piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 12.

Z góry przepraszam za tak fatalny rozdział!
"To, że odpuściłam nie znaczy, że już mi nie zależy."
Po wyjściu z domu Neymara udałam się do pobliskiego pabu. Chciałam na spokojnie pomyśleć nad tym wszystkim. Dlaczego przez ten cały czas mnie okłamywał? Dlaczego gadał, że mnie kocha? Dlaczego dałam się omamić? Ładne oczy, piękny uśmiech ale nie dotarłam do tego, jaki jest w środku. Nie mogę uwierzyć, że mu zaufałam przecież to przyjaciel Lionela. Mogłam wiedzieć jak to wszystko się skończy.
Będąc w pabie zostałam zasytapana masą sms'ow od Neymara.
"To nie tak."
"Marita daj mi szansę."
"Wytłumaczę Ci wszystko."
"Nie możemy tego wszystkiego tak zakończyć."
"Przecież Cie kocham."
"Powiem ci całą prawdę."
"Nie chce abyś przeze mnie cierpiała."
"Przecież Ci obiecałem."
"Musisz być szczęśliwa."
"Przepraszam."
Niestety żadna wiadomość nie zrobiła na mnie wrażenia. Piłam dalej.
Po paru(nastu) piwach wróciłam do domu. Było około godziny 4 rano. Od razu poszłam do sypialni i położyłam się spać.

Obudziłam się o godzinie 12. Napiłam się wody z butelki, która stała przy łóżku i udałam się wykonać poranną toaletę. Założyłam czarną spódniczkę i miętową koszulkę w makaroniki. Następnie zeszłam do kuchni w której nikogo nie było. Wyciągnęłam z lodówki jogurt truskawkowy, wypiłam go i postanowiłam udać się do parku ponieważ była ładna pogoda. Założyłam czarne superstar'y, zamknęłam drzwi na klucz, który po chwili włożyłam w kwiatki i poszłam.
Będąc w parku natknęłam się na nieznajomego kolesia. Złapał mnie kiedy potknęłam się o korzeń drzewa.
-Uważaj.-Postawił mnie.-Zack jestem.-Przedstawił sie i uśmiechnął.
-Marita.-Odwzajemniłam uśmiech przystojnego mężczyzny.
-Masz trochę czasu?
-Pewnie.-Usiedliśmy na jednej z ławek i zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym.

Perspektywa Neymara.
Po wysłaniu Maricie sms'a zacząłem się szykować do wyjścia. Założyłem białą koszulkę, czarne spodnie z dużym krokiem i czarno-czerwone Jordany.
Ostatni raz przejrzałem się w lusterku i wyszedłem z domu. Niestety musiałem się do niego wrócić ponieważ zapomniałem full capa. Założyłem go tył na przód jak miałem to w zwyczaju i byłem gotowy na spotkanie. Zamknąłem drzwi i pełen nadzieję na spokojną rozmowę z blondynką udałem się do parku. Strasznie mi przykro, że w taki sposób się o wszystkim dowiedziała. Nie zasłużyła na to. Była ze mną całkowicie szczera, była taka inna.
Kocham ją.
Kiedy doszedłem na miejsce Marita siedziała z jakimś kolesiem na ławce. Śmiali się.
Ona się śmiała.
Była radosna.
Chciałem do niej podejść ale nie będę im przeszkadzał. Usiadłem kilka ławek za nimi. Chciałem na nią popatrzeć. Marita jest piękna. Mało kiedy mówiłem jej takie rzeczy. Teraz tego żałuje.
Z parku poszedłem do Messiego, który został jeszcze na Ciutat. Musiałem mu o wszystkim powiedzieć. Powinien teraz poważnie pogadać z siostrą. Powinien mi pomóc.
-Leo.-Zacząłem niepewnie. Bo co? Miałem mu powiedzieć, ze Marita nie chce mnie znać?-To chyba koniec.
-Neymar wpadnij do Munira dzisiaj na kolację to pogadamy. Teraz za bardzo nie mam czasu.-Poklepał mnie po plecach i zbiegł z boiska. W ogóle się mną nie przejął.
-Dzięki Leo. Widzę, że zawsze mogę na Ciebie liczyć.-Mruknąłem i kopnąłem piłkę z całej siły.

Bez perspektywy.
Wieczór.
Atmosfera w domu Munira była idealna. Tylko jedna osoba czuła się inaczej. Była poddenerwowana. Bała się reakcji swoich przyjaciół. W domu byli wszyscy. Wszyscy oprócz jej.
Nie została zaproszona.
-To koniec.-Oznajmił Neymar kiedy już wszyscy siedzieli przy stole.
-Jaki koniec? Czego?-Oburzyła się Antonella. W pomieszczeniu zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na napastnika Barcelony. On czuł się zakłopotany. Nigdy nie lubił rozmawiać z ludźmi o swoim życiu.
-Koniec ze mną i Maritą.-Neymar spuścił głowę. Nie chciał widzieć min dziewczyn, które chciały aby Neyrita przeżyła wszystko.-W nocy dowiedziała się, że tylko pomagałem Leo.-Piłkarz nic więcej nie dodał. Nie był w stanie powiedzieć, że tak naprawdę zakochał się w niej po uszy. Że chce aby ktoś pomógł mu odzyskać miłość swojego życia. Wstał i wyszedł z domu swojego kumpla z drużyny. Pojechał do Marity.
Chciał użyć dzwonka kiedy przypomniał sobie o sytuacji w parku. Było mu smutno, a za razem był zły. Czyżby próbowała go zastąpić? Niespodziewanie z domu wyszła blondynka. Stanęła jak wryta kiedy zobaczyła przed sobą piłkarza. Chwilę milczeli.
-Mam nadzieję, że przyszedłeś to wszystko zakończyć.-Zamknęła drzwi i go wyminęła.-Tylko szybko. Spieszę się.
-Gdzie idziesz?
-Nie powinno cie to interesować.
-Wiem, że jesteś na mnie zła, ale źle to wszystko zrozumiałaś.
-Ach tak? Czyżbyś nie pomagał Lionelowi? Nie chciałeś mnie wykorzystać?-Samotna łza spłynęła jej po policzku. Opuściła parcele zostawiając na niej samego piłkarza. Oboje byli rozdarci. Bardzo chcieli rzucić się sobie w ramiona. Jednak nie mogli.

Perspektywa Marity.
Nie wierzę, że tutaj przyszedł. Nie powinniśmy wchodzić sobie w drogę. Każde z nas powinno zacząć od nowa.
Z kimś innym.
Zaufałam mu. Mogłam dla niego zrobić wszystko. Na szczęście poznałam prawdę i nie związałam się z tym kolesiem do końca życia.
Powiedziałam Neymarowi, że jestem zajęta ale tak na prawdę poszłam do parku. Tego samego parku w którym znalazł mnie zapłakaną. Spędziłam tam z godzinę i wróciłam do domu. Przejrzałam kilka ogłoszeń o pracę, zapisałam dwa numery aby móc jutro zadzwonić i poszłam się wykąpać.
Następnego dnia wykonałam poranną toaletę. Założyłam czarne spodnie z dziurami na kolanach, szarą koszulkę i roshe run'y. Wyszłam z domu i udałam się do kawiarni. Zamówiłam napój kofeinowy. Czekając na niego zadzwoniłam pod ogłoszenie związane z pracą. Rozmowa przeszła pomyślnie. Miałabym robić za taką jakby gosposie. Dostałabym pokoju w domu w którym będę pracować. Umówilam się na po jutrze na pierwsze spotkanie.
Nie potrzebuje później gadania Lionela albo rodziców, że jestem pasożytem, który nie potrafi na siebie zapracować. Z kawiarni poszłam na trening Barcelony ponieważ chciałam porozmawiać z Antonellą. Chciałam jej powiedzieć co będę dalej robić aby później nie była na mnie zła, że o niczym nie wie. Jest jedyną osobą w Barcelonie, która naprawdę mnie rozumie.
-Znalazłam pracę.-Powiedziałam siadając obok brunetki.
-To świetnie.-Uśmiechnęła się.-Ale mamy wystarczająco pieniędzy.
-Moje oszczędności powoli się kończą. Muszę coś zacząć robić.-Również się uśmiechnęłam. Przypadkowo spojrzałam na boisko. Byli wszyscy.
Wszyscy oprócz Neymara.
-Słyszałam, że jest coś nie tak między wami.
-Już nie ma nas.
-Wszystko się jeszcze ułoży. Zobaczysz.-Ścisnęła mnie za rękę.
-Anto, ja nie chce go znać.-Wyszeptałam.-Najwyraźniej nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
-Zrób tak, aby później niczego nie żałować.-Jeszcze mocniej ścisnęła moją dłoń. Po rozmowie z Antonellą wróciłam do domu. Zamówiłam pizzę, obejrzałam jakiś film z Willem Smithem, a wieczorem postanowiłam odwiedzić Marca. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu chciałem pogadać z kimś normalnym.
-Dobry wieczór.-Krzyknęłam wchodząc do domu. Na wieszaku wisiała bluza Neymara którą dał mi w lesie.-Nie jesteś sam?-Zapytałam ściągając buty.-Halo, Marc!-Weszłam głębiej do domu. Na parterze nikogo nie było. Weszłam do sypialni piłkarza. Byli tam oboje.-Przeszkadzam wam?-Zapytałam dyskretnie spoglądając na Brazylijczyka.
Był posiniaczony.
Znowu.
-Ja już idę.-Odezwał się mój były i tak po prostu wyszedł.
Nie patrząc na mnie.
-Co on tu robił?-Zapytałam kiedy zostaliśmy sami.
-Zaprosiłem go.-Usiadł na łóżku. Zrobiłam to samo.-A co Cię do mnie sprowadza?
-Sama nie wiem.-Wzruszyłam ramionami.
-Jesteś może głodna?
-A co szef kuchni proponuje?-Uśmiechnęłam się.
-Odpiekane zapiekanki w mikrofali.-Zaśmiał sie. Trochę pogrymasiłam jednak po chwili zeszliśmy do kuchni. Marc zabrał się za robienie kolacji, a ja wstawiłam wodę na herbatę. Postawiłam dwa białe kubki na blacie i wrzuciłam do nich saszetki z teiną. Po 20 minutach usiedliśmy do stołu.
-Wszystko dobrze?-Zapytał tak nagle
-Tak.-Przytaknęłam.-Dlaczego pytasz?-Upiłam łyk herbaty.
-Nigdy do nikogo nie przychodziłaś.-Rozmowę przerwał dźwięk moje telefonu. Przeprosiłam piłkarza i wyszłam do salonu.
-Tak?
-Pani Marita?
-A co się stało?
-Po jutrze mam konferencję. Moglibyśmy spotkać się jutro o 12?
-Oczywiście.
-Świetnie. Wyśle pani adres sms'em.
-Dobrze. To do zobaczenia jutro.
-Do widzenia.-Rozłączyłam się i wróciłam do jadali.
-Kto to był?-Zapytał.
-Nikt ważny.
-Marita.
-Marc.
-Ja.
-Ty.
-Przystojny ja.
-Nie odpuścisz mi tego?-Pokiwał głową.-Znalazłam pracę.-Nic mi nie odpowiedział.-Nie cieszysz się?
-Praca to nie jest zabawa.
-Marc o co Ci chodzi?
-Boję się o Ciebie, ale nie ważne. Co miałabyś robić?
-Sprzątać może gotować.
-Teraz zaczynam się bać o ludzi, którzy Cię zatrudnią.-Zaśmiał się.
-Bez przesady.-Uderzyłam go w ramię.
-Ał.-Złapał się za "bolące" miejsce i rzucił na podłogę. Zaczął się po niej tarzać.
-Symulant!-Zaczęłam krzyczeć. Po chwili czułam jak tracę grunt pod stopami. Marc złapał mnie za nogi i przewrócił.-Ej!-Rzuciłam się na piłkarza i zaczęliśmy oboje tarzać się po chłodnych kafelkach.
-Od kiedy my ze sobą normalnie gadamy?-Zapytał łapiąc oddech i siadając na mnie.
-Od kiedy Marc Bartra okazał się być całkiem znośnym kolesiem?-Powiedziałam, jednak próbowałam go z siebie zrzucić ponieważ czułam się niezręcznie.-Em Marc ja powinnam iść już do domu.-Powiedziałam kiedy piłkarz ze mnie zszedł.
-A co z kolacją?
-Straciłam już na nią ochotę. Sory.
-Następnym razem ci tego nie odpuszczę.-Napił się herbaty.-Wskakuj do samochodu, odwiozę Cię.
-Nie będzie to problem?-Zapytałam.
-Nie.-Zaśmiał się.-Chodź już.-Chwycił kluczyki od białego Nissana i wyszliśmy z domu. Po jakiś 20 minutach byłam na miejscu.
-Bardzo dziękuję.
-Widzimy się jutro?-Zgasił silnik.
-Nie wiem czy sie wyrobie. O 12 mam spotkanie.
-Iść z tobą?
-Nie widzę takiej potrzeby.-Delikatnie się uśmiechnęłam.-Muszę już iść. Cześć Marc.-Otworzyłam drzwi. Chwilowo zostałam oślepiona fleszem.-Daj znać jak dojedziesz.
-Do zobaczenia mała.-Uśmiechnął się i odjechał dopiero jak weszłam do domu.
Następnego dnia wstałam około godziny 9. Od razu zeszłam z łóżka i udałam się do łazienki. Umyłam się. Zakręciłam włosy stożkową lokówką, zrobiłam całkiem mocny makijaż i wróciłam do pokoju. Wybrałam ubranie które następnie na siebie założyłam i poszłam do kuchni. Zegarek pokazywał 10:58. Zjadłam tosty które akurat robiła Antonella i kilka minut po 11 wyszłam z domu. Miejsce w którym miałam się spotkać było bardzo blisko domu "11" Barcy. Bałam się, że przypadkiem go spotkam. Tak jak przypuszczałam, szedł z jakimś kolegą. Oboje mieli przeciwsłoneczne okulary i na szczęście byli po drugiej stronie ulicy. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy oknie.
-Pani Marita?-Zapytał mnie jakiś wysoki mężczyzna.
-Cristiano? To chyba jakaś pomyłka.-Przede mną stał Cristiano Ronaldo. To nie możliwe, że rozmawiałam z nim przez telefon.-Mam u Ciebie pracować?
-Może porozmawiamy o tym przy kawie?-Usiadł i poprosił kelnera.-Na co masz ochotę?
-Espresso.
-Dwa duże Espresso i dobre ciastka.-Poprosił i spojrzał na mnie.-Marita Messi tak?
-Tak.
-I chcesz u mnie pracować?-Zapytał ze zdziwieniem.
-Dlaczego nie? Może kiedyś zapłacisz mi biletem na wasz mecz.-Uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. Tylko ty nie jesteś z tym Brazylijczykiem?
-Neymarem?
-O! No tak.-Zaśmiał się.-Neymar nie ma nic przeciwko?
-Już nie jesteśmy razem. Mogę robić co chcę.
-W takim razie po kawie idziemy do Ciebie, pakujesz się i jedziemy do Madrytu.-Powiedział zadowolony.
Chwila.
Do Madrytu?
-Nie masz jakiegoś domu w Barcelonie?
-Nie? Myślałaś,że mam kilka domów? Nie jestem jak Neymar.
-Neymar? On ma jeden dom.-Zaśmiałam się.
-W Barcelonie może i tak.-Też się zaśmiał. Podczas rozmowy ktoś do mnie zadzwonił. Był to Marc.
-Muszę odebrać. Przepraszam.-Wyszłam na zewnątrz i odebrałam telefon od piłkarza.
-Co tam?
-Już po spotkaniu?-Zapytał z radością w głosie.
-Nadal trwa. Marc przyjedziesz do mnie za jakieś 20 minut?
-Pewnie. To idę się szykować i ci nie przeszkadzam.-Brunet się rozłączył, a ja wróciłam do napastnika Realu. Wypiliśmy kawę zjedliśmy dobre ciacho i pojechaliśmy do domu Lionela.
-Ja chyba tutaj zostanę.-Zgasił silnik.
-Nie. Dlaczego?
-Gramy z twoim bratem we wrogich klubach. Tabloidy oszaleją jeśli zobaczą mnie w waszym domu.
-Pomógłbyś mi i szybciej pojedziemy do Madrytu. Cristiano nie daj się prosić.-Po moim krótkim słowo toku Ronaldo postanowił wejść do środka. Chwile po nas wszedł pomocnik Barcy.
-Chciałaś mnie widzieć.-Uśmiechnął się.
-Tak. Chce Ci powiedzieć, że widzimy się po raz ostatni. Proszę, nie mów nikomu gdzie ani z kim jestem.
-A gdzie będziesz?
-W Madrycie. Z Cristiano.-Uprzedziłam następne pytanie.
-Że co?! Ronaldo? Dlaczego? Zrobisz to Leo?
-Marc proszę, nigdy wcześniej mi o nim nie mówiłeś i chce aby tak pozostało.
-Ważne żebyś była szczęśliwa.-Położył rękę na moim ramieniu.
-Dziękuję.-Przytuliłam piłkarza i pociągnęłam go za rękę na pierwsze piętro.-Mamy pomoc.-Uśmiechnęłam się do napastnika. Pakowanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu ponieważ mam tylko ubrania i kilka drobiazgów.
-Jedziemy?-Zapytał napastnik schodząc z walizką na dół.
-Tak. Idź już do samochodu. Za chwilkę przyjdę.-Powiedziałam, a Portugalczyk wykonał moje polecenie.
-Marc niech to zostanie między nami. Szczególnie nie mów nic Neymarowi. Nie chce aby odebrał tego źle, że przez niego wyjeżdżam i co najważniejsze. Powiedz mu, że dotrzymał obietnicy i za wszystko dziękuję. Nie chce aby się denerwował. Zasługuje na kogoś innego. Lepszego.
-Ty jesteś dla niego najlepszą.
-To nie prawda.-Usłyszałam dźwięk klaksonu.-Ronaldo chce już jechać.-Powiedziałam smutno.-Muszę już iść. Cześć Marc.

***
Siemeczka:) jak podoba się rozdział? Co o nim sądzicie? Piszcie co myślicie o wyjezdzie Marity :D czy Neyrita kiedyś zaistnieje, czy z dnia na dzień będzie podumierać.
Przepraszam za wszelkie błędy w rozdziale.

sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 11.

"Co z tego, że udajesz kogoś szczęśliwego...
Skoro wcale nim nie jesteś?"
-W związkach woli dziewczyny.-Mruknęła całkiem poważnie, a mnie momentalnie zamurowało. Czułem jak uginają się pode mną nogi. Chciałem coś powiedzieć jednak nie potrafiłem. Czyli co? To wszystko było zabawą? Mówienie, że jej się podobam było tylko grą? Jeśli tak, to jest niezłą aktorką. Nieświadomie upuściłem z rąk bukiet kwiatów i pusto wpatrywałem się dziewczynę, która od samego początku się na mnie nie spojrzała.
-Ja, ja już lepiej sobie pójdę.-Zrobiłem krok do tyłu, ale dziewczyna złapała mnie za rękę.
-Zaczekaj.-Spojrzała się na mnie.-Żartowałam.-Promiennie się uśmiechnęła. Kamień spadł mi z serca. Podniosłem kwiaty, które nadal leżały na ziemi.
-Marita, krótko i zwięźle. Zakochałem się w tobie.
-Neymar.
-Nie, nie przerywaj mi.-Spuściłem wzrok.-Na początku kiedy się poznaliśmy nie pomyślałbym, że tak namieszasz mi w głowie. Wydawałaś się pustą lalą, ale tej lalce trzeba było dać trochę czasu żeby zobaczyć jaka jest wspaniała.
-Neymar.-Wyszeptała.
-Marita powiedziałem ci już, nie przerywaj mi. Z czasem przyłapywałem się na myśleniu o tobie. Później okazał-Nie skończyłem. Blondynka złączyła nasze usta w długi i delikatny pocałunek.
-Chciałam ci powiedzieć, że też cie kocham.-Wyszeptała mi do ust i kolejny raz je złączyła.

Bez perspektywy.
Dwa róże światy postanowiły się połączyć. Nie wiedzieli co czeka ich w przyszłości. Nie wiedzieli ile trudności Ten u góry postawił na ich drodze. Jednak wtedy nawet o tym nie myśleli. Cieszyli się sobą. Ani on, ani ona nie wiedzieli, że żeby być razem będą musieli pokonać góry, że codziennie będą musieli znosić deszcz, aby na koniec cieszyć się słońcem.

Czas zakochanym mijał bardzo szybko. Nim się obejrzeli Barcelona wygrała Ligę Mistrzów i wszyscy piłkarze wyjechali na wspaniałe i na pewno nie zapomniane wakacje. Marita z Neymarem wybrali się do Ameryki Północnej i tam każdego dnia świętowali swoje wspólne życie. Pomimo tego, że dziewczyna nadal "kibicowała" wrogom Barcelony jej partnerowi to nie przeszkadzało. W głębi serca wiedział, że Marita będzie za nim jak i za nieposkromioną Dumą Katalonii.

Po wakacjach wrócili do słonecznej Barcelony, która tętniła życiem. Spólne pierwsze wejście na Camp Nou było magiczne. Dziewczyna już nie raz chciała pójść za głosem serca, jednak nie mogła. Do tej pory nikt nie wiedział co tak naprawdę siedzi w głowie dziewiętnastolatki. Nikt nie wiedział dlaczego nie pała miłością do swojego wspaniała brata Lionela. Tak samo jak jeden z najlepszych piłkarzy nie powiedział swojej dziewczynie co dzieję się w jego rodzinie. Odkąd jest w związku z Maritą nie mógł używać przykrywki, bicia się o inne kobiety. Teraz mówił, że to zwykły przypadek. Potknął się, upadł, spadł z czegoś, nie fortunnie stanął i stracił równowagę. Oboje żyli w kłamstwie, które wkrótce miało ujrzeć światło dzienne.

Kondycja Neymara z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc stawała się coraz gorsza. Tytoń dawał o sobie znaki. Słabsza wydolność płuc. Mniejsze dystanse, które pokonywał na treningach. Niestety dzisiaj wszyscy piłkarze Barcelony mieli przejść badania. Młody Brazylijczyk bardzo się tego bał. Wiedział, że nic pozytywnego z tego nie wyjdzie. Bał się, że jego marzenia o zostaniu najlepszym piłkarzem odejdą. Bał się, że przestanie grać. Już na zawsze. W takich jednak chwilach była przy nim Marita, która miała zaplecze pomysłów. Niestety tego dnia nikt jej nie powiedział, że będzie musiała bronić swojego chłopaka. Została w domu. Jego domu, w którym niedługo miało rozpętać się piekło. Napastnik wiedział, że wcześniej czy później wyjdzie to na jaw. Nie chciał tego ciągnąc. Jego pogorszenie mógł dostrzec każdy. Nawet jego tata.

Perspektywa Neymara.
-Dałeś się jej omamić.-Usłyszałem zawiedziony głos Leo.-Neymar mówiąc ci, żebyś się do niej zbliżył nie chciałem, abyś rujnował sobie życia. Bardzo cie za nią przepraszam.
-Nie mów tak. Kocham Maritę.
-I co? Nie zamierzasz z nią zerwać? Przecież ona zniszczyła ci życie.
-Nic nie zniszczyła. Paliłem już przed nią.-Burknąłem i usiadłem na ławce.
-Neymar naprawdę nie będę zły jeśli się z nią rozstaniesz.-Był jakiś dziwny.
-Powiesz mi o co chodzi?-Zapytałem z lekka poirytowany. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego cały czas mi o tym mówi. Nie ważne co się stanie będę z Maritą. Jako piłkarz, albo zupełnie inna osoba.
-Straciłeś dla niej głowę. Możesz zostać najlepszym piłkarzem na świecie, a przy niej? Nie dostrzegasz tego, że Marita ciągnie cie na samo dno?
-Nie mogę uwierzyć, że mówisz tak o własnej siostrze. Wiesz, chyba się nie dziwię, dlaczego cie nienawidzi.-Wstałem z ławki i udałem się pod salę do której za kilka minut miał przyjść trener.

-I co teraz?-Zapytała Marita wstając z fotela.
-No jak co teraz! Muszę rzucić palenie, a na boisko nie wyjdę pewnie przez cały sezon.-Rzuciłem gniewnie.
-Barca sobie bez ciebie nie poradzi.-Próbowała mnie uspokoić. Dotknęła mojego ramienia, jednak zrzuciłem jej rękę.
-A co ty możesz o tym wiedzieć?! Jesteś pieprzoną Madrydistką, żeby dopiec swojemu bratu. Wszyscy jesteście nienormalni.-Wstałem z kanapy i wyszedłem z domu niemiłosiernie trzaskając przy tym drzwiami. Poszedłem do miejsca w którym mogłem odetchnąć i na spokojnie pomyśleć o przyszłości.

Bez perspektywy.
W czasie kiedy Neymar siedział samotnie na jednej z niewielkich i opustoszałych plaż Marita czekała na niego w domu. Nie spodziewała się jednak, że zaraz będzie miała gości. Na spokojnie naszykowała wino i miała nadzieję, że rozluźni tym swojego chłopaka. Jednak los chciał aby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Wystarczyła jedna chwila, aby cały piękny i w końcu poukładany świat Neymara i Marity legł w gruzach.
Dzwonek do drzwi.-Już nie było odwrotu.
-Widzę, że mój kochany synek znalazł sobie wreszcie panienke. Powiedz mi słonko, zdradził cie może już kiedyś? Albo jesteś z nim tylko nocami? Opowiadaj.
Nieproszony gość czuł się jak u siebie w domu. Przerażona Argentynka chciała poinformować Neymara o mężczyźnie jednak nie chciała jeszcze bardziej go denerwować. Postanowiła tą sprawę rozwiązać sama. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że tylko pogorszy sprawę.

Perspektywa Marity.
-Em, kim pan jest?-Uśmiechnęłam się do faceta, który siedział w salonie.
-A no tak. Gdzie moje maniery.-Wstał.-Zapomniałem się przedstawić. Jestem Neymar Senior. Tata twojego zapewne partnera.-Wyciągnął w moją stronę rękę.
-Nas nic wielkiego nie łączy.-Nie mogłam powiedzieć prawdy. Gdyby Neymar chciał już dawno przedstawiłby mnie swojej rodzicie. Najwyraźniej czegoś się wstydzi, ale nie owijajmy w bawełnę. Wstydzi się mnie.-Marita. Marita Messi.-Uścisnęłam dłoń starszego mężczyzny.-Napije się pan czegoś?
-Kawa może być.-Usiadł z powrotem na kanapie.-A gdzie jest Neymar?-Zapytał kiedy poszłam do kuchni zrobić tacie Neymara napój.
-Poszedł na spacer.-Sama chciałam w to uwierzyć i przestać się o niego martwić.
-Mogłabyś po niego zadzwonić?-Brazylijczyk wszedł do kuchni.
-Myślę, że niedługo wróci.-Zalałam kawę ciepłą wodą i sięgnęłam po cukierniczkę.-Ile pan słodzi?
-Zadzwoń. Po. Niego.-Wysyczał, a ja ciężko przełknęłam ślinę.-Dwie łyżeczki.-Tak nagle z niemiłego starszego pana zmienił się w całkiem normalnego człowieka. Zaniosłam biały kupek z logo FC Barcelony do salonu i udałam się do ogrodu wykonać polecenie taty Neymara.
-No już odbierz.-Szeptałam, próbując trzeci raz dodzwonić się do piłkarza.
-Cześć tu Neymar. Zapewne jestem w towarzystwie ładnej dziewczyny i nie mogę odebrać. Po sygnale rób co chcesz, a najlepiej zostaw wiadomość.
-Neymar mamy gościa. Mówi, że jest twoim tatą. Nalega, żebyś tutaj był.-Nagrałam się napastnikowi na pocztę i wróciłam do środka. Uśmiechnęłam się do mężczyzny i usiadłam na przeciwko. Czułam się strasznie nieswojo. Neymar Senior zupełnie różnił się od swojego syna. Mój Neymar był radosny i dużo się uśmiechał, a jego ojciec? No cóż, w tym momencie czułam się jakbym wróciła do swojego rodzinnego domu.
Mijały sekundy, minuty, a Neymara jak nie było tak nie ma. Starałam się odpowiadać wymijająco na wszystkie pytania i zachowywać całkiem spokojnie. Po trzech wypitych kawach Neymar Senior postanowił wracać do domu.
-Będę się już zbierać. Powiedz Neymarowi, że byłem i, że złożę mu wizytę jutro.-Skierował się do drzwi.-Lepiej żeby był.-Starszy mężczyzna miał już wychodzić, kiedy za klapkę złapał kapitan Brazylii.-Cóż za miłe powitanie synu.-Otworzył ramiona na przywitanie ojciec napastnika.
-Co ty tutaj robisz?-Wszedł do domu i udał się od razu do salonu popychając mnie przy tym na ścianę. Nigdy się tak nie zachowywał. Nie dostał odpowiedzi.-Pytam po raz ostatni. Po co tutaj przyleciałeś?-Zacisnął pięści. Stanęłam w progu, aby móc wszystko kontrolować.
-Twoja dziewczyna jest o wiele milsza.-Parsknął starszy Brazylijczyk.
-Ona.-Przerwał.-Ona. Nie. Jest. Moją. Dziewczyną.-Powiedział przez zęby.-Ona tutaj tylko sprząta.-Uśmiechnął się sztucznie. Poczułam ukucie. Gdzieś w okolicach serca. Bolało. Bardzo bolało.
-Mądra dziewczyna. Doskonale wie, że stać ją na coś lepszego.
-Co tutaj robisz.-Ponaglił pytanie napastnik.
-Przyjechałem do ciebie. Nie cieszysz się?
-Wyjdź.-Powiedział szorstko Neymar.-Nie zmuszaj mnie do TEGO.-Ostatnie słowo powiedział dobitnie. Jakby miało coś znaczyć. Tata Neymara podniósł w górę ręce i na spokojnie wyszedł z domu.
-Do widzenia!-Krzyknęłam jeszcze na pożegnanie i zamknęłam drzwi, ponieważ Brazylijczyk tego nie zrobił.-Ja będę się już zbierać.-Oznajmiałam sięgając po bluzę, która leżała na podłodze przy kominku.
-Już?
-Tak. Twoja sprzątaczka ma bardzo napięty grafik.-Powiedziała obojętnie.-O której mam się jutro u pana stawić? Może okna trzeba będzie umyć?
-Oj Maritka nie obrażaj się.-Złapał mnie w talii i do siebie przyciągnął.-Powiedziałem tak, bo.-Nie chciałam aby kończył. Doskonale znałam prawdę.
-Bo się mnie wstydzisz. Teraz możesz mnie puścić.
-Nie przesadzaj.-Powiedział całkiem hardo jednak wykonał moją prośbę.
-Dozobaczenia.-Rzuciłam na odchodne i poszłam do domu. Całą drogę w głowie słyszałam jak mówił "Ona tutaj tylko sprząta."
-Hej. Jest ok, widze, że wy też się jakoś trzymacie. Jestem zmęczona, pójdę do siebie.-Od razu weszłam do kuchni sięgając z lodówki sok pomarańczowy i udałam się do swojego pokoju. Wzięłam długą kąpiel i poszłam spać. Miałam dosyć wrażeń jak na dzisiejszy dzień.

Rano obudziły mnie promienie słoneczne i mucha, która ciągle latała mi nad głową. Leniwie wstałam z łóżka i sporzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej.
-9:05. Tak wcześnie?-Jęknęłam i z powrotem położyłam się do łóżka. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać różne strony internetowe. Nic ciekawego nie było. Przed godziną 11 wstałam i zeszłam na dół. W domu była tylko Antonella.
-Cześć.
-Dzień dobry.-Uśmiechnęła się.-Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Lionel na treningu?
-Tak. Chcesz do nich pojechać?
-Do nich?
-Neymar?
-Przepraszam, kto?
-Pokłóciliście się?
-Powiedział swojemu tacie, że u niego sprzątam.-Usiadłam na stołku obok dziewczyny.-Myślę, że się mnie wstydzi.-Spuścilam głowę.
-Nie. Na pewno nie.-Pogłaskała mnie po ramieniu.-Zaraz go tutaj zaproszą i sobie wszystko wyjaśnicie, dobrze?
-To chyba nie jest dobry pomysł. Nie chce teraz na niego patrzeć.
-Myślisz, że bez powodu by tak powiedział? Marita. Cały świat wie, że jesteście razem. Spędził z tobą całe wakacje. Jak możesz pomyśleć, że się Ciebie wstydzi.
-Może jego rodzice pomyślał, że może mieć kogoś lepszego.-Westchnęlam.-Idę się ogarnąć. Tylko jakby miał tutaj przyjechać to mnie uprzedz.-Rzuciłam wychodząc z kuchni. 
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam mocny makijaż i założyłam na siebie pierwsze lepsze ubranie wyciągnięte z szafy. Usiadłam na łóżku i wzięłam laptopa na kolana. Przejrzałam kilka blogów modowych i postanowiłam obejrzeć film. W najciekawszym momencie drzwi do sypialni lekko się uchyliły.
-Można?-Przytaknęłam. Neymar wszedł do pokoju i usiadł na obrotowym krześle przy biurku. Uśmiechnął się. Pomimo tego, ze nada było mi przykro odwzajemniłam uśmiech.-Jesteś zła?
-Troszeczkę. 
-Chciałem abyś miała spokój.
-Co?-Zupełnie nie wiedziałam o czym on mówi.
-Mój tata. Gdyby się dowiedział, że jesteśmy razem nie dawały by ci spokoju.
-Przecież w gazetach cały czas o nas piszą.-Nadal mi coś tutaj nie grało. Wszystkie tabloidy mówią o naszym związku, a jego tata miałby uwierzyć z takie gadanie?
-Marita zaufaj mi. To jest zły człowiek. 
-To jest twój tata.
-Serio? Ciekawe czemu tutaj mieszkasz.-Powiedział to tak niemile. Jakby nie on. Spojrzał mi w oczy.-Tylko tak szczerze.
-To zupełnie coś innego.-Mruknęłam i spojrzałam w podłogę. 
-Odpowiedz mi.
-Ciebie ojciec chce, tylko Ty go odpychasz. Mnie nikt nie chce od jakiś 19 lat.-Powiedziałam i wyszlam z pokoju, a następnie opuściłam domu. 
Niby nic. Głupie słowa, a tak na mnie działają. Nigdy nie mogłam się pogodzić z tym, że byłam zawsze na drugim miejscu. Zawsze po Lionelu. Dla rodziców zawsze byłam piątym kołem u wozu, kulom u nogi. Odkąd pamiętam nie mieli dla mnie czasu. Na dzień ojca kiedy w klasie szykowaliśmy przedstawienie przyszedł każdego tata, oprócz mojego. Swoje dwunaste urodziny spędziłam sama w domu ponieważ Lionel miał mecz i wszyscy na niego poszli. Wszyscy oprócz babci, która chyba jako jedyna uważała mnie za człowieka, który również potrzebuje bliskości. Niestety rodzice zabronili jej się ze mną spotykać.
-Tu jesteś.-Usłyszałam głos Neymara.
-Śledzisz mnie?
-Nie chciałem abyś została sama.-Usiadł obok mnie.
-Lubie być sama.-Podniosłam głowę do góry próbując przy tym powstrzymać łzy. Jednak było to na nic.
-Chciałem ci powiedzieć, że. Ej chwila ty płaczesz?
-Tak. Płaczę.-Mruknęłam i przełożyłam włosy na prawą stronę, aby zasłoniły moją twarz.-Neymar gdybyś przeżył to co ja myślę, że też byś płakał.
-Sugerujesz, że ja nie miałem problemów w dzieciństwie?
-Nigdy nic nie mówiłeś.-Spojrzałam się na napastnika.
-Nie jestem typem, który napierdala o swoich problemach.-Wzruszył ramieniami.
-Czyli ja taka jestem?-Wstałam z ławki.
-Nie. Nie o to mi w ogóle chodziło.
-Neymar, nie wiem czy my dobrze robimy.
-Co masz na myśli.-Również wstał.
-Skoro coś cie gryzie to czemu o tym ze mną nie porozmawiasz? Dlaczego powiedziałeś że jestem sprzątaczką? Wstydzisz się mnie?-Zaczęłam płakać. Łzy leciały mimo wolnie. Tak bardzo ich nie chciałam. Wstydziłam się ich.
-Nie mówię ci o swoich problemach bo wiem, że masz własne. Nie chce abyś się mną zamartwiała.-Otarł moje łzy.-Nigdy się Ciebie nie wstydziłem. Kiedyś na pewno się dowiesz dlaczego próbuje uchronić cie przed tatą.
-Nie mogę się dowiedzieć tego teraz?-Cały czas łzy cisnęły mi się do oczu. 
-Nie.-Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.-Już nie płacz. Błagam.-Pocałował mnie w głowę.
-Neymar.-Wyszeptalam nie odsuwając się od napastnika.
-Tak?
-Twój tata. On ci kiedyś zrobił krzywdę?
-Nie.-Powiedział tak szybko jak tylko mógł. 
-Obiecujesz?
-Obiecuję.-Wypuścił mnie z niedźwiedziego uścisku.-Wracamy do domu?
-Którego?
-Możemy do mojego. Przy okazji umyjesz mi okna.-Wyszczerzył się za co uderzylam go w rękę.-No sory.-Objął mnie w talii i wróciliśmy do domu wstępując jeszcze po drodze na lody.

-A teraz mówił żebym z nią zerwał.-Usłyszałam końcówkę rozmowy Neymara z Adrienem ponieważ zeszlam na dół do kuchni po sok.
-O czym gadacie?-Zapytałam sięgając po szklankę.
-O niczym ważnym?-Odezwał się blondyn.
-No jak chcecie.-Napiłam się soku.-Neymar ja będę już szła do domu.-Weszłam do salonu.
-Jest pierwsza w nocy. Myślisz, ze cie puszczę?
-A czemu nie? Pożyczysz mi jakąś bluzę?
-Weźmiesz sobie z szafy?-Przytaknęłam i poszłam w stronę garderoby piłkarza. 

-Ale przecież jej teraz nie powiem czegoś w stylu ej Marita z początku robiłem to wszystko dla Leo. Nic dla mnie nie znaczyłaś.
-Myślę, że już jej to powiedziałeś.
-Doprawdy? Nic dla Ciebie nie znacze?-Uśmiechnęłam się przez łzy.-Niedowiary.-Uniosłam w górę ręce.-Zaufałam ci. Byłam w stanie zrobić wszysto, a Ty? Szkoda gadać.-Dopięlam bluzę.-Myślę, ze powinniśmy od siebie odpocząć.-Podeszłam do drzwi.-Tak na zawsze.-Rzuciłam na wychodne i chciałam znikać z jego życia. Ze swojego z resztą też.

***
Witam:) u mnie jest 2 lipca. XDD Troszkę długo pisałam ten rozdział, a wy jeszcze dłużej musieliście na niego czekać. Z racji, ze wrócę dopiero w ostatni tydzień sierpnia napisałam dla wam na zapas:D piszcie w komentarzach co o tym wszystkim myślicie i do napisania. Buziaki.





sobota, 16 lipca 2016

Rozdział 10.

PRZEPRASZAM ZA NUDNY ROZDZIAŁ!
"Nikomu nie ufaj. Nawet sól wygląda jak cukier."
Obudziłem się w cudownym nastroju. Obok mnie leżała dziewczyna, która jest wręcz dla mnie stworzona. Założyłem koszulkę i wyszedłem z namiotu. Na zewnątrz jeszcze nikogo nie było więc na spokojnie mogłem sobie zapalić.
-Chyba sobie żartujesz!-Usłyszałem znajomy mi głos.
-Myślałem, że ktoś mnie przyłapał.-Zaśmiałem się.
-Palisz beze mnie. Super.
-Co on robi?-Odezwał się Munir. Poderwałem się z molo wyrzucając przy tym papierosa z ręki. Spojrzałem na Marite. Miałem nadzieję, że coś wymyśli.
-No wstał to mógł powiedzieć, że idzie zapalić.-Zaczęła tłumaczyć.-Znaczy mógł powiedzieć to poszłabym z nim i no, zapalił.
-Już się bałem, że Neymar pali.-Zaczął się śmiać Hiszpan.
-Cooo. Przecież to niedorzeczne.-Również się śmiała.-Z resztą, nie pozwoliłabym mu na to.-Powiedziała podchodząc do mnie i poklepała mnie po klacie.
-I wy jeszcze nie jesteście razem.-Mówił cały czas przez śmiech. Żadne z nas się nie odezwało. Marita przewróciła oczami o od nas odeszła.
-My do siebie nie pasujemy.-Wypaliłem i poszedłem za blondynką. Widać, że była skrępowana.
-Musimy coś z tym zrobić.-Powiedziałem siadająć obok dziewczyny.
-Masz rację.
-To jak, jesteśmy razem czy udajemy, ze się nie znamy?
-A jak wolisz?-Spojrzała mi w oczy.
-Chce spędzić z tobą całe swoje życie. Nie chce się od ciebie oddalać, ale chyba nie mamy innego wyjścia.
-Wyjście jest zawsze.-Mruknęła i spuściła głowę.
Nie chce tego robić. Czemu miałbym zrywać kontakt z osobą, którą lubię?
-A wiesz co.-Podnosiłem jej podbródek, aby na mnie spojrzała.-Powinniśmy być szczęśliwi, nie ważne co inni powiedzą.
-Czyli co, przyjaciele?-Uśmiechnęła się delikatnie.
-Przyjaciele.

Kilka dni później. 
Perspektywa Marity.
Razem z Lionelem i Antonellą jedziemy na trening. Jutro Barca gra ważny mecz przeciwko Sevilli. Nie chce na niego iść, ale obiecałam to Neymarowi z którym nie mam tak dobrego kontaktu jaki był on nie cały tydzień temu. Teraz spotykamy się tylko wtedy, gdy przyjedzie do mojego brata. Zamienimy dwa zdania i temat się urywa. Zupełnie nie wiem dlaczego tak jest.
Wysiedliśmy z samochodu i od razu udaliśmy się do Ciutat Esportiva. Para poszła do szatni a ja udałam się na trybuny z których widziałam kolesia, który wyżywa się na piłce.
-Bardzo cię skrzywdziła?-Zapytałam wchodząc na murawę.
-Na pewno nie bardziej niż Ty.-Mruknął.
-O co ci chodzi?
-Nie mówiłaś, że masz kogoś.
-Bo nie mam. Neymar skąd takie głupoty przyszły ci do głowy?
-Napisałaś mi to. Jeszcze tego samego dnia co wróciliśmy do domu.
-"Nieźle umięśniony brunet o prześlicznych czekoladowych oczach, wspaniałym uśmiechu i masie tatuaży-chyba się zakochałam." o to ci chodzi?-Wyrecytowałam wiadomość, którą napisałam piłkarzowi.
-Może.-Powiedział i kopnął piłkę do bramki z niewyobrażalną siłą. Podeszłam do niego. Złapałam za nadgarstek i spojrzałam mu w oczy.
-O Ciebie mi chodziło.-Czekałam na jego reakcje.
-Jak bardzo mam wspaniały uśmiech?
-Tak bardzo, że zawsze gdy zamykam oczy go widzę.
-No cóż, trudno mi się z tym nie zgodzić i też nie wypada zaprzeczyć.-Mówił przez śmiech.-Cieszę się, że Cie mam mała.
-Tak, też się bardzo z tego cieszę. Jesteśmy niezłymi przyjaciółmi.-Powiedziałam jednak powoli musiałam wracać na trybuny ponieważ na boisku zaczynali pojawiać się piłkarze.
-O czym gadałaś z Neymarem?-Zapytała mnie brunetka.
-O niczym ważnym.-Uśmiechnęłam się.
-Dziwię się, ze jeszcze nie jesteście razem.
Przewróciłam oczami. W ciągu dwóch tygodni usłyszałam to chyba od każdego piłkarza z dziesięć razy tak samo jak od ich partnerek. Teraz jak to słyszę mam ochotę zatkać uszy i uciekać krzycząc przy tym, że kocham samotność.
-Przyjaźnimy się przecież. Miłość nie pojawia się z dnia na dzień.
-Właśnie, że tak.
-Najwyraźniej to nie miłość.-Stwierdziłam.-Dzisiaj bankiet, tak?
-Tak. Przyjdziecie na niego razem?-Poruszała zabawnie brwiami.
-Antonella daj spokój.-Uśmiechnęłam się do dziewczyny.-Jeśli ma coś między nami być to będzie. Nie chce niczego przyśpieszać.
-No dobrze. Idziemy po treningu do manikiurzystki? 
-Czemu nie. Później na lody i wrócimy do domu, żeby zdążyć się wyszykować.

-I jak wyglądam?-Zapytała Argentynka wchodząc do mojego pokoju. Miała na sobie długą fioletową suknie. 
-Prześlicznie.-Posłałam dziewczynie promienny uśmiech.
-A ty jeszcze nie w sukience.
-Wiesz, sama nie wiem czy powinnam tam iść. To tylko bankiet.
-Jesteś częścią naszej rodziny.-Uśmiechnęła się.
-W takim razie nie mam innego wyjścia.-Głośno westchnęłam i wstałam w podłogi. Wyciągnęłam ostatnio kupioną sukienkę i poszłam do łazienki. Zrobiłam delikatny makijaż, podkręciłam włosy, założyłam długą bordową sukienkę i wyszłam z pomieszczenia. Wypiłyśmy z Antonellą kawę i czekałyśmy, aż przyjedzie po nas Lionel. Na szczęście nie trwało to długo. Wpakowałyśmy się do samochodu w którym siedziała dwójka napastników i ruszyliśmy.

-A gdzie twoja rodzina?-Zapytałam Neymara, kiedy siedzieliśmy sami przy stoliku.
-Mają ważniejsze sprawy na głowie, ale następnym razem nie pytaj o nich.
-Dlaczego?-Zapytałam, ale tak jak mogłam się tego spodziewać, nie dostałam odpowiedzi. Wstałam od stołu i wyszłam na świeże powietrze. Od razu zostałam obsypana masą paparazzi. Robili mi zdjęcia i zadawali od groma pytań. 
-Jutro jest mecz, jak myślisz, twój brat doprowadzi Barcelonę do zwycięstwa?
-Oczywiście. Lionel jest uznawany najlepszym piłkarzem. Jeśli tak jest naprawdę, nic go nie powstrzyma.-Powiedziałam i odeszłam od tego tłumu na bok aby w spokoju zapalić. Po chwili zostałam oślepiona fleszem.
-Powaliło was?-Wrzasnęłam i poszłam na tył budynku. Po jakimś czasie przyszedł do mnie Sergi.
-Czemu nie jesteś w środku?
-Wyszłam zapalić.
-Nie lubię kiedy dziewczyna pali.-Powiedział i oparł się o ścianę budynku w którym trwał bankiet. Wzruszyłam ramionami.-Marnujesz sobie tym życie. Neymar wie?-Przytaknęłam i kolejny raz dostałam fleszem po oczach.
-Ci paparazzi są nieznośni.-Piłkarz przyznał mi rację.-O której ta szopka się kończy?
-Możesz już wracać do domu jeśli chcesz.
-To wspaniale. Mógłbyś mnie odwieść?
-Ja już wypiłem, ale zaraz znajdę Ci trzeźwego szofera.-Uśmiechał się i wróciliśmy do środka. Oznajmiłam Antonelli, że będę się już zwijać i czekałam na kogoś, kto ma podrzucić mnie do domu.-Mogłam się tego spodziewać.-Mruknęłam kiedy przede mną pojawił się napastnik Barcelony.
-Jeśli nie odpowiada ci moje towarzystwo zawsze możesz wrócić na pieszo.-Powiedział i wyszedł z pomieszczenia.-Pojedziemy samochodem Twojego brata ponieważ oni i tak po bankiecie jadą do Suareza.-Otworzył mi drzwi od strony pasażera po czym obszedł samochód. Droga minęła nam spokojnie. Żadne z nas nie odezwało się ani słowem
-Wejdziesz?-Zapytałam kiedy Brazylijczyk wjeżdżał do garażu.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.-Wyjął kluczyki ze stacyjki. Rzuciłam mu pytające spojrzenie.-Mógłbym zrobić z tobą coś, czego później bym żałował.-W tym samym czasie odpięliśmy pasy.
-No, jak chcesz.-Powiedziałam i wyszłam z samochodu.
-To jak, wchodzisz czy nie?-Zapytałam otwierając drzwi.
-Ale tylko na chwilę.
-Napijesz się czego?-Zapytałam gdy byliśmy już w środku.
-Może być sok.-Poprosił i rozsiadł się na kanapie jakby był u siebie. Po chwili przyszłam do salonu z dwiema szklankami i sokiem w kartonie.-Samo obsługa widzę.-Zaśmiał się. Przytaknęłam i zrobiłam to samo.-Powiesz mi o sobie coś, czego jeszcze nie wiem?
-A czego nie wiesz.-Powiedziałam i wbiłam wzrok w papierowy karton w którym był napój.
-Jaki jest twój ideał?-Zapytał i nalał soku do szklanek. Podał mi jedną.
O Neymar jaki miły jesteś. Naprawdę dzięki, że nalałeś mojego soku, do mojej szklanki i mi go dałeś. Nie spodziewałam się tak pięknego zachowania po tobie.
-Nie mam ideału.-Wyszeptałam.
-To może inaczej. Co musiałby mieć facet, żeby był twój.
-Zbędne gadanie.-Wstałam z rogówki. Zrobiłam kółko wokół pomieszczenia i stanęłam przed Brazylijczykiem. Piłkarz uniósł jedną brew do góry.-A co musi mieć dziewczyna, żeby była twoja?-Zapytałam, ale tylko po to, aby zabić ciszę. Z drugiej strony nie wiem czy to dobre pytanie. Takie, względne.
-Niezły tyłek.-Zaśmiał się i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
-Musisz już iść.-Wiem, że nie było to miłe, ale bez powodu bym tak nie powiedziała.
-Miło.-Wstał i zaczął iść w stronę drzwi.
-Tylko się nie obrażaj.-Podbiegłam do piłkarza. -Po prostu paparazzi są przed domem. Nie chce aby znowu pomyśleli o czymś niestosownym.
-Widzę, że wolisz szybki numerek.-Powiedział i rozpiął koszulę.
-Em, co ty robisz?
-No musi być wiarygodniej.-Nierówno zapiął koszulę.
-Neymar przestań.-Nie powinien wpaść na tak idiotyczny pomysł.
-Na trzy otworzę drzwi, a ty się na mnie rzuć, poczochraj włosy, możesz pocałować jak chcesz.
-Ostatnio mówiłeś coś chyba o swojej reputacji.-Napastnik Blaugrany mi przerwał.
-Miałaś racje, jesteś w stanie ją polepszyć. W sumie to moglibyśmy udawać parę. Ja w końcu przestałbym być okrzykiwany chorągiewką.-Tym razem ja mu przerwałam.
-Masz iść to idź.-Odwróciłam go w stronę drzwi.
-Dwa.-Złapał za klamkę.-Trzy.-Drzwi się uchyliły, a moje ciało przyległo do ciała Brazylijczyka. Tak jak kazał, czochrałam mu włosy. Delikatnie przystawiłam swoje usta do ust napastnika, ale wtedy nie znałam zamiarów piłkarza. Całował mnie z taką namiętność i natrętnością w jednym;
nie mogłam się od niego oderwać, a może po prostu nie chciałam? Podniósł mnie, abym oplotła nogi wokół jego bioder. Przycisnął mnie do ściany i całował jeszcze bardziej łapczywie. Najdziwniejsze jednak było w tym wszystkim to, że odwzajemniałam każdy jeden pocałunek. Po chwili zwolnił. Kilka razy musnął mnie w usta i postawił. Tak jak się spodziewałam zrobiono nam tysiące zdjęć.
-Do zobaczenia mała.-Uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi.
-Do zobaczenia Neymar.-Nieświadomie przygryzłam dolną wargę.
Już widzę nagłówki jutrzejszych gazet "Przelotny romans Neymara i siostry jego kolegi z Wielkiej Barcelony." Tak Neymar. Na pewno nie będziesz chorągiewką. Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy? Zmęczona poszłam na górę aby wziąć kąpiel i pójść spać. Kiedy kładłam się do łóżka dostałam wiadomość.
*jestem twoim dłużnikiem*
*załatw mi mnóstwo płynu do płukania buzi XDD*
*Tylko nie mów, że ci się nie podobało.*
*zawsze mogło być lepiej*
*Dobranoc Neymar.*
*Dobranoc mała*

Wyspana jeszcze w piżami zeszłam na dół, do kuchni. W domu byłam sama. Podeszłam do lodówki aby wyciągnąć z niej mleko, które po chwili wlałam do białej miseczki. Dosypałam czekoladowych muszelek i postawiłem jedzenie na blacie i wróciłam na góre. Wzięłam szybki prysznic i założyłam pierwsze lepsze ubranie. Zrobiłam delikatny makijaż, włosy związałam w niesfornego koka i wróciłam do kuchni. Zjadłam posiłek i postanowiłam pójść na spacer. Zamknęłam drzwi i poszłam prosto do parku. Na ławce siedział jeden z piłkarzy Dumy Katalonii. 
-Cześć Marc.-Usiadłam obok chłopaka.-Co tam?-Zapytałam biorąc mu z rąk papierowy kubek z Starbucksa i napiłam się ciepłego napoju.
-Cześć Marita.-Uśmiechnął się.-Nie wiedziałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
-Dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.-Puściłam piłkarzowi oczko.-Hej, masz może dzisiejszą gazetę?-Spytałam, ponieważ w oko wpadła mi budka z prasą.
-Nie, ale mogę iść kupić. Zaczekaj tutaj chwilkę.-Powiedział i poszedł kupić gazetę. Tak jak mówił, po nie całych pięciu minutach był z powrotem przy mnie. Na pierwszej stronie było zdjęcie z moich i Neymara nocnych "zabaw".
-Świetnie.-Mruknęłam kiedy przeczytałam nagłówek. "Neymar stracił głowę dla MADRYDISTKI."-Nie o to nam chodziło.-Spojrzałam zakłopotana w stronę Bartry.
-Marita, powiedź mi szczerze. Nie jesteś za Realem, prawda?
-Prawda.-Spuściłam głowę. Było mi strasznie głupio. Dopiero teraz dotarło do mnie, że przez ten cały czas zachowywałam się jak małe dziecko.
-I tak naprawdę chciałabyś, aby ci wyszło z Neymarem.
-Nie przeginaj.-Spojrzałam na chłopaka z gniewną miną. Po chwili jednak wyznałam mu prawdę.-Tak, chciałabym.-Westchnęłam.
-A więc co stoi na przeszkodzie?
-Dobrze mi z nim jako przyjacielem.-Nie wiem, czy to do końca prawda.
-Pomyśl, jak dobrze by ci było jakbyście byli parą.
-Gorzej jak wszystko się popsuje i już nigdy nie zostaniemy nawet kolegami.
-Nie bądź taką pesymistką. Neymar też potrzebuje bliskości.
-Skąd to wiesz?-Zapytałam niby obojętnie.
-To pewne.-Parsknął i pociągnął mnie za rękę, abym wstała-No już, idź do niego.-Klepnął mnie w tyłek.-Powiedź, że nie możesz bez niego żyć.

Perspektywa Neymara.
-Przez ten krótki czas mam z nią więcej wspomnień niż z Bruną. Z resztą przy niej nie czuję tego, czego czułem przy tych dziewczynach na jedną noc. Nie, To właśnie do Marity coś czuje, a do nich nie czułem nic. Jest wspaniała. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona.-Skończyłem opowiadać Jocie o dziewczynie, która niesamowicie namieszała mi w głowie.
-Skoro jest taka wspaniała, to w czym problem?
-Obiecałem Leo, że wyciągnę z niej prawdę, dlaczego go nienawidzi i zniknę z jej życia.
-Powiedź, że się zakochałeś. Miłość nie wybiera.
-Tak tak wiem. Miłość nie wybiera, a w miłości i na wojnie 
-Wszystkie chwyty dozwolone.-Skończyliśmy razem.
-Neymar trafiłeś w końcu na miłość swojego życia. Leo nie będzie zły.
-Jesteś tego pewny?
-Niczego nie byłem niczego bardziej pewny. Więc pakuj dupe w samochód, podrzucając mnie przy tym do galerii i jeźdź wyznać jej miłość.

Bez perspektywy.
W taki więc sposób dwoje zakochany w sobie do szaleństwa ludzi ruszyło ku sobie. On jechał ulicami jak wariat układając sobie w głowie słowa, które pokażą, jak bardzo mu na niej zależy, a ona? Ona biegła jak szalona do jego domu powtarzając sobie, że da radę. Że żyje aby być szczęśliwą. Że to właśnie ona jest mu przeznaczona. I tak oto dwoje młodych i od nowa poznających zasady miłości ludzi doszło do domów swoich wybranków, których tam nie zastali. Czekali na siebie ponad godzinę. Oboje lekko przygnębieni zupełnie innymi drogami wrócili do miejsc w których znajdowali się mówiąc o miłości i pomyśleli, że najwyraźniej tak być musiało. Najwyraźniej Bóg postawił im zupełnie kogoś innego na drodze do szczęścia. Czy to w ogóle prawdopodobne, że zamknięte drzwi do ich domów, okazały się zamkniętymi na klucz pancernymi drzwiami do ich serc?

Mijały dni, a zakochani nawet do siebie nie zadzwonili. Zero wiadomości, zero przypadkowego wpadnięcia na siebie na ulicy, zero spojrzeń w oczy i ani jednego zapalonego razem papierosa. Marita zamknięta cały czas w swoim pokoju myślała o cudownym uśmiechu Brazylijczyka, a Neymar na każdy trening przyjeżdżał z odrobiną nadziei, że wraz z jego przyjacielem przyjedzie prześliczna Argentynka, na którą uwielbiał spoglądać, kiedy ona tego nie robiła.

Perspektywa Bartry.
-Nie mów, że ją odrzuciłeś?-Zapytałem Neymara podczas treningu. Od rozmowy z Maritą nie widziałem ich ani razu w swoim towarzystwie i zaczynałem się martwić.
-Ale o czym ty mówisz?-Kopnął piłkę w moją stronę.
-No o Maricie.-Nie mogłem skończyć ponieważ trener zawołał nas wszystkich do siebie.
-Chłopcy została Liga Mistrzów i jesteście wolni. Juventus to dobry klub, macie potwierdzenie w tym, że gramy z nimi kolejny raz.
-Marita? Przecież my się nie widzieliśmy od dwóch tygodni.-Wyszeptał napastnik i odciągnął mnie do tyłu.
-Miała ci powiedzieć, że cie kocha.-Również szeptałem.
-Co!?-Wrzasnął Brazylijczyk.
-Nie poszła do ciebie? Przecież.-Przerwał mi.
-Tak. Mogła do mnie pójść w tym czasie, kiedy ja pojechałem powiedzieć je-Złapał się za głowę.
-Chłopaki nie gadajcie. Skupcie się na przyszłym meczu.-Przerwał mu Enrique.
-Dobrze, przepraszamy.-Wyszczerzył się.
-Powiedzieć jej co?-Nie dostałem odpowiedzi. Neymar po dosłownie chwili,od tak biegł z murawy jak poparzony rzucając tylko "Przepraszam, muszę coś załatwić." Pokręciłem głową z niedowierzania i zacząłem się śmiać.-Neymar się zakochał.-Powiedziałem piłkarzom, którzy odwrócili się w moją stronę, ale chyba łatwiej by było powiedzieć, że oznajmiłem to wszystkim.
-Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że każdy będzie szczęśliwy, ale wróćmy do tematu. Naszą największą bronią jest atak.-I tak dalej. Nie za bardzo mogłem słuchać trenera ponieważ cieszyłem się, szczęściem tej dwójki.

Perspektywa Neymara.
Wybiegłem z treningu nawet się nie przebierając. Wrzuciłem ciuchy do czarnej torby i w sportowym ubrani opuściłem Ciutat Esportiva. Jak najszybciej pojechałem do domu Messich zaliczając po drodze kwiaciarnie w której byłem znany przez wszystkich pracowników. Stanąłem przed drzwiami z bukietem róż i użyłem dzwonka, którego melodia sprawiła, że zaczęły trząść mi się ręce. Po chwili przed drzwiami w za dużej koszulce, z lekko zrobionym makijażem i poczochranymi włosami pojawiła się Marita.
-Zgubiłeś się?-Zapytała wbijając wzrok w podłogę.
-Szukam panny Marity Messi.
-Nie znam, ale słyszałam, że całkiem fajna.
-A nie wiesz może czy szuka chłopaka?
-W związkach woli dziewczyny.-Mruknęła całkiem poważnie, a mnie momentalnie zamurowało. Czułem jak uginają mi się nogi. Chciałem coś powiedzieć jednak nie potrafiłem. Czyli co? To wszystko było zabawą? Mówienie, że jej się podobam było tylko grą? Jeśli tak, to jest niezłą aktorką. Nieświadomie upuściłem z rąk bukiet kwiatów i pusto wpatrywałem się dziewczynę, która od samego początku się na mnie nie spojrzała.

***
Witam:) przychodzę do was z całkiem krótkim i mało ciekawym rozdziałem jednak rozdział 11 jest w trakcie pisania :D przyszły post jest pisany po przegranym meczu Hiszpanii i odejściu Lionela Messiego z reprezentacji Argentyny więc proszę mnie nie zabijać za niesnaski, które tam będą. Postanowiłam pisać rozdział trochę na zapas ponieważ wyjeżdżam na wakacje i długo mnie nie będzie.










wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 9.

Rozdział dedykuję mojej wspaniałej bliźniczce♥
"Czasami spotykasz kogoś i nawet jeśli wcześniej
nie lubiłeś brązowych oczu to zakochujesz się w nich
bez opamiętania." 
Perspektywa Marity.
Po udanych zbiorach wróciłyśmy do miejsca w którym się rozbiliśmy. Dziewczyny od razu dołączyły do całej reszty, która się kąpała, a ja postanowiłam udać się na krótką drzemkę. Zdjęłam buty i weszłam do dużego granatowego namiotu. Przyłożyłam głowę do poduszki i bez problemu usnęłam. Niestety około godziny 19 zostałam obudzona przez Rafinhę, który oznajmił, że za niedługo będzie impreza. Więc jeśli dobrze zrozumiałam, piłkarze wielkiej Barcelony mają zamiar rozpuścić muzykę na ful w środku lasu i tańczyć. No, zapowiada się nieźle. Wyjęłam z torby szare dresy, które miałam na sobie rano, czarną koszulkę z nike i białe air forcy Włosy zostawiłam rozpuszczone i wyszłam na zewnątrz. Od razu w oczy rzuciły mi się skąpe sukienki każdej z dziewczyn i Neymara ubranego identycznie do mnie.
-Nawet o tym nie myśl.-Podbiegł do mnie i przytrzymał za rękę. Uniosłam jedną brew.-Nie przebieraj się.-Uśmiechnął się delikatnie.-To przeznaczenie.-Wyszeptał.
-Ta.-Mruknęłam.-Możesz mnie puścić? Chce iść do dziewczyn.-Napastnik wykonał moją prośbę, a ja zrobiłam to, co powiedziałam.-Nieźle wyglądacie.-Zaczęłam się śmiać.
-Zazdrościsz nam?-Odezwała się Kira.
-Oczywiście.-Mówiłam cały czas się śmiejąc.-Tylko nie mówcie, że założycie jeszcze szpilki. W sumie nie mówicie mi tego. Poczekam aż będziecie tańczyć.-Powiedziałam i wróciłam do swojego namiotu. Podniosłam poduszkę pod którą ostatnio zostawiłam papierosy jednak ich tam nie było.
-Neymar.-Wyszeptałam. Wyszłam z namiotu i rozejrzałam się dookoła. Nigdzie go nie widziałam.
-Widział ktoś Neymara?-Zapytałam podchodząc do zgrai piłkarzy.
-Tam poszedł.-Pokazał palcem Dani kierunek w którym udał się mój poszukiwany. Podziękowałam Brazylijczykowi i ruszyłam szukać 11 Barcy. Nie trwało to zbyt szybko. Czułam jakbym miała za sobą kilka kilometrów, jednak w końcu go znalazłam.
-Tu jesteś.-Uśmiechnęłam się i usiadłam obok piłkarza. Był smutny.-Co jest?-Zapytałam zabierając mu papierosy.
-Nic.-Mruknął.
-Przecież widzę.-Złapałam jego dłoń i ją ścisnęłam. Neymar przeciągnął mnie na swoje kolana.
-Wiesz mała.-Zaczął.-Czasami każdy z nas błądzi. Wybiera złą drogę. Z początku nie widząc jej złych stron jednak z czasem te wady są tak wielkie, że wchodzą nam pod nogi i gdy chcemy zawrócić, uświadamiamy sobie, że na powrót jest zdecydowanie za daleko.
-I za późno.-Dodał po chwili.-Ja w swoim życiu zawszę wchodzę na złą ścieżkę. Chcąc pomagać jednym cholernie ranię drugich. Z resztą moja reputacja nawet wśród kolegów upadła tak nisko, że nic i nikt nie będzie w stanie jej podnieść.
-Ja tam mogłabym spróbować.-Powiedziałam bez namysłu. Z resztą słuchając Neymara nie przeszkadzało mi to, że jeździ dłonią po moich plecach.
-Nie dasz rady.-Zaśmiał się.-Marita.-Przerwał.-Ciebie też zranię.-Powiedział tak nagle.-Pewnie mnie znienawidzisz, a ja pomimo tego, że będę cierpiał jak głupi, nie schowam dumy do kieszeni. Ucieknę.
-O czym ty mówisz?
-Lubie cię i mam nadzieję, że gdy już się wszystkiego dowiesz, tutaj.-Położył rękę na mojej piersi.-Poczujesz ukucie, ale będziesz wiedziała, że robiłem co mogłem.
Dobra to zaczyna być chore. Wstałabym i uciekła gdziekolwiek jednak nie mogę. Neymar był ze mną, kiedy tego potrzebowałam, więc ja muszę być z nim. Tak robią przyjaciele. Niestety ja nigdy nie miałam z kogo brać przykładu i nie mam pojęcia co powinnam teraz zrobić.
-Neymar ja.-Zaczęłam, ale to tylko głupie gadanie.-Jeśli już teraz wiesz, że kogoś zranisz, przestań doprowadzać tego działania do celu.-Oparłam się o jego klatkę piersiową.-Pomyśl ile mógłbyś zyskać ściągając maskę.-Nie mogłam skończyć. Neymar złączył nasze usta. Chciałam tego. Bardzo tego chciałam, ale przecież nie mogłam.-Neymar.-Wyszeptałam odrywając się od niego.-Proszę, nie wykorzystuj tego, że jesteś jedynym mężczyzną do którego mam słabość.
-Ty jesteś jedyną dziewczyną, której jeszcze nie zaciągnąłem do łóżka. Powinnaś to szanować.-Wzruszył ramionami i pokręcił głową. Wstał zrzucając mnie przy tym. Nie wiem co się z nim stało.
-Gdzie idziesz?-Zapytałam patrząc, że Neymar nie zawraca, a wręcz przeciwnie. Idzie w głąb lasu. Nie dostałam odpowiedzi. Mogłam odpuścić i wrócić do namiotu, jednak coś we mnie nie wyraziło na to zgody.-Ziom.-Zaczęłam, idąc kilka kroków za napastnikiem.-Czemu nie możesz mi powiedzieć co się dzieję? Przecież bym ci pomogła. Nie powinno się uciekać od problemów. Przecież nie jesteś slaby. Jesteś piłkarzem. Miliony dzieci bierze cię za przykład. Jak myślisz, co by zrobili, gdyby cie poznali. Wyobrażasz sobie dzieci, które odpuszczają? Które widzą cie jako swojego króla i tak nagle jak ty zaczęliby robić to co złe? Bo ja nie.-Gadałam jak najęta. Wiedziałam, że mnie słucha ponieważ zwolnił krok.-Neymar tak naprawdę jesteś wartościowym człowiekiem, który nie powinien ponosić klęski. Ty nawet nie jesteś do tego stworzony!-Zamilkłam na chwilę.-Ale wiesz, zadziwia mnie jedna rzecz. Raz jesteś uśmiechnięty i radosny, a za chwile, gdybyś mógł powystrzelałbyś wszystkich ludzi na świecie. Powiesz mi dlaczego tak jest?
-To proste. Chce cieszyć się życiem, ale wszystko przypomina mi o tym, co najgorsze.
-A co jest najgorsze?-Zapytałam, ale to to samo jakbym siedziała w pokoju całkiem sama. Nie dostałam odpowiedzi.-Może już będziemy wracać? Robi się ciemno.
-Chcesz to idź.-Mruknął.
Chodziliśmy tak po lesie bez żadnego słowa. Zaczynało się robić coraz ciemniej i zimniej. Co chwila musiałam dorównywać Neymarowi kroku, który pędził jak szalony. Pewnie robił wszystko aby się mnie pozbyć.
-Dasz wreszcie spokój?-Szarpnęłam go za rękę.-Wracamy!-Powiedziałam stanowczo jednak myślę, że nikt nie posłuchałby kurdupla bez mięśni.
-Chcesz to mogę cię kawałek odprowadzić.
-Chce żebyś wrócił ze mną. Neymar co jest z tobą?-Powiedziałam, a moje oczy się zaszkliły zupełnie nie wiem czemu.
-Też chce wiele rzeczy, jednak ich nie mam.-Powiedział i szedł dalej.
-No w porządku. Idź sobie!-Krzyknęłam i usiadłam na pieńku.-Proszę bardzo! Mam nadzieję, że nie wrócisz zbyt szybko!-Zaczęłam wrzeszczeć. Strasznie byłam wkurzona na Brazylijczyka, który z każdą chwilą był coraz dalej. Powoli zaczynałam tracić jego sylwetkę z pola widzenia. Nie, tak przecież nie może być.Zaczęłam biec w kierunku tego pacana.
-Neymar powiem to ostatni raz. Wracamy.-Próbowałam brzmieć całkiem poważnie.
-Dasz mi wreszcie spokój?!-Wrzasnął ściskając mnie za ręke.
-Tak.-Powiedziałam zrezygnowana. Do mich oczu kolejny raz napłynęły łzy. Niestety jedną z nich zobaczył Brazylijczyk.
-Ja. Ja nie chciałem, żeby tak to wyszło.
-Ty nigdy nic nie chcesz.-Powiedziałam i zaczęłam wracać do miejsca w którym byliśmy rozłożeni.
-Marita stój.-Usłyszałam po chwili.
-Nie chce twoich przeprosin.
-Nie o to chodzi. Nie wiesz jak wrócić.-Powiedział biegnąc w moją stronę. Tutaj niestety miał rację.
-Trudno. Poradzę sobie.
-Jesteśmy naprawdę daleko od reszty.
-Może i tak, ale nie zamierzam spędzić całej nocy w lesie.-Burknęłam.-Pod gołym niebem rzecz jasna.-Dodałam, gdy przeanalizowałam to, co wydobyło się z moich ust.-Ty miałeś gdzieś sobie iść, tak?
-Mała zmiana planów.-Wyciągnął rękę w moją stronę.-Odprowadzę cie do namiotu.-Wiedział, że nie podam mu ręki, więc sam ją wziął. Pociągnął mnie za sobą, bo stałam jak słup.
-Daleko jeszcze?-Zapytałam ponieważ byłam wykończona, a szliśmy już ponad godzinę. Neymar pokiwał twierdząco głową. Aha. No fajnie.-Pasuje.-Powiedziałam i usiadłam pod najbliższym drzewem. Tak ludzie najbliższym, nie ważne, że otaczają mnie same drzewa. Kto by pomyślał, że one w ogóle rosną w lesie.-Gdyby nie twoje głupie spacerowanie dawno bym już spała, albo śmiała się z dziewczyn.
-Śmiała się?
-Tak.-Pokiwałam w dodatku głową.-Mi chyba nie przyszłoby w ogóle na myśl zabierać do lasu sukienkę, a w szczególności szpilki.-Na samą myśl o dziewczynach zaczęłam się uśmiechać.
-Może jeszcze zdążysz je zobaczyć.-Wyciągnął z kieszeni telefon.-Jest dopiero po pierwszej. Na pewno bawią się na całego.
-Może i masz rację.-Fakt, że zdążę pośmiać się z dziewczyn zregenerował mi siły. Po drodze zrobiło mi się strasznie zimno, więc jak miałam w zwyczaju wyciągnęłam ręce z rękawów i szłam jak jakiś debil. Neymar zaczął się ze mnie śmiać, ale po jakimś czasie zrobił to samo, nie ważne nie miał przepiętą bluzę w pasie. Wracając zdążyliśmy wypalić pół paczki papierosów. Znaczy Neymar wypalił, bo ja byłam taka zmęczona, że ledwo trzymałam się na nogach.
-Może wezmę cię na ręce?-Zapytał.
-Nie. Dam sobie radę.-Mówiłam, ale oczy mi sie już zamykały.
-Lepiej jak potkniesz się o korzenie i wywalisz.-Powiedział ironicznie.-Wskakuj.-Tak jak kazał wskoczyłam mu na plecy i chyba powoli zaczynałam usypiać. Dopiero gdy doszliśmy do miejsca w którym odbywał się biwak ocknęłam się.
-Dzięki.-Powiedziałam, kiedy Neymar przytargał mnie pod sam namiot.
-Nie ma sprawy.-Uśmiechnął się i poszedł do swoich kolegów. Chwilę na nich popatrzyłam ponieważ nie chciało mi się odsuwać namiotu.
-Marita chodź potańczyć!-Zawołał mnie Munir. Ledwo, ale jednak wstałam. Przetańczyłam z nim może z dwie piosenki po czym usiadłam przy ognisku.
-Em Marita, bo wiesz.-Podrapał się w kark kapitan Brazylii.
-Fajki są tam, gdzie zawsze.
-Tym razem nie o to chodzi. Dani jest z Kirą w naszym namiocie i nie mam za bardzo gdzie spać.
-Możesz ze mną spać.-Uśmiechnęłam się do napastnika.-Ale tylko wtedy, gdy zaniesiesz mnie do namiotu.-Sama nie wiedziałam co gadam. Piłkarz wziął mnie na ręce. Odsunął suwaki i delikatnie położył na materacu. Kiedy wchodziliśmy do namiotu każdy zaczął bić nam brawa. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. W namiocie było ciepło więc ściągnęłam buty oraz spodnie po czym weszłam pod cieniutki kocyk.
-Zmarzniesz.-Powiedział napastnik.
-Syndrom ojca Ci się włączył?-Zaczęłam się śmiać. Neymar coś tam pogadał pod nosem, odwrócił się do mnie plecami i poszedł spać.

Następnego dnia obudziłam się z małą niespodzianką. Ręka Neymara była na moim brzuchu przez co nie mogłam się ruszać bo bym go obudziła. Leżałam tak z pół godziny jednak mój pęcherz wiecj nie wytrzymał.
-Neymar wstawaj.-Poklepałam go po twarzy.-Weź rękę.-Powiedziałam gdy otworzył oczy. Gdy byłam już wolna poszłam się ogarnąć i wróciłam do namiotu. Zegarek na telefonie pokazywał 7:03. Postanowiłam iść jeszcze spać. Najpierw jednak założyłam świeże ubranie. Później tylko owinęłam się kocem i położyłam jak najbliżej Neymara ponieważ było mi chłodno. Po chwili usnęłam.
-Dzień dob.-Wparował do namiotu Dani.-Ale jak wy to ten no, przez ubrania, cooo.-Pogubił się biedaczek. 
-Przez Ciebie musiałam go przegarnąc!-Zaśmiałam się i wyszłam z namiotu. Alves zrobił to samo. 
-Będę ci wdzięczny jak weźmiesz go do samego końca. Bo wiesz, tego roku ja zamierzam wygrać.-Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi więc tylko pokiwałam głową i się uśmiechnęłam po czym wróciłam do namiotu aby wyjąć z torby papierosy. Jedną paczką rzuciłam w piłkarza, a drugą zabrałam ze sobą. Poszłam na molo na którym siedział Lionel. Usiadłam obok niego i podpaliłam papierosa.
-Chcesz?-Zapytałam z grzeczności. Piłkarz pokręcił przecząco głową.-Twoja strata. Co dzisiaj robimy?
-Idziemy na crossy.
-Chcesz żeby 30 wariatów wsiadło na crossy?
-Czemu nie?-Uśmiechnął się.-Jak tam było wczoraj z Neymarem? Coś słabo było was słychać.-Zaśmiał się.
-Weźcie no.-Wturowałam mu.-Ja go tylko przygarnęłam.
-Każda wymówka jest dobra.-Przerwał mi.
-Masz rację.-Uśmiechnęłam się i odeszlam od piłkarza. Pomogłam Melisie przygotować śniadanie i poszłam wszystkich na nie zebrać.
-Panie, śniadanie za chwilę.-Powiedziałam kucając przed namiotem w którym siedziały wszystkie dziewczyny. Akurat były w trakcie robienia sobie makijażu. Następnie poszłam po całą zgraje piłkarzy, którzy siedzieli nad wodą, a na koniec zostawiłam sobie napastnika, który cały czas był w moim namiocie.
-Ziom śniadanie.-Powiedziałam kładąc się obok niego.
-Nie jestem głodny.
-No tak.-Westchnęłam.-Lepiej raka karmić.-Zaśmiałam się.
-Widzę, że już dobrze mnie poznałaś.-Pocałował mnie w czoło i wyszedł z namiotu. Przeterłam rękawem miejsce w którym piłkarz złożył pocałunek i zrobiłam to samo. 
W trakcie posiłku Lionel przedstawił plan dzisiejszego dnia. 
-Macie 20 minut żeby się ogarnąć bo na 12 są zamówione crossy, później będziemy pływać, a wieczorem impreza. Dla wszystkich.-Mówiąc to spojrzał się w moją stronę, a później wzrok skierował na Neymara, który siedział w drugim końcu.-Jutro paintball połączony z podchodami.-Dokończył i zabrał sie za śniadanie. 

-Miłej zabawy!-Powiedział instruktor po tym jak oznajmił nam wszelkie zasady. Razem z Bartrą jako pierwsi wsiedliśmy na crossy i bez upewnienia się, że nasze pojazdy są bezpieczne ruszyliśmy zostawiając całą resztę za warstwą kurzu i dymu.
-Nie masz ze mną szans!-Krzyknęłam i dodałam gazu.
-Jeszcze byś się zdziwiła.-Powiedział kiedy byliśmy obok siebie.
-Ścigajmy się do tego drzewa z oznaczeniem czarnego szlaku.-Oznajmiłam i przyszykowałam maszynę.-Później cały czas się nim kierujemy. Kto będzie drugi bierze Neymara do siebie na noc. 
-Ale przecież ja śpię z Mel.-Jęczał.
-Twój problem.-Zaśmiałam się i odpaliłam silnik.-Gotowy?-Marc kiwnął głową. Poprawiłam kask i dałam znak, że wyścig się rozpoczął. Pierwsze kilka zakrętów poszły gładko. Byłam na prowadzeniu jednak nie na długo. Czarny szlak okazał się moją przegraną. Z początku zaczęłam tracić panowanie nad kierownicą. Kiedy już sobie z tym poradziłam droga zaczęła się zwężać przez co bałam się, że wiadę w drzewo. Jadąc jako druga miałam utrudnienie ponieważ Marc strasznie pędził zostawiając przy tym chmurę kurzu. Koniec końców przegrałam z obrońcą Blaugrany.
-Żądam rewanżu!-Mówiłam kiedy dojechaliśmy do mety. Marc jedynie zaczął się ze mną śmiać.-Oszukiwałeś. To pewne.-Udałam obrażoną i wsiadłam na crossa.-Jeszcze musimy wrócić.-Oznajmiłam i jak najszybciej ruszyłam. Teraz nie mam jak przegrać. Zjechałam z góry, zaliczyłam dwa ostre zakręty i odwróciłam się aby zobaczyć jak daleko jest Marc jednak nie widziałam go wcale.-Marc!-Po chwili postanowiłam zawrócić i sprawdzić czy nic się nie stało.-O nie! Oni mnie zabiją!-Krzyknęłam widząc Bartre leżącego na ziemi obok motoru. Jak najszybciej do niego podbiegłam.-Marc. Obudź się.-Poklepałam go po policzku.-Przecież to była tylko zabawa. Marc błagam.
-Cienias.-Krzyknął piłkarz i nagle wstał. Wsiadł na crossa i ruszył kolejny raz zostawiając mnie w tyle.
-Osz ty!-Powiedziałam i poszłam w ślady piłkarza.
-Miłych snów z Neymarem.-Zaśmiał się gdy dojechałam do miejsca skąd braliśmy crossy.

Po powrocie każdy poszedł popływać, a ja postanowiłam się poopalać. Poszłam do namiotu przebrać się w letnie ubranie. Włosy ściągnęłam w wysokiego kucyka i poszłam położyć się na molo. Oczywiście zostałam ochlapana z każdej strony i dwa razy wrzucona do wody przez Sergiego. Wieczorem umówiłam się z dziewczynami na plotki. Od dawna nie interesują mnie takie rzeczy, ale lepsze to od siedzenia samej. 

Siedząc na mięciutkim kocu przyglądałam się chłopakom, którzy bawili się piłką.
-A Ty Marita, co o tym myślisz?-Zapytała mnie Kira.
-Y, co?
-Co myślisz o miłości od pierwszego wejrzenia?
-Nie ma czegoś takiego. Kocha się za charakter, a nie wygląd.
-Nie wierzę, że to powiedziałaś.-Odezwała się Antonella.-Widzę, że Neymar zmienia Cię na lepsze.
-Co? Ona jest z moim pysiem?-Obużyła się dziewczyna, która przed chwilą zadała mi pytanie.
-Nie przypominam sobie, żeby Neymar mówił, że jest twój.-Shakira się zaśmiała.
-Tak to patrzcie. Udowodnię wam, że on coś do mnie czuję.-Powiedziała dumnie.-Neymar! Neymar!-Zaczęła machać ręką. 
-Neymar.-Zawołała napastnika piosenkarka. Przyszedł od razu.
-Zimno mi trochę. Daj mi swoją bluzę.-Powiedziała przesłodko kuzynka Grubego.
-Ale wiesz, mi.-Próbował coś wymyślić. 
-Ney mógłbyś przynieś Maricie bluzę z namiotu?-Odezwała się Sofia. Chyba też nie przepadała za nową osobą w rodzinie.
-Może wziąć moją.-Uśmiechnął się i szybko zdjął z siebie ubranie. Podał mi ciemną bluzę i wrócił do kolegów.
-Przekupiłyście go.-Obraziła się i poszła do namiotu.
-Nie wiecie jak się cieszę, że z wami tutaj siedzę. Kira jest okropna.-Zaczęła Sofia.
-Nieszczęśliwie zakochana.-Burknęłam.
-Co Ty.-Machnęła ręka partnerka Suareza.-Ona leci na wygląd. Jej jeszcze nie w głowie prawdziwe oczucia. 
-Ej dziewczyny myślicie, że Neymar zaczyna coś czuć do Marity?-Poruszyła ten temat partnerka mojego brata.
-Halo ja tu jestem.-Wymachiwałam rękami.
-Uświadomię ci, że powinniście być razem.
-Wczoraj byli tak samo ubrani i to było urocze.-Powiedziała partnerka Sergiego.
-Czysty przypadek.
-Na Dominikanie kupili sobie takie same bluzy.-Wtrącił się Dani.-I kończcie te pogaduchy, bo zaraz ognisko.
-I impreza?-Chciałam się upewnić czy będę mogła zobaczyć dziewczyny tańczące na piachu w kilkunastu centymetrowych obcasach.
-Prawdziwa kobieta potrafiłby przenieść góry w szpilkach.-Odezwała się Sofia, która chyba zrozumiała o co chodziło z moim pytaniem.

-Ładnie ci w mojej bluzie.-Usłyszałam głos Neymara kiedy siedziałam na molo.
-Ładnemu we wszystkim ładnie.-Uśmiechnęłam się.
-Racja.-Zrobił to samo.
-Nie rozumiem czemu wszyscy mówią, że powinniśmy być razem.-Powiedziałam i zgasiłam papierosa. Napastnik jedynie wzruszył ramionami.-Myślisz tak samo?
-Nie. Chyba nie, a ty?
-Też nie.-Spojrzałam mu w oczy.-Jednak tak.-Pomyślałam.-Idziemy się napić?
-Ja nie pije, ale możemy iść zatańczyć.-Wstaliśmy i dołączyliśmy do nocnych imprezowiczów. Jak na złość Dani włączył wolny kawałek.
-Serio?!-Obużyłam się.
-Cii.-Uspokajał mnie Neymar. Położył ręce na mojej talii i przysunął mnie do siebie.-To tylko jeden taniec.-Wyszeptał.
-Wolny.-Przerwałam.-Wolny z Tobą.-Głośno westchnęłam.
-Przeżyjesz.-Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Wtuliłam się w chłopaka, ale tak naprawdę czekałam na koniec.
-Widzisz, nie było tak strasznie.-Powiedział po przetańczonej piosence.
-Masz racje.-Stwierdziłam i odsunęłam się od piłkarza. Reszta piosenek była już normalna przez co mogłam czuć się swobodnie. Około północy udało mi się namówić Neymara na jednego drinka. Znaczy ja wypiłam z pięć, a on jednego. Cóż, chciałabym mieć tak silną wolę jak on.
-On zawsze tak mało pije?-Zapytałam się Lionela.
-Raczej tak.-Powiedział podpitym głosem.
-Dlaczego?
-Nie wiem. Zapytaj się go.
-Widzę,  że jak zawsze mogę na ciebie liczyć.-Mruknęłam i wróciłam na koc na którym siedziałam z napastnikiem.-Co z twoimi tatuażami?
-Są na swoim miejscu.-Wyszczerzył się.
-Kiedy je zobaczę?
-Jak zasłużysz to zobaczysz.-Wytknął mi język.
-Jak dziecko.-Zaczęłam się śmiać.-Szkoda tylko, że nie lubię dzieci.
-A co tam słychać u twoich tatuaży?
-Miewają się dobrze. Ostatnio słyszałam, że chcą się spotkać z twoimi.
-Doprawdy?-Zapytał i łobuzersko się uśmiechnął. Pokiwałam twierdząco głową i przygryzłam dolną wargę. Neymar zaczął się do mnie zbliżać. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.-Co byś zrobiła, gdybym powiedział, że cię pragnę?
-Chcesz sprawdzić?-Zapytałam i złączyłam nasze usta.

Perspektywa Neymara.
Udało mi się. Teraz mogłem zrobić z nią wszystko. Jednak, gdy Marita mnie pocałowało zrozumiałem, że zmierzam nie w tą stronę co trzeba. Oczywiście, odwzajemniłem jej pocałunek. Chciałem tego. Tak samo jak bardzo chciałem teraz jej ciała, ale obiecałem, że jej nie wykorzystam. Poczekam aż sama będzie tego chciała. Na trzeźwo.
-Idziemy do namiotu?-Zapytała odrywając się ode mnie.
-Spać?-Specjalnie tak powiedziałem.
-No nie koniecznie.-Uśmiechnęłam się i wstała. Wyciągnęła rękę w moją stronę.-Chodź.-Powiedziała to tak uroczo, że nie byłem w stanie jej odmówić. Złapałem jej dłoń i po chwili byliśmy w namiocie. Doskonale wiedziałem czego chciała. Usiadła na mnie okrakiem i składała pocałunki na moich ustach. Była delikatna. Stopniowo, gdy Marita zaczynała pozbywać się ubrań zapominałem o Bożym świecie. Całowałem ją po całym ciele. Ej Neymar stój. Ona na trzeźwo by tego nie zrobiła.
-Marita.-Spoważniałem.
-Tak?-Spojrzała na mnie.
-Nie chcesz tego.-Powiedziałem z bólem.
-Chce.
-Ja tego chce, ale nie ty.-Próbowałem przemówić jej do rozsądku.
-Aż tak bardzo nie dorównuje poprzednim dziewczyną z którymi się pieprzyłeś?
-To nie tak.-Nie wiem, czy mądre, wróć, jakiekolwiek gadanie z nią ma sens.-Jesteś najlepsza.
-A więc w czym problem?
-Jesteś pijana.
-Ale mówię ci świadomie, że chce się z tobą przespać.
-W takim razie ja tego nie chce.-Powiedziałem zakładając koszulkę i wyszedłem z namiotu. Wszyscy nieźle się bawili, więc nawet nie zwrócą uwagi, że mnie nie ma. Ruszyłem w głąb lasu. Usiadłem pod drzewem i wyciągnąłem z kieszeni papierosy. Podpaliłem jednego i się zaciągnąłem.
Nie mogę w to uwierzyć. Byłem tak blisko. Naprawdę niewiele brakowało, ale coś mi na to nie pozwoliło. Nie chciałem aby rano obudziła się z obrzydzeniem do samej siebie i nienawiścią do mnie. Jeśli cokolwiek zapadło jej w pamięć jestem uratowany. Jeśli będzie pamiętała wszystko będę naprawdę szczęśliwy. Zrozumie, że nie jest mi obojętna i ją szanuje.
Gdy odreagowałem wróciłem do moich przyjaciół. Nie podchodziłem do nich tylko od razu udałem się do namiotu Marity. Spała. Popatrzyłem na nią chwilę, po czym zrzuciłem z siebie ubranie i udałem się do krainy Marfeusza.

-Ziom.-Wyszeptała Marita klepiąc mnie po policzku. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nachyloną nade mną blondynkę.-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.-Powiedziałem zaspanym głosem.-Wiesz, że cholernie ciężko było mi się powstrzymać?
-Jedynie mogę się domyślać.-Uśmiechnęła się.-W sumie to też przepraszam.-Spuściła głowę.
-Nie masz za co. Pomimo, że od niczego nie doszło było mi z tobą naprawdę dobrze.-Poczochrałem jej włosy. Dziewczyna się zarumieniła. Położyła się obok. Przypadkowo położyłem rękę na jej brzuchu. Nadal była w samym staniku.
-Chyba nadal tego chcesz.-Pomyślałem i uśmiechnąłem się sam do siebie. Leżeliśmy tak w ciszy przez dłuższy czas. Bawiłem się kosmykiem jej blond włosów, a ona się uśmiechała.
-Chyba zmieniam zdanie.-Sam nie wiedziałem, że wyszło to z moich ust.
-Ale o czym ty mówisz?-Podniosła się do pozycji siedzącej siostra mojego przyjaciela.
SIOSTRA MOJEGO PRZYJACIELA. Siostra mojego PRZYJACIELA. Siostra MOJEGO przyjaciela. SIOSTRA mojego przyjaciela. Siostramojegoprzyjaciela. SIOSTRA MOJEGO PRZYJACIELA. Neymar pakujesz się w niezłe gówno.
-Już o niczym.-Nie chciałem spojrzeć jej w oczy.
-Zacząłeś to wypadałoby skończyć.-Milczałem.-Neymar. Spójrz na mnie.
-Myślę, że powinniśmy być razem.
-Oszalałeś?-Zaczęła się śmiać.
-Nie. Mówię serio, poważnie.-Zakręciłem sobie kosmyk jej włosów na palcu.
-No. Może kiedyś. I na innym świecie-Odezwała się po chwili namysłu.-Ale żyjemy tu i teraz.-Poklepała mnie po ramieniu, założyła koszulkę, spodenki które miała na sobie wczoraj i wyszła na zewnątrz zabierając ze sobą papierosy.

-I jak, wiesz już coś?-Zapytał mnie Leo kiedy poszliśmy się przejść.
-A wiesz, że tak. Jakiś czas temu uciekła od ciebie z domu. Na Dominikanie powiedziała, że została zgwałcona. Mógłbym wiedzieć o wiele więcej, ale nie mogę. Marita nie zasłużyła na takie traktowanie. Nie wiem nic. Nie chce rozmawiać na twój temat w ogóle.-Powiedziałem z udawanym smutkiem.-Ale wiesz co, sam do niej podejdź i zagadaj.
-Myślisz, że nie próbowałem?
-Zabierz ją na jakiś spacer, ale zróbcie coś co ona lubi.
-Nie. Ja nie wiem co ona lubi. Poczekam aż sam z niej to wyciągniesz.
-Tyle, że ja nie chce już tego robić.-Powiedziałem sobie w myślach.-W porządku.-Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.-Może już będziemy wracać? Niedługo gra.
-Masz racje.

-Więc tak. Są dwie grupy. Dziewczyn i chłopaków. Zasady paintball'a są wam zapewne znane. Jeśli chodzi o podchody to robimy strzałki na drodze lub drzewach. Kartki z zadaniami muszą być pod kamieniem lub przebite patykiem w ziemi. Wygrany team sam ustala dla siebie nagrodę.-Rozporządziłem i zszedł z ławki. Rozdałem każdemu kamizelkę do której można strzelać i broń.
-Pilnuj się kochanie.-Wyszeptałem do ucha Maricie. Doskonale wiem, że nie lubi kiedy tak do niej mówię.
-Skopiemy wam dupy.-Powiedziała radośnie i posłała mi całusa w powietrzu.

Cała zabawa trwała ponad trzy godziny ponieważ dziewczyny nieźle się ukryły. W dodatku wszystkie były ubrane w kolorach moro. Początkiem ich nagrody było to, że każdy z nas musiał wybrać sobie jedną dziewczynę, którą weźmie na plecy i zaniesie do samego obozowiska. Oczywiście, że chciałem wziąć Maritę bo ją lubię i jest leciutka, ale wyprzedził mnie Munir. Bez zbędnego gadania wskoczyła mu na plecy i kazała iść daleko ode mnie. Zupełnie nie wiem dlaczego. Mi przypadła Laura. Nie za wysoka, ładna i zielonooka koleżanka Daniego.
-Cóż, przynajmniej nie muszę cały czas słuchać gadania Kiry.-Powiedziałem do dziewczyny, którą miałem na plecach.
-Uznam to za komplement.-Zaśmiała się brunetka i jak przeczuwałem spojrzała się w naszą stronę Marita.-A właśnie, ty z nią nie kręcisz?
-Sam nie wiem.
-Ładna jest.
-Wygląd to nie wszystko. Liczy się charakter. Rzeczy, które oboje ludzi lubi robić.
-Zakochany po uszy?
-Zakochany po uszy.-Przyznałem rację brunetce powtarzając jej słowa.

-Dzięki za przyniesienie.-Zaśmiała się dziewczyna zeskakując z moich pleców. Odruchowo obdarowałem ją uśmiechem.
-Dziena ziom. Miło, że przytargałeś ze sobą do samego końca wór ziemniaków.-Usłyszałem jej głos. Mimowolnie uśmiechnąłem się słuchając jej głupot.
-Do twoich usług księżniczko.-Ukłonił się przed nią el Haddadi i poszedł do swojego namiotu. Wszyscy byliśmy strasznie wykończeni, więc dziewczyny jutro mają swój dzień zwycięzcy.
-Dani mogę dzisiaj u nas spać?-Zapytałem przyjaciela.
-Sory stary.
-A co z jej namiotem? Tam nie możecie się pieprzyć?
-Obok Grubego? Powodzenia.-Machnąłem ręką i wszedłem do namiotu w którym będę śpał kolejną noc z rzędu.
-Nie łaska wyjść na zewnątrz?-Mruknąłem.
-Ja ci nie zabraniam tutaj palić.-Powiedziała spokojnie. Czyli co? "Idź jak najdalej Neymara" było rzucone od tak? Marita ma dobry humor i się nie obraziła?
-W porządku.-Wyciągnąłem papierosa i go podpaliłem.-Nie jesteś już na mnie zła?
-A byłam?
-No wiesz, koniec końców, poszłaś do Munira.
-Zazdrosny?-Zaśmiała się. Wzruszyłem ramionami.-Chciałam żebyś to Ty się na mnie obraził.
-Co?-Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
-Rano powiedziałeś, że moglibyśmy być razem, ale ja tego nie chce. Fakt jesteś przystojny i bardzo cię lubię, ale co jeśli nasz związek by nie wypalił? Nie chce stracić, tak dobrego przyjaciela.
-Głuptasie, przecież ja będę z tobą zawsze.
-I pomimo wszystko?
-I pomimo wszystko. Wiesz.-Zacząłem niepewnie.-Jakiś czas temu, kiedy jeszcze słabo się znaliśmy nie powiedziałbym, że.-Nie chciałem jej tego powiedzieć. Nie chce się przyznać, że coś dla mnie znaczy.
-Że?-Widzę, że nie będzie z nią tak łatwo.
-Że będę w stanie czuć do ciebie coś tak silnego.
-Miłość czasami przychodzi w najmniej odpowiednim momencie.-Westchnęła.-Idę się jeszcze przewietrzyć, idziesz ze mną?-Pokiwałem głową na tak. Usiedliśmy na pomoście. Objąłem Maritę ramieniem.
-Nie przypuszczałabym, że Neymar Junior stanie się moją słabością.-Położyła głowę na moim ramieniu.
-Nie przypuszczałbym, że jakakolwiek dziewczyna namiesza mi w głowię tak jak zrobiłaś to ty.-Pomyślałem.

***
Witam moje kochane czytelniczki!
Mam cichą nadzieję, że rozdział wam się spodobał :D Ciekawe czy para Neymar i Marita kiedykolwiek ujrzy światło dzienne :D piszcie w komentarzach co myślicie o tym poście.
Do następnego :*

sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 8.

"Ludzie stale szukają skróconych dróg do szczęścia. 
Nie ma skróconych dróg."
Perspektywa Marity.
-Jesteśmy na miejscu.-Powiedział radośnie piłkarz. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się dookoła
-Mam sobie wybrać drzewo na którym się powieszę?-Zapytałam z ironią.
-No nie do końca.-Podrapał się w tył głowy.
-A więc co tutaj robimy?
-Ja zmierzę się z jednym ze swoich lęków, a ty, no cóż. Możesz przeżyć niezapomniany dzień w parku linowym z takim przystojniakiem jak ja.-Mówiąc o sobie szturchnął mnie w ramie i poruszył zabawnie brwiami.-Z resztą każde z nas zmierzy się ze swoimi lękami. Po każdej przeszkodzie, którą uda mi się pokonać będę mógł Cię dotknąć.
-Ale po co?-Przerwałam mi.
-Daj mi skończyć.-Uśmiechnął się.-Musisz przyzwyczaić się do dotyku, a ja mam zamiar ci w tym pomóc.-Powiedział dumnie.-Co Ty na to?
-Może być.-Wymamrotałam.
Podeszliśmy do instruktora, który nam wszystko wytłumaczył. Czerwona taśma to mała uprząż, żółta taśma to duża uprząż. Przy zjeździe jedna ręka na karabinku, druga trzyma liny. Liny nie powinny się plątać i masa innych rzeczy, których nie za bardzo pamiętam.
Gdy już wszystkiego się dowiedzieliśmy założyliśmy kaski, przeszliśmy mały kurs i byliśmy gotowi.
-Idź pierwsza.-Uśmiechnął się do mnie piłkarz. Przetarłam ręce o spodnie i ruszyłam stoczyć walkę z pierwszą przeszkodą. Wspięłam się na sam szczyt i czekałam na Brazylijczyka.
-Dawaj! Dasz radę.-Krzyknęłam dla otuchy. Neymar przypiął się do linki i ruszył. Widać było, że się boi. Co chwila przepinał karabinek, tak jak pokazywał to instruktor. Po kilku minutach stał przy mnie.-Widzisz, nie było tak strasznie.-Posłałam mu promienny uśmiech.
-No ciekawe jak ty poradzisz sobie ze swoim lękiem.-Powiedział i objął mnie w tali. Na chwilę wstrzymałam oddech. Spokojnie Marita. On nie ma złych intencji, ale chwila. Przecież nie jestem tego do końca pewna.-Lio wie?-Zapytał nagle.
-O czym?
-Tym, co powiedziałaś mi na Dominikanie.
-Nikt nie wie.-Powiedziałam całkiem chamsko i oderwałam się od chłopaka.-Kolejna przeszkoda na nas czeka.
Wszystko działo się tak jak uzgodniliśmy. Ney pokonywał lęk wysokości, a ja starałam się ukryć, że nie przeszkadza mi jego dotyk. Kiedy byliśmy w niebezpiecznej odległości zamykałam oczy. Po prostu się bałam. Ale jaka dziewczyna, która przeżyła to co ja bez problemu reagowałaby na dotyk w dodatku obcej osoby?
-Dawaj Ney. Ostatnia przeszkoda.-Krzyknęłam kiedy moje stopy dotknęły ziemi. Park linowy to zdecydowanie miejsce dla mnie. Można zmierzyć się z samym sobą. Pomimo tego, że z początku trzęsłam się jak chihuahua* podobało mi się. Teraz jedynie czego się boje, to "ruchu" Neymara. Nie wiem co zamierza zrobić teraz. Kolejny raz objąć mnie w talii, przytulić, przejechać dłonią po policzku? Teraz dzielą nas ostatnie kroki, przeczepienie uprzęży, zejście na ziemie. I stało się.-Cześć Neymar. Miło było, dobrze ci poszło, do zobaczenia wkrótce. Odwróciłam się i chciałam iść w kierunku mężczyzny, który zdejmie ze mną pasy i kask.
-Nie tak prędko.-Pomimo tego, że stałam do niego tyłem wiedziałam, że właśnie się uśmiechnął. No cóż Marita dobrze było. Chciałaś uciec. Zawsze warto próbować. Odwróciłam się do piłkarza. Przygryzłam wargę i powoli zaczęłam do niego podchodzić. I stało się. Neymar złączył nasze usta jednak ja nie mogłam odwzajemnić jego pocałunku. Przecież to nie miało tak wyglądać. Poczekałam, aż napastnik się ode mnie odsunie i odbiegłam od niego. Szybko zdjęłam rzeczy należące do parku linowego i zaczęłam uciekać. Nie wiem gdzie biegłam. Po prostu chciałam zostać sama. Po jakimś czasie zmęczyłam się i usiadłam pod drzewem. Schowałam twarz w dłonie. Czułam się strasznie. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. To musiał być on. Bo kto inny?
-Co się stało?-Zapytał, a ja pokręciłam głową. Chciałam aby odebrał to za "odrzucenie" go.-Marita dobrze wiesz, że nie dam ci spokoju. Mów dlaczego uciekłaś.-Nie odzywałam się. Piłkarz usiadł obok mnie i założył okulary przeciwsłoneczne- jak miał to w zwyczaju. Siedzieliśmy w ciszy, która jak dla mnie była najlepsza. Jednak da Silva musiał to zepsuć.-Czemu nie odwzajemniałaś pocałunku. Spodobałby ci się.
O tym nie pomyślałam.
Co jeśli bym odwzajemniła pocałunek? Co jeśli, spodobałby mi się? Co jeśli chciałabym więcej? Albo jeśli nie mogłabym nigdy zapomnieć tego pocałunku? Jeśli chciałabym codziennie smakować jego ust?
-Miałeś mi pomóc, a nie wykorzystać.-Wyszeptałam.
-Nie chciałem aby to tak wyglądało.-Spojrzał mi w oczy.-Marita jeśli tak to odebrałaś to przepraszam.
-Odwieziesz mnie do domu?
-Jasne.-Powiedział zawiedzionym głosem. W bezpiecznej odległości od siebie ruszyliśmy do samochodu. Po drodze panowała cisza. Neymar otworzył mi drzwi i obszedł samochód. Wsiadł i z piskiem opon odjechaliśmy z parkingu.
-Jedziemy na jakiś obiad?-Zapytał po drodze.
-Nie dzięki. Zjem w domu.
-No jak chcesz. Spotkamy się jutro?
-Jutro jestem zajęta.
-Tak? A co robisz?
-Ciekawski jesteś.-Skwitowałam.
-A ty kłamiesz.
-Nie kłamię. Na pewno znajdę sobie jakieś zajęcie.-Nastała cisza.-A no tak. Idę na rozmowę o prace.-Przypomniałam sobie rozmowę z barmanem. Nie wiem, czy jest to dobry pomysł po tym wszystkim, jednak potrzebuje kasy. Musze przecież oddać temu pacanowi pieniądze za Dominikanę.
-I tak wcześniej czy później się zobaczymy.
-Tak, na najbliższym meczu Barcy z Realem.

Resztę dnia spędziłam z Antonellą na zakupach. Kupiłyśmy sobie suknie wieczorowe ponieważ za kilka dni ma być bankiet. Do kolekcji obie dołożyłyśmy z dwie pary butów, kilka koszulek i po parze spodni. Argentynka dokupiła sobie jeszcze biżuterię. Namawiała mnie, abym też sobie coś wybrała jednak mnie takie ozdóbki nie kręcą. Po 21 wróciłyśmy taksówką do domu. Torby rzuciłyśmy w salonie i udałyśmy się do kuchni aby zrobić coś do jedzenia. Partnerka Lionela zaproponowała Spaghetti. Oczywiście było mi obojętne co będziemy jeść. Po jakieś godzinie zawołałam Pana Wspaniałego na posiłek.
-Chłopaki już pojechali?-Zapytałam się Lionela.
-Jak widzisz.-Uśmiechnął się.-Przyjechali cię odwiedzić, a ty pojechałaś na Dominikanę w najlepsze balować.
-To nie tak.-Parsknęłam i zeszliśmy na dół. Podczas kolacji panowała cisza. Można było usłyszeć jak krople deszcze uderzają o parapet. Niestety ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam aby je otworzyć. W progu spotkałam Neymara.
-Mówiłem, że się zobaczymy.-Powiedział i sztucznie się uśmiechnął. Zamknęłam mu drzwi przed nosem jednak zdążył podłożyć nogę, aby się nie zatrzasnęły.-Czego chcesz?
-Przyszedłem do Leosia.-Powiedział radośnie. Matko on ma zmienny humor jak kobieta w ciąży.
-Leoś jest zajęty. Cześć.
-To nie prawda.-Usłyszałam za plecami głos brata.
-Coraz więcej zaczynasz kłamać kochanie.
-Nie wyjerzdzaj mi tu z żadnym kochaniem.-Warknęłam i odeszłam od piłkarzy.
-Wczorajszej nocy podobało ci się jak tak mówiłem-Usłyszałam za plecami głos Brazylijczyka. Jezu co on ćpa?
-Kto to?-Zapytała Antonella kiedy wróciłam do jadalni.
-Neymar.-Powiedziałam bez odrobiny szacunku.
-Pokłóciliście się?
-Nawet jeśli to co?
-Nie chcesz wejść z Neymarem na wojenną ścieżkę.
-Właśnie, że chce.-Powiedziałam dumnie i udałam się na górę. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się do piżamy i położyłam do łóżka. Leżałam i słuchałam muzyki przeglądając różne portale społecznościowe. Przed pójściem spać do pokoju wszedł Lionel.
-Masz chwilę?
-Pewnie. Za co tym razem chcesz mnie opieprzyć? Brak kultury, kłamanie, czy będziesz mi gadał, że zużywam zbyt dużo powietrza?-Zaczęłam wymieniać.
-Już daj spokoju.-Usiadł na łóżku.-Jutro rano jedziemy pod namioty, zabierasz się z nami?
-Kto będzie?
-W sumie po co się pytam jak znam odpowiedź.-Machnął ręką i wstał. Zrobiłam to samo.-Nie musisz wstawać kiedy wychodzę.
-Idę się spakować. Ile tam będziemy?
-Tydzień.-Podszedł do drzwi.-A Marita, dziękuję.-Uśmiechnął się i wyszedł z pomieszczenia. Ja natomiast sięgnęłam po dużą, różową torbę nike i zaczęłam szykować się na wyjazd. W sumie sama nie wiem dlaczego się zgodziłam. W trakcje wkładania ubrań do sportowej torby przyszła do mnie Antonella.
-Słyszałam, że jedziesz z nami.-Uśmiechnęła się kilka lat starsza ode mnie kobieta.
-Przyda mi się oderwanie od rzeczywistości.
-A może jedziesz dla niego?
-Dla niego?-O czym ona mówi?
-Jedziesz dla Neymara.
-Daj spokój. My się tylko kumplujemy.
-Czyli się z nim nie całowałaś dzisiaj.
-Ty też przeciwko mnie?
-Uwierz mi, że jeszcze coś z was będzie.
-Tak dwoje ludzi. Jedno narzekające na życie i nienawidzące Lionela Messiego, a drugie do osiemdziesiątki będzie zaliczać panienki.-Pomimo tego, że ja osobiście nie przyłapałam go w towarzystwie ładnych panienek do których zarywa to nie oznacza, że o tym nie wiem.
-Jeśli tak uważasz.-Zaczęła się śmiać.-Pomóc ci?
-Możesz mi pochować kosmetyki do kosmetyczki.-Poprosiłam dziewczynę, a sama zaczęłam wybierać buty, które mam ze sobą wziąć.
-Tak w ogóle to skąd o tym wiesz?
-Dobre wieści szybko się rozchodzą.
-Dobre? Co jest z tobą nie tak?
-Po prostu się cieszę. Znam Neymara od dawna i wiem jaki jest, ale wiem też, że ty będziesz z nim szczęśliwa.-Uśmiechnęła się. Zrobiłam to samo pomimo ze w środku krzyczała. Nie podobało mi się to wszystko co ona mówiła. Przecież my się tylko kumplujemy. Chyba że ja jestem jedyną osobą, która tak to odbiera.
Około godziny drugiej w nocy byłam spakowana. Antonella chwilę temu poszła spać. Mi zostało tylko napisać wiadomość do piłkarzyka i również iść spać, bo za trzy godziny wyjeżdżamy.

Perspektywa Neymara.
Obudziłem się o czwartej rano. Usiadłem na łóżku, przeciągnąłem się i wstałem. Włączyłem sobie muzykę i odczytałem wiadomość od Marity.
Sory za wczoraj. Nie powinnam tak zareagować.
Mam nadzieję, że będę miała jeszcze szanse 
posmakować twoich ust. 
                                                  Marita
Po przeczytaniu tego od razu się uśmiechnąłem. Pomimo tego, że Marita jest dla mnie jedynie siostrą mojego przyjaciela zaczynam ją naprawdę lubić. Nie wiem co Leo zrobił takiego złego, że teraz mają taki słabym kontakt. 
Wykonałem wszystkie poranne czynności, spakowałem do podręcznego plecaka najpotrzebniejsze rzeczy. Złapałem za torbę treningową i wyszedłem z domu. Odpaliłem silnik i ruszyłem pod dom Messiego gdzie wszyscy wycieczkowicze mają się spotkać. Na zegarku była punkt piąta. Trójka Argentyńczyków wyszła z domu z uśmiechem na twarzach. Oczywiście Marita szła na końcu ciągnąc za sobą torbę jej rozmiarów od niechcenia. Chciałem wyjść jej pomóc jednak Bartra mnie wyprzedził. Uśmiechnął się do blondynki, pomrugał tymi swoimi ślicznymi oczkami i zapakował rzeczy Marity do swojego samochodu.
-Ziom przecież ty masz kobietę.-Powiedziałem jednak nikt nie mógł mnie usłyszeć. Zacisnąłem dłonie na kierownicy tak, że zaczęły mnie boleć.-Ja już będę jechać.-Oznajmiłem moim przyjaciołom i z piskiem opon odjechałem spod domu Messich. Po drodze dostałem sms'a od Marity.
Myślałam, że to ty mi pomożesz 
i pojadę z tobą:)
Postanowiłem od razu jej odpisać.
Zamierzałem to zrobić jednak Marc mnie wyprzedził.
Przykro mi.
Nie możesz mnie jakoś od nich wziąć?
Nie che cały czas patrzeć jak się do siebie kleją.
Coś wymyślę.
Jeszcze nie wiedziałem jak mam odbić Maritę Bartrze. I martwię się, że nie wpadnę na żaden dobry pomysł. Jedyną osobą u której mogłem poszukać ratunku był Dani. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem aby porozmawiał z Bartrą.

Perspektywa Matity. 
-Czemu dowiaduje się na samym końcu że jesteście razem?-Zapytał obrażony piłkarz. Po czym dodał gazu, wyprzedził Neymara i zajechał mu drogę. Zjechał na pobocze, a napastnik poszedł w jego ślady. Wysiadłam z samochodu, wyjęłam z bagażnika torbę i powędrowałam do Brazylijczyka.
-Plotki o nas coraz lepiej się rozchodzą.-Zaśmiałam się wchodząc do samochodu.-Poczekaj aż wszyscy piłkarze przejadą.-Oznajmiłam i zapięłam pasy. Napastnik wykonał moje polecenia. Gdy byłam już w stu procentach pewna, ze jedziemy jako ostatni i jesteśmy sporo w tyle wyciągnęłam z plecaka papierosy. Podpaliłam jednego i podałam Neymarowi.
-Masz, teraz nikt ci nie przeszkodzi.-Powiedziałam i podpaliłam papierosa dla siebie. Zaciągnęłam się i pogłośniłam radio. Odwróciłam się do szyby i podzieliłam piękno Katalonii. Kiedy przekroczyliśmy tabliczkę z napisem Barcelona odwróciłam się do piłkarza. Akurat w tym świetle wydawało mi się, że wygląda trochę inaczej. Postanowiłam poruszyć ten temat.
-Znowu byłeś na imprezie?
-O czym Ty mówisz?
-Masz spuchniętą buzie. Kolejny raz biłeś się o jakąś dziewczynę?
-No tak! Bo widzisz Neymar bez nocnego balowania to nie Neymar.-Zaśmiał się.
-Ale musisz się słabo bić skoro za każdym razem obrywasz.
-Tylko trening czyni mistrza. Dasz mi jeszcze jednego papierosa?
-Przed chwilą paliłeś.-Powiedziałam stanowczo.
-Tak, ale to jedyny moment, kiedy nikt mnie nie zobaczy.
-Niech ci będzie.-Mruknęłam i poczęstowałam go papierosem.

Perspektywa Neymara. 
Tak zapomniałem wam powiedzieć, ze dzisiejszej nocy miałem w domu gości. W sumie mogę powiedzieć, że wczoraj było gorzej niż kiedykolwiek. Nocą w moim domu nie latały kurwy czy szkło. Wczoraj latało wszystko, a ja przechodziłem przez istne piekło. Nie chce mówić Maricie prawdy co do moich opuchnięć, siniaków czy zadrapań. Z resztą jestem pewien, że nigdy nie będę ją obchodził.
-Neymar wracaj.-Uderzyła mnie w ramie blondynka.
-Mm co?-Spojrzałem w jej stronę. Dopiero teraz zobaczyłem, że Marita jest naprawdę śliczna. Ma ładne duże oczy. Fakt są smutne ale ładniejszych jeszcze nie widziałem. Duże mocno czerwone usta-tak jak lubię. Wspaniała figura, w sumie fajnie by było się z nią przespać. Ej Ney, stop!
-Pokarzesz mi swoje tatuaże.-Wyrwała mnie z zamyśleń blondynka.
-A Ty?
-Zobaczymy.-Puściła mi oczko.

-Dojechaliśmy.-Powiedziałem po półtorej godzinie. Zgasiłem silnik i wysiedliśmy z samochodu.-Teraz kilka kroków dzieli nas od zgrai piłkarzy i ich panienek. Już nie będziesz na mnie skazana.
-A co jeśli lubię spędzać z tobą czas?
-Ale jak to?
-No wiesz, Ty mi nie trujesz jaka to jestem zła i beznadziejna. Szanujesz mnie i da się z tobą normalnie pogadać.-Uśmiechnęła się.
-Wiesz, to miłe.- Odwzajemniłem uśmiech i wyjąłem z bagażnika nasze torby. Różową podałem mojej towarzyszce i ruszyliśmy w głąb lasu.-Na takie wypady jeździmy co roku. Jest to nasza tradycja.-Zacząłem jej opowiadać coś z historii Barcelonistów-Piłkarzy.

-Nareszcie!-Odezwała się Antonella i podbiegła do Marity. Przytuliła ją.
-Spokojnie. Przecież była ze mną.
-I tego się właśnie bałam.
-Dzięki.-Mruknąłem i od nich odszedłem. Rzuciłem czarną torbę na ziemię i poszedłem do Messiego który właśnie się przebierał.-Żadnych gier z Maritą.-Oznajmiłem. Lio doskonale wiedział o co mi chodzi. Uniósł w górę ręce w akcie, że niczego nie będzie kombinował.-Powiedz to reszcie.

Co roku wybieramy jedną dziewczynę do której jeden z nas ma się przystawiać. Oczywiście udział w tej zabawie bierze każdy singiel. Osoby bez swojej drugiej połówki przyjeżdżają z jakąś "koleżanką." I dają się ponieść zabawie. W dodatku kto więcej razy namówi dziewczynę na seks przez ten tydzień zostaje okrzyknięty mistrzem na cały rok. Odkąd przeszedłem do Barcy nikt nie może mi dorównać jednak coś myślę, że to się stanowczo zmieni.
-Ju idziesz po gałęzie na ognisko?-Zapytał mnie Gerard. Przytaknąłem i ruszyliśmy przed siebie.
-Kręcisz już coś z Maritą?
-Powaliło cie? My jesteśmy ziomami.-Stwierdziłem i podniosłem kilka gałęzi.
-Nie chciałbyś z nią być?-Zrobił to samo co ja.
-Sam nie wiem.
-Szkoda tylko, że jest taka.-Nie dałem mu skoczyć.
-Nie kończ. Dużo przeszła.-Nie wiem dlaczego zacząłem ją usprawiedliwiać. 
-Jest idealna. Idealna dla mnie.-Powiedziałem sobie w myślach. Jedak sam w to nie wierzę. Wmawiam każdemu, ze nic między nami nie ma, a jednak myślę o niej coraz lepiej. Jakby stała się dla mnie ważna. A przecież to nie prawda! Chyba...
-Ej to może ją w tym tygodniu weźmiemy?
Byłem bliski wybuchnięcia jednak całkiem szybko udało mi się opanować.
-Ona nie bierze udziału w tym w ogóle. 
-To jest łamanie zasad.-Oburzył sie Gerard.
-To jest.-Nie wiedziałem co powiedzieć.
-To jest moja kobieta.-Kolejny raz dopowiedziałem sobie w myślach.
-Chodźmy już. Mamy wystarczająco dużo gałęzi.-Oznajmiłem i zaczęliśmy wracać.

Gdy zaczynało robić się ciemno każdy zaczął rozbijać namioty. Oczywiście liderem w tym był Munir który jeszcze kilka lat temu uczestniczył do harcerzy. Najlepiej jednak patrzyło mi się na blondyne z Argentyny.
-Co tak się gapisz!? Pomógłbyś!-Wrzasnęła. Z uśmiechem nosiłem jej pomoc gdy tak nagle spod ziemi wyrósł nasz król namiotów i w kilka sekund rozbił jej tymczasową sypialnię.
Następnie razem z Lio wziąłem się za rozpalanie ogniska. Trwało to z jakąś godzinę ponieważ drewno było mokre i nie chciało się palić. Po udanym ognisku przy którym było mnóstwo śmiechu i dobrego jedzenia zaczęliśmy się zbierać do spania. Marita poszła do swojego namiotu po 23 ponieważ uznała, że jest jak Fiona i po północy przemienia się w okropną bestię. Oczywiście nie obyło się bez gadania, mógłbym zostać jej Shrekiem i że powinniśmy żyć długo i szczęśliwe.

O drugiej w nocy usłyszałem krzyki dochodzące z namiotu obok. Była to Kira. Przyjechała tutaj z Suarezem. Jest jego kuzynką jednak wszyscy ją znamy. Szybko do niej poszedłem.
-Wszystko w porządku?-Zapytałem.
-Tak. To tylko cienie drzew.-Zaczęła śmiać się sama z siebie
-W taki razie ja wracam do namiotu.
-Możesz zostać.-Powiedziała uroczo. Wszyscy stąd wiemy, ze Kira na mnie leci jednak nie jest w moim typie. Jest przemiła, nadal zachowuje się jak mała dziewczynka i na dodatek boi się własnego cienia. Moim zdaniem jest jeszcze głupiutka i nie chce się pakować w jakiś chory związek w dodatku z kuzynką kumpla. Każdy wie że prędzej czy później bym ją zranił zdradzając z inną dziewczyną. 
-Dobranoc Kira.-Powiedziałem po chwili. Zasunąłem suwaki i już miałem wchodzić do swojego namiotu gdy zobaczyłem kogoś na molo. W dłoni ten KTOŚ miał szluga więc to musiała być ona. Nikt inny z nas nie pali. Podszedłem do Marity i usiadłem obok.
-Czemu nie śpisz?
-A Ty?
-Kira mnie obudziła.-Głośno westchnąłem. Marita się zaśmiała.-No co?-Wzruszyła ramionami.-Ale wiesz.-Zatrzymałem się na chwilę.-Nie obraził bym się gdybyś to Ty mnie obudziła.
-Niezła gadka na podryw. Długo ją ćwiczyłeś?-Zaśmiała się.
-Nie specjalnie.-Stwierdziłem i zabrałem jej papierosa.-Moja kolej.
-Śpisz z Danim, myślisz że nie poczuje?-Pokręciłem głową na nie.-Dobranoc Neymar.-Wstała i poszła do swojego namiotu. Po chwili zrobiłem to samo. 

Perspektywa Marity. 
Rano obudziłam się w dobrym humorze. Jak nigdy, nie? Zegarek w telefonie pokazywał godzinę 8:12. Za pewne każdy będzie jeszcze spać. W miarę warunków jakie tutaj mieliśmy wykonałam poranną toaletę i założyłam dresy ponieważ nie było za ciepło. Kiedy chciałam zabrać się za śniadanie z namiotu wynurzył się jeden z piłkarzy. Nie za wysoki, dobrze zbudowany, całkiem dobrze jak na rano wyglądający Neymar.
-Hej.
-Hej.-Uśmiechnął się.-Wiesz no bo i wszyscy śpią i.-Mogłam mu nie przerywać i patrzeć jak nadal rabią z siebie debila jednak moja dobra strona wiedziała co on czuję.
-Leżą gdzieś koło poduszki.-Uśmiechnęłam się i zaczęłam dalej robić kanapki. Po jakimś czasie dołączył do mnie Rakitić i jakaś panienka o imieniu Laris. Na pozór wyglądała miło i sympatycznie. Zobaczymy co będzie dalej. Naszą śpiącą królewną okazała się Shakira. Wstała przed tym jak całą grupą mieliśmy wejść jej do namiotu i udawać, że jesteśmy otoczeni dzikim ludem z kraju którym pochodzi i chcą aby złożyła im pokłony i nie będę wam mówiła tego dalej ponieważ po znakomity plan jej małżonka. Przed południem uzgodniliśmy, że połowa z nas zostanie tutaj i będzie się kąpać, a druga połowa pójdzie zbierać owoce leśne. Na drugą propozycję zgodziłam się tylko ja. Więc Marita na co czekasz? Las stoi dla Ciebie otworem.
-No może ja z tobą pójdę.-Zaoferowała się Melisa.
-No jak chcesz.-Powiedziałam sznurując czarne super stary.
-Ja też mogę iść.-Odezwała się partnerka Iniesty.
-To na co jeszcze czekamy.-Uśmiechnęłam się. Sięgnęłam po reklamówkę i przypadkowo spojrzałam w stronę Neymara. Siedział z jakąś laską i pewnie nawet nie zwrócił uwagi na to, że miałam iść sama.
-Tak da Silva zdecydowanie coś czuję. Tylko, że do innej osoby.-Wyszeptałam i razem z dziewczynami ruszyłyśmy w rejs.

Perspektywa Antonelli.
Widziałam smutek wymalowany na twarzy Marity kiedy spojrzała na Neymara i Sofie. Chyba jeszcze nie wie, że ta dziewczyna już jest czyjąś własnością. Jednak to przekonało mnie, że Marita coś czuję do naszego Casanova.

-To nie jest tak, że coś do niego czuję.-Tłumaczyła mi po powrocie siostra mojego partnera.-Po prostu to dziwne, że wiele ludzi uważa, że do siebie pasjemy i powinniśmy być razem, a on widzi to inaczej.
-Przecież Ty jesteś taka sama.-Odezwała się Shak, którą zdążyłam we wszystko wtajemniczyć.
-No dobra nie denerwuj się już tak. Dziewczyna z którą gadał Neymar to żona Grubego.-Całą trójką zaczęliśmy się śmiać, a Marita chyba sobie uświadomiła, że zaczyna być zazdrosna o 11 Barcy.

*to miał być cziłała
***
Z góry przepraszam na wszelkie błędy w tym rozdziale.
Podobał się rozdział? Jak myślicie, będzie coś pomiędzy Neymarem i Maritą? Piszcie w komentarzach jak wy widzicie to dalej. Do następnego wpisu kochani:)