprowadzać pokoju do stanu oglądalności, bo o używalności długo nie będzie można tak powiedzieć.
-Została ci podłoga kochanie.-Ostatnie słowo powiedziałam przez zęby.
-Nie wasze doczekanie.-Powiedział napastnik i złączył łóżka.-Wy spicie na podłodze.-Rzucił w nas po jednej poduszce i legł na wygodnych materacach.-Dobranoc.-Powiedział przed śmiech.

Rano obudziłam się nie na podłodze lecz na mięciutkim łóżku. Przetarłam oczy i odwróciłam się na drugą stronę.
-To znowu ty.-Zaczęłam gdy tylko napastnik otworzył oczy.
-Wiem, że się stęskniłaś.
-Tak, tak.-Wymamrotałam i wstałam z łóżka. Idąc w stronę łazienki potknęłam się o coś, a raczej kogoś.
-Dajcie spać.-Powiedział Dani głosem jakby miał zaraz umierać przez co wybuchnęłam śmiechem.
-Ty umiesz się śmiać?-Poderwał się z łóżka Neymar, a chwilę w jego ślady poszedł obrońca Barcy.
-Czasami mi się zdarza.-Powiedziałam i weszłam do łazienki. Skorzystałam z toalety, umyłam swoje długie blond włosy, które owinęłam w turban białym ręcznikiem. Następnie umyłam siebie i zęby. Zaczęłam się malować po czym zapomniałam, ze nie wzięłam ze sobą ubrania. Owinęłam się drugim białym ręcznikiem i wyszłam z pomieszczenia. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej sukienkę. Rozejrzałam się po pokoju i korzystając z okazji, ze nie ma młodszego Brazylijczyka zaczęłam może i nie w moim stylu rozmowę.
-Em Dani.-Podrapałam się w tył głowy.
-Co tam?
-To co powiedziałeś wczoraj.-Przerwał mi.
-To w stu dwóch procentach prawda.-Uśmiechnął się. Niestety do pokoju wrócił już napastnik.
-To dzięki za doradzenie którą sukienkę mam założyć.-Powiedziałam i poszłam do łazienki się ubrać.
Dzisiejszego dnia nic ciekawego nie robiliśmy. Poszwendaliśmy się po Dominikanie tak dla przyjemności. Zrobiliśmy spore zakupy na których kupiliśmy sobie takie same bluzy. W czasie kiedy piłkarze poszli zagrać w bilarda mi udało się pójść do manikiurzystki. Po obiedzie, który był przepyszny Brazylijczycy podeszli do sporej budki z upominkami. To dziwne, bo oni podobno dosyć często tutaj bywają.
-Co wy robicie?-Zapytałam.
-Kupujemy pamiątki dla bliskich.-Uśmiechnął się Neymar.
-To miłe chyba, prawda?
-Nigdy nie dostałaś pamiątki?
-Nie.-11 Barcy westchnęła i odeszła oglądając inne małe pierdółki. Ja w tym czasie odeszłam na bok zapalić. Obok mnie usiadł jakieś chłopczyk. Miał może z 8 lat. Jego mina nie była za wesoła.
-Wszystko dobrze?-Zapytał Neymar. Skąd on się tutaj wziął? Chłopiec coś zaczął mu opowiadać. Z racji, że nie interesuje się cudzym życiem odwróciłam się od chłopaków i zaczęłam przeglądać Internet. Jak zwykle było mnóstwo plotek, ze jestem z Neymarem. Ze Lionel nas zeswatał. Ze psuje związek Neymara z jakąś super modelką z Włoch.
-Czemu nie pomogłaś temu chłopcu?
-Nie lubię dzieci.-Odpowiedziałam obojętnie.-Jak tam twoja super modelka z Włoch. Podobno psuje wam związek.-Pokazałam piłkarzowi artykuł, który przed chwilą znalazłam.
-Ja jej nawet nie znam.-Zaczął się śmiać.
-Ej!-Podbiegł do nas Alves.-Ja wiem, ze powinniśmy być tutaj jeszcze przez prawie tydzień, ale mój brat trafił do więzienia. Muszę go jak najszybciej stamtąd wyciągnąć.
-Jeszcze z tym nie skończył?-Odezwał się Neymar.
-Ciebie podobno też szukają.
-Przecież ja broni nie miałem w ręce od jakiegoś roku.
-Chłopaki o czym wy.-Nie dane było mi skoczyć. Neymar położył mi palec na ustach i jak zaklęty słuchał swojego przyjaciela.
-Rodzice mówią, że to były jakieś zaległe porachunki. Niby nic wielkiego bo kilkanaście kilo tylko, ale że to nie jest jego pierwszy raz kara może być o wiele większa.
-Nie mamy zbyt dużo czasu.-Odezwał się napastnik.-Marta przepraszam, ze nie możemy zostać tutaj dłużej. Obiecuję, że kiedyś zabiorę cię gdzie tylko będziesz chciała.-Tym razem zwrócił się do mnie. Wszyscy szybkim krokiem doszliśmy do hotelu. Spotkaliśmy się w mgnieniu oka, wypisaliśmy i czekaliśmy na pierwszy lepszy samolot do Barcelony. Za bardzo nie wiedziałam o co z tym wszystkim chodzi, ale po minach chłopaków zrozumiałam, że dobrze nie jest.
W samolocie piłkarze o czymś rozmawiali jednak nie mogłam ich zrozumieć ponieważ gadali po portugalsku. Najwyraźniej specjalnie, abym zbyt dużo nie wiedziała. Postanowiłam im nie przeszkadzać, założyłam słuchawki i poszła spać. Niestety nie mogłam usnąć. Wierciłam się z lewej strony na prawą.
-Oprzyj sie o mnie jak chcesz.-Powiedział łagodnie. Skorzystałam z jego propozycji. Oparłam głowę o jego bark, a rękę oplotłam o jego ramię. Nie wiem dlaczego tak zrobiłam. Może nie chciałam aby mnie zostawił?
-Neymar, dziękuję.-Wyszeptałam po jakimś czasie.
-Ale o co chodzi?-Chyba wyrwałam go z drzemki. Spojrzałam mu prosto w oczy. Przygryzłam wargę i czekałam aż się domyśli. Naszczescie nie trwało to długo.-A luzik. Nie pierwszy raz to robię.
-Za łóżko też dziękuję.
-To już nie ja byłem. Dani musiał Cię przenieść jak oboje spaliśmy.-Uśmiechnął się delikatnie. Oparł brodę o moją głowę i więcej nie rozmawialiśmy.
Na lotnisku w Barcelonie było strasznie tłoczno. Mnóstwo ludzi spieszyło się na swój lot. Niektórzy przepychali się do piłkarzy, którzy myślą, że w okularach będą mniej widoczni, a ja szłam i modliłam się, aby w domu nie było Lucasa. Nigdy wcześniej nie bałam się wrócić do domu jak dzisiaj. Bałam się, że kolejny raz pozwoli sobie na zbyt dużo.
-Jedziesz do mnie, czy podwieźć Cie do siebie.
-Obojętnie.-Wzięłam swoją walizkę z taśmy i ruszyłam w stronę wyjścia.
Po jakiś 40 minutach byłam pod domem.
-Teraz mam kilka spraw do załatwienia, ale wpadnę po Ciebie później.-Uśmiechnął się.
-To do zobaczenia.-Odwzajemniłam uśmiech i wysiadłam z samochodu. Z lekkim zawahaniem weszłam do środka. W domu nie było nikogo. Szybko poszłam na górę. Odstawiłam walizkę w kąt pokoju. Wyciągnęłam z szafy luźne ubranie i poszłam się wykąpać. Resztę dnia przesiedziałam w domu. Wieczorem obejrzałam jakieś romansidło i poszła spać. Około 4 nad ranem obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Przetarłam oczy i wzięłam do ręki telefon. Wpisałam kod blokady i doczytałam wiadomości od Neymara.
Przepraszam, że się nie spotkaliśmy, ale dopiero wróciłem do domu.
Postanowiłam mu odpisać.
Nic nie szkodzi:)
Nie śpisz?
Obudziłeś mnie.
To może za godzinę przyjadę po Ciebie?:D
Co chcesz robić o 5 nad ranem?
Szykuj się, a nie marudzisz.
A co jeśli postanowię zostać w domu?
Wyniosę Cię z niego w piżamie:D
Nic mu już nie odpisałam. Wstałam z łóżka i zaczęłam się szykować. Wykonałam poranną toaletę, zrobiłam dosyć mocny makijaż, wyprostowałam włosy i najciszej jak potrafiłam zeszłam na dół. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze.
-Całkiem nieźle.-Pomyślałam i wyszłam z domu. Do przyjazdu Neymara miałam jeszcze jakieś 5 minut. Wolałam na niego poczekać przed posesją niż jeżeli miłaby zadzwonić dzwoniłem i obudzić domowników. Po chwili przed mną pojawiła się czarna duża beemka.
-Twoje?-Zapytałem wsiadając do środka.
-Można tak powiedzieć.
-Gdzie jedziemy?
-Sam jeszcze nie wiem.-Uśmiechnął się. Z piskiem opon odjechaliśmy sprzed domu Lionela i ruszyliśmy w nieznane. Neymar przyciszył trochę muzykę.-Może pojedziemy na kawę?-Przytaknęłam. Po kilku kilometrach napastnik zatrzymał się na parkingu McDonalda.-Masz, załóż je.-Podał mi okulary. Wykonałam jego polecenie i weszliśmy do środka.-Dwie duże kawy.-Powiedział i podał całkiem ładnej kobiecie pieniądze.-Reszty nie trzeba.-Dostaliśmy kartkę na której mieliśmy numerek 11. Uśmiechnęłam się do Neymara. Chłopak odwzajemnił uśmiech. Po kilku minutach odebraliśmy nasze napoje. Usiedliśmy przy stoliku najdalej od okien.
-Zmęczony jesteś. Czemu nie pójdziesz spać?
-Wydaje ci się.
-Oczywiście.-Mruknęłam i zaczęłam pić kawę przy okazji bawiąc się telefonem.
-Masz lęk wysokości?-Zapytał piłkarz w trakcie wracania do samochodu.
-A co. Masz ochotę pojechać w góry?
-Lepiej.-Puścił mi oczko i otworzył drzwi od strony pasażera.
-Nie trzeba było.
-Na następny raz zapamiętam.-Uśmiechnął się sztucznie i obkrąrzył samochód.
-Co jest?-Zapytał, gdy już byliśmy dalej w drodze.
-A co ma być?
-No właśnie nie wiem, dlatego pytam.
-Marita mam zły dzień. Wziąłem cię, ze sobą bo.-Urwał.
-Bo co?
-Już nic.
-Neymar skończ.
-Bo tak chciałem.-Powiedział wkurzony.-Lubie cie okey?!
-Okey?-Za bardzo nie wiedziałam co dzieję się w tym momencie. Piłkarz zjechał na pobocze.-Neymar co ty robisz?

Perspektywa Neymara.
Co robię? Spokojnie, dowiesz się wszystko w swoim czasie.
-Lubie cie.-Zacząłem.-Chce abyś znalazła sobie kogoś w kim możesz znaleźć oparcie.
-Neymar, czy ty właśnie wyznajesz mi miłość?-Zapytała niepewnie.
-Oszalałaś.-Powiedziałem najłagodniej jak tylko potrafiłem.-Zabrałem cię dzisiaj ze sobą, abyś mogła się przekonać, że nie wszyscy ludzie są źle. To że zranił, cię jakiś pajac, nie oznacza, że będzie robić to każda napotkana osoba.
-Do czego zmierzasz?-Przerwała mi.
-Czasami, obcy ludzie mogą stać się najlepszymi przyjaciółmi.-Uśmiechnąłem się. Miałem nadzieję, że mnie zrozumie.
Nie wiem, czy robię dobrze zabierając ją gdziekolwiek chcąc wyssać z niej wszystkie złe emocje. Chcąc dowiedzieć się jak najwięcej, a później "sprzedać" wszystko Messiemu. Marita to fajna dziewczyna, nie chce aby kolejny raz przejechała się na osobie, której może zaufać.
Sam już nie wiem. Podtrzymywać przyjaźń kosztem bólu u innych, czy dać spokoju i pozwolić działać sercu?
-Tak samo jak najlepsi przyjaciele mogą stać się sobie obcy.-Dokończyła blondynka. Tym samym wyrywając mnie z zamyśleń.
-Marita, chce abyś wiedziała, że możesz na mnie polegać.-Położyłem rękę na jej kolanie,-Oczywiście jak na przyjacielu.-Dodałem po chwili.
-Ty na mnie też.-Powiedziała uśmiechnięta Argentynka i zepchnęła moją rękę z jej ciała. Mogłem sie tego spodziewać. Chwilę później włączyłem kierunkowskaz i ruszyliśmy dalej przed siebie.

***
Hejka:) Oto nowy rozdział, może być? Wiem, trochę krótki, ale jakoś nie idzie mi dzisiaj pisanie.
Jak myślicie, gdzie Neymar zabierze Maritę? I co zrobi dalej, będzie działa z Messim, czy może da się ponieść czemu innemu? 
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!

czwartek, 2 czerwca 2016

Rozdział 6.

"W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada."
-O hrabianka raczyła wrócić do domu.-Odezwał się na powitanie Lucas.
-Zamknij się!-Warknęłam i poszłam do swojego pokoju. Ległam na łóżku krzyżem i czekałam na coś normalnego. Jednak nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie. Ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. Niestety zostanę skazana na obecność jakiego upośledzonego kolesia.
-Można?-Zapytał Lionel uchylając drzwi. Pokiwałam głową na znak, że mu pozwalam. Usiadł na brzegu łóżka.-Wiem co się wczoraj wydarzyło.-Zaczął spokojnie.
-Tak? Mi jakoś samotne wieczory nie zapadają zbyt dobrze w pamięć.-Wiedziałam, że chce mnie podejść więc musiałam zacząć grać.
-Czemu z tym do mnie nie przyszłaś?
-Mam do Ciebie przychodzić i mówić, że nie mam z kim spędzić wieczoru?-Zapytałam z ironią.
-Marita.-Westchnął.-Chce się tylko upewnić, ze wszystko jest w porządku.
-O patrzcie! Brat roku się znalazł, kiedy odbierasz nagrodę? A czekaj, może już ją dostałeś.-Lionel przewrócił oczami.
-Gadałem z Neymarem.
-Tak, i co ci powiedział?
-Wszystko. Wiem co u niego robiłaś.-Powiedział całkiem pewny siebie.
-Myślisz, ze zwierzam się temu pajacowi, który myśli, ze wszystkie dziewczyny na niego lecą?-Zaczęłam się śmiać.-Lionel bądźmy poważni, a teraz musisz już stąd wyjść. Jestem zmęczona.
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy.-Przeleciał mnie wzrokiem od stóp do głów i wyszedł z pokoju. Ja natomiast poszłam wziąć długą, odprężającą kąpiel, która chodź na chwilę pozwoli zapomnieć mi o Bożym świecie.

Perspektywa Messiego.
Zupełnie jej nie rozumiem. Z Neymarem gada jakby znali się kupe lat a do mnie ciężko jej się odezwać. Przecież on jest dla niej obcym człowiekiem. Postanowiłem zadzwoci do mojego przyjaciela.
-Nic mi nie powiedziała.-Zacząłem od razu, gdy napastnik odebrał telefon.
-Musisz dać jej trochę czasu.-Pomimo tego, że go nie widszę, wiem, że właśnie się uśmiechnął. Niesety ja nie widzę w tym ani odrobinę radości.
-Ja nie wiem, Tobie zaufała od razu
-Ona mi nie ufa. Po prostu wie, że przy mnie może czuć się bezpiecznie. I tyle.
-Stary proszę pogadaj z nią jeszcze raz. Niech ona ci wszystko powie. Zrób to dla mnie.
-Leo ja wiem, że sam wpadłem na ten pomysł, ale przecież to twoja siostra. Jak dowie się, że zadaje się z nią tylko po to abyś mógł w końcu jej wygarnąć wszystko to mnie znienawidzi. Już nigdy nie zaufa drugiemu człowiekowi.
-Aż tak bardzo ci na niej zależy?-Przestraszyłem się. Co jeśli Ney coś do niej poczuje i plan nie wyjdzie?
-Nie no co ty. To tylko dziecko.-Urwał.-Zrobię to, ale tylko dlatego, że się przyjaźnimy.
-Dzięki stary. Jesteś dobrym przyjacielem.

Perspektywa Neymara.
Wiem, że to co zrobię Maricie będzie złe, ale przecież Lio jest moim przyjacielem. Był ze mną, kiedy było mi ciężko, więc teraz kolej przyszła na mnie. Jeszcze nie wiem jak podejść Maritę do tego, aby powiedziała mi całą prawdę, ale na pewno coś wymyśle. Może ją w sobie rozkocham jak już będziemy na Dominikanie, bo przecież niedługo muszę ją tam zabrać po wygranej w pokera. Jednak... boje się kilku rzeczy. Co jeśli ona naprawdę mnie pokocha, przecież nie chce jej zranić, co jeśli dowie się, że działam z Messim? Przecież ona już teraz nie lubi ludzi, nie ufa im...I najgorsze, co jeśli ja poczuje coś do niej?

Dwa tygodnie później. Dominikana.
Przez ostatnie dwa tygodnie nie wydarzyło się nic ciekawego. Antonella cały czas jest w Argentynie u swojego ojca w szpitalu. Leo nadal nie dogaduje się z Maritą, a mi nic nie udało się z niej wyciągnąć. W dodatku ostatnio zachowuje się co najmniej dziwnie. Omija facetów głębokim łukiem, w klubach cały czas siedzi w loży, mało co wypije. Najpierw myślałem, że jest w ciąży jednak odgoniłem od siebie te głupie myśli. Sama jakiś czas temu mówiła, że nikt jej nie zgwałcił więc nie wiem co jeszcze mogło się zdarzyć.
Właśnie jesteśmy w samolocie. Zaczynamy nasz kilku godzinny lot. Mam nadzieję, że przez ten czas zdążę z nią porozmawiać. Prześliczna stewardessa kazała zapiąć pasy, życzyła miłego lotu i tak jak się spodziewałem, podeszła do mnie po autograf. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i już mogłem zająć się siostrą mojego przyjaciela. Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli. Chwilę po wystartowaniu samolotu odwrócił się do nas Dani i zaczął pieprzyć głupoty. Z grzeczności nie kazałem mu od nas odejść. Sam to zrobiłem. Przysiadłem się do jakieś dziewczyny i się przedstawiłem. Porozmawialiśmy chwilę po czym wymieniliśmy się numerami telefonu.
Coś czuję, że stary Neymar wraca. Nie wiem co mnie podkusiło aby do niej podejść. Dawno z nikim nie spałem. Chyba po prostu tego potrzebuje.
Zawsze po treningu wracam do pustego domu, a nie przepraszam, jest w nim Poker. Pogadam z nim, ale przecież psu nie da się okazać miłość w taki sposób jak dziewczynie. Nie można się z nim całować, nie mówiąc o masie innych przyjemności. Czasami zastanawiam się czy dobrze zrobiłem zrywając z Bru.
-Neymar wraca do gry?-Wyrwał mnie z zamyśleń Alves. Dziewczyna siedząca obok chciała zabić mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się do niej i wróciłem na swoje miejsce. Marita spała. No cóż, nie dziwie jej się, jest dopiero jakaś 5 rano. Postanowiłem zrobić to samo. Po paru godzinach obudziła mnie stewardessa.
-Zaraz lądujemy. Proszę obudzić partnerkę i zapiąć pasy.-Uśmiechnęła się i poszła dalej. Zaraz, jaka partnerka? Odwróciłem głowę w prawą stronę. Na moim ramieniu spała Maritka. Wyglądała uroczo.
-Mała wstawaj.-Wyszeptałem jej we włosy. Szybko podniosła się z mojego ramienia.
-Przepraszam.-Wyszeptała.
-Za co?-Ściągnąłem brwi.
-Że na tobie leżałam.-Powiedziała jeszcze ciszej.
-A.-Machnąłem ręką.-Nie ma za co.-Uśmiechnąłem się do blondynki. Odwzajemniła gest i odwróciła głowę do okna.

Perspektywa Marity.
Po wyjściu z samolotu zrobiłam sobie zdjęcie z chłopakami i wrzuciłam na kilka portali społecznościowych. Wiem. Kibicuje innemu klubowi, ale kolegów z Barcy chyba mogę mieć, nie?

Dzisiejszego dnia nie działo się nic specjalnego. Poszliśmy zarejestrować się w hotelu. Okazało się, że wszystkie pokoje jednoosobowe są zajęte, więc śpimy w trójkę. Neymar i ja trochę marudziliśmy, ale Dani był z tego cholernie zadowolony. Powtarzał co chwila, że zrobimy imprezę.
Po zostawieniu bagaży poszliśmy coś zjeść. Chłopaki wybrali jakąś fajną restaurację na mieście. Pewnie zastanawiacie się skąd ja mam na to wszystko kasę skoro nie pracuję. No cóż Neymar jest kochany i powiedział, że za wszystko zapłaci. Oczywiście postaram się oddać mu wszystko co do grosza. Po wyśmienitym obiedzie, którego nikt nie zdołał zjeść do końca poszliśmy na spacer.

Wieczorem zaczęliśmy szykować się do klubu. Chcieliśmy dobrze się zabawić. Jako, że jestem kobietą powinnam pierwsza iść do łazienki, jednak ustąpiłam miejsca Neymarowi. Po ponad godzinie łazienka była wolna. Minęłam się z napastnikiem w drzwiach i poczułam mocny zapach jego perfum.
-Mogę umierać.-Powiedziałam sobie w myślach. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i wyprostowałam włosy.
Daniemu wyszykowanie się zajęło jakieś 30 minut. Już nic nas nie dzieliło od wspaniałej imprezy. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do jednego z lepszych klubów. Razem z Danim poszłam do loży VIP, a Neymar poszedł po alkohol. Zabawa zaczęła się od razu. Razem z Alvesem piliśmy w nieograniczonych ilościach.
-Czemu nie pijesz?-Zwróciłam się z pytaniem do napastnika.
-Nie mam ochoty.
-Ze mną nie wypijesz?-Uśmiechnęłam się do piłkarza.
-Pasuje.-Powiedział i odszedł od stolika. Po chwili widziałam go z jakimiś dziewczynami. Uśmiechnęłam się na widok jego uśmiechu.
-Podoba ci się.-Stwierdził Dani.
-Nawet jeśli, to co?
-Nie pakuj się w to. Znam go od dziecka. To wspaniała osoba, ale on nie potrafi kochać.
-Pasujemy do siebie.-Wyszeptałam.
-Co takiego?
-Mówiłam, że nie pasujemy do siebie.-Uśmiechnęłam się sztucznie.
Pijąc z Danim doszłam do wniosku, że nie bawię się tutaj wyśmienicie i pora to zmienić. Razem z "6" Barcy weszliśmy na stół. Zaczęliśmy tańczyć, po chwili w nasze ślady poszło kilka innych par. Reszty nocy nie pamiętam. Mam przed oczami urywki czyjeś bijatyki i tego, jak pozbyłam się ubrań w hotelowym pokoju.

Perspektywa Neymara.
Rano obudziłem się w łóżku z Maritą. Pomimo tego, że nic wczoraj nie piłem nie pamiętam jak ona się tutaj znalazła. Chciałem wstać jednak dziewczyna miała na mnie nogę. Czekając aż się obudzi próbowałem przypomnieć któreś nocne wydarzenie. Niestety nic z tego. Przekręciłem się na bok, tak aby leżeć twarzą do blondynki i poczułem narastający ból całej prawej strony mojego ciała. Zacisnąłem zęby, aby nie obudzić Marity stękaniem z bólu.
-Co my robimy w jednym łóżku?
-O wstałaś.-Uśmiechnąłem się do blondynki.
-Zadałam ci pytanie.-Usiadła na łóżku.
-Nic nie robimy.
-A co robiliśmy?-Zapytała z niepokojem. Jej oczy zrobiły się szklane.
-Marita ty płaczesz. Przecież na pewno do niczego nie doszło.-Również usiadłem na łóżku.
-Spokojnie dzieciaczki. Wujek Dani opowie wam wszystko przy śniadaniu.

-No więc tak.-Zaczął mówić Dani dosiadając się do stolika z tacą wypchaną po brzegi jedzeniem.-Marita nieźle się bawiła tańcząc na stole dopóki jakiś koleś nie zaczął klepać ją po tyłku. Na początku zwróciła mu grzecznie uwagę jednak on się tym nie przejął. Później zeszłaś ze stołu.-Przerwał i włożył sobie do buzi kawałek naleśnika.
-No mów, a nie żresz!-Wrzasnęła na niego blondynka.
-No już, już. Później poszłaś zapalić, a on poszedł za tobą. Ściągnąłem Neymara i poszliśmy na zewnątrz. Chcieliśmy zobaczyć, czy będziesz bezpieczna. I on zaczął cie obmacywać.-Dani gotowy był mówić dalej jednak Marita zrobiła coś dziwnego. Wstała i odeszła od stołu. Postanowiłem za nią pobiec. Akurat wchodziła do windy. Niestety nie zdążyłem do niej wejść i musiałem pobiec schodami. Bałem się, że nie zdążę, jednak w ostatniej chwili, gdy dziewczyna chciała zamknąć drzwi przytrzymałem je ręką. Wszedłem za nią do środka. Zamknąłem drzwi, aby nikt nam nie mógł przeszkodzić. Marita usiadła na łóżku i zaczęła płakać. Musiałem coś z tym zrobić. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
-Powiesz mi w końcu co się dzieję?
-Neymar ja...

***
Witam was w kolejnym rozdziale. Uważam, że jest nudny, ale czekam na wasze opinie. 
Myślałam, że rozdział będzie późnej ponieważ kolejny raz się przeprowadzam jednak znalazłam trochę czasu dla was :) wiem nie jest jakoś specjalnie długi, ale obiecuję, że następne rozdział będą lepsze :D
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ do następnego kochani.