sobota, 16 lipca 2016

Rozdział 10.

PRZEPRASZAM ZA NUDNY ROZDZIAŁ!
"Nikomu nie ufaj. Nawet sól wygląda jak cukier."
Obudziłem się w cudownym nastroju. Obok mnie leżała dziewczyna, która jest wręcz dla mnie stworzona. Założyłem koszulkę i wyszedłem z namiotu. Na zewnątrz jeszcze nikogo nie było więc na spokojnie mogłem sobie zapalić.
-Chyba sobie żartujesz!-Usłyszałem znajomy mi głos.
-Myślałem, że ktoś mnie przyłapał.-Zaśmiałem się.
-Palisz beze mnie. Super.
-Co on robi?-Odezwał się Munir. Poderwałem się z molo wyrzucając przy tym papierosa z ręki. Spojrzałem na Marite. Miałem nadzieję, że coś wymyśli.
-No wstał to mógł powiedzieć, że idzie zapalić.-Zaczęła tłumaczyć.-Znaczy mógł powiedzieć to poszłabym z nim i no, zapalił.
-Już się bałem, że Neymar pali.-Zaczął się śmiać Hiszpan.
-Cooo. Przecież to niedorzeczne.-Również się śmiała.-Z resztą, nie pozwoliłabym mu na to.-Powiedziała podchodząc do mnie i poklepała mnie po klacie.
-I wy jeszcze nie jesteście razem.-Mówił cały czas przez śmiech. Żadne z nas się nie odezwało. Marita przewróciła oczami o od nas odeszła.
-My do siebie nie pasujemy.-Wypaliłem i poszedłem za blondynką. Widać, że była skrępowana.
-Musimy coś z tym zrobić.-Powiedziałem siadająć obok dziewczyny.
-Masz rację.
-To jak, jesteśmy razem czy udajemy, ze się nie znamy?
-A jak wolisz?-Spojrzała mi w oczy.
-Chce spędzić z tobą całe swoje życie. Nie chce się od ciebie oddalać, ale chyba nie mamy innego wyjścia.
-Wyjście jest zawsze.-Mruknęła i spuściła głowę.
Nie chce tego robić. Czemu miałbym zrywać kontakt z osobą, którą lubię?
-A wiesz co.-Podnosiłem jej podbródek, aby na mnie spojrzała.-Powinniśmy być szczęśliwi, nie ważne co inni powiedzą.
-Czyli co, przyjaciele?-Uśmiechnęła się delikatnie.
-Przyjaciele.

Kilka dni później. 
Perspektywa Marity.
Razem z Lionelem i Antonellą jedziemy na trening. Jutro Barca gra ważny mecz przeciwko Sevilli. Nie chce na niego iść, ale obiecałam to Neymarowi z którym nie mam tak dobrego kontaktu jaki był on nie cały tydzień temu. Teraz spotykamy się tylko wtedy, gdy przyjedzie do mojego brata. Zamienimy dwa zdania i temat się urywa. Zupełnie nie wiem dlaczego tak jest.
Wysiedliśmy z samochodu i od razu udaliśmy się do Ciutat Esportiva. Para poszła do szatni a ja udałam się na trybuny z których widziałam kolesia, który wyżywa się na piłce.
-Bardzo cię skrzywdziła?-Zapytałam wchodząc na murawę.
-Na pewno nie bardziej niż Ty.-Mruknął.
-O co ci chodzi?
-Nie mówiłaś, że masz kogoś.
-Bo nie mam. Neymar skąd takie głupoty przyszły ci do głowy?
-Napisałaś mi to. Jeszcze tego samego dnia co wróciliśmy do domu.
-"Nieźle umięśniony brunet o prześlicznych czekoladowych oczach, wspaniałym uśmiechu i masie tatuaży-chyba się zakochałam." o to ci chodzi?-Wyrecytowałam wiadomość, którą napisałam piłkarzowi.
-Może.-Powiedział i kopnął piłkę do bramki z niewyobrażalną siłą. Podeszłam do niego. Złapałam za nadgarstek i spojrzałam mu w oczy.
-O Ciebie mi chodziło.-Czekałam na jego reakcje.
-Jak bardzo mam wspaniały uśmiech?
-Tak bardzo, że zawsze gdy zamykam oczy go widzę.
-No cóż, trudno mi się z tym nie zgodzić i też nie wypada zaprzeczyć.-Mówił przez śmiech.-Cieszę się, że Cie mam mała.
-Tak, też się bardzo z tego cieszę. Jesteśmy niezłymi przyjaciółmi.-Powiedziałam jednak powoli musiałam wracać na trybuny ponieważ na boisku zaczynali pojawiać się piłkarze.
-O czym gadałaś z Neymarem?-Zapytała mnie brunetka.
-O niczym ważnym.-Uśmiechnęłam się.
-Dziwię się, ze jeszcze nie jesteście razem.
Przewróciłam oczami. W ciągu dwóch tygodni usłyszałam to chyba od każdego piłkarza z dziesięć razy tak samo jak od ich partnerek. Teraz jak to słyszę mam ochotę zatkać uszy i uciekać krzycząc przy tym, że kocham samotność.
-Przyjaźnimy się przecież. Miłość nie pojawia się z dnia na dzień.
-Właśnie, że tak.
-Najwyraźniej to nie miłość.-Stwierdziłam.-Dzisiaj bankiet, tak?
-Tak. Przyjdziecie na niego razem?-Poruszała zabawnie brwiami.
-Antonella daj spokój.-Uśmiechnęłam się do dziewczyny.-Jeśli ma coś między nami być to będzie. Nie chce niczego przyśpieszać.
-No dobrze. Idziemy po treningu do manikiurzystki? 
-Czemu nie. Później na lody i wrócimy do domu, żeby zdążyć się wyszykować.

-I jak wyglądam?-Zapytała Argentynka wchodząc do mojego pokoju. Miała na sobie długą fioletową suknie. 
-Prześlicznie.-Posłałam dziewczynie promienny uśmiech.
-A ty jeszcze nie w sukience.
-Wiesz, sama nie wiem czy powinnam tam iść. To tylko bankiet.
-Jesteś częścią naszej rodziny.-Uśmiechnęła się.
-W takim razie nie mam innego wyjścia.-Głośno westchnęłam i wstałam w podłogi. Wyciągnęłam ostatnio kupioną sukienkę i poszłam do łazienki. Zrobiłam delikatny makijaż, podkręciłam włosy, założyłam długą bordową sukienkę i wyszłam z pomieszczenia. Wypiłyśmy z Antonellą kawę i czekałyśmy, aż przyjedzie po nas Lionel. Na szczęście nie trwało to długo. Wpakowałyśmy się do samochodu w którym siedziała dwójka napastników i ruszyliśmy.

-A gdzie twoja rodzina?-Zapytałam Neymara, kiedy siedzieliśmy sami przy stoliku.
-Mają ważniejsze sprawy na głowie, ale następnym razem nie pytaj o nich.
-Dlaczego?-Zapytałam, ale tak jak mogłam się tego spodziewać, nie dostałam odpowiedzi. Wstałam od stołu i wyszłam na świeże powietrze. Od razu zostałam obsypana masą paparazzi. Robili mi zdjęcia i zadawali od groma pytań. 
-Jutro jest mecz, jak myślisz, twój brat doprowadzi Barcelonę do zwycięstwa?
-Oczywiście. Lionel jest uznawany najlepszym piłkarzem. Jeśli tak jest naprawdę, nic go nie powstrzyma.-Powiedziałam i odeszłam od tego tłumu na bok aby w spokoju zapalić. Po chwili zostałam oślepiona fleszem.
-Powaliło was?-Wrzasnęłam i poszłam na tył budynku. Po jakimś czasie przyszedł do mnie Sergi.
-Czemu nie jesteś w środku?
-Wyszłam zapalić.
-Nie lubię kiedy dziewczyna pali.-Powiedział i oparł się o ścianę budynku w którym trwał bankiet. Wzruszyłam ramionami.-Marnujesz sobie tym życie. Neymar wie?-Przytaknęłam i kolejny raz dostałam fleszem po oczach.
-Ci paparazzi są nieznośni.-Piłkarz przyznał mi rację.-O której ta szopka się kończy?
-Możesz już wracać do domu jeśli chcesz.
-To wspaniale. Mógłbyś mnie odwieść?
-Ja już wypiłem, ale zaraz znajdę Ci trzeźwego szofera.-Uśmiechał się i wróciliśmy do środka. Oznajmiłam Antonelli, że będę się już zwijać i czekałam na kogoś, kto ma podrzucić mnie do domu.-Mogłam się tego spodziewać.-Mruknęłam kiedy przede mną pojawił się napastnik Barcelony.
-Jeśli nie odpowiada ci moje towarzystwo zawsze możesz wrócić na pieszo.-Powiedział i wyszedł z pomieszczenia.-Pojedziemy samochodem Twojego brata ponieważ oni i tak po bankiecie jadą do Suareza.-Otworzył mi drzwi od strony pasażera po czym obszedł samochód. Droga minęła nam spokojnie. Żadne z nas nie odezwało się ani słowem
-Wejdziesz?-Zapytałam kiedy Brazylijczyk wjeżdżał do garażu.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.-Wyjął kluczyki ze stacyjki. Rzuciłam mu pytające spojrzenie.-Mógłbym zrobić z tobą coś, czego później bym żałował.-W tym samym czasie odpięliśmy pasy.
-No, jak chcesz.-Powiedziałam i wyszłam z samochodu.
-To jak, wchodzisz czy nie?-Zapytałam otwierając drzwi.
-Ale tylko na chwilę.
-Napijesz się czego?-Zapytałam gdy byliśmy już w środku.
-Może być sok.-Poprosił i rozsiadł się na kanapie jakby był u siebie. Po chwili przyszłam do salonu z dwiema szklankami i sokiem w kartonie.-Samo obsługa widzę.-Zaśmiał się. Przytaknęłam i zrobiłam to samo.-Powiesz mi o sobie coś, czego jeszcze nie wiem?
-A czego nie wiesz.-Powiedziałam i wbiłam wzrok w papierowy karton w którym był napój.
-Jaki jest twój ideał?-Zapytał i nalał soku do szklanek. Podał mi jedną.
O Neymar jaki miły jesteś. Naprawdę dzięki, że nalałeś mojego soku, do mojej szklanki i mi go dałeś. Nie spodziewałam się tak pięknego zachowania po tobie.
-Nie mam ideału.-Wyszeptałam.
-To może inaczej. Co musiałby mieć facet, żeby był twój.
-Zbędne gadanie.-Wstałam z rogówki. Zrobiłam kółko wokół pomieszczenia i stanęłam przed Brazylijczykiem. Piłkarz uniósł jedną brew do góry.-A co musi mieć dziewczyna, żeby była twoja?-Zapytałam, ale tylko po to, aby zabić ciszę. Z drugiej strony nie wiem czy to dobre pytanie. Takie, względne.
-Niezły tyłek.-Zaśmiał się i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
-Musisz już iść.-Wiem, że nie było to miłe, ale bez powodu bym tak nie powiedziała.
-Miło.-Wstał i zaczął iść w stronę drzwi.
-Tylko się nie obrażaj.-Podbiegłam do piłkarza. -Po prostu paparazzi są przed domem. Nie chce aby znowu pomyśleli o czymś niestosownym.
-Widzę, że wolisz szybki numerek.-Powiedział i rozpiął koszulę.
-Em, co ty robisz?
-No musi być wiarygodniej.-Nierówno zapiął koszulę.
-Neymar przestań.-Nie powinien wpaść na tak idiotyczny pomysł.
-Na trzy otworzę drzwi, a ty się na mnie rzuć, poczochraj włosy, możesz pocałować jak chcesz.
-Ostatnio mówiłeś coś chyba o swojej reputacji.-Napastnik Blaugrany mi przerwał.
-Miałaś racje, jesteś w stanie ją polepszyć. W sumie to moglibyśmy udawać parę. Ja w końcu przestałbym być okrzykiwany chorągiewką.-Tym razem ja mu przerwałam.
-Masz iść to idź.-Odwróciłam go w stronę drzwi.
-Dwa.-Złapał za klamkę.-Trzy.-Drzwi się uchyliły, a moje ciało przyległo do ciała Brazylijczyka. Tak jak kazał, czochrałam mu włosy. Delikatnie przystawiłam swoje usta do ust napastnika, ale wtedy nie znałam zamiarów piłkarza. Całował mnie z taką namiętność i natrętnością w jednym;
nie mogłam się od niego oderwać, a może po prostu nie chciałam? Podniósł mnie, abym oplotła nogi wokół jego bioder. Przycisnął mnie do ściany i całował jeszcze bardziej łapczywie. Najdziwniejsze jednak było w tym wszystkim to, że odwzajemniałam każdy jeden pocałunek. Po chwili zwolnił. Kilka razy musnął mnie w usta i postawił. Tak jak się spodziewałam zrobiono nam tysiące zdjęć.
-Do zobaczenia mała.-Uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi.
-Do zobaczenia Neymar.-Nieświadomie przygryzłam dolną wargę.
Już widzę nagłówki jutrzejszych gazet "Przelotny romans Neymara i siostry jego kolegi z Wielkiej Barcelony." Tak Neymar. Na pewno nie będziesz chorągiewką. Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy? Zmęczona poszłam na górę aby wziąć kąpiel i pójść spać. Kiedy kładłam się do łóżka dostałam wiadomość.
*jestem twoim dłużnikiem*
*załatw mi mnóstwo płynu do płukania buzi XDD*
*Tylko nie mów, że ci się nie podobało.*
*zawsze mogło być lepiej*
*Dobranoc Neymar.*
*Dobranoc mała*

Wyspana jeszcze w piżami zeszłam na dół, do kuchni. W domu byłam sama. Podeszłam do lodówki aby wyciągnąć z niej mleko, które po chwili wlałam do białej miseczki. Dosypałam czekoladowych muszelek i postawiłem jedzenie na blacie i wróciłam na góre. Wzięłam szybki prysznic i założyłam pierwsze lepsze ubranie. Zrobiłam delikatny makijaż, włosy związałam w niesfornego koka i wróciłam do kuchni. Zjadłam posiłek i postanowiłam pójść na spacer. Zamknęłam drzwi i poszłam prosto do parku. Na ławce siedział jeden z piłkarzy Dumy Katalonii. 
-Cześć Marc.-Usiadłam obok chłopaka.-Co tam?-Zapytałam biorąc mu z rąk papierowy kubek z Starbucksa i napiłam się ciepłego napoju.
-Cześć Marita.-Uśmiechnął się.-Nie wiedziałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
-Dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.-Puściłam piłkarzowi oczko.-Hej, masz może dzisiejszą gazetę?-Spytałam, ponieważ w oko wpadła mi budka z prasą.
-Nie, ale mogę iść kupić. Zaczekaj tutaj chwilkę.-Powiedział i poszedł kupić gazetę. Tak jak mówił, po nie całych pięciu minutach był z powrotem przy mnie. Na pierwszej stronie było zdjęcie z moich i Neymara nocnych "zabaw".
-Świetnie.-Mruknęłam kiedy przeczytałam nagłówek. "Neymar stracił głowę dla MADRYDISTKI."-Nie o to nam chodziło.-Spojrzałam zakłopotana w stronę Bartry.
-Marita, powiedź mi szczerze. Nie jesteś za Realem, prawda?
-Prawda.-Spuściłam głowę. Było mi strasznie głupio. Dopiero teraz dotarło do mnie, że przez ten cały czas zachowywałam się jak małe dziecko.
-I tak naprawdę chciałabyś, aby ci wyszło z Neymarem.
-Nie przeginaj.-Spojrzałam na chłopaka z gniewną miną. Po chwili jednak wyznałam mu prawdę.-Tak, chciałabym.-Westchnęłam.
-A więc co stoi na przeszkodzie?
-Dobrze mi z nim jako przyjacielem.-Nie wiem, czy to do końca prawda.
-Pomyśl, jak dobrze by ci było jakbyście byli parą.
-Gorzej jak wszystko się popsuje i już nigdy nie zostaniemy nawet kolegami.
-Nie bądź taką pesymistką. Neymar też potrzebuje bliskości.
-Skąd to wiesz?-Zapytałam niby obojętnie.
-To pewne.-Parsknął i pociągnął mnie za rękę, abym wstała-No już, idź do niego.-Klepnął mnie w tyłek.-Powiedź, że nie możesz bez niego żyć.

Perspektywa Neymara.
-Przez ten krótki czas mam z nią więcej wspomnień niż z Bruną. Z resztą przy niej nie czuję tego, czego czułem przy tych dziewczynach na jedną noc. Nie, To właśnie do Marity coś czuje, a do nich nie czułem nic. Jest wspaniała. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona.-Skończyłem opowiadać Jocie o dziewczynie, która niesamowicie namieszała mi w głowie.
-Skoro jest taka wspaniała, to w czym problem?
-Obiecałem Leo, że wyciągnę z niej prawdę, dlaczego go nienawidzi i zniknę z jej życia.
-Powiedź, że się zakochałeś. Miłość nie wybiera.
-Tak tak wiem. Miłość nie wybiera, a w miłości i na wojnie 
-Wszystkie chwyty dozwolone.-Skończyliśmy razem.
-Neymar trafiłeś w końcu na miłość swojego życia. Leo nie będzie zły.
-Jesteś tego pewny?
-Niczego nie byłem niczego bardziej pewny. Więc pakuj dupe w samochód, podrzucając mnie przy tym do galerii i jeźdź wyznać jej miłość.

Bez perspektywy.
W taki więc sposób dwoje zakochany w sobie do szaleństwa ludzi ruszyło ku sobie. On jechał ulicami jak wariat układając sobie w głowie słowa, które pokażą, jak bardzo mu na niej zależy, a ona? Ona biegła jak szalona do jego domu powtarzając sobie, że da radę. Że żyje aby być szczęśliwą. Że to właśnie ona jest mu przeznaczona. I tak oto dwoje młodych i od nowa poznających zasady miłości ludzi doszło do domów swoich wybranków, których tam nie zastali. Czekali na siebie ponad godzinę. Oboje lekko przygnębieni zupełnie innymi drogami wrócili do miejsc w których znajdowali się mówiąc o miłości i pomyśleli, że najwyraźniej tak być musiało. Najwyraźniej Bóg postawił im zupełnie kogoś innego na drodze do szczęścia. Czy to w ogóle prawdopodobne, że zamknięte drzwi do ich domów, okazały się zamkniętymi na klucz pancernymi drzwiami do ich serc?

Mijały dni, a zakochani nawet do siebie nie zadzwonili. Zero wiadomości, zero przypadkowego wpadnięcia na siebie na ulicy, zero spojrzeń w oczy i ani jednego zapalonego razem papierosa. Marita zamknięta cały czas w swoim pokoju myślała o cudownym uśmiechu Brazylijczyka, a Neymar na każdy trening przyjeżdżał z odrobiną nadziei, że wraz z jego przyjacielem przyjedzie prześliczna Argentynka, na którą uwielbiał spoglądać, kiedy ona tego nie robiła.

Perspektywa Bartry.
-Nie mów, że ją odrzuciłeś?-Zapytałem Neymara podczas treningu. Od rozmowy z Maritą nie widziałem ich ani razu w swoim towarzystwie i zaczynałem się martwić.
-Ale o czym ty mówisz?-Kopnął piłkę w moją stronę.
-No o Maricie.-Nie mogłem skończyć ponieważ trener zawołał nas wszystkich do siebie.
-Chłopcy została Liga Mistrzów i jesteście wolni. Juventus to dobry klub, macie potwierdzenie w tym, że gramy z nimi kolejny raz.
-Marita? Przecież my się nie widzieliśmy od dwóch tygodni.-Wyszeptał napastnik i odciągnął mnie do tyłu.
-Miała ci powiedzieć, że cie kocha.-Również szeptałem.
-Co!?-Wrzasnął Brazylijczyk.
-Nie poszła do ciebie? Przecież.-Przerwał mi.
-Tak. Mogła do mnie pójść w tym czasie, kiedy ja pojechałem powiedzieć je-Złapał się za głowę.
-Chłopaki nie gadajcie. Skupcie się na przyszłym meczu.-Przerwał mu Enrique.
-Dobrze, przepraszamy.-Wyszczerzył się.
-Powiedzieć jej co?-Nie dostałem odpowiedzi. Neymar po dosłownie chwili,od tak biegł z murawy jak poparzony rzucając tylko "Przepraszam, muszę coś załatwić." Pokręciłem głową z niedowierzania i zacząłem się śmiać.-Neymar się zakochał.-Powiedziałem piłkarzom, którzy odwrócili się w moją stronę, ale chyba łatwiej by było powiedzieć, że oznajmiłem to wszystkim.
-Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że każdy będzie szczęśliwy, ale wróćmy do tematu. Naszą największą bronią jest atak.-I tak dalej. Nie za bardzo mogłem słuchać trenera ponieważ cieszyłem się, szczęściem tej dwójki.

Perspektywa Neymara.
Wybiegłem z treningu nawet się nie przebierając. Wrzuciłem ciuchy do czarnej torby i w sportowym ubrani opuściłem Ciutat Esportiva. Jak najszybciej pojechałem do domu Messich zaliczając po drodze kwiaciarnie w której byłem znany przez wszystkich pracowników. Stanąłem przed drzwiami z bukietem róż i użyłem dzwonka, którego melodia sprawiła, że zaczęły trząść mi się ręce. Po chwili przed drzwiami w za dużej koszulce, z lekko zrobionym makijażem i poczochranymi włosami pojawiła się Marita.
-Zgubiłeś się?-Zapytała wbijając wzrok w podłogę.
-Szukam panny Marity Messi.
-Nie znam, ale słyszałam, że całkiem fajna.
-A nie wiesz może czy szuka chłopaka?
-W związkach woli dziewczyny.-Mruknęła całkiem poważnie, a mnie momentalnie zamurowało. Czułem jak uginają mi się nogi. Chciałem coś powiedzieć jednak nie potrafiłem. Czyli co? To wszystko było zabawą? Mówienie, że jej się podobam było tylko grą? Jeśli tak, to jest niezłą aktorką. Nieświadomie upuściłem z rąk bukiet kwiatów i pusto wpatrywałem się dziewczynę, która od samego początku się na mnie nie spojrzała.

***
Witam:) przychodzę do was z całkiem krótkim i mało ciekawym rozdziałem jednak rozdział 11 jest w trakcie pisania :D przyszły post jest pisany po przegranym meczu Hiszpanii i odejściu Lionela Messiego z reprezentacji Argentyny więc proszę mnie nie zabijać za niesnaski, które tam będą. Postanowiłam pisać rozdział trochę na zapas ponieważ wyjeżdżam na wakacje i długo mnie nie będzie.










6 komentarzy:

  1. Boskie :) ale ta końcówka to dla mnie zawał serca :)

    NY

    OdpowiedzUsuń
  2. Mało ciekawym?! :o Dziewczyno, rozdział jest mega! ;D I ta końcówka... Czekam na next! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Końcówka najlepsza ale szkoda ze tak sie skonczyl...😑😂😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha ale mnie zaskoczyłaś teraz! Rozdział jest świetny, a ta końcówka genialna. Mogłam się spodziewać różnych reakcji ze strony Marity, ale tego to bym nie pomyślała, jesteś świetna! :'D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapraszam do siebie 😉
      http://elamoresciego.blox.pl/2016/07/Rozdzial-12-Solo-en-tu-boca-yo-quiero-acabar.html

      Usuń
  5. Super rozdział <3 Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń