"W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada."
-O hrabianka raczyła wrócić do domu.-Odezwał się na powitanie Lucas.-Zamknij się!-Warknęłam i poszłam do swojego pokoju. Ległam na łóżku krzyżem i czekałam na coś normalnego. Jednak nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie. Ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. Niestety zostanę skazana na obecność jakiego upośledzonego kolesia.
-Można?-Zapytał Lionel uchylając drzwi. Pokiwałam głową na znak, że mu pozwalam. Usiadł na brzegu łóżka.-Wiem co się wczoraj wydarzyło.-Zaczął spokojnie.
-Tak? Mi jakoś samotne wieczory nie zapadają zbyt dobrze w pamięć.-Wiedziałam, że chce mnie podejść więc musiałam zacząć grać.
-Czemu z tym do mnie nie przyszłaś?
-Mam do Ciebie przychodzić i mówić, że nie mam z kim spędzić wieczoru?-Zapytałam z ironią.
-Marita.-Westchnął.-Chce się tylko upewnić, ze wszystko jest w porządku.
-O patrzcie! Brat roku się znalazł, kiedy odbierasz nagrodę? A czekaj, może już ją dostałeś.-Lionel przewrócił oczami.
-Gadałem z Neymarem.
-Tak, i co ci powiedział?
-Wszystko. Wiem co u niego robiłaś.-Powiedział całkiem pewny siebie.
-Myślisz, ze zwierzam się temu pajacowi, który myśli, ze wszystkie dziewczyny na niego lecą?-Zaczęłam się śmiać.-Lionel bądźmy poważni, a teraz musisz już stąd wyjść. Jestem zmęczona.
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy.-Przeleciał mnie wzrokiem od stóp do głów i wyszedł z pokoju. Ja natomiast poszłam wziąć długą, odprężającą kąpiel, która chodź na chwilę pozwoli zapomnieć mi o Bożym świecie.
Perspektywa Messiego.
Zupełnie jej nie rozumiem. Z Neymarem gada jakby znali się kupe lat a do mnie ciężko jej się odezwać. Przecież on jest dla niej obcym człowiekiem. Postanowiłem zadzwoci do mojego przyjaciela.
-Nic mi nie powiedziała.-Zacząłem od razu, gdy napastnik odebrał telefon.
-Musisz dać jej trochę czasu.-Pomimo tego, że go nie widszę, wiem, że właśnie się uśmiechnął. Niesety ja nie widzę w tym ani odrobinę radości.
-Ja nie wiem, Tobie zaufała od razu
-Ona mi nie ufa. Po prostu wie, że przy mnie może czuć się bezpiecznie. I tyle.
Zupełnie jej nie rozumiem. Z Neymarem gada jakby znali się kupe lat a do mnie ciężko jej się odezwać. Przecież on jest dla niej obcym człowiekiem. Postanowiłem zadzwoci do mojego przyjaciela.
-Nic mi nie powiedziała.-Zacząłem od razu, gdy napastnik odebrał telefon.
-Musisz dać jej trochę czasu.-Pomimo tego, że go nie widszę, wiem, że właśnie się uśmiechnął. Niesety ja nie widzę w tym ani odrobinę radości.
-Ja nie wiem, Tobie zaufała od razu
-Ona mi nie ufa. Po prostu wie, że przy mnie może czuć się bezpiecznie. I tyle.
-Stary proszę pogadaj z nią jeszcze raz. Niech ona ci wszystko powie. Zrób to dla mnie.
-Leo ja wiem, że sam wpadłem na ten pomysł, ale przecież to twoja siostra. Jak dowie się, że zadaje się z nią tylko po to abyś mógł w końcu jej wygarnąć wszystko to mnie znienawidzi. Już nigdy nie zaufa drugiemu człowiekowi.
-Aż tak bardzo ci na niej zależy?-Przestraszyłem się. Co jeśli Ney coś do niej poczuje i plan nie wyjdzie?
-Nie no co ty. To tylko dziecko.-Urwał.-Zrobię to, ale tylko dlatego, że się przyjaźnimy.
-Dzięki stary. Jesteś dobrym przyjacielem.
Perspektywa Neymara.
Wiem, że to co zrobię Maricie będzie złe, ale przecież Lio jest moim przyjacielem. Był ze mną, kiedy było mi ciężko, więc teraz kolej przyszła na mnie. Jeszcze nie wiem jak podejść Maritę do tego, aby powiedziała mi całą prawdę, ale na pewno coś wymyśle. Może ją w sobie rozkocham jak już będziemy na Dominikanie, bo przecież niedługo muszę ją tam zabrać po wygranej w pokera. Jednak... boje się kilku rzeczy. Co jeśli ona naprawdę mnie pokocha, przecież nie chce jej zranić, co jeśli dowie się, że działam z Messim? Przecież ona już teraz nie lubi ludzi, nie ufa im...I najgorsze, co jeśli ja poczuje coś do niej?
Dwa tygodnie później. Dominikana.
Przez ostatnie dwa tygodnie nie wydarzyło się nic ciekawego. Antonella cały czas jest w Argentynie u swojego ojca w szpitalu. Leo nadal nie dogaduje się z Maritą, a mi nic nie udało się z niej wyciągnąć. W dodatku ostatnio zachowuje się co najmniej dziwnie. Omija facetów głębokim łukiem, w klubach cały czas siedzi w loży, mało co wypije. Najpierw myślałem, że jest w ciąży jednak odgoniłem od siebie te głupie myśli. Sama jakiś czas temu mówiła, że nikt jej nie zgwałcił więc nie wiem co jeszcze mogło się zdarzyć.
Właśnie jesteśmy w samolocie. Zaczynamy nasz kilku godzinny lot. Mam nadzieję, że przez ten czas zdążę z nią porozmawiać. Prześliczna stewardessa kazała zapiąć pasy, życzyła miłego lotu i tak jak się spodziewałem, podeszła do mnie po autograf. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i już mogłem zająć się siostrą mojego przyjaciela. Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli. Chwilę po wystartowaniu samolotu odwrócił się do nas Dani i zaczął pieprzyć głupoty. Z grzeczności nie kazałem mu od nas odejść. Sam to zrobiłem. Przysiadłem się do jakieś dziewczyny i się przedstawiłem. Porozmawialiśmy chwilę po czym wymieniliśmy się numerami telefonu.
Coś czuję, że stary Neymar wraca. Nie wiem co mnie podkusiło aby do niej podejść. Dawno z nikim nie spałem. Chyba po prostu tego potrzebuje.
Zawsze po treningu wracam do pustego domu, a nie przepraszam, jest w nim Poker. Pogadam z nim, ale przecież psu nie da się okazać miłość w taki sposób jak dziewczynie. Nie można się z nim całować, nie mówiąc o masie innych przyjemności. Czasami zastanawiam się czy dobrze zrobiłem zrywając z Bru.
-Neymar wraca do gry?-Wyrwał mnie z zamyśleń Alves. Dziewczyna siedząca obok chciała zabić mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się do niej i wróciłem na swoje miejsce. Marita spała. No cóż, nie dziwie jej się, jest dopiero jakaś 5 rano. Postanowiłem zrobić to samo. Po paru godzinach obudziła mnie stewardessa.
-Zaraz lądujemy. Proszę obudzić partnerkę i zapiąć pasy.-Uśmiechnęła się i poszła dalej. Zaraz, jaka partnerka? Odwróciłem głowę w prawą stronę. Na moim ramieniu spała Maritka. Wyglądała uroczo.
-Mała wstawaj.-Wyszeptałem jej we włosy. Szybko podniosła się z mojego ramienia.
-Przepraszam.-Wyszeptała.
-Za co?-Ściągnąłem brwi.
-Że na tobie leżałam.-Powiedziała jeszcze ciszej.
-A.-Machnąłem ręką.-Nie ma za co.-Uśmiechnąłem się do blondynki. Odwzajemniła gest i odwróciła głowę do okna.
Perspektywa Marity.
Po wyjściu z samolotu zrobiłam sobie zdjęcie z chłopakami i wrzuciłam na kilka portali społecznościowych. Wiem. Kibicuje innemu klubowi, ale kolegów z Barcy chyba mogę mieć, nie?
Dzisiejszego dnia nie działo się nic specjalnego. Poszliśmy zarejestrować się w hotelu. Okazało się, że wszystkie pokoje jednoosobowe są zajęte, więc śpimy w trójkę. Neymar i ja trochę marudziliśmy, ale Dani był z tego cholernie zadowolony. Powtarzał co chwila, że zrobimy imprezę.
Po zostawieniu bagaży poszliśmy coś zjeść. Chłopaki wybrali jakąś fajną restaurację na mieście. Pewnie zastanawiacie się skąd ja mam na to wszystko kasę skoro nie pracuję. No cóż Neymar jest kochany i powiedział, że za wszystko zapłaci. Oczywiście postaram się oddać mu wszystko co do grosza. Po wyśmienitym obiedzie, którego nikt nie zdołał zjeść do końca poszliśmy na spacer.
Wieczorem zaczęliśmy szykować się do klubu. Chcieliśmy dobrze się zabawić. Jako, że jestem kobietą powinnam pierwsza iść do łazienki, jednak ustąpiłam miejsca Neymarowi. Po ponad godzinie łazienka była wolna. Minęłam się z napastnikiem w drzwiach i poczułam mocny zapach jego perfum.
-Mogę umierać.-Powiedziałam sobie w myślach. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i wyprostowałam włosy.
Daniemu wyszykowanie się zajęło jakieś 30 minut. Już nic nas nie dzieliło od wspaniałej imprezy. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do jednego z lepszych klubów. Razem z Danim poszłam do loży VIP, a Neymar poszedł po alkohol. Zabawa zaczęła się od razu. Razem z Alvesem piliśmy w nieograniczonych ilościach.
-Czemu nie pijesz?-Zwróciłam się z pytaniem do napastnika.
-Nie mam ochoty.
-Ze mną nie wypijesz?-Uśmiechnęłam się do piłkarza.
-Pasuje.-Powiedział i odszedł od stolika. Po chwili widziałam go z jakimiś dziewczynami. Uśmiechnęłam się na widok jego uśmiechu.
-Podoba ci się.-Stwierdził Dani.
-Nawet jeśli, to co?
-Nie pakuj się w to. Znam go od dziecka. To wspaniała osoba, ale on nie potrafi kochać.
-Pasujemy do siebie.-Wyszeptałam.
-Co takiego?
-Mówiłam, że nie pasujemy do siebie.-Uśmiechnęłam się sztucznie.
Pijąc z Danim doszłam do wniosku, że nie bawię się tutaj wyśmienicie i pora to zmienić. Razem z "6" Barcy weszliśmy na stół. Zaczęliśmy tańczyć, po chwili w nasze ślady poszło kilka innych par. Reszty nocy nie pamiętam. Mam przed oczami urywki czyjeś bijatyki i tego, jak pozbyłam się ubrań w hotelowym pokoju.
Perspektywa Neymara.
Rano obudziłem się w łóżku z Maritą. Pomimo tego, że nic wczoraj nie piłem nie pamiętam jak ona się tutaj znalazła. Chciałem wstać jednak dziewczyna miała na mnie nogę. Czekając aż się obudzi próbowałem przypomnieć któreś nocne wydarzenie. Niestety nic z tego. Przekręciłem się na bok, tak aby leżeć twarzą do blondynki i poczułem narastający ból całej prawej strony mojego ciała. Zacisnąłem zęby, aby nie obudzić Marity stękaniem z bólu.
-Co my robimy w jednym łóżku?
-O wstałaś.-Uśmiechnąłem się do blondynki.
-Zadałam ci pytanie.-Usiadła na łóżku.
-Nic nie robimy.
-A co robiliśmy?-Zapytała z niepokojem. Jej oczy zrobiły się szklane.
-Marita ty płaczesz. Przecież na pewno do niczego nie doszło.-Również usiadłem na łóżku.
-Spokojnie dzieciaczki. Wujek Dani opowie wam wszystko przy śniadaniu.
-No więc tak.-Zaczął mówić Dani dosiadając się do stolika z tacą wypchaną po brzegi jedzeniem.-Marita nieźle się bawiła tańcząc na stole dopóki jakiś koleś nie zaczął klepać ją po tyłku. Na początku zwróciła mu grzecznie uwagę jednak on się tym nie przejął. Później zeszłaś ze stołu.-Przerwał i włożył sobie do buzi kawałek naleśnika.
-No mów, a nie żresz!-Wrzasnęła na niego blondynka.
-No już, już. Później poszłaś zapalić, a on poszedł za tobą. Ściągnąłem Neymara i poszliśmy na zewnątrz. Chcieliśmy zobaczyć, czy będziesz bezpieczna. I on zaczął cie obmacywać.-Dani gotowy był mówić dalej jednak Marita zrobiła coś dziwnego. Wstała i odeszła od stołu. Postanowiłem za nią pobiec. Akurat wchodziła do windy. Niestety nie zdążyłem do niej wejść i musiałem pobiec schodami. Bałem się, że nie zdążę, jednak w ostatniej chwili, gdy dziewczyna chciała zamknąć drzwi przytrzymałem je ręką. Wszedłem za nią do środka. Zamknąłem drzwi, aby nikt nam nie mógł przeszkodzić. Marita usiadła na łóżku i zaczęła płakać. Musiałem coś z tym zrobić. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
-Powiesz mi w końcu co się dzieję?
-Neymar ja...
***
Witam was w kolejnym rozdziale. Uważam, że jest nudny, ale czekam na wasze opinie.
Myślałam, że rozdział będzie późnej ponieważ kolejny raz się przeprowadzam jednak znalazłam trochę czasu dla was :) wiem nie jest jakoś specjalnie długi, ale obiecuję, że następne rozdział będą lepsze :D
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ do następnego kochani.
-Leo ja wiem, że sam wpadłem na ten pomysł, ale przecież to twoja siostra. Jak dowie się, że zadaje się z nią tylko po to abyś mógł w końcu jej wygarnąć wszystko to mnie znienawidzi. Już nigdy nie zaufa drugiemu człowiekowi.
-Aż tak bardzo ci na niej zależy?-Przestraszyłem się. Co jeśli Ney coś do niej poczuje i plan nie wyjdzie?
-Nie no co ty. To tylko dziecko.-Urwał.-Zrobię to, ale tylko dlatego, że się przyjaźnimy.
-Dzięki stary. Jesteś dobrym przyjacielem.
Perspektywa Neymara.
Wiem, że to co zrobię Maricie będzie złe, ale przecież Lio jest moim przyjacielem. Był ze mną, kiedy było mi ciężko, więc teraz kolej przyszła na mnie. Jeszcze nie wiem jak podejść Maritę do tego, aby powiedziała mi całą prawdę, ale na pewno coś wymyśle. Może ją w sobie rozkocham jak już będziemy na Dominikanie, bo przecież niedługo muszę ją tam zabrać po wygranej w pokera. Jednak... boje się kilku rzeczy. Co jeśli ona naprawdę mnie pokocha, przecież nie chce jej zranić, co jeśli dowie się, że działam z Messim? Przecież ona już teraz nie lubi ludzi, nie ufa im...I najgorsze, co jeśli ja poczuje coś do niej?
Dwa tygodnie później. Dominikana.
Przez ostatnie dwa tygodnie nie wydarzyło się nic ciekawego. Antonella cały czas jest w Argentynie u swojego ojca w szpitalu. Leo nadal nie dogaduje się z Maritą, a mi nic nie udało się z niej wyciągnąć. W dodatku ostatnio zachowuje się co najmniej dziwnie. Omija facetów głębokim łukiem, w klubach cały czas siedzi w loży, mało co wypije. Najpierw myślałem, że jest w ciąży jednak odgoniłem od siebie te głupie myśli. Sama jakiś czas temu mówiła, że nikt jej nie zgwałcił więc nie wiem co jeszcze mogło się zdarzyć.
Właśnie jesteśmy w samolocie. Zaczynamy nasz kilku godzinny lot. Mam nadzieję, że przez ten czas zdążę z nią porozmawiać. Prześliczna stewardessa kazała zapiąć pasy, życzyła miłego lotu i tak jak się spodziewałem, podeszła do mnie po autograf. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i już mogłem zająć się siostrą mojego przyjaciela. Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli. Chwilę po wystartowaniu samolotu odwrócił się do nas Dani i zaczął pieprzyć głupoty. Z grzeczności nie kazałem mu od nas odejść. Sam to zrobiłem. Przysiadłem się do jakieś dziewczyny i się przedstawiłem. Porozmawialiśmy chwilę po czym wymieniliśmy się numerami telefonu.
Coś czuję, że stary Neymar wraca. Nie wiem co mnie podkusiło aby do niej podejść. Dawno z nikim nie spałem. Chyba po prostu tego potrzebuje.
Zawsze po treningu wracam do pustego domu, a nie przepraszam, jest w nim Poker. Pogadam z nim, ale przecież psu nie da się okazać miłość w taki sposób jak dziewczynie. Nie można się z nim całować, nie mówiąc o masie innych przyjemności. Czasami zastanawiam się czy dobrze zrobiłem zrywając z Bru.
-Neymar wraca do gry?-Wyrwał mnie z zamyśleń Alves. Dziewczyna siedząca obok chciała zabić mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się do niej i wróciłem na swoje miejsce. Marita spała. No cóż, nie dziwie jej się, jest dopiero jakaś 5 rano. Postanowiłem zrobić to samo. Po paru godzinach obudziła mnie stewardessa.
-Zaraz lądujemy. Proszę obudzić partnerkę i zapiąć pasy.-Uśmiechnęła się i poszła dalej. Zaraz, jaka partnerka? Odwróciłem głowę w prawą stronę. Na moim ramieniu spała Maritka. Wyglądała uroczo.
-Mała wstawaj.-Wyszeptałem jej we włosy. Szybko podniosła się z mojego ramienia.
-Przepraszam.-Wyszeptała.
-Za co?-Ściągnąłem brwi.
-Że na tobie leżałam.-Powiedziała jeszcze ciszej.
-A.-Machnąłem ręką.-Nie ma za co.-Uśmiechnąłem się do blondynki. Odwzajemniła gest i odwróciła głowę do okna.
Perspektywa Marity.
Po wyjściu z samolotu zrobiłam sobie zdjęcie z chłopakami i wrzuciłam na kilka portali społecznościowych. Wiem. Kibicuje innemu klubowi, ale kolegów z Barcy chyba mogę mieć, nie?
Dzisiejszego dnia nie działo się nic specjalnego. Poszliśmy zarejestrować się w hotelu. Okazało się, że wszystkie pokoje jednoosobowe są zajęte, więc śpimy w trójkę. Neymar i ja trochę marudziliśmy, ale Dani był z tego cholernie zadowolony. Powtarzał co chwila, że zrobimy imprezę.
Po zostawieniu bagaży poszliśmy coś zjeść. Chłopaki wybrali jakąś fajną restaurację na mieście. Pewnie zastanawiacie się skąd ja mam na to wszystko kasę skoro nie pracuję. No cóż Neymar jest kochany i powiedział, że za wszystko zapłaci. Oczywiście postaram się oddać mu wszystko co do grosza. Po wyśmienitym obiedzie, którego nikt nie zdołał zjeść do końca poszliśmy na spacer.
Wieczorem zaczęliśmy szykować się do klubu. Chcieliśmy dobrze się zabawić. Jako, że jestem kobietą powinnam pierwsza iść do łazienki, jednak ustąpiłam miejsca Neymarowi. Po ponad godzinie łazienka była wolna. Minęłam się z napastnikiem w drzwiach i poczułam mocny zapach jego perfum.
-Mogę umierać.-Powiedziałam sobie w myślach. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i wyprostowałam włosy.
Daniemu wyszykowanie się zajęło jakieś 30 minut. Już nic nas nie dzieliło od wspaniałej imprezy. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do jednego z lepszych klubów. Razem z Danim poszłam do loży VIP, a Neymar poszedł po alkohol. Zabawa zaczęła się od razu. Razem z Alvesem piliśmy w nieograniczonych ilościach.
-Czemu nie pijesz?-Zwróciłam się z pytaniem do napastnika.
-Nie mam ochoty.
-Ze mną nie wypijesz?-Uśmiechnęłam się do piłkarza.
-Pasuje.-Powiedział i odszedł od stolika. Po chwili widziałam go z jakimiś dziewczynami. Uśmiechnęłam się na widok jego uśmiechu.
-Podoba ci się.-Stwierdził Dani.
-Nawet jeśli, to co?
-Nie pakuj się w to. Znam go od dziecka. To wspaniała osoba, ale on nie potrafi kochać.
-Pasujemy do siebie.-Wyszeptałam.
-Co takiego?
-Mówiłam, że nie pasujemy do siebie.-Uśmiechnęłam się sztucznie.
Pijąc z Danim doszłam do wniosku, że nie bawię się tutaj wyśmienicie i pora to zmienić. Razem z "6" Barcy weszliśmy na stół. Zaczęliśmy tańczyć, po chwili w nasze ślady poszło kilka innych par. Reszty nocy nie pamiętam. Mam przed oczami urywki czyjeś bijatyki i tego, jak pozbyłam się ubrań w hotelowym pokoju.
Perspektywa Neymara.
Rano obudziłem się w łóżku z Maritą. Pomimo tego, że nic wczoraj nie piłem nie pamiętam jak ona się tutaj znalazła. Chciałem wstać jednak dziewczyna miała na mnie nogę. Czekając aż się obudzi próbowałem przypomnieć któreś nocne wydarzenie. Niestety nic z tego. Przekręciłem się na bok, tak aby leżeć twarzą do blondynki i poczułem narastający ból całej prawej strony mojego ciała. Zacisnąłem zęby, aby nie obudzić Marity stękaniem z bólu.
-Co my robimy w jednym łóżku?
-O wstałaś.-Uśmiechnąłem się do blondynki.
-Zadałam ci pytanie.-Usiadła na łóżku.
-Nic nie robimy.
-A co robiliśmy?-Zapytała z niepokojem. Jej oczy zrobiły się szklane.
-Marita ty płaczesz. Przecież na pewno do niczego nie doszło.-Również usiadłem na łóżku.
-Spokojnie dzieciaczki. Wujek Dani opowie wam wszystko przy śniadaniu.
-No więc tak.-Zaczął mówić Dani dosiadając się do stolika z tacą wypchaną po brzegi jedzeniem.-Marita nieźle się bawiła tańcząc na stole dopóki jakiś koleś nie zaczął klepać ją po tyłku. Na początku zwróciła mu grzecznie uwagę jednak on się tym nie przejął. Później zeszłaś ze stołu.-Przerwał i włożył sobie do buzi kawałek naleśnika.
-No mów, a nie żresz!-Wrzasnęła na niego blondynka.
-No już, już. Później poszłaś zapalić, a on poszedł za tobą. Ściągnąłem Neymara i poszliśmy na zewnątrz. Chcieliśmy zobaczyć, czy będziesz bezpieczna. I on zaczął cie obmacywać.-Dani gotowy był mówić dalej jednak Marita zrobiła coś dziwnego. Wstała i odeszła od stołu. Postanowiłem za nią pobiec. Akurat wchodziła do windy. Niestety nie zdążyłem do niej wejść i musiałem pobiec schodami. Bałem się, że nie zdążę, jednak w ostatniej chwili, gdy dziewczyna chciała zamknąć drzwi przytrzymałem je ręką. Wszedłem za nią do środka. Zamknąłem drzwi, aby nikt nam nie mógł przeszkodzić. Marita usiadła na łóżku i zaczęła płakać. Musiałem coś z tym zrobić. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
-Powiesz mi w końcu co się dzieję?
-Neymar ja...
***
Witam was w kolejnym rozdziale. Uważam, że jest nudny, ale czekam na wasze opinie.
Myślałam, że rozdział będzie późnej ponieważ kolejny raz się przeprowadzam jednak znalazłam trochę czasu dla was :) wiem nie jest jakoś specjalnie długi, ale obiecuję, że następne rozdział będą lepsze :D
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ do następnego kochani.
Zabije Cie!!! W takim momencie serio?! xd rozdzial super ;* czekam na next ;**
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa, kiedy się wszystko wyjaśni między rodzeństwem Messi. ;)
OdpowiedzUsuńRozdział super, tak jak ten cały blog zresztą <3 Zakochałam się od razu, ale mam nadzieję, że Marita i Ney będą razem, bo w pełni się dopełniają i pasują do siebie idealnie <3 W wolnej chwili zapraszam do siebie <3
OdpowiedzUsuńA i najważniejsze czekam na next !!!
Aaa pisz szybko kolejny!!
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny:* //Julka
Next :) zaplacisz za konczenie w takim momencie :)
OdpowiedzUsuńNY
Cuuuudny 😍😍😍
OdpowiedzUsuńCuuuudny 😍😍😍
OdpowiedzUsuńW takim momencie koniec... nieeeeeeeeeeeeeeeee. czekam na następny bo ciekawie się robi <3
OdpowiedzUsuńNo serio?!!Musiałaś w takim momencie?! xd Co i tak nie zmienia faktu, że jest super ♥
OdpowiedzUsuń