wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 9.

Rozdział dedykuję mojej wspaniałej bliźniczce♥
"Czasami spotykasz kogoś i nawet jeśli wcześniej
nie lubiłeś brązowych oczu to zakochujesz się w nich
bez opamiętania." 
Perspektywa Marity.
Po udanych zbiorach wróciłyśmy do miejsca w którym się rozbiliśmy. Dziewczyny od razu dołączyły do całej reszty, która się kąpała, a ja postanowiłam udać się na krótką drzemkę. Zdjęłam buty i weszłam do dużego granatowego namiotu. Przyłożyłam głowę do poduszki i bez problemu usnęłam. Niestety około godziny 19 zostałam obudzona przez Rafinhę, który oznajmił, że za niedługo będzie impreza. Więc jeśli dobrze zrozumiałam, piłkarze wielkiej Barcelony mają zamiar rozpuścić muzykę na ful w środku lasu i tańczyć. No, zapowiada się nieźle. Wyjęłam z torby szare dresy, które miałam na sobie rano, czarną koszulkę z nike i białe air forcy Włosy zostawiłam rozpuszczone i wyszłam na zewnątrz. Od razu w oczy rzuciły mi się skąpe sukienki każdej z dziewczyn i Neymara ubranego identycznie do mnie.
-Nawet o tym nie myśl.-Podbiegł do mnie i przytrzymał za rękę. Uniosłam jedną brew.-Nie przebieraj się.-Uśmiechnął się delikatnie.-To przeznaczenie.-Wyszeptał.
-Ta.-Mruknęłam.-Możesz mnie puścić? Chce iść do dziewczyn.-Napastnik wykonał moją prośbę, a ja zrobiłam to, co powiedziałam.-Nieźle wyglądacie.-Zaczęłam się śmiać.
-Zazdrościsz nam?-Odezwała się Kira.
-Oczywiście.-Mówiłam cały czas się śmiejąc.-Tylko nie mówcie, że założycie jeszcze szpilki. W sumie nie mówicie mi tego. Poczekam aż będziecie tańczyć.-Powiedziałam i wróciłam do swojego namiotu. Podniosłam poduszkę pod którą ostatnio zostawiłam papierosy jednak ich tam nie było.
-Neymar.-Wyszeptałam. Wyszłam z namiotu i rozejrzałam się dookoła. Nigdzie go nie widziałam.
-Widział ktoś Neymara?-Zapytałam podchodząc do zgrai piłkarzy.
-Tam poszedł.-Pokazał palcem Dani kierunek w którym udał się mój poszukiwany. Podziękowałam Brazylijczykowi i ruszyłam szukać 11 Barcy. Nie trwało to zbyt szybko. Czułam jakbym miała za sobą kilka kilometrów, jednak w końcu go znalazłam.
-Tu jesteś.-Uśmiechnęłam się i usiadłam obok piłkarza. Był smutny.-Co jest?-Zapytałam zabierając mu papierosy.
-Nic.-Mruknął.
-Przecież widzę.-Złapałam jego dłoń i ją ścisnęłam. Neymar przeciągnął mnie na swoje kolana.
-Wiesz mała.-Zaczął.-Czasami każdy z nas błądzi. Wybiera złą drogę. Z początku nie widząc jej złych stron jednak z czasem te wady są tak wielkie, że wchodzą nam pod nogi i gdy chcemy zawrócić, uświadamiamy sobie, że na powrót jest zdecydowanie za daleko.
-I za późno.-Dodał po chwili.-Ja w swoim życiu zawszę wchodzę na złą ścieżkę. Chcąc pomagać jednym cholernie ranię drugich. Z resztą moja reputacja nawet wśród kolegów upadła tak nisko, że nic i nikt nie będzie w stanie jej podnieść.
-Ja tam mogłabym spróbować.-Powiedziałam bez namysłu. Z resztą słuchając Neymara nie przeszkadzało mi to, że jeździ dłonią po moich plecach.
-Nie dasz rady.-Zaśmiał się.-Marita.-Przerwał.-Ciebie też zranię.-Powiedział tak nagle.-Pewnie mnie znienawidzisz, a ja pomimo tego, że będę cierpiał jak głupi, nie schowam dumy do kieszeni. Ucieknę.
-O czym ty mówisz?
-Lubie cię i mam nadzieję, że gdy już się wszystkiego dowiesz, tutaj.-Położył rękę na mojej piersi.-Poczujesz ukucie, ale będziesz wiedziała, że robiłem co mogłem.
Dobra to zaczyna być chore. Wstałabym i uciekła gdziekolwiek jednak nie mogę. Neymar był ze mną, kiedy tego potrzebowałam, więc ja muszę być z nim. Tak robią przyjaciele. Niestety ja nigdy nie miałam z kogo brać przykładu i nie mam pojęcia co powinnam teraz zrobić.
-Neymar ja.-Zaczęłam, ale to tylko głupie gadanie.-Jeśli już teraz wiesz, że kogoś zranisz, przestań doprowadzać tego działania do celu.-Oparłam się o jego klatkę piersiową.-Pomyśl ile mógłbyś zyskać ściągając maskę.-Nie mogłam skończyć. Neymar złączył nasze usta. Chciałam tego. Bardzo tego chciałam, ale przecież nie mogłam.-Neymar.-Wyszeptałam odrywając się od niego.-Proszę, nie wykorzystuj tego, że jesteś jedynym mężczyzną do którego mam słabość.
-Ty jesteś jedyną dziewczyną, której jeszcze nie zaciągnąłem do łóżka. Powinnaś to szanować.-Wzruszył ramionami i pokręcił głową. Wstał zrzucając mnie przy tym. Nie wiem co się z nim stało.
-Gdzie idziesz?-Zapytałam patrząc, że Neymar nie zawraca, a wręcz przeciwnie. Idzie w głąb lasu. Nie dostałam odpowiedzi. Mogłam odpuścić i wrócić do namiotu, jednak coś we mnie nie wyraziło na to zgody.-Ziom.-Zaczęłam, idąc kilka kroków za napastnikiem.-Czemu nie możesz mi powiedzieć co się dzieję? Przecież bym ci pomogła. Nie powinno się uciekać od problemów. Przecież nie jesteś slaby. Jesteś piłkarzem. Miliony dzieci bierze cię za przykład. Jak myślisz, co by zrobili, gdyby cie poznali. Wyobrażasz sobie dzieci, które odpuszczają? Które widzą cie jako swojego króla i tak nagle jak ty zaczęliby robić to co złe? Bo ja nie.-Gadałam jak najęta. Wiedziałam, że mnie słucha ponieważ zwolnił krok.-Neymar tak naprawdę jesteś wartościowym człowiekiem, który nie powinien ponosić klęski. Ty nawet nie jesteś do tego stworzony!-Zamilkłam na chwilę.-Ale wiesz, zadziwia mnie jedna rzecz. Raz jesteś uśmiechnięty i radosny, a za chwile, gdybyś mógł powystrzelałbyś wszystkich ludzi na świecie. Powiesz mi dlaczego tak jest?
-To proste. Chce cieszyć się życiem, ale wszystko przypomina mi o tym, co najgorsze.
-A co jest najgorsze?-Zapytałam, ale to to samo jakbym siedziała w pokoju całkiem sama. Nie dostałam odpowiedzi.-Może już będziemy wracać? Robi się ciemno.
-Chcesz to idź.-Mruknął.
Chodziliśmy tak po lesie bez żadnego słowa. Zaczynało się robić coraz ciemniej i zimniej. Co chwila musiałam dorównywać Neymarowi kroku, który pędził jak szalony. Pewnie robił wszystko aby się mnie pozbyć.
-Dasz wreszcie spokój?-Szarpnęłam go za rękę.-Wracamy!-Powiedziałam stanowczo jednak myślę, że nikt nie posłuchałby kurdupla bez mięśni.
-Chcesz to mogę cię kawałek odprowadzić.
-Chce żebyś wrócił ze mną. Neymar co jest z tobą?-Powiedziałam, a moje oczy się zaszkliły zupełnie nie wiem czemu.
-Też chce wiele rzeczy, jednak ich nie mam.-Powiedział i szedł dalej.
-No w porządku. Idź sobie!-Krzyknęłam i usiadłam na pieńku.-Proszę bardzo! Mam nadzieję, że nie wrócisz zbyt szybko!-Zaczęłam wrzeszczeć. Strasznie byłam wkurzona na Brazylijczyka, który z każdą chwilą był coraz dalej. Powoli zaczynałam tracić jego sylwetkę z pola widzenia. Nie, tak przecież nie może być.Zaczęłam biec w kierunku tego pacana.
-Neymar powiem to ostatni raz. Wracamy.-Próbowałam brzmieć całkiem poważnie.
-Dasz mi wreszcie spokój?!-Wrzasnął ściskając mnie za ręke.
-Tak.-Powiedziałam zrezygnowana. Do mich oczu kolejny raz napłynęły łzy. Niestety jedną z nich zobaczył Brazylijczyk.
-Ja. Ja nie chciałem, żeby tak to wyszło.
-Ty nigdy nic nie chcesz.-Powiedziałam i zaczęłam wracać do miejsca w którym byliśmy rozłożeni.
-Marita stój.-Usłyszałam po chwili.
-Nie chce twoich przeprosin.
-Nie o to chodzi. Nie wiesz jak wrócić.-Powiedział biegnąc w moją stronę. Tutaj niestety miał rację.
-Trudno. Poradzę sobie.
-Jesteśmy naprawdę daleko od reszty.
-Może i tak, ale nie zamierzam spędzić całej nocy w lesie.-Burknęłam.-Pod gołym niebem rzecz jasna.-Dodałam, gdy przeanalizowałam to, co wydobyło się z moich ust.-Ty miałeś gdzieś sobie iść, tak?
-Mała zmiana planów.-Wyciągnął rękę w moją stronę.-Odprowadzę cie do namiotu.-Wiedział, że nie podam mu ręki, więc sam ją wziął. Pociągnął mnie za sobą, bo stałam jak słup.
-Daleko jeszcze?-Zapytałam ponieważ byłam wykończona, a szliśmy już ponad godzinę. Neymar pokiwał twierdząco głową. Aha. No fajnie.-Pasuje.-Powiedziałam i usiadłam pod najbliższym drzewem. Tak ludzie najbliższym, nie ważne, że otaczają mnie same drzewa. Kto by pomyślał, że one w ogóle rosną w lesie.-Gdyby nie twoje głupie spacerowanie dawno bym już spała, albo śmiała się z dziewczyn.
-Śmiała się?
-Tak.-Pokiwałam w dodatku głową.-Mi chyba nie przyszłoby w ogóle na myśl zabierać do lasu sukienkę, a w szczególności szpilki.-Na samą myśl o dziewczynach zaczęłam się uśmiechać.
-Może jeszcze zdążysz je zobaczyć.-Wyciągnął z kieszeni telefon.-Jest dopiero po pierwszej. Na pewno bawią się na całego.
-Może i masz rację.-Fakt, że zdążę pośmiać się z dziewczyn zregenerował mi siły. Po drodze zrobiło mi się strasznie zimno, więc jak miałam w zwyczaju wyciągnęłam ręce z rękawów i szłam jak jakiś debil. Neymar zaczął się ze mnie śmiać, ale po jakimś czasie zrobił to samo, nie ważne nie miał przepiętą bluzę w pasie. Wracając zdążyliśmy wypalić pół paczki papierosów. Znaczy Neymar wypalił, bo ja byłam taka zmęczona, że ledwo trzymałam się na nogach.
-Może wezmę cię na ręce?-Zapytał.
-Nie. Dam sobie radę.-Mówiłam, ale oczy mi sie już zamykały.
-Lepiej jak potkniesz się o korzenie i wywalisz.-Powiedział ironicznie.-Wskakuj.-Tak jak kazał wskoczyłam mu na plecy i chyba powoli zaczynałam usypiać. Dopiero gdy doszliśmy do miejsca w którym odbywał się biwak ocknęłam się.
-Dzięki.-Powiedziałam, kiedy Neymar przytargał mnie pod sam namiot.
-Nie ma sprawy.-Uśmiechnął się i poszedł do swoich kolegów. Chwilę na nich popatrzyłam ponieważ nie chciało mi się odsuwać namiotu.
-Marita chodź potańczyć!-Zawołał mnie Munir. Ledwo, ale jednak wstałam. Przetańczyłam z nim może z dwie piosenki po czym usiadłam przy ognisku.
-Em Marita, bo wiesz.-Podrapał się w kark kapitan Brazylii.
-Fajki są tam, gdzie zawsze.
-Tym razem nie o to chodzi. Dani jest z Kirą w naszym namiocie i nie mam za bardzo gdzie spać.
-Możesz ze mną spać.-Uśmiechnęłam się do napastnika.-Ale tylko wtedy, gdy zaniesiesz mnie do namiotu.-Sama nie wiedziałam co gadam. Piłkarz wziął mnie na ręce. Odsunął suwaki i delikatnie położył na materacu. Kiedy wchodziliśmy do namiotu każdy zaczął bić nam brawa. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. W namiocie było ciepło więc ściągnęłam buty oraz spodnie po czym weszłam pod cieniutki kocyk.
-Zmarzniesz.-Powiedział napastnik.
-Syndrom ojca Ci się włączył?-Zaczęłam się śmiać. Neymar coś tam pogadał pod nosem, odwrócił się do mnie plecami i poszedł spać.

Następnego dnia obudziłam się z małą niespodzianką. Ręka Neymara była na moim brzuchu przez co nie mogłam się ruszać bo bym go obudziła. Leżałam tak z pół godziny jednak mój pęcherz wiecj nie wytrzymał.
-Neymar wstawaj.-Poklepałam go po twarzy.-Weź rękę.-Powiedziałam gdy otworzył oczy. Gdy byłam już wolna poszłam się ogarnąć i wróciłam do namiotu. Zegarek na telefonie pokazywał 7:03. Postanowiłam iść jeszcze spać. Najpierw jednak założyłam świeże ubranie. Później tylko owinęłam się kocem i położyłam jak najbliżej Neymara ponieważ było mi chłodno. Po chwili usnęłam.
-Dzień dob.-Wparował do namiotu Dani.-Ale jak wy to ten no, przez ubrania, cooo.-Pogubił się biedaczek. 
-Przez Ciebie musiałam go przegarnąc!-Zaśmiałam się i wyszłam z namiotu. Alves zrobił to samo. 
-Będę ci wdzięczny jak weźmiesz go do samego końca. Bo wiesz, tego roku ja zamierzam wygrać.-Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi więc tylko pokiwałam głową i się uśmiechnęłam po czym wróciłam do namiotu aby wyjąć z torby papierosy. Jedną paczką rzuciłam w piłkarza, a drugą zabrałam ze sobą. Poszłam na molo na którym siedział Lionel. Usiadłam obok niego i podpaliłam papierosa.
-Chcesz?-Zapytałam z grzeczności. Piłkarz pokręcił przecząco głową.-Twoja strata. Co dzisiaj robimy?
-Idziemy na crossy.
-Chcesz żeby 30 wariatów wsiadło na crossy?
-Czemu nie?-Uśmiechnął się.-Jak tam było wczoraj z Neymarem? Coś słabo było was słychać.-Zaśmiał się.
-Weźcie no.-Wturowałam mu.-Ja go tylko przygarnęłam.
-Każda wymówka jest dobra.-Przerwał mi.
-Masz rację.-Uśmiechnęłam się i odeszlam od piłkarza. Pomogłam Melisie przygotować śniadanie i poszłam wszystkich na nie zebrać.
-Panie, śniadanie za chwilę.-Powiedziałam kucając przed namiotem w którym siedziały wszystkie dziewczyny. Akurat były w trakcie robienia sobie makijażu. Następnie poszłam po całą zgraje piłkarzy, którzy siedzieli nad wodą, a na koniec zostawiłam sobie napastnika, który cały czas był w moim namiocie.
-Ziom śniadanie.-Powiedziałam kładąc się obok niego.
-Nie jestem głodny.
-No tak.-Westchnęłam.-Lepiej raka karmić.-Zaśmiałam się.
-Widzę, że już dobrze mnie poznałaś.-Pocałował mnie w czoło i wyszedł z namiotu. Przeterłam rękawem miejsce w którym piłkarz złożył pocałunek i zrobiłam to samo. 
W trakcie posiłku Lionel przedstawił plan dzisiejszego dnia. 
-Macie 20 minut żeby się ogarnąć bo na 12 są zamówione crossy, później będziemy pływać, a wieczorem impreza. Dla wszystkich.-Mówiąc to spojrzał się w moją stronę, a później wzrok skierował na Neymara, który siedział w drugim końcu.-Jutro paintball połączony z podchodami.-Dokończył i zabrał sie za śniadanie. 

-Miłej zabawy!-Powiedział instruktor po tym jak oznajmił nam wszelkie zasady. Razem z Bartrą jako pierwsi wsiedliśmy na crossy i bez upewnienia się, że nasze pojazdy są bezpieczne ruszyliśmy zostawiając całą resztę za warstwą kurzu i dymu.
-Nie masz ze mną szans!-Krzyknęłam i dodałam gazu.
-Jeszcze byś się zdziwiła.-Powiedział kiedy byliśmy obok siebie.
-Ścigajmy się do tego drzewa z oznaczeniem czarnego szlaku.-Oznajmiłam i przyszykowałam maszynę.-Później cały czas się nim kierujemy. Kto będzie drugi bierze Neymara do siebie na noc. 
-Ale przecież ja śpię z Mel.-Jęczał.
-Twój problem.-Zaśmiałam się i odpaliłam silnik.-Gotowy?-Marc kiwnął głową. Poprawiłam kask i dałam znak, że wyścig się rozpoczął. Pierwsze kilka zakrętów poszły gładko. Byłam na prowadzeniu jednak nie na długo. Czarny szlak okazał się moją przegraną. Z początku zaczęłam tracić panowanie nad kierownicą. Kiedy już sobie z tym poradziłam droga zaczęła się zwężać przez co bałam się, że wiadę w drzewo. Jadąc jako druga miałam utrudnienie ponieważ Marc strasznie pędził zostawiając przy tym chmurę kurzu. Koniec końców przegrałam z obrońcą Blaugrany.
-Żądam rewanżu!-Mówiłam kiedy dojechaliśmy do mety. Marc jedynie zaczął się ze mną śmiać.-Oszukiwałeś. To pewne.-Udałam obrażoną i wsiadłam na crossa.-Jeszcze musimy wrócić.-Oznajmiłam i jak najszybciej ruszyłam. Teraz nie mam jak przegrać. Zjechałam z góry, zaliczyłam dwa ostre zakręty i odwróciłam się aby zobaczyć jak daleko jest Marc jednak nie widziałam go wcale.-Marc!-Po chwili postanowiłam zawrócić i sprawdzić czy nic się nie stało.-O nie! Oni mnie zabiją!-Krzyknęłam widząc Bartre leżącego na ziemi obok motoru. Jak najszybciej do niego podbiegłam.-Marc. Obudź się.-Poklepałam go po policzku.-Przecież to była tylko zabawa. Marc błagam.
-Cienias.-Krzyknął piłkarz i nagle wstał. Wsiadł na crossa i ruszył kolejny raz zostawiając mnie w tyle.
-Osz ty!-Powiedziałam i poszłam w ślady piłkarza.
-Miłych snów z Neymarem.-Zaśmiał się gdy dojechałam do miejsca skąd braliśmy crossy.

Po powrocie każdy poszedł popływać, a ja postanowiłam się poopalać. Poszłam do namiotu przebrać się w letnie ubranie. Włosy ściągnęłam w wysokiego kucyka i poszłam położyć się na molo. Oczywiście zostałam ochlapana z każdej strony i dwa razy wrzucona do wody przez Sergiego. Wieczorem umówiłam się z dziewczynami na plotki. Od dawna nie interesują mnie takie rzeczy, ale lepsze to od siedzenia samej. 

Siedząc na mięciutkim kocu przyglądałam się chłopakom, którzy bawili się piłką.
-A Ty Marita, co o tym myślisz?-Zapytała mnie Kira.
-Y, co?
-Co myślisz o miłości od pierwszego wejrzenia?
-Nie ma czegoś takiego. Kocha się za charakter, a nie wygląd.
-Nie wierzę, że to powiedziałaś.-Odezwała się Antonella.-Widzę, że Neymar zmienia Cię na lepsze.
-Co? Ona jest z moim pysiem?-Obużyła się dziewczyna, która przed chwilą zadała mi pytanie.
-Nie przypominam sobie, żeby Neymar mówił, że jest twój.-Shakira się zaśmiała.
-Tak to patrzcie. Udowodnię wam, że on coś do mnie czuję.-Powiedziała dumnie.-Neymar! Neymar!-Zaczęła machać ręką. 
-Neymar.-Zawołała napastnika piosenkarka. Przyszedł od razu.
-Zimno mi trochę. Daj mi swoją bluzę.-Powiedziała przesłodko kuzynka Grubego.
-Ale wiesz, mi.-Próbował coś wymyślić. 
-Ney mógłbyś przynieś Maricie bluzę z namiotu?-Odezwała się Sofia. Chyba też nie przepadała za nową osobą w rodzinie.
-Może wziąć moją.-Uśmiechnął się i szybko zdjął z siebie ubranie. Podał mi ciemną bluzę i wrócił do kolegów.
-Przekupiłyście go.-Obraziła się i poszła do namiotu.
-Nie wiecie jak się cieszę, że z wami tutaj siedzę. Kira jest okropna.-Zaczęła Sofia.
-Nieszczęśliwie zakochana.-Burknęłam.
-Co Ty.-Machnęła ręka partnerka Suareza.-Ona leci na wygląd. Jej jeszcze nie w głowie prawdziwe oczucia. 
-Ej dziewczyny myślicie, że Neymar zaczyna coś czuć do Marity?-Poruszyła ten temat partnerka mojego brata.
-Halo ja tu jestem.-Wymachiwałam rękami.
-Uświadomię ci, że powinniście być razem.
-Wczoraj byli tak samo ubrani i to było urocze.-Powiedziała partnerka Sergiego.
-Czysty przypadek.
-Na Dominikanie kupili sobie takie same bluzy.-Wtrącił się Dani.-I kończcie te pogaduchy, bo zaraz ognisko.
-I impreza?-Chciałam się upewnić czy będę mogła zobaczyć dziewczyny tańczące na piachu w kilkunastu centymetrowych obcasach.
-Prawdziwa kobieta potrafiłby przenieść góry w szpilkach.-Odezwała się Sofia, która chyba zrozumiała o co chodziło z moim pytaniem.

-Ładnie ci w mojej bluzie.-Usłyszałam głos Neymara kiedy siedziałam na molo.
-Ładnemu we wszystkim ładnie.-Uśmiechnęłam się.
-Racja.-Zrobił to samo.
-Nie rozumiem czemu wszyscy mówią, że powinniśmy być razem.-Powiedziałam i zgasiłam papierosa. Napastnik jedynie wzruszył ramionami.-Myślisz tak samo?
-Nie. Chyba nie, a ty?
-Też nie.-Spojrzałam mu w oczy.-Jednak tak.-Pomyślałam.-Idziemy się napić?
-Ja nie pije, ale możemy iść zatańczyć.-Wstaliśmy i dołączyliśmy do nocnych imprezowiczów. Jak na złość Dani włączył wolny kawałek.
-Serio?!-Obużyłam się.
-Cii.-Uspokajał mnie Neymar. Położył ręce na mojej talii i przysunął mnie do siebie.-To tylko jeden taniec.-Wyszeptał.
-Wolny.-Przerwałam.-Wolny z Tobą.-Głośno westchnęłam.
-Przeżyjesz.-Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Wtuliłam się w chłopaka, ale tak naprawdę czekałam na koniec.
-Widzisz, nie było tak strasznie.-Powiedział po przetańczonej piosence.
-Masz racje.-Stwierdziłam i odsunęłam się od piłkarza. Reszta piosenek była już normalna przez co mogłam czuć się swobodnie. Około północy udało mi się namówić Neymara na jednego drinka. Znaczy ja wypiłam z pięć, a on jednego. Cóż, chciałabym mieć tak silną wolę jak on.
-On zawsze tak mało pije?-Zapytałam się Lionela.
-Raczej tak.-Powiedział podpitym głosem.
-Dlaczego?
-Nie wiem. Zapytaj się go.
-Widzę,  że jak zawsze mogę na ciebie liczyć.-Mruknęłam i wróciłam na koc na którym siedziałam z napastnikiem.-Co z twoimi tatuażami?
-Są na swoim miejscu.-Wyszczerzył się.
-Kiedy je zobaczę?
-Jak zasłużysz to zobaczysz.-Wytknął mi język.
-Jak dziecko.-Zaczęłam się śmiać.-Szkoda tylko, że nie lubię dzieci.
-A co tam słychać u twoich tatuaży?
-Miewają się dobrze. Ostatnio słyszałam, że chcą się spotkać z twoimi.
-Doprawdy?-Zapytał i łobuzersko się uśmiechnął. Pokiwałam twierdząco głową i przygryzłam dolną wargę. Neymar zaczął się do mnie zbliżać. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.-Co byś zrobiła, gdybym powiedział, że cię pragnę?
-Chcesz sprawdzić?-Zapytałam i złączyłam nasze usta.

Perspektywa Neymara.
Udało mi się. Teraz mogłem zrobić z nią wszystko. Jednak, gdy Marita mnie pocałowało zrozumiałem, że zmierzam nie w tą stronę co trzeba. Oczywiście, odwzajemniłem jej pocałunek. Chciałem tego. Tak samo jak bardzo chciałem teraz jej ciała, ale obiecałem, że jej nie wykorzystam. Poczekam aż sama będzie tego chciała. Na trzeźwo.
-Idziemy do namiotu?-Zapytała odrywając się ode mnie.
-Spać?-Specjalnie tak powiedziałem.
-No nie koniecznie.-Uśmiechnęłam się i wstała. Wyciągnęła rękę w moją stronę.-Chodź.-Powiedziała to tak uroczo, że nie byłem w stanie jej odmówić. Złapałem jej dłoń i po chwili byliśmy w namiocie. Doskonale wiedziałem czego chciała. Usiadła na mnie okrakiem i składała pocałunki na moich ustach. Była delikatna. Stopniowo, gdy Marita zaczynała pozbywać się ubrań zapominałem o Bożym świecie. Całowałem ją po całym ciele. Ej Neymar stój. Ona na trzeźwo by tego nie zrobiła.
-Marita.-Spoważniałem.
-Tak?-Spojrzała na mnie.
-Nie chcesz tego.-Powiedziałem z bólem.
-Chce.
-Ja tego chce, ale nie ty.-Próbowałem przemówić jej do rozsądku.
-Aż tak bardzo nie dorównuje poprzednim dziewczyną z którymi się pieprzyłeś?
-To nie tak.-Nie wiem, czy mądre, wróć, jakiekolwiek gadanie z nią ma sens.-Jesteś najlepsza.
-A więc w czym problem?
-Jesteś pijana.
-Ale mówię ci świadomie, że chce się z tobą przespać.
-W takim razie ja tego nie chce.-Powiedziałem zakładając koszulkę i wyszedłem z namiotu. Wszyscy nieźle się bawili, więc nawet nie zwrócą uwagi, że mnie nie ma. Ruszyłem w głąb lasu. Usiadłem pod drzewem i wyciągnąłem z kieszeni papierosy. Podpaliłem jednego i się zaciągnąłem.
Nie mogę w to uwierzyć. Byłem tak blisko. Naprawdę niewiele brakowało, ale coś mi na to nie pozwoliło. Nie chciałem aby rano obudziła się z obrzydzeniem do samej siebie i nienawiścią do mnie. Jeśli cokolwiek zapadło jej w pamięć jestem uratowany. Jeśli będzie pamiętała wszystko będę naprawdę szczęśliwy. Zrozumie, że nie jest mi obojętna i ją szanuje.
Gdy odreagowałem wróciłem do moich przyjaciół. Nie podchodziłem do nich tylko od razu udałem się do namiotu Marity. Spała. Popatrzyłem na nią chwilę, po czym zrzuciłem z siebie ubranie i udałem się do krainy Marfeusza.

-Ziom.-Wyszeptała Marita klepiąc mnie po policzku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nachyloną nade mną blondynkę.-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.-Powiedziałem zaspanym głosem.-Wiesz, że cholernie ciężko było mi się powstrzymać?
-Jedynie mogę się domyślać.-Uśmiechnęła się.-W sumie to też przepraszam.-Spuściła głowę.
-Nie masz za co. Pomimo, że od niczego nie doszło było mi z tobą naprawdę dobrze.-Poczochrałem jej włosy. Dziewczyna się zarumieniła. Położyła się obok. Przypadkowo położyłem rękę na jej brzuchu. Nadal była w samym staniku.
-Chyba nadal tego chcesz.-Pomyślałem i uśmiechnąłem się sam do siebie. Leżeliśmy tak w ciszy przez dłuższy czas. Bawiłem się kosmykiem jej blond włosów, a ona się uśmiechała.
-Chyba zmieniam zdanie.-Sam nie wiedziałem, że wyszło to z moich ust.
-Ale o czym ty mówisz?-Podniosła się do pozycji siedzącej siostra mojego przyjaciela.
SIOSTRA MOJEGO PRZYJACIELA. Siostra mojego PRZYJACIELA. Siostra MOJEGO przyjaciela. SIOSTRA mojego przyjaciela. Siostramojegoprzyjaciela. SIOSTRA MOJEGO PRZYJACIELA. Neymar pakujesz się w niezłe gówno.
-Już o niczym.-Nie chciałem spojrzeć jej w oczy.
-Zacząłeś to wypadałoby skończyć.-Milczałem.-Neymar. Spójrz na mnie.
-Myślę, że powinniśmy być razem.
-Oszalałeś?-Zaczęła się śmiać.
-Nie. Mówię serio, poważnie.-Zakręciłem sobie kosmyk jej włosów na palcu.
-No. Może kiedyś. I na innym świecie-Odezwała się po chwili namysłu.-Ale żyjemy tu i teraz.-Poklepała mnie po ramieniu, założyła koszulkę, spodenki które miała na sobie wczoraj i wyszła na zewnątrz zabierając ze sobą papierosy.

-I jak, wiesz już coś?-Zapytał mnie Leo kiedy poszliśmy się przejść.
-A wiesz, że tak. Jakiś czas temu uciekła od ciebie z domu. Na Dominikanie powiedziała, że została zgwałcona. Mógłbym wiedzieć o wiele więcej, ale nie mogę. Marita nie zasłużyła na takie traktowanie. Nie wiem nic. Nie chce rozmawiać na twój temat w ogóle.-Powiedziałem z udawanym smutkiem.-Ale wiesz co, sam do niej podejdź i zagadaj.
-Myślisz, że nie próbowałem?
-Zabierz ją na jakiś spacer, ale zróbcie coś co ona lubi.
-Nie. Ja nie wiem co ona lubi. Poczekam aż sam z niej to wyciągniesz.
-Tyle, że ja nie chce już tego robić.-Powiedziałem sobie w myślach.-W porządku.-Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.-Może już będziemy wracać? Niedługo gra.
-Masz racje.

-Więc tak. Są dwie grupy. Dziewczyn i chłopaków. Zasady paintball'a są wam zapewne znane. Jeśli chodzi o podchody to robimy strzałki na drodze lub drzewach. Kartki z zadaniami muszą być pod kamieniem lub przebite patykiem w ziemi. Wygrany team sam ustala dla siebie nagrodę.-Rozporządziłem i zszedł z ławki. Rozdałem każdemu kamizelkę do której można strzelać i broń.
-Pilnuj się kochanie.-Wyszeptałem do ucha Maricie. Doskonale wiem, że nie lubi kiedy tak do niej mówię.
-Skopiemy wam dupy.-Powiedziała radośnie i posłała mi całusa w powietrzu.

Cała zabawa trwała ponad trzy godziny ponieważ dziewczyny nieźle się ukryły. W dodatku wszystkie były ubrane w kolorach moro. Początkiem ich nagrody było to, że każdy z nas musiał wybrać sobie jedną dziewczynę, którą weźmie na plecy i zaniesie do samego obozowiska. Oczywiście, że chciałem wziąć Maritę bo ją lubię i jest leciutka, ale wyprzedził mnie Munir. Bez zbędnego gadania wskoczyła mu na plecy i kazała iść daleko ode mnie. Zupełnie nie wiem dlaczego. Mi przypadła Laura. Nie za wysoka, ładna i zielonooka koleżanka Daniego.
-Cóż, przynajmniej nie muszę cały czas słuchać gadania Kiry.-Powiedziałem do dziewczyny, którą miałem na plecach.
-Uznam to za komplement.-Zaśmiała się brunetka i jak przeczuwałem spojrzała się w naszą stronę Marita.-A właśnie, ty z nią nie kręcisz?
-Sam nie wiem.
-Ładna jest.
-Wygląd to nie wszystko. Liczy się charakter. Rzeczy, które oboje ludzi lubi robić.
-Zakochany po uszy?
-Zakochany po uszy.-Przyznałem rację brunetce powtarzając jej słowa.

-Dzięki za przyniesienie.-Zaśmiała się dziewczyna zeskakując z moich pleców. Odruchowo obdarowałem ją uśmiechem.
-Dziena ziom. Miło, że przytargałeś ze sobą do samego końca wór ziemniaków.-Usłyszałem jej głos. Mimowolnie uśmiechnąłem się słuchając jej głupot.
-Do twoich usług księżniczko.-Ukłonił się przed nią el Haddadi i poszedł do swojego namiotu. Wszyscy byliśmy strasznie wykończeni, więc dziewczyny jutro mają swój dzień zwycięzcy.
-Dani mogę dzisiaj u nas spać?-Zapytałem przyjaciela.
-Sory stary.
-A co z jej namiotem? Tam nie możecie się pieprzyć?
-Obok Grubego? Powodzenia.-Machnąłem ręką i wszedłem do namiotu w którym będę śpał kolejną noc z rzędu.
-Nie łaska wyjść na zewnątrz?-Mruknąłem.
-Ja ci nie zabraniam tutaj palić.-Powiedziała spokojnie. Czyli co? "Idź jak najdalej Neymara" było rzucone od tak? Marita ma dobry humor i się nie obraziła?
-W porządku.-Wyciągnąłem papierosa i go podpaliłem.-Nie jesteś już na mnie zła?
-A byłam?
-No wiesz, koniec końców, poszłaś do Munira.
-Zazdrosny?-Zaśmiała się. Wzruszyłem ramionami.-Chciałam żebyś to Ty się na mnie obraził.
-Co?-Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
-Rano powiedziałeś, że moglibyśmy być razem, ale ja tego nie chce. Fakt jesteś przystojny i bardzo cię lubię, ale co jeśli nasz związek by nie wypalił? Nie chce stracić, tak dobrego przyjaciela.
-Głuptasie, przecież ja będę z tobą zawsze.
-I pomimo wszystko?
-I pomimo wszystko. Wiesz.-Zacząłem niepewnie.-Jakiś czas temu, kiedy jeszcze słabo się znaliśmy nie powiedziałbym, że.-Nie chciałem jej tego powiedzieć. Nie chce się przyznać, że coś dla mnie znaczy.
-Że?-Widzę, że nie będzie z nią tak łatwo.
-Że będę w stanie czuć do ciebie coś tak silnego.
-Miłość czasami przychodzi w najmniej odpowiednim momencie.-Westchnęła.-Idę się jeszcze przewietrzyć, idziesz ze mną?-Pokiwałem głową na tak. Usiedliśmy na pomoście. Objąłem Maritę ramieniem.
-Nie przypuszczałabym, że Neymar Junior stanie się moją słabością.-Położyła głowę na moim ramieniu.
-Nie przypuszczałbym, że jakakolwiek dziewczyna namiesza mi w głowię tak jak zrobiłaś to ty.-Pomyślałem.

***
Witam moje kochane czytelniczki!
Mam cichą nadzieję, że rozdział wam się spodobał :D Ciekawe czy para Neymar i Marita kiedykolwiek ujrzy światło dzienne :D piszcie w komentarzach co myślicie o tym poście.
Do następnego :*

7 komentarzy:

  1. Aw kocham Cię!
    Rozdział jest niesamowity❤ Marita i Neymar niech będą razem!!
    Tylko, że Ney musi jej jeszcze powiedzieć prawdę;/
    Czekam na kolejny z niecierpliwością:* //Julka

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem co powiedzieć...BOSKO!!! Mam nadzieję, że będą razem :) czekam na szybki next :)

    NY

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuuu😍😍 no kocham😍😍😘 oni bd razem i wszyscy sie obtym dowiedzą😍😂 kochana życzę weny!😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo oo <3 Jak słodko się zrobiło. *_*

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwww jakie cudeńko. Coraz bardziej kocham tego bloga. Życzę weny i wpadnij do mnie http://elamoresciego.blox.pl/2016/06/Rozdzial-8-Bede-szczesliwa-kiedy-pokocham-go.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Uroczooo!! Czekam na następny. Jestem ciekawa co się będzie działo. Życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. 51 year-old Assistant Media Planner Emma O'Collopy, hailing from Dolbeau enjoys watching movies like Blood River and Playing musical instruments. Took a trip to Al Qal'a of Beni Hammad and drives a Duesenberg Model J Long-Wheelbase Coupe. przejscie do strony internetowej

    OdpowiedzUsuń