sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 8.

"Ludzie stale szukają skróconych dróg do szczęścia. 
Nie ma skróconych dróg."
Perspektywa Marity.
-Jesteśmy na miejscu.-Powiedział radośnie piłkarz. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się dookoła
-Mam sobie wybrać drzewo na którym się powieszę?-Zapytałam z ironią.
-No nie do końca.-Podrapał się w tył głowy.
-A więc co tutaj robimy?
-Ja zmierzę się z jednym ze swoich lęków, a ty, no cóż. Możesz przeżyć niezapomniany dzień w parku linowym z takim przystojniakiem jak ja.-Mówiąc o sobie szturchnął mnie w ramie i poruszył zabawnie brwiami.-Z resztą każde z nas zmierzy się ze swoimi lękami. Po każdej przeszkodzie, którą uda mi się pokonać będę mógł Cię dotknąć.
-Ale po co?-Przerwałam mi.
-Daj mi skończyć.-Uśmiechnął się.-Musisz przyzwyczaić się do dotyku, a ja mam zamiar ci w tym pomóc.-Powiedział dumnie.-Co Ty na to?
-Może być.-Wymamrotałam.
Podeszliśmy do instruktora, który nam wszystko wytłumaczył. Czerwona taśma to mała uprząż, żółta taśma to duża uprząż. Przy zjeździe jedna ręka na karabinku, druga trzyma liny. Liny nie powinny się plątać i masa innych rzeczy, których nie za bardzo pamiętam.
Gdy już wszystkiego się dowiedzieliśmy założyliśmy kaski, przeszliśmy mały kurs i byliśmy gotowi.
-Idź pierwsza.-Uśmiechnął się do mnie piłkarz. Przetarłam ręce o spodnie i ruszyłam stoczyć walkę z pierwszą przeszkodą. Wspięłam się na sam szczyt i czekałam na Brazylijczyka.
-Dawaj! Dasz radę.-Krzyknęłam dla otuchy. Neymar przypiął się do linki i ruszył. Widać było, że się boi. Co chwila przepinał karabinek, tak jak pokazywał to instruktor. Po kilku minutach stał przy mnie.-Widzisz, nie było tak strasznie.-Posłałam mu promienny uśmiech.
-No ciekawe jak ty poradzisz sobie ze swoim lękiem.-Powiedział i objął mnie w tali. Na chwilę wstrzymałam oddech. Spokojnie Marita. On nie ma złych intencji, ale chwila. Przecież nie jestem tego do końca pewna.-Lio wie?-Zapytał nagle.
-O czym?
-Tym, co powiedziałaś mi na Dominikanie.
-Nikt nie wie.-Powiedziałam całkiem chamsko i oderwałam się od chłopaka.-Kolejna przeszkoda na nas czeka.
Wszystko działo się tak jak uzgodniliśmy. Ney pokonywał lęk wysokości, a ja starałam się ukryć, że nie przeszkadza mi jego dotyk. Kiedy byliśmy w niebezpiecznej odległości zamykałam oczy. Po prostu się bałam. Ale jaka dziewczyna, która przeżyła to co ja bez problemu reagowałaby na dotyk w dodatku obcej osoby?
-Dawaj Ney. Ostatnia przeszkoda.-Krzyknęłam kiedy moje stopy dotknęły ziemi. Park linowy to zdecydowanie miejsce dla mnie. Można zmierzyć się z samym sobą. Pomimo tego, że z początku trzęsłam się jak chihuahua* podobało mi się. Teraz jedynie czego się boje, to "ruchu" Neymara. Nie wiem co zamierza zrobić teraz. Kolejny raz objąć mnie w talii, przytulić, przejechać dłonią po policzku? Teraz dzielą nas ostatnie kroki, przeczepienie uprzęży, zejście na ziemie. I stało się.-Cześć Neymar. Miło było, dobrze ci poszło, do zobaczenia wkrótce. Odwróciłam się i chciałam iść w kierunku mężczyzny, który zdejmie ze mną pasy i kask.
-Nie tak prędko.-Pomimo tego, że stałam do niego tyłem wiedziałam, że właśnie się uśmiechnął. No cóż Marita dobrze było. Chciałaś uciec. Zawsze warto próbować. Odwróciłam się do piłkarza. Przygryzłam wargę i powoli zaczęłam do niego podchodzić. I stało się. Neymar złączył nasze usta jednak ja nie mogłam odwzajemnić jego pocałunku. Przecież to nie miało tak wyglądać. Poczekałam, aż napastnik się ode mnie odsunie i odbiegłam od niego. Szybko zdjęłam rzeczy należące do parku linowego i zaczęłam uciekać. Nie wiem gdzie biegłam. Po prostu chciałam zostać sama. Po jakimś czasie zmęczyłam się i usiadłam pod drzewem. Schowałam twarz w dłonie. Czułam się strasznie. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. To musiał być on. Bo kto inny?
-Co się stało?-Zapytał, a ja pokręciłam głową. Chciałam aby odebrał to za "odrzucenie" go.-Marita dobrze wiesz, że nie dam ci spokoju. Mów dlaczego uciekłaś.-Nie odzywałam się. Piłkarz usiadł obok mnie i założył okulary przeciwsłoneczne- jak miał to w zwyczaju. Siedzieliśmy w ciszy, która jak dla mnie była najlepsza. Jednak da Silva musiał to zepsuć.-Czemu nie odwzajemniałaś pocałunku. Spodobałby ci się.
O tym nie pomyślałam.
Co jeśli bym odwzajemniła pocałunek? Co jeśli, spodobałby mi się? Co jeśli chciałabym więcej? Albo jeśli nie mogłabym nigdy zapomnieć tego pocałunku? Jeśli chciałabym codziennie smakować jego ust?
-Miałeś mi pomóc, a nie wykorzystać.-Wyszeptałam.
-Nie chciałem aby to tak wyglądało.-Spojrzał mi w oczy.-Marita jeśli tak to odebrałaś to przepraszam.
-Odwieziesz mnie do domu?
-Jasne.-Powiedział zawiedzionym głosem. W bezpiecznej odległości od siebie ruszyliśmy do samochodu. Po drodze panowała cisza. Neymar otworzył mi drzwi i obszedł samochód. Wsiadł i z piskiem opon odjechaliśmy z parkingu.
-Jedziemy na jakiś obiad?-Zapytał po drodze.
-Nie dzięki. Zjem w domu.
-No jak chcesz. Spotkamy się jutro?
-Jutro jestem zajęta.
-Tak? A co robisz?
-Ciekawski jesteś.-Skwitowałam.
-A ty kłamiesz.
-Nie kłamię. Na pewno znajdę sobie jakieś zajęcie.-Nastała cisza.-A no tak. Idę na rozmowę o prace.-Przypomniałam sobie rozmowę z barmanem. Nie wiem, czy jest to dobry pomysł po tym wszystkim, jednak potrzebuje kasy. Musze przecież oddać temu pacanowi pieniądze za Dominikanę.
-I tak wcześniej czy później się zobaczymy.
-Tak, na najbliższym meczu Barcy z Realem.

Resztę dnia spędziłam z Antonellą na zakupach. Kupiłyśmy sobie suknie wieczorowe ponieważ za kilka dni ma być bankiet. Do kolekcji obie dołożyłyśmy z dwie pary butów, kilka koszulek i po parze spodni. Argentynka dokupiła sobie jeszcze biżuterię. Namawiała mnie, abym też sobie coś wybrała jednak mnie takie ozdóbki nie kręcą. Po 21 wróciłyśmy taksówką do domu. Torby rzuciłyśmy w salonie i udałyśmy się do kuchni aby zrobić coś do jedzenia. Partnerka Lionela zaproponowała Spaghetti. Oczywiście było mi obojętne co będziemy jeść. Po jakieś godzinie zawołałam Pana Wspaniałego na posiłek.
-Chłopaki już pojechali?-Zapytałam się Lionela.
-Jak widzisz.-Uśmiechnął się.-Przyjechali cię odwiedzić, a ty pojechałaś na Dominikanę w najlepsze balować.
-To nie tak.-Parsknęłam i zeszliśmy na dół. Podczas kolacji panowała cisza. Można było usłyszeć jak krople deszcze uderzają o parapet. Niestety ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam aby je otworzyć. W progu spotkałam Neymara.
-Mówiłem, że się zobaczymy.-Powiedział i sztucznie się uśmiechnął. Zamknęłam mu drzwi przed nosem jednak zdążył podłożyć nogę, aby się nie zatrzasnęły.-Czego chcesz?
-Przyszedłem do Leosia.-Powiedział radośnie. Matko on ma zmienny humor jak kobieta w ciąży.
-Leoś jest zajęty. Cześć.
-To nie prawda.-Usłyszałam za plecami głos brata.
-Coraz więcej zaczynasz kłamać kochanie.
-Nie wyjerzdzaj mi tu z żadnym kochaniem.-Warknęłam i odeszłam od piłkarzy.
-Wczorajszej nocy podobało ci się jak tak mówiłem-Usłyszałam za plecami głos Brazylijczyka. Jezu co on ćpa?
-Kto to?-Zapytała Antonella kiedy wróciłam do jadalni.
-Neymar.-Powiedziałam bez odrobiny szacunku.
-Pokłóciliście się?
-Nawet jeśli to co?
-Nie chcesz wejść z Neymarem na wojenną ścieżkę.
-Właśnie, że chce.-Powiedziałam dumnie i udałam się na górę. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się do piżamy i położyłam do łóżka. Leżałam i słuchałam muzyki przeglądając różne portale społecznościowe. Przed pójściem spać do pokoju wszedł Lionel.
-Masz chwilę?
-Pewnie. Za co tym razem chcesz mnie opieprzyć? Brak kultury, kłamanie, czy będziesz mi gadał, że zużywam zbyt dużo powietrza?-Zaczęłam wymieniać.
-Już daj spokoju.-Usiadł na łóżku.-Jutro rano jedziemy pod namioty, zabierasz się z nami?
-Kto będzie?
-W sumie po co się pytam jak znam odpowiedź.-Machnął ręką i wstał. Zrobiłam to samo.-Nie musisz wstawać kiedy wychodzę.
-Idę się spakować. Ile tam będziemy?
-Tydzień.-Podszedł do drzwi.-A Marita, dziękuję.-Uśmiechnął się i wyszedł z pomieszczenia. Ja natomiast sięgnęłam po dużą, różową torbę nike i zaczęłam szykować się na wyjazd. W sumie sama nie wiem dlaczego się zgodziłam. W trakcje wkładania ubrań do sportowej torby przyszła do mnie Antonella.
-Słyszałam, że jedziesz z nami.-Uśmiechnęła się kilka lat starsza ode mnie kobieta.
-Przyda mi się oderwanie od rzeczywistości.
-A może jedziesz dla niego?
-Dla niego?-O czym ona mówi?
-Jedziesz dla Neymara.
-Daj spokój. My się tylko kumplujemy.
-Czyli się z nim nie całowałaś dzisiaj.
-Ty też przeciwko mnie?
-Uwierz mi, że jeszcze coś z was będzie.
-Tak dwoje ludzi. Jedno narzekające na życie i nienawidzące Lionela Messiego, a drugie do osiemdziesiątki będzie zaliczać panienki.-Pomimo tego, że ja osobiście nie przyłapałam go w towarzystwie ładnych panienek do których zarywa to nie oznacza, że o tym nie wiem.
-Jeśli tak uważasz.-Zaczęła się śmiać.-Pomóc ci?
-Możesz mi pochować kosmetyki do kosmetyczki.-Poprosiłam dziewczynę, a sama zaczęłam wybierać buty, które mam ze sobą wziąć.
-Tak w ogóle to skąd o tym wiesz?
-Dobre wieści szybko się rozchodzą.
-Dobre? Co jest z tobą nie tak?
-Po prostu się cieszę. Znam Neymara od dawna i wiem jaki jest, ale wiem też, że ty będziesz z nim szczęśliwa.-Uśmiechnęła się. Zrobiłam to samo pomimo ze w środku krzyczała. Nie podobało mi się to wszystko co ona mówiła. Przecież my się tylko kumplujemy. Chyba że ja jestem jedyną osobą, która tak to odbiera.
Około godziny drugiej w nocy byłam spakowana. Antonella chwilę temu poszła spać. Mi zostało tylko napisać wiadomość do piłkarzyka i również iść spać, bo za trzy godziny wyjeżdżamy.

Perspektywa Neymara.
Obudziłem się o czwartej rano. Usiadłem na łóżku, przeciągnąłem się i wstałem. Włączyłem sobie muzykę i odczytałem wiadomość od Marity.
Sory za wczoraj. Nie powinnam tak zareagować.
Mam nadzieję, że będę miała jeszcze szanse 
posmakować twoich ust. 
                                                  Marita
Po przeczytaniu tego od razu się uśmiechnąłem. Pomimo tego, że Marita jest dla mnie jedynie siostrą mojego przyjaciela zaczynam ją naprawdę lubić. Nie wiem co Leo zrobił takiego złego, że teraz mają taki słabym kontakt. 
Wykonałem wszystkie poranne czynności, spakowałem do podręcznego plecaka najpotrzebniejsze rzeczy. Złapałem za torbę treningową i wyszedłem z domu. Odpaliłem silnik i ruszyłem pod dom Messiego gdzie wszyscy wycieczkowicze mają się spotkać. Na zegarku była punkt piąta. Trójka Argentyńczyków wyszła z domu z uśmiechem na twarzach. Oczywiście Marita szła na końcu ciągnąc za sobą torbę jej rozmiarów od niechcenia. Chciałem wyjść jej pomóc jednak Bartra mnie wyprzedził. Uśmiechnął się do blondynki, pomrugał tymi swoimi ślicznymi oczkami i zapakował rzeczy Marity do swojego samochodu.
-Ziom przecież ty masz kobietę.-Powiedziałem jednak nikt nie mógł mnie usłyszeć. Zacisnąłem dłonie na kierownicy tak, że zaczęły mnie boleć.-Ja już będę jechać.-Oznajmiłem moim przyjaciołom i z piskiem opon odjechałem spod domu Messich. Po drodze dostałem sms'a od Marity.
Myślałam, że to ty mi pomożesz 
i pojadę z tobą:)
Postanowiłem od razu jej odpisać.
Zamierzałem to zrobić jednak Marc mnie wyprzedził.
Przykro mi.
Nie możesz mnie jakoś od nich wziąć?
Nie che cały czas patrzeć jak się do siebie kleją.
Coś wymyślę.
Jeszcze nie wiedziałem jak mam odbić Maritę Bartrze. I martwię się, że nie wpadnę na żaden dobry pomysł. Jedyną osobą u której mogłem poszukać ratunku był Dani. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem aby porozmawiał z Bartrą.

Perspektywa Matity. 
-Czemu dowiaduje się na samym końcu że jesteście razem?-Zapytał obrażony piłkarz. Po czym dodał gazu, wyprzedził Neymara i zajechał mu drogę. Zjechał na pobocze, a napastnik poszedł w jego ślady. Wysiadłam z samochodu, wyjęłam z bagażnika torbę i powędrowałam do Brazylijczyka.
-Plotki o nas coraz lepiej się rozchodzą.-Zaśmiałam się wchodząc do samochodu.-Poczekaj aż wszyscy piłkarze przejadą.-Oznajmiłam i zapięłam pasy. Napastnik wykonał moje polecenia. Gdy byłam już w stu procentach pewna, ze jedziemy jako ostatni i jesteśmy sporo w tyle wyciągnęłam z plecaka papierosy. Podpaliłam jednego i podałam Neymarowi.
-Masz, teraz nikt ci nie przeszkodzi.-Powiedziałam i podpaliłam papierosa dla siebie. Zaciągnęłam się i pogłośniłam radio. Odwróciłam się do szyby i podzieliłam piękno Katalonii. Kiedy przekroczyliśmy tabliczkę z napisem Barcelona odwróciłam się do piłkarza. Akurat w tym świetle wydawało mi się, że wygląda trochę inaczej. Postanowiłam poruszyć ten temat.
-Znowu byłeś na imprezie?
-O czym Ty mówisz?
-Masz spuchniętą buzie. Kolejny raz biłeś się o jakąś dziewczynę?
-No tak! Bo widzisz Neymar bez nocnego balowania to nie Neymar.-Zaśmiał się.
-Ale musisz się słabo bić skoro za każdym razem obrywasz.
-Tylko trening czyni mistrza. Dasz mi jeszcze jednego papierosa?
-Przed chwilą paliłeś.-Powiedziałam stanowczo.
-Tak, ale to jedyny moment, kiedy nikt mnie nie zobaczy.
-Niech ci będzie.-Mruknęłam i poczęstowałam go papierosem.

Perspektywa Neymara. 
Tak zapomniałem wam powiedzieć, ze dzisiejszej nocy miałem w domu gości. W sumie mogę powiedzieć, że wczoraj było gorzej niż kiedykolwiek. Nocą w moim domu nie latały kurwy czy szkło. Wczoraj latało wszystko, a ja przechodziłem przez istne piekło. Nie chce mówić Maricie prawdy co do moich opuchnięć, siniaków czy zadrapań. Z resztą jestem pewien, że nigdy nie będę ją obchodził.
-Neymar wracaj.-Uderzyła mnie w ramie blondynka.
-Mm co?-Spojrzałem w jej stronę. Dopiero teraz zobaczyłem, że Marita jest naprawdę śliczna. Ma ładne duże oczy. Fakt są smutne ale ładniejszych jeszcze nie widziałem. Duże mocno czerwone usta-tak jak lubię. Wspaniała figura, w sumie fajnie by było się z nią przespać. Ej Ney, stop!
-Pokarzesz mi swoje tatuaże.-Wyrwała mnie z zamyśleń blondynka.
-A Ty?
-Zobaczymy.-Puściła mi oczko.

-Dojechaliśmy.-Powiedziałem po półtorej godzinie. Zgasiłem silnik i wysiedliśmy z samochodu.-Teraz kilka kroków dzieli nas od zgrai piłkarzy i ich panienek. Już nie będziesz na mnie skazana.
-A co jeśli lubię spędzać z tobą czas?
-Ale jak to?
-No wiesz, Ty mi nie trujesz jaka to jestem zła i beznadziejna. Szanujesz mnie i da się z tobą normalnie pogadać.-Uśmiechnęła się.
-Wiesz, to miłe.- Odwzajemniłem uśmiech i wyjąłem z bagażnika nasze torby. Różową podałem mojej towarzyszce i ruszyliśmy w głąb lasu.-Na takie wypady jeździmy co roku. Jest to nasza tradycja.-Zacząłem jej opowiadać coś z historii Barcelonistów-Piłkarzy.

-Nareszcie!-Odezwała się Antonella i podbiegła do Marity. Przytuliła ją.
-Spokojnie. Przecież była ze mną.
-I tego się właśnie bałam.
-Dzięki.-Mruknąłem i od nich odszedłem. Rzuciłem czarną torbę na ziemię i poszedłem do Messiego który właśnie się przebierał.-Żadnych gier z Maritą.-Oznajmiłem. Lio doskonale wiedział o co mi chodzi. Uniósł w górę ręce w akcie, że niczego nie będzie kombinował.-Powiedz to reszcie.

Co roku wybieramy jedną dziewczynę do której jeden z nas ma się przystawiać. Oczywiście udział w tej zabawie bierze każdy singiel. Osoby bez swojej drugiej połówki przyjeżdżają z jakąś "koleżanką." I dają się ponieść zabawie. W dodatku kto więcej razy namówi dziewczynę na seks przez ten tydzień zostaje okrzyknięty mistrzem na cały rok. Odkąd przeszedłem do Barcy nikt nie może mi dorównać jednak coś myślę, że to się stanowczo zmieni.
-Ju idziesz po gałęzie na ognisko?-Zapytał mnie Gerard. Przytaknąłem i ruszyliśmy przed siebie.
-Kręcisz już coś z Maritą?
-Powaliło cie? My jesteśmy ziomami.-Stwierdziłem i podniosłem kilka gałęzi.
-Nie chciałbyś z nią być?-Zrobił to samo co ja.
-Sam nie wiem.
-Szkoda tylko, że jest taka.-Nie dałem mu skoczyć.
-Nie kończ. Dużo przeszła.-Nie wiem dlaczego zacząłem ją usprawiedliwiać. 
-Jest idealna. Idealna dla mnie.-Powiedziałem sobie w myślach. Jedak sam w to nie wierzę. Wmawiam każdemu, ze nic między nami nie ma, a jednak myślę o niej coraz lepiej. Jakby stała się dla mnie ważna. A przecież to nie prawda! Chyba...
-Ej to może ją w tym tygodniu weźmiemy?
Byłem bliski wybuchnięcia jednak całkiem szybko udało mi się opanować.
-Ona nie bierze udziału w tym w ogóle. 
-To jest łamanie zasad.-Oburzył sie Gerard.
-To jest.-Nie wiedziałem co powiedzieć.
-To jest moja kobieta.-Kolejny raz dopowiedziałem sobie w myślach.
-Chodźmy już. Mamy wystarczająco dużo gałęzi.-Oznajmiłem i zaczęliśmy wracać.

Gdy zaczynało robić się ciemno każdy zaczął rozbijać namioty. Oczywiście liderem w tym był Munir który jeszcze kilka lat temu uczestniczył do harcerzy. Najlepiej jednak patrzyło mi się na blondyne z Argentyny.
-Co tak się gapisz!? Pomógłbyś!-Wrzasnęła. Z uśmiechem nosiłem jej pomoc gdy tak nagle spod ziemi wyrósł nasz król namiotów i w kilka sekund rozbił jej tymczasową sypialnię.
Następnie razem z Lio wziąłem się za rozpalanie ogniska. Trwało to z jakąś godzinę ponieważ drewno było mokre i nie chciało się palić. Po udanym ognisku przy którym było mnóstwo śmiechu i dobrego jedzenia zaczęliśmy się zbierać do spania. Marita poszła do swojego namiotu po 23 ponieważ uznała, że jest jak Fiona i po północy przemienia się w okropną bestię. Oczywiście nie obyło się bez gadania, mógłbym zostać jej Shrekiem i że powinniśmy żyć długo i szczęśliwe.

O drugiej w nocy usłyszałem krzyki dochodzące z namiotu obok. Była to Kira. Przyjechała tutaj z Suarezem. Jest jego kuzynką jednak wszyscy ją znamy. Szybko do niej poszedłem.
-Wszystko w porządku?-Zapytałem.
-Tak. To tylko cienie drzew.-Zaczęła śmiać się sama z siebie
-W taki razie ja wracam do namiotu.
-Możesz zostać.-Powiedziała uroczo. Wszyscy stąd wiemy, ze Kira na mnie leci jednak nie jest w moim typie. Jest przemiła, nadal zachowuje się jak mała dziewczynka i na dodatek boi się własnego cienia. Moim zdaniem jest jeszcze głupiutka i nie chce się pakować w jakiś chory związek w dodatku z kuzynką kumpla. Każdy wie że prędzej czy później bym ją zranił zdradzając z inną dziewczyną. 
-Dobranoc Kira.-Powiedziałem po chwili. Zasunąłem suwaki i już miałem wchodzić do swojego namiotu gdy zobaczyłem kogoś na molo. W dłoni ten KTOŚ miał szluga więc to musiała być ona. Nikt inny z nas nie pali. Podszedłem do Marity i usiadłem obok.
-Czemu nie śpisz?
-A Ty?
-Kira mnie obudziła.-Głośno westchnąłem. Marita się zaśmiała.-No co?-Wzruszyła ramionami.-Ale wiesz.-Zatrzymałem się na chwilę.-Nie obraził bym się gdybyś to Ty mnie obudziła.
-Niezła gadka na podryw. Długo ją ćwiczyłeś?-Zaśmiała się.
-Nie specjalnie.-Stwierdziłem i zabrałem jej papierosa.-Moja kolej.
-Śpisz z Danim, myślisz że nie poczuje?-Pokręciłem głową na nie.-Dobranoc Neymar.-Wstała i poszła do swojego namiotu. Po chwili zrobiłem to samo. 

Perspektywa Marity. 
Rano obudziłam się w dobrym humorze. Jak nigdy, nie? Zegarek w telefonie pokazywał godzinę 8:12. Za pewne każdy będzie jeszcze spać. W miarę warunków jakie tutaj mieliśmy wykonałam poranną toaletę i założyłam dresy ponieważ nie było za ciepło. Kiedy chciałam zabrać się za śniadanie z namiotu wynurzył się jeden z piłkarzy. Nie za wysoki, dobrze zbudowany, całkiem dobrze jak na rano wyglądający Neymar.
-Hej.
-Hej.-Uśmiechnął się.-Wiesz no bo i wszyscy śpią i.-Mogłam mu nie przerywać i patrzeć jak nadal rabią z siebie debila jednak moja dobra strona wiedziała co on czuję.
-Leżą gdzieś koło poduszki.-Uśmiechnęłam się i zaczęłam dalej robić kanapki. Po jakimś czasie dołączył do mnie Rakitić i jakaś panienka o imieniu Laris. Na pozór wyglądała miło i sympatycznie. Zobaczymy co będzie dalej. Naszą śpiącą królewną okazała się Shakira. Wstała przed tym jak całą grupą mieliśmy wejść jej do namiotu i udawać, że jesteśmy otoczeni dzikim ludem z kraju którym pochodzi i chcą aby złożyła im pokłony i nie będę wam mówiła tego dalej ponieważ po znakomity plan jej małżonka. Przed południem uzgodniliśmy, że połowa z nas zostanie tutaj i będzie się kąpać, a druga połowa pójdzie zbierać owoce leśne. Na drugą propozycję zgodziłam się tylko ja. Więc Marita na co czekasz? Las stoi dla Ciebie otworem.
-No może ja z tobą pójdę.-Zaoferowała się Melisa.
-No jak chcesz.-Powiedziałam sznurując czarne super stary.
-Ja też mogę iść.-Odezwała się partnerka Iniesty.
-To na co jeszcze czekamy.-Uśmiechnęłam się. Sięgnęłam po reklamówkę i przypadkowo spojrzałam w stronę Neymara. Siedział z jakąś laską i pewnie nawet nie zwrócił uwagi na to, że miałam iść sama.
-Tak da Silva zdecydowanie coś czuję. Tylko, że do innej osoby.-Wyszeptałam i razem z dziewczynami ruszyłyśmy w rejs.

Perspektywa Antonelli.
Widziałam smutek wymalowany na twarzy Marity kiedy spojrzała na Neymara i Sofie. Chyba jeszcze nie wie, że ta dziewczyna już jest czyjąś własnością. Jednak to przekonało mnie, że Marita coś czuję do naszego Casanova.

-To nie jest tak, że coś do niego czuję.-Tłumaczyła mi po powrocie siostra mojego partnera.-Po prostu to dziwne, że wiele ludzi uważa, że do siebie pasjemy i powinniśmy być razem, a on widzi to inaczej.
-Przecież Ty jesteś taka sama.-Odezwała się Shak, którą zdążyłam we wszystko wtajemniczyć.
-No dobra nie denerwuj się już tak. Dziewczyna z którą gadał Neymar to żona Grubego.-Całą trójką zaczęliśmy się śmiać, a Marita chyba sobie uświadomiła, że zaczyna być zazdrosna o 11 Barcy.

*to miał być cziłała
***
Z góry przepraszam na wszelkie błędy w tym rozdziale.
Podobał się rozdział? Jak myślicie, będzie coś pomiędzy Neymarem i Maritą? Piszcie w komentarzach jak wy widzicie to dalej. Do następnego wpisu kochani:)

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział jak zawsze:) Czekam na next❤ //Julka

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj bedzie bedzie😍😍💖 czekam na next pisz szybko!😍💖😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuuu, grubo. :D Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł Neya z pokonywaniem lęków jest świetny :)


    NY

    OdpowiedzUsuń
  5. Ney taki genialny :D rozpędza się haha :D
    Mega rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń